Jezus Chrystus i czeski film

Zakończył się adwent. Ba! Już niezły rozpęd wziął Nowy Rok Pański 2019! Jeszcze kilka dni, a do prezbiteriów naszych świątyń wróci zieleń szat liturgicznych. Choć jeszcze do 2 lutego można usłyszeć w czasie nabożeństw kolędy, to jednak codzienny przekaz Słowa Bożego, szczególnie Ewangelii, będzie koncentrował naszą uwagę na Osobie i Czynach Jezusa Chrystusa, Który po chrzcie w Jordanie rozpoczął swą publiczną działalność. Jako, iż na początku adwentu rozpocząłem prezentację 5 dróg, którymi Bóg szuka nas w świecie, chcę cykl dokończyć, i tym samym pociągnąć owe swoiste blogowe rekolekcje, które stanowią uprzednie wpisy:

Jak się dać znaleźć Bogu?

Detoks

O myśleniu Boga w nas

Oczyszczenie przez Słowo

Zanim jednak przejdę do podzielenia się przemyśleniami n/t Jezusa Chrystusa, Który został posłany przez Ojca, by nas znaleźć i zaprowadzić do Domu Ojca, wpierw chce podzielić się z Wami, Szanowni Czytelnicy, kilkoma zdaniami refleksji nad tym, co było moim postanowieniem na Adwent. Dla niezorientowanych polecam tekst „Detoks”.

Dobrze mi było z rezygnacją z mediów społecznościowych. Choć w pewnym momencie złapałem się na tym, że kombinuję. WhatsUp całkiem nieźle kamuflował wryte nawyki… Pewna dobra dusza, zwróciła mi na to uwagę, uświadamiając mi kombinowanie. Różnie potem było. Ale cały czas mi towarzyszyła refleksja. Dzięki Ci, Marta!

Detoks mi bez osłonek uświadomił, ile czasu marnuję na bzdury w sumie. Na rzeczy, które nic nie wnoszą w me życie – nic dobrego! Bo złego to bardzo wiele!

Dziś mi FB przypomniał myśl sprzed 3 lat, którą z Bożą pomocą wyekspediowałem na ścianę FB:

Nie wszystkie światła na skrzyżowaniach dróg, którymi zdążam w trakcie podróży są dla mnie. Tak samo jest z pragnieniami, które się we mnie pojawiają. Choć wszystkie są we mnie, nie wszystkie są dla mnie. Trzeba wybierać te właściwe.

 Zaglądam na Fejsika (choć nie publikuję tam nic) a i Twittera też używam. Znacznie mniej tego drugiego. Przynajmniej na obecny czas. Oba te media mnie osobiście kojarzą się z samotnością, izolacjonizmem, i niestety, ale też z hejtem. Demon ma niezłe używanie, kiedy uda mu się ze mnie zrobić małpę, rzucającą się w podskokach do każdego sygnalizatora świetlnego, który jaskrawą poświatą daje po oczach w zadymce informacyjnego szumu i emocjonalnej kakofonii reakcji tożsamości, mających przeświadczenie o własnej przenikliwości i nieomylności, znających się na wszystkim i gotowym swe przekonania wbijać innym do pikseli monitorów, matryc LCD/LED…

Nie chce się jednak jakoś wynosić, wybielać przed Czytelnikami. Ten czas detoksu tak naprawdę dopiero dziś, teraz, wydaje owoce. Dokładnie teraz, kiedy piszę niniejszą notkę. Przez ten szereg dni, czy tygodni straciłem, mimo wszystko, wiele okazji, by dać się znaleźć Jezusowi. Widzę te konkretne sytuacje, słyszę rozmowy, jakie odbyłem z ludźmi, pali mnie wstyd zaniedbania dobra, które mogłem spełnić, a nie uczyniłem tego. Oczywiście, wiele było też dokładnie odwrotnych sytuacji, gdzie wybrałem tak, jak należało wybrać. Ale …

