Jeden jest wasz Mistrz, Chrystus

marzec 10, 2009 - autor: Blog Wolnego Człowieka

U Mateusza w 23, 10 spotykamy słowo KATEGETES (kata + hegeomai – „ten, który przeprowadza przez”, czyli „przewodnik, nauczyciel, mistrz”). W dzisiejszej ewangelii Chrystus daje napomnienie, by nikogo, prócz Niego nie nazywać MISTRZEM. Jak ma się to do naszych czasów, kiedy nie raz słyszy się o mistrzach sztuk różnych? Czy jest na świecie choć jeden człowiek, który jest gotów wziać na siebie całkowitą odpowiedzialność za innych? Czy możemy mieć pewność, że ten jeden, jedyny, którego tu na ziemi wybierzemy, choćby był NAJ, rzeczywiście zagwarantuje nam szczęście najwyższe? To chyba oczywista, że jest to pytanie retoryczne. Jednak jeśli przyjmujemy, że Jezus Chrystus jako jedyny Pośrednik między Bogiem a ludźmi jest Drogą i Prawdą i Życiem, to faktycznie, On tylko może nas skutecznie poprowadzić ku pełni szczęscia. Posługując się oczywiście ludźmi, którzy w Nim widzą Prawdziwego Boga i Prawdziwego Człowieka.

Jeśli pretenduję do takich nauczycieli – to nie mnie o tym mówić i pisać. Wszystko okaże się już w tym wieku, przynajmniej w części. W wieczności zaś poznamy całą prawdę.

Czas coś napisać

luty 8, 2009 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Od początku istnienia tego pamiętnika zajrzało doń z lekką górką 1200 osób. Parę z nich zostawiło jakiś ślad w postaci komentarza. Serdeczne dzięki im za to. Chcę jednak oświadczyć, że wpisy będą pojawiać się (o ile w ogóle) rzadko. Zmieniam strategię głoszenia wolności. W swoim czasie o tym zakomunikuję na niniejszym blogu.

Mamy teraz wredny czas, chciałoby się napisać. Wszelkie znaki na ziemi o tym werbalnie bądź też nie o tym informują. USA swoje, Talibowie swoje, czerwona pajęczyna w kraju i na świecie też swoje. Krew i łzy ciurkiem płyną pośród ludzi sumienia, ale jakoś nikt się tym zbytnio nie przejmuje. Sceptycy powiedzą, że tak było, jest i będzie. Współcześni turpiści, zwłaszcza medialni będą na tym stanie rzeczy tłuc kasę, a co mamy mówić my, którzyśmy zainwestowali w wolność i Prawdę, jej Źródło? Chyba nic, poza modlitewnym szturmem, na pohybel Złemu!

Nowy Rok, nowy czas łaski

styczeń 15, 2009 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Najwyższy czas zapodać słów kilka na nowy rok pański, 2009. Dzieje się wszak dużo i nie sposób o tym milczeć. Za nami już dwa tygodnie bieżacego roku, a w tym czasie:

Herod Obama uskutecznia plan rzezi niewiniątek, Owsiak skutecznie promuje nową religię świecką, Rusek bawi się gazowym kurkiem, i jedyne co niezmienne, to żarcie się ciągłe w ławach parlamentarnych. Poza tym trwa kolędowanie w parafiach Polski, już słychać doniesienia o napadach, rozbojach, pobiciach kapłanów. Ciekawy tekst znalazłem, a propos duszpaterskich odwiedzin wiernych. Myślę, że autor się nie pogniewa, że go u siebie zalinkuję. Mnie osobiście do refleksji skłonił ten fragment:

Po pierwsze… Kolęda to czas wspólnej modlitwy. Proszę zwrócić uwagę: w większości polskich domów to jedyny moment w roku, kiedy cała rodzina razem z księdzem modli się w rodzinnym domu. Nie w kościele, ale we własnym domu. Ojciec, matka, dzieci, dziadkowie… Wszyscy mają złożone dłonie i kierują swój wzrok i serce w stronę Boga. Są domy, w których dzieci tylko ten jeden raz widzą swoich rodziców zatopionych w modlitwie. Dla mnie osobiście jest to poruszajaca chwila. I czuję zawsze jak to wspólne wołanie do Boga – napełnia domowstwa Bożym światłem i łaską.