Jest taki film, czeski zresztą, The Bridge (Most)

pss6o

W leciutko ponad 30 minutach, w filmie mamy wyłożoną teologię Ewangelii wg Św. Jana, której streszczenie zawiera się w Prologu (Jana 1, 1-18) oraz w 3 rozdziale tejże relacji ewangelicznej: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Mieć życie wieczne to znać Jezusa. Ale nie w znaczeniu posiadania informacji o Nim, lecz w znaczeniu posiadania relacji z Jezusem, więzi osobowej z Nim. W „czeskim filmie” świetnie jest pokazana prawda o tym, jakie są skutki braku tej relacji: grzech zaniedbania maszynisty, kierownika ruchu (ignorowanie znaków, niekontrolowanie sytuacji na linii kolejowej) a z drugiej strony odpowiedzialność za dziesiątki istnień ojca małego Lado. Ojca, który jak Bóg Ojciec nie szczędzi Swego Syna, by podróżnych ocalić.

Oczywiście, raczej mało prawdopodobne jest, byśmy stanęli w obliczu takiego dylematu, jak ojciec Lada, to pewne. Jednak życie składa się z setek, jeśli nie tysięcy małych dylematów, moralnych wyborów, które albo nas budują wewnętrznie albo rujnują. Te wszystkie sytuacje, które dzieją się przy zgodzie naszej woli, budują w nas albo osobowość ojca Lado i Lado, albo też maszynisty/kierownika ruchu. Poznając Jezusa Chrystusa i przyjmując Jego ofertę, zaproszenie do pójścia przez życie z Nim, stwarzam solidny fundament pod życie zdolne nawet do ofiary na miarę Lado i Jego ojca, odrzucając natomiast Syna Bożego, gardząc Nim powinienem mieć świadomość, że pociągi zdarzeń, osób, postaw, wartości, wykolejają się, przyczyniając się do cierpienia wielu.

Reasumując: Bóg umiłował świat i dał swego Syna, byśmy dzięki Niemu mieli życie wieczne. Każdy więc gest miłości w naszym życiu, miłości oczywiście bezinteresownej, niewyrachowanej, jest faktem potwierdzającym naszą osobową wieź z Chrystusem. Jeśli natomiast nie kocham, kieruję się własną korzyścią, swymi mniemaniami, buduje swoją próżność, roznosi śmierć. To po prostu piekło w czystej postaci.

Wybór pozostawiam każdemu z nas, indywidualnie.

Reklamy
Opublikowano Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Nie jestem gotowa

Pewnie już kilka razy w ostatnich dniach słyszałeś, jak ważna jest Świąteczną spowiedź. Na pasterce, na rekolekcjach… Faktycznie, przed Bożym Narodzeniem do konfesjonałów tłumy.

Ale właściwie, dlaczego akurat teraz? Dlaczego muszę spowiadać się akurat w tym narzuconym okresie? Teraz, gdy nie mogę pogodzić się ze stratą, zmagam się z chorobą i ogólnie nie mam siły na refleksję nad moim życiem…

Tak, to prawda. Ale, gdy Bóg przyjdzie, by powołać mnie do wieczności, też nie wybiorę sobie tego czasu. Przyjdzie mniej lub bardziej niespodziewanie. Może ta spowiedź Bożonarodzeniowa jest właśnie taką małą próbą (może jeszcze nie generalną) przed tym wydarzeniem?

I jeszcze jedno. Bóg urodził się w stajni. Ona też nie była jakoś specjalnie do tego przygotowana. Przeciwnie, to chyba najbardziej nieodpowiednie miejsce na narodziny Jego – Boga-Człowieka. W moim życiu On też chce przyjść do tych wszystkich miejsc, w których nie jestem jeszcze gotowa na Jego przyjęcie. Chce przyjść do mojego lęku, grzechu, niepewności jutra… Chce przyjść mimo że mnie wydaje się to najmniej odpowiedni moment. A może nie pomimo tego, ale właśnie dlatego?

Życzę Ci błogosławionych Świąt. Byś znalazł chwilę na to, by zatrzymać się i podziękować Mu za to, że wciąż na nowo rodzi się w Twoim życiu. Że wciąż puka do drzwi Twojej wewnętrznej stajenki. Może to właśnie On jest tym niezapowiedzianym gościem, dla którego przy Wigilijnym stole zostawiłeś puste nakrycie? Nie bój się Go przyjąć!

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Życzenia Bożonarodzeniowe

Opublikowano Dzieje | Dodaj komentarz

Obejrzałem „Kursk”

Obecny czas mi pokazuje, że dobrze było odwiedzić kino w minioną niedzielę, by dzięki temu dziś uderzyć się mocno w pierś, i żałować za tchórzostwo, które zawsze prowadzi do grzechu. Film Thomasa Vinterberga, „Kursk” przy pomocy prostych cięć, że tak powiem, pokazuje, o co chodzi w służbie Ojczyźnie – jakakolwiek by ona nie była. Są to męstwo, poświęcenie i poczucie, iż we wspólnocie siła.

Film jest fabularną opowieścią, opartą na dostępnych przekazach, o tym, co się stało 18 lat temu podczas manewrów Rosyjskiej Północnej Floty na Morzu Barentsa. To opowieść tragiczna, pod koniec wzruszająca chyba nawet tak zwanych twardzieli. Na seansie było kilkadziesiąt osób. Od początku do końca projekcji nie było słychać ani słowa komentarza, czy głosów znudzenia. Od dawna nie widziałem równie wciągającego, od początku do końca, kina dramatycznego. Może dlatego, że reżyser nie „przesłodził” produkcji nachalnym duchem tego świata. „Kursk” bowiem nie epatuje banałami, wszystko wydaje się przemyślane, zaplanowane, mające swoją wymowę. W centrum jest rodzina: najpierw kilku z głównych bohaterów, a potem rodzina „okrętowa”, jest żona z kilkuletnim stażem, jest młoda para, akurat pobierająca się krótko przed katastrofą. Jest wiara i życie bohaterów filmu ją wyrażających. Jest ludzka słabość, ale jest też radzenie sobie z nią za pomocą radości, dystansu do siebie i przejmowania się drugim. Sugestywnie reżyser pokazuje, wg mnie, że Rosja Putinowska jest skazana na bycie pod pręgierzem opinii publicznej za zbrodnie przeciw wspólnocie wartości nadrzędnych, co skutkuje tym, że nie dość, iż oportunistycznie, to i na dodatek z wyrachowaniem i krwawo, próbuje budować wbrew wszystkiemu swój imperializm. Nie szanując swych obywateli oraz ludzi w służbie państwa, nie ma Putin szans na zaskarbienie sobie u kogokolwiek prawdziwej sympatii i woli budowania sojuszu. To dokładnie tak jak z Hitlerem. Miał „fixum dyrdum” na tle czystości rasy. Dziś prawdziwi Niemcy są taką rzadkością, jak Indianie w amerykańskich rezerwatach. To samo, zdaje się, czeka Rosję. Atomizacja, potęgowana strachem przed przedmiotowym traktowaniem ze strony człowieka owładniętego manią imperializmu.

„Kursk” to opowieść o wartości przyjaźni, o świadomości ludzkiej ograniczoności i w związku z tym, o wybieraniu takich decyzji i postaw, które będą godne naśladowania, i które włączone w służbę człowiekowi i światu, przysporzą glorii, podniosą morale, staną się wręcz opokowe. W świecie obojętności, bylejakości, dekownictwa i tchórzostwa, takich opokowych postaw potrzeba nam jak tlenu. Bo jak mówi porzekadło, aby zło zatriumfowało, wystarczy, żeby dobry człowiek niczego nie robił. Filmowa opowieść o tragedii marynarzy „Kurska” pokazuje, że można znaleźć w sobie odwagę i męstwo, by dobro zwyciężyło.  I pokazuje to w sposób nie budzący dyskusji, do bólu ewangeliczny: im większe dobro, tym większej ofiary, poświęcenia wymaga. Pozbawienia dowództwa nad flotą, lub śmierci na głębokości stu paru metrów, na morskim dnie. Gorąco Wam polecam ten film!