Czasem sam się nad tym zastnawiałem, aczkolwiek rzadko i powierzchownie nad tym faktem. I co mogę powiedzieć, to to, iż nie jeden raz widać, że z trudem się słowa modlitwy pojawiają na ustach domowników. To powinno mobilizować do szturmu modlitewnego w intencji rodzin i ich życia modlitwy. Zwłaszcza, że mamy ku temu okazję, którą stwarza obecny rok duszpaterski, przebiegający pod hasłem: Otoczmy troską życie. Może modlitwa – wiersz, autorstwa Błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty ędzie taki pierwszym, dobrym krokiem do działania w polu duchowego wzmocnienia w życiu?

Budowniczowie Świątyń – nieskalani?

grudzień 21, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

W gotyckim kościele w Norymberdze znajduje się słynny sarkofag poświęcony św. Sebaldowi. Przedstawia on figury ze Starego i Nowego Testamentu. Tworzą one wspaniałą całość, której centralną postacią jest Jezus Chrystus. Sarkofag tak jest zrobiony, że Chrystus jako centralna postać łączy wszystkie figury. Wystarczy odkręcić figurę Zbawiciela, a całość się rozpada.

Ten obraz jest dla nas ludzi wierzących przypomnieniem, że w centrum naszej religii i w centrum naszego życia stoi Chrystus Pan. To On nadaje sens wszystkiemu, co stanowi nasze życie i działanie. Tę prawdę chcemy przeżyć w sposób szczególny dzisiaj, otaczając ołtarz eucharystyczny w ostatnią niedzielę adwentu.

Czy jesteśmy gotowi powitać “Słowo, które Ciałem się stało”? Czy w naszym sercu jest miejsce, aby zamieszkał Ten, który jest “Synem Najwyższego.., a Jego panowaniu nie będzie końca” ?

Niekwestionowaną okazją ku temu były rekolekcje adwentowe, spowiedź święta, msze św. roratnie. Jeśli nie zdążyłeś jeszcze przygotować mieszkania swego serca dla rodzącego się Boga, wykorzystaj na to najbliższy czas. Niech refleksja nad dzisiejszą Liturgią Słowa Bożego będzie dla ciebie motywacją, zachętą, szansą na lepsze jutro.

Pomyśl o domu – tym swoim mieszkalnym, a przy okazji o tym, który budujesz swymi uczynkami, słowami, gestami.

Przypomnij sobie ich jak najwięcej i uczyń je ścianami, obrazkami, sprzętami domowymi. Czy jesteś z nich dumny? Czy ochoczo wracasz do tego domu i zastajesz w nim radość, zadowolenie, zgodę?

Przypatrz się królowi Dawidowi: On Boży Pomazaniec, wielki król Izraela, postanowił, że zbuduje Świątynię Bożą, w której Zamieszka Bóg. Za tę myśl został przez Pana napomniany ustami proroka Natana.

Wypomniał Dawidowi Bóg jego aktywizm, który mógłby przesłonić mądrość i prostotę serca władcy Ludu Wybranego. Zadaniem Dawida miało być podjęcie walki z wrogami Izraela, którzy w sensie biblijnym byli jednocześnie przeciwnikami Boga, symbolizowali zło oraz grzech. Mimo, iż udało się odważnemu władcy owe zadanie, to sam zatruł się grzechem, kiedy posłał na śmierć Uriasza Hetytę, by móc poślubić jego małżonkę Batszebę. Bóg znając ciąg wydarzeń, nie zezwolił Dawidowi zrealizować jego zamiaru zbudowania świątyni. Dzieło to miał podjąć syn Dawida – Salomon.

Ale i jego dokonania przekreślił grzech niewierności Najwyższemu. Pełna świetności i majestatu budowla była kilka razy niszczona, grabiona, aż wreszcie została po niej Ściana Płaczu, przy której dziś modlą się pobożni Żydzi i wszyscy, którzy boją się Boga.

Zarówno Dawid, jak i Salomon, w pewnym momencie „wymontowali” ze swego życia Świętość Boga. I w ten dramatyczny sposób nadszedł czas zagłady ich dzieła.

[pauza]Spróbuj na moment przynajmniej wejść w rolę Dawida, czy Salomona. Wróć do myśli o domu, do którego wkrótce wrócisz. Dziś możesz wnieść do niego wiele świeżości. Możesz go uczynić bardziej przytulnym, niż stajnia i żłób. Trzeba tylko wstyd i słabość przekuć na żal i stanowczą decyzję: nie wymontuję Chrystusa z ołtarza swego życia, bo nie chcę pozostawić po sobie ściany płaczu. Wieczór wigilijny możesz uczynić – jeśli to konieczne – początkiem wydarzeń końcem zarazem remontu, czy przemeblowania.

Od wydarzeń związanych z budową Świątyni Jerozolimskiej trzeba było czekać jeszcze blisko 10 stuleci na Godnego Budowniczego Świątyni Pańskiej. Tej szczególnej Świątyni, która od 2 tysiącleci gromadzi się na wspólnej modlitwie i łamaniu chleba wszędzie tam, gdzie przebywają ci, którzy za Apostołem Narodów, Św. Pawłem, wołają:

Temu, który ma moc utwierdzić was

zgodnie z Ewangelią i moim głoszeniem

(…) a przez pisma prorockie na rozkaz odwiecznego Boga

wszystkim narodom obwieszczoną, (…),

Bogu, który jedynie jest mądry,

przez Jezusa Chrystusa,

niech będzie chwała na wieki wieków.

Jesteś w tej świątyni, wiecznej i niezniszczalnej. Budujesz ją, nadajesz jej blasku. Pamiętaj o tym!

A życie płynie, płynie…

grudzień 19, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Prezydent dalej robi za komika, którego polityczni widze obrzucają pomidorami, sondaże tworzy się na zamówienie, manipulacja goni mapnipulację. I  wtym oto klimacie Dziecię ma się nam narodzić…

Nie chce mi się dalej pisać, więc pomoże mi niejaki Słowacki:

“Ale miejcie nadzieję, bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.”

Wejrzyj z nieba, zobacz i nawiedź tę winorośl (Ps 80:15)

grudzień 4, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Od jakiegoś czasu, kiedy kupię gazetę, to jej nie czytam. Niby trzeba się orientować w świecie, wiedzieć co w lokalnej trawie piszczy.  Męczą mnie jednak uporczywe teksty, pełne zjadliwości oraz treści utrzymujących w przeświadczeniu, że ja i miliony Polaków to idioci, niezdolni do wyciągania własnych wniosków. Żadna gazeta codzienna nie jest wolna od tej cechy. Począwszy od “Aborczej” poprzez “Rzepę” i “Der Dziennik” na “Moher Zeitung” skończywszy. Ten ostatni, wiadomy dziennik z Torunia chce pretendować do zaszczytnej grupy mediów katolickich. No właśnie, chce! Ale niestety, nie potrafi! Też ma Polaków za idiotów!?  Wiem, że i mnie się zdarzy czasem coś idiotycznego strzelić – ale ja jestem pionek w tym Bożym młynie, którego żarna mielą zboże. Za pomocą idiotyzmów, niefrasobliwości i subiektywizmu nie da się budować niczego trwałego. Nie przez przypadek Chrystus dziś wspomina o budowaniu domu na skale, nie zaś na piasku, byle gdzie i z byle czego!.