Opublikowano Filmy z duszą | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Oczyszczenie przez Słowo

Niemal 2 tygodnie minęły od wylogowania się z social media. Sporo mi to dało dobrego. W tym adwentowym czasie rozmów, posługi kapłańskiej, czy też w osobistej refleksji, często się odwołuję do tego faktu. Daję świadectwo o tym, że życie „tu i teraz” jest znacznie ciekawsze i zdecydowanie ważniejsze, niż eksploatowanie się emocjonalne, podczas scrollowania „łola, tajmlajna fejsa czy ćwierkacza”. Choć nie ukrywam, walczę z pokusami. A czasem one mnie pokonują. WhatsUp bywa czasem namiastką tego, od czego uciekłem. Poza tym, kiedy widzę mejle z powiadomieniami o wiadomościach na FB, mam momentami parcie, by reagować, doinformowywać co i jak. Szczęśliwie jednak, na myśleniu o tym się kończy. Przychodzi w porę opamiętanie.

Jest zatem cały czas rozum w użyciu oraz sumienie w służbie wyborom. Dodatkowo, tydzień temu (w sobotę, jutro, minie) zakończyliśmy rekolekcje w parafii. wygłosił je nam o. Jerzy Skawroń OCD. Mocne słowo do nas skierował. Obudził w nas świadomość, że cały czas potrzebujemy mieć świadomość, że  służymy albo Bogu, albo diabłu. Idziemy albo za aniołami Boga, albo za sługami diabła. Albo nasze czyny wynikają z kontemplacji Trójcy Świętej, albo – jeśli kontemplacji i życia duchowego brak, idziemy na wieczne zatracenie. Albo napychamy kieszenie życiem, by zaspakajać tylko własne potrzeby, albo wspieramy się wzajemnie, dopomagając sobie wzajemnie do zbawienia, modlitwą i czynem – szczególnie podejmując w życiu trudne dobro. To był bez wątpienia Boży czas w naszej parafialnej wspólnocie.

To tyle, tytułem podsumowania poprzednich 2 dróg, którymi Bóg chce się nam dawać poznać, znaleźć.

Dziś droga 3. Droga Słowa Bożego

J 15, 3: Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was.

Michael Quoist: Żeby spróbować kochać, trzeba być człowiekiem wyprostowanym, bogatym, panem samego siebie

Sługa Boży, Czcigodny Ksiądz Franciszek Blachnicki: A miłość polega na tym, żeby dawać. Miłość ostatecznie polega na tym, żeby dać siebie. Nie zatrzymywać siebie dla siebie, ale posiadać siebie po to, żeby ciągle dawać siebie. To jest istota miłości. […]

Słowo Boże oczyszcza. Jezus Chrystus jest Słowem Ojca. kto buduje na Słowie Chrystusa, czyli na Nim Samym, tego można porównać z domem zbudowanym na skale. Znamy tę opowieść Jezusa, prawda?  Podzielę się z Wami kawałkiem swego życia. Bardzo często, podczas wizyty duszpasterskiej, w ramach modlitwy z prośba o błogosławieństwo dla domu i jego mieszkańców, czytam fragment PŚ, albo proszę gospodarzy o odczytanie. Wierzcie mi, że z reguły jest tak, że ten fragment staje się Słowem Życia dla rodziny, czy wręcz Słowem Prawdy.

Potrzebujemy słów, żeby siebie rozumieć, by ze sobą współpracować. Biblia, czyli Słowo Boże, jest nam dane, byśmy stawali się czyści – by Oblicze Boże jaśniało swym blaskiem w naszych duszach, by oświecało nasze sumienia. Byśmy rozumnie postępowali w miłości: posiadając siebie (panując nad sobą, nad swymi żądzami), umiejętnie i roztropnie dawali siebie innym.