Dziwi mnie też, że Polski Episkopat potrafi póki co, tylko kibicować lokalnym mediom, typu “Radio Józef”, czy “Katolickie Radio Podlasie”. Nie robi się jednak nic, by obudzić w statystycznych katolikach polskich ducha żywej wiary, nie bojącej się świata współczesnego.  Świata odduchowionego, pełnego pragmatyzmu i etyki sytuacyjnej. Jest niby “KAI”, ale o jego istnieniu wiedzą tylko ci nieliczni, którzy niejako muszą doń sięgać.

Często spotykam się z takimi obrazkami:

Mężczyzna, mąż, ojciec. Wydaje się być człowiekiem prawym, pobożnym, światłym. Jednak z protestem wobec pragmatyzmu i etyki sytuacyjnej nie potrafi się zamanifestować w pracy, sąsiedztwie, etc.”Walkę” podejmuje tylko wtedy, kiedy spotyka się z poglądami podobnymi do jego – czyli po próżnicy język strzępi i traci siły…

Niewiasta, żona i matka. Rocznik ~60. Wierząca i praktykująca katoliczka. Doskonale orientująca się w problemach świata dzisiejszego. Potrafiąca podjąć publicznie samokrytykę, wskazać na rzeczowe argumenty krytykę ową uzasadniające. I nic więcej, tylko tyle… Po raz drugi para w gwizdek…

Małżeństwo, rodzice swych dzieci. Ona pani magister, serdeczna i ciepła ale też i zdecydowana aktywistka w swoim fachu. On poczciwy, pełen życzliwości i oddania człowiek, na którego może zawsze liczyć rodzina oraz przyjaciele. Oboje katolicy, praktykujący, może czasem “zapominalscy”. Obojgu jednak nie do końca się uśmiecha, by zdecydowanie i po imieniu nazwać to, co złe a na co wpływ jakiś tam mają.

Panienka, lat naście. Nie taka “słodka idiotka” jakich dziś często na pęczki. Żadna z niej modystka, fiu bzdziu też jej nie w głowie. Jest po “przejściach” cywilizacyjnych, że się tak wyrażę. Umie refleksyjnie myśleć, dostrzec przechodzącego obok niej Chrystusa. Lecz znów porażka. Bo Chrysus sobie przechodzi, a ona nie zawoła: Mane nobiscum, Domine!.

Kto wie, czy bohaterowie tych obrazków nie wykazali by więcej entuzjazmu i rzeczywistej woli walki, gdyby na co dzień mieli informacje potwierdzające, iż nie są “dziwakami”, “katolami”, “moherami”, trącących pleśnią zabobonu i rozsnuwajacych cień średniowiecza w dzisiejszych czasach. Bohaterowie owi, to tysiące Polaków, pracujących również w mediach, i to przerozmaitych. Nie dziwi zatem, że swój katolicyzm chowają w zawiniątko, by na niedzielę, czy ewentualnie w zaciszu swych domostw robić zeń użytek.

Biskupi grzmią na alarm. Tak to jednak potrafi każdy, kto ma oczy, uszy i zdrowe spojrzenie na świat. Dajcie mi, ojcowie zacni, biskupi oręż! Nie wykręcajcie się pokorą, miłosierdziem, modlitwą. Ewangelię trzeba przyjąć jako całość, nie zaś tylko w wymiarze “co i komu, na jaką okazję pasuje”.  Przypomnę, że Chrystus ostrzegał, że jeśli Jego uczniowie umilkną, kamienie wołać będą (Łk 19, 39 n). Czy episkopat chce do polskich świątyń, szkół, sal parafialnych, powstawiać kamienne posągi? Ciekawe, czy jaki Fidiasz, albo Michał Anioł się dziś znajdzie…?

Rorate coeli desuper. Rzecz o czekaniu.

listopad 29, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Latem 1944 roku, nim alianci wylądowali w Normandii, wpierw przeprowadzona została akcja rozbrojenia z min i zasieków w Kanale La Manche. Przygotowali wpierw żołnierze teren pod lądowanie alianckich sił zbrojnych, by zdecydowanie uderzyć na zajęte przez nazistów ziemie, by w ten sposób dać wyzwolenie tak długo wyczekiwane przez narody Europy.

Identyczna sytuacja – lecz w innych wymiarach czasu i wartości miała miejsce przed 2000 lat. Ludzkość wówczas czekała na Boże lądowanie na ziemi. Wyczekiwano poprzez wieki, z utęsknieniem Bożej inwazji i wybawienia. Nieustannie też w niebo wznosiło się wołanie: „Spuśćcie nam na ziemskie niwy Zbawcę z niebios obłoki!”

Dziś, w I Niedzielę Adwentu można mieć wrażenie, że tenże Adwent się już zakończył. I nie chodzi już tylko o skomercjalizowanie Świąt Bożego Narodzenia, które na ulicach, placach, w sklepach, czy halach targowych są „sprzedawane” już niemal od początku listopada.

Dziś jesteśmy narażeni na znacznie gorsze wydarzenie, jak „wyprzedaż” Świąt Narodzenia Pańskiego. Przede wszystkim jest to fakt, iż coraz częściej Pan Bóg przestaje być oczekiwany i poszukiwany przez człowieka. Jedni mówią, że się tak schował, iż poszukiwanie Go nie już ani zajmujące, ani pożądane, dające radość. Inni znaleźli Boga stworzonego na swój obraz i podobieństwo: we władzy, pieniądzach, zadawaniu bólu i śmierci, w oszukiwaniu i wykorzystywaniu bliźnich.

Jeśli zatem tak się sprawy mają, to nie dziwi fakt, iż życie człowieka 21 wieku rozpościera się jedynie na płaszczyźnie rozpiętej pomiędzy zyskiem i stratą. Zostaje zburzona struktura osoby ludzkiej, która budowana jest na trzech filarach: życia fizycznego, psychicznego oraz duchowego.

Liczyć się tylko dziś ma młodość, uroda i tężyzna fizyczna, wsparta doświadczaniem przerozmaitych „dobrych wrażeń” przeplatanych emocjami radosnej euforii i przygnębiającej traumy. Zapomina się natomiast o tej trzeciej linii ludzkiej egzystencji, linii w zasadzie najważniejszej i najbardziej wymagającej. Dojrzała, bowiem duchowość to ta, która nie szuka usprawiedliwień, nie ucieka przed odpowiedzialnością, która wreszcie pozwala człowiekowi na sięgnięcie Nieba. Stajemy się naocznymi świadkami smutnej myśli, głoszącej pogląd, iż: “Człowiek, który wyrugował ze swego życia wszelkie odniesienia do absolutu, który wszystko sprowadził do ciasno pojmowanego materializmu, ulega zezwierzęceniu i zaczyna żyć jak zwierzę”. Potwierdzeniem tego są niewątpliwie wydarzenia z Indii, Indonezji, Chin. W imię zazdrości podsycanej paliwem nienawiści, miasta i wioski płyną rzeką krwi, ognia i łez. Jednak nie tylko w tych odległych zakątkach świata trwa symfonia pieśni przerażenia. Także w naszych progach, europejskich, polskich rozpisywane są jej partytury. W cywilizacji, w której Bóg zechciał się objawić jako Dziecko, Niemowlę, które narodziło się w Rodzinie, godzi się w życie dzieci poczętych, uderza się w fundamenty rodziny.