Kiedyś usłyszałem od. O. Pelanowskiego coś, co mną poruszyło. Wpierw oburzając, a potem w pokorze przyjęte, zaczęło mnie poddawać swoistej obróbce. Ojciec Augustyn powiedział bowiem, że Pisma Świętego nie rozumie ten, który nie ma kontaktu z samym sobą. Oględnie mówiąc, taki „duchowy zombie”… Porusza się, ale nie rządzi własnym ja. Chodzi o to, że Bóg dał nam Siebie w Słowie – Chrystusie, i przez słowa o Słowie, spisane przez natchnionych autorów. Bóg, jako Niekwestionowany Miłośnik człowieka objawił nam prawdę o sobie. My zaś, nierzadko zamroczeni samymi sobą, swymi szaleństwami i grzechami, nadajemy na innych falach, mówimy innym językiem. Tej prawdy nie przyjmujemy, bo nie znamy języka Bożej Miłości. Potrzebujemy więc, jak gąbka, nasiąknąć tymi zdaniami o Bogu, Którego – jeśli tylko chcemy – możemy przyjąć, jako Pana i Króla naszego życia. Kto ma problem z uchwyceniem istoty problemu, niech przemyśli kwestię następującą: uważamy siebie nieraz za bardzo związanych z Bogiem, wręcz za Jego domowników, w sensie, że mamy przekonanie, iż wszystko robimy jak trzeba, że to świat jest na przekór nam. Mimo, że tyle Komunii Świętych żeśmy przyjęli, że tyle Słowa Bożego żeśmy usłyszeli i przeczytali, a mimo wszystko ciężko nam żyć, czujemy się nierozumiani, zbywani, by nie rzec, że traktowani z tak zwanego „buta”. Jeśli tak mamy, to wyraźny znak, że z Panem Jezusem się rozmijamy, i to nie On robi szeroki łuk wokół nas…

Cytowany wcześniej ojciec Quoist pisał też, że Żyć to przede wszystkim przyjąć swoje życie.

Słowo Boże bez wątpienia w tym zabiegu pomaga. Przyjąć swoje życie, czyli zobaczyć siebie w perspektywie zbawczej ze wszystkimi swymi ograniczeniami, słabościami, zależnościami. Z brakiem kontaktu z samym sobą, z uczuciami i emocjami, które pojawiają się w mym życiu. Inaczej mówiąc, odkrywając swą pustkę mogę dopiero zdecydować się na jej zagospodarowanie, lub też na powiększenie jej… W obu wypadkach będę musiał się skonfrontować ze skutkami swego wyboru.

Mów zatem Panie, sługa Twój słucha! Panie, oczyść mnie!

Opublikowano Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

O myśleniu Boga w nas

Sumienie człowieka jest myśleniem Boga –Victor Hugo

Po 6 niemal dniach od rozpoczęcia Detoksu sporo się dzieje. Wreszcie mam czas, by to zauważyć!

Pisałem poprzednio, że widzę świat często dość czarno, krytycznie, albo i krytykancko. Coś jakby na kształt podejścia brata Syna Marnotrawnego, a więc pysznie i zazdrośnie. Oczywiście – nie wyleczyłem się z tego w ciągu 6 dni. Jednak doświadczam takiego stanu, w którym bodźce odbierane są z większą uwagą i wrażliwością. Jeden przykład tego, o czym piszę. W niedzielę wybrałem się do parafii mego znajomego księdza, by posłuchać rekolekcji głoszonych przez o. Adama Szustaka. Kiedy przybyłem na miejsce, znajomy poprosił mnie o posługę spowiednika. Trochę od niechcenia udałem się do konfesjonału. Nici ze słuchania topowego rekolekcjonisty… Jednak już po chwili wiedziałem, że właśnie to miał dla mnie przygotowane Pan w związku z rekolekcjami. Penitenci, których Duch Święty przywiódł do spowiedzi, dostarczyli powiewu Ducha także i mnie. I coś zaczęło pękać, kruszyć się. Choć nigdy nie byłem defibrylowany, poczułem się tak, jak sobie wyobrażam tą akcje, czy jaki mam jej obraz z TV.