Jak często słyszy się dziś określenie tak bardzo bliskie nam, Polakom, które z taką podłością się profanuje: „Matka Polka” – wypowiadane szyderczo o kobietach, które są matkami kilkoro dzieci. Ciekawe, czy ci, którzy się naśmiewają, mają świadomość faktu, że te dzieci zrodzone przez „Matki Polki” będą w przyszłości pracować na nich właśnie, szydzących z piękna bycia matką, z radości, jaką promieniuje życie!? Komu jak komu, ale chyba tym właśnie prześmiewcom winno najbardziej zależeć na tym, by społeczeństwo mogło być tak zróżnicowane, aby szyderczy ton kpin nie zamienił się nagle w łabędzi śpiew.

Przykład ten znakomicie pokazuje fakt wyrugowania sfery duchowej z kręgu zainteresowania współczesnego człowieka. Z jednej strony: dyskusja nad dopuszczalnością uśmiercania dzieci, z drugiej chęć stworzenia przemysłu produkcji potomstwa nie wykluczając nawet wyboru cech wyglądu zewnętrznego. Sprowadzenie życia ludzkiego do rangi problemu to zabawa człowiekiem. To nie tylko brak jakiejkolwiek dojrzałości, ale nade wszystko zrzucenie odpowiedzialności na wzory chemiczne, aparaturę oraz przypadek. A tu już wtedy nie ma miejsca ani na Boga, ani na grzech.

Mając na uwadze rangę problemu, Kościół w Polsce proponuje wiernym wzmożoną refleksję nad darem życia ludzkiego. Tegoroczne hasło roku duszpasterskiego brzmi: „Otoczmy troską życie”. Już w samej treści hasła odnajdujemy informację, iż jest życie człowieka dziś zagrożone. Nie wolno nikomu przejść obojętnie nad tą kwestią. Szczególną pomocą niech służy nam Pismo Święte.

Sięgając po Słowo Boże warto mieć w świadomości te 4 obrazy, czy punkty odniesienia:

  • Głosem Słowa jest Objawienie Boże
  • Twarzą Słowa jest Jezus Chrystus
  • Domem Słowa jest Kościół
  • Drogą Słowa jest misja, którą realizują chrześcijanie w świecie.

Rorate coeli!

O telewizji myśli kilka

listopad 25, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Parę dni temu rozmawiałem z pewnym ważnym człowiekiem, który z niejednego pieca chlep jadał. Również z tego amerykańskiego. Oto skrót naszej rozmowy, myślę nie banalnej.

Niby każdy wie, że TV dziś to najczęściej są reklamy przerywane serialami, filmami i informacjami. I tu pojawia się ciekawostka pierwsza:

Czy zwróciliście uwagę, że bardzo często stacje telewizyjne “pakują” w nas: programy na licencjach zagranicznych (Niania, Ojciec Mateusz, Koło Fortuny, Milionerzy, etc) albo filmy w stylu: “Megahitów”, czy rodzimych Mega Produkcji: Sami Swoi, Czterej Pancerni, Stawka Większa niż życie, etc?

Czemu ciekawostka? Albowiem mechanizm ten sprawdził się na zachodzie: dobre filmy i ciekawa rozrywka przerywane reklamami daje przełożenie na wzrost konsumpcji człowieka. Momentalnie wzmaga się tłum przy kasach sklepowych, trzeba dawać nowe towary, etc. Dziś reklamodawcy dają ciężkie pieniądze na reklamy o określonych porach, a i też sami sugerują prowadzącym daną stację TV podczas jakich filmów/programów mają pojawiać się spoty reklamowe ich firm.

Mój rozmówca zapytał: I jak tu głosić dziś Ewangelię człowiekowi?

Wobec takiego stanu rzeczy, jaki zarysował powyżej, ja stanowczo wyraziłem pogląd, że tym bardziej Kościół Katolicki powinien “wejść” w świat TV, by móc, wzorem >>TV Religia<< głosić Orędzie o Jezusie Chrystusie przy kawie, herbacie i wśród oparów kuchennych…Pośród takich propozycji potrzebna jest konkurencja, czy szeroki asortyment towaru…

Ks. Gwarek jednak znów mnie “ściął” swoją ripostą ma mój pogląd. I tu miejsce na ciekawostkę Nr 2. Aby do niej dojść, wpierw  spróbujmy odpowiedzieć sobie, po co ludzie w zasadzie oglądają TV?

Mamy dziś setki, a nawet tysiące stacji TV dostępne za pośrednictwem satelitów i sieci www. Złudne jest twierdzenie, że ludzie oglądają TV by sie orientować w świecie, by poznawać świat itp. Ci, którzy wykorzystują do tego celu TV, to raczej odbiorcy “niszowi”. Ogląda się telewizje przede wszystkim dla relaksu i rozrywki.
Wchodząc w ten sposób do głębi człowieka, Pana Boga, sakramenty, Kościół, Biblię – i wszystko, co stanowi ogólnie “Sprawy Ducha” sprowadzamy do poziomu rozrywki, ewentualnie ciekawostki.

Pojawia się zatem pytanie: Czy o to właśnie nam chodzi, by zejść do poziomu lekkości, łatwości i przyjemności w domenie życia duchowego, realizacji powołania do wieczności i świętości?

Zapanowała cisza, mimo, że było nas zgromadzonych kilku, którzy w sprawie przekazywania Ewangelii do powiedzenia coś mamy. Odpowiedzi nikt nie próbował dać…

Ja dopiero dziś, po ułożeniu sobie tego wszystkiego, dokonawszy analizy zdarzeń, o których mój rozmówca wspomniał mogę pokusić się o taką odpowiedź:

Nie tyle nam trzeba “opanować rynek mediów”, ile bardziej potrzeba być katolikiem z krwi i kości zarówno w kościele podczas nabożeństw jak i wówczas, kiedy pracujemy, uczymy się, bawimy i w ogóle zawsze i wszędzie. Katolikiem z krwi i kości, czyli takim, który nie idzie na kompromis ze złem, czy obojętnością; katolikiem takim, który zanim będzie chciał wymagać od innych, wpierw od siebie wymaga, takim katolikiem, który umiejąc cenić siebie, umie tym samym cenić innych. A nie sposób jest cenić siebie, kiedy życie ducha ledwo się wewnątrz człowieka tli.

Piekło i kiszona kapusta

listopad 16, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Tam gdzie mowa o finansach, tam też pojawia się nierzadko temat zazdrości, a gdzie jest zazdrość, tam też i znajdzie się miejsce na pychę. Dziś w Ewangelii Chrystus odwołuje się do potężnych pieniędzy:

1 talent miał wartość zbliżoną do 34 kg złota (wg dzisiejszego kursu kruszcu: 2mln 300 tys)

5 talentów to 170 kg złota, czyli około 11 mln, 700 tys PLN

Być może przy kumulacjach Dużego Lotka te sumy nie robią większego wrażenia, jednak w naszych polskich realiach są to i tak niebagatelne kwoty.

Ewangelista Mateusz przedstawia nam dziś historię 3 sług, którzy mieli się wykazać przed swoim panem doświadczeniem, jakiego nabyli pracując u niego i z nim. Nie byli ci trzej aniołami, o czym może świadczyć zdanie, które usłyszeli po powrocie swego zwierzchnika: Byłeś wierny w rzeczach niewieluJednak pomyślnie zrealizowali oczekiwania, jakie wobec nich pokładał właściciel majątku. Wykazali się nabytymi umiejętnościami, okazali się być ludźmi kreatywnymi oraz godnymi zaufania. Niestety, trzeci z nich nie usłyszał słów zadowolenia od udzielającego pożyczki. Przeciwnie: został osadzony w lochach, z dala od gwaru życia, odcięty od towarzystwa, pozbawiony wszystkiego, co do tej pory wypracował. Karę poniósł nie za to, iż nic nie zyskał (bo przecież też nie stracił) lecz za to, iż z zimnym cynizmem objawił się jako nic nie robiący sobie z tego, że ktoś ma wobec niego jakieś oczekiwania. Łatwo można się domyśleć, iż właściciel talentów to Bóg, słudzy zaś reprezentują nas wszystkich, którym Bóg wszelkich darów udziela. Cyniczny sługa zakpił więc z samego Stwórcy, wyrzucając Mu wymagania jakim nie zdołał sprostać. Co wiecej – nawet tego nie próbował! Na tym właśnie polega przede wszystkim grzech pychy: wynoszenie się ponad Boga! Tu również dokonuje się przemielenie Bożych darów żarnami zazdrości. Jakże trafnie oddaje to powiedzenie: „Być jak pies ogrodnika – samemu nie wziąć i innemu nie pozwolić!”. Nie dziwią zatem słowa, które wypowiada Jezus: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma.

Historia, którą zrelacjonował dla nas Ewangelista Mateusz nie jest jednostkowa. Również i dziś spotykamy ludzi, w których płynie krew i rządzi mentalność tego 3, cynicznego sługi. Bojąc się o nadwątloną własną reputację, chroniąc swą gnuśność i lenistwo za parawanem poczynań bliźnich, sączą jad zazdrości, nie bacząc na przykrości, do których doprowadzają. Bywa niekiedy, że ich trucicielskie działania kończą się śmiercią ich ofiar. To o tych właśnie, zatruwających życie innym, mówi dziś apostoł Paweł, ostrzegając przed nimi Tesaloniczan, dając tym samym wskazówki również i nam. Nie można przecież w szaty pokoju i bezpieczeństwa ubierać działań, które prowadzą do krzywdy człowieka i jego bliskich. Tego typu postępowanie czeka zagłada i niekończący się ból. W wymiarze powszednim – mogą to być wszelkiego rodzaju doświadczenia zła: niepowodzeń rodzinnych, zawodowych, chorób, porażek wychowawczych, trudności finansowych i wielu tym podobnych, z którymi człowiek nie potrafi się uporać. W wymiarze zaś wieczności – to piekło, które jest na pewno, bo mówi o nim Chrystus w Ewangelii. Być może jego księga meldunkowa jest pusta, ale nie łudźmy się, że Zbawiciel używa płomieni czeluści piekielnych jako straszaka dla niesfornych Jego wyznawców. Życie codzienne, jego blaski i cienie nieustannie nam przypominają, iż Wciąż Szatan z Aniołem gra w kości o biedne serce człowieka. Biedne, bo jako skarbnica talentów Bożych, bywa coraz częściej zakopywane z ziemi doczesności, tej zazdrosnej, pysznej i egoistycznej. Trafnie oddaje istotę rzeczy Andrzej Bursa, w wierszu: Dno piekła

Na dnie piekła

ludzie gotują kiszą kapustę

i płodzą dzieci

mówią; piekielnie się zmęczyłem

lub: piekielny dzień miałem wczoraj

Mówią: muszę się wyrwać z tego piekła

i obmyślają ucieczkę na inny odcinek

po nowe nieznane przykrości

ostatecznie nikt im nie każe robić tego wszystkiego

a są zbyt doświadczeni by wierzyć w możliwość przekroczenia kręgu(…)…

Przywoływany wcześniej Paweł Apostoł, kieruje do nas jeszcze inne słowa: Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy, przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi! My zaś, bogatsi o przekaz Św. Siostry Faustyny Kowalskiej wołajmy często i doniosłym głosem: Jezu, ufam Tobie! Amen.

Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy.

listopad 15, 2008 - autor: Blog Wolnego Człowieka

Czerwoni to pomysłowe bestie, przebiegłe… Przynajmniej im się tak zdaje. Mam nadzieję, że jednak na własnej skórze się przekonają, że cuda istnieją. Zresztą już się przekonali… Był przecież cud Siwca kpiącego z Jana Pawła II, był cud “wirusa filipińskiego”, był też cud Oleksego i Gudzowatego. Krótko mówiąc, Bozia ucina im języki przy samej “czteroliterowej”.