Fragment z Rz 1, 19-20 w całej okazałości znalazł wypełnienie w tym moim doświadczeniu. Rozum „zezował” tym razem na ocenianie, krytykanctwo i tym podobne sprawy, a jednocześnie nie zaprotestował, bym uczynił to, co powinienem jako kapłan czynić – sprawować sakramenty. Niesamowite doświadczenie radości kapłańskiego serca, kiedy udzielasz komunii osobom, które wcześniej spowiadałeś! Pan Bóg jest wieki i czyni cuda. Naprawdę!

Rozum podpowiada mi, że nie jestem zależny li tylko od samego siebie. Nawet jeśli mam dobrze rozwiniętą samoświadomość, to potrzebuję zewnętrznych bodźców, różnie mi „podanych”, by podjąć refleksję nad drogą swego życia, by pomyśleć jak ona przebiega i dokąd prowadzi.

Przyjrzawszy się nieco rozumowi, dając też świadectwo temu, jak mnie osobiście Pan Jezus „znalazł” przez rozum, pora pochylić się nad sumieniem.

1 P 3, 21 Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona (woda chrztu świętego) we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie

KKK 1795 „Sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 16).

Fiodor Dostojewski pisał, bodajże w „Braciach Karamazow”, iż adwokat to wynajęte sumienie. Za pieniądze reprezentuje klienta i nie raz się w związku z tym podli. A gdyby coś w razie nie poszło po myśli klienta, zawsze może obrońcy nie zapłacić, albo i wręcz zaskarżyć go.

W przypadku sumienia moralnego, naszego osobistego, nierozdzielnego od duszy, od życia ludzkiego, tak się nie da. Jak jednak uczy nas Paweł Apostoł w Biblii, trzeba nam Boga Samego prosić o dobre sumienie. W czasach Pawła sumienie było utożsamiane z wiedzą nt motywów, intencji własnego działania. Chodziło mu więc o to, by prosić Boga o jasność umysłu, by – jak z kolei 2 tysiące lat później uczył Sł. Boży, Ks. Franciszek Blachnicki, „po co robię to, co robię”. Odwołując się do nauczania Soboru Watykańskiego II, odpowiedzi na to pytanie o cel, udziela Sam Bóg – jeśli Go zapraszam i przyjmuje we wnętrzu swego sanktuarium duszy.

Rozum przywiódł mnie do próby detoksykacji, co będę powtarzał wręcz do znudzenia. W dość krótkim czasie wyostrzył mi się duchowy, wewnętrzny słuch, wzrok i smak. Sanktuarium zaczyna odzyskiwać swą akustykę, jak i też Duch Święty dokonuje porządków i przemeblowań, jakie konieczne są, by Król zajął tron, który Jemu jest przeznaczony.

Na zakończenie jeszcze jeden przykład, obrazujący, w czym rzecz.

Każdego miesiąca, w 1 piątek udaje się z wizyta do chorych z sakramentami świętymi. Dziś, jako że mamy w parafii rekolekcje, a chorych jest ponad 20 osób, nie udałem się z comiesięczną wizyta. Zrobiłem to w środę, przedwczoraj. Nie było innej opcji. Teraz rekolekcje w naszej parafii, a potem cięgiem w kolejnych parafiach dekanatu. Jako, iż spowiadam u kolegów, nie ma było wygodniejszej daty, by odwiedzić chorych w parafii.

Pośród odwiedzanych był także tegoroczny maturzysta, Maciek. Bardzo chory młodzieniec. Przyjmował Ciało Pańskie co tydzień. Wczoraj rano przyszła jego mama, z powalającą informacją: Maciek w nocy zmarł!

Gdybym uparł się, by mimo wszystko udać się z wizytą w piątek, Maciek odszedłby z tego świata może nie, że nie przygotowany, ale nie wiem – bez świeżego zapewnienia, że „błogosławieni są ci, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”. Wierzę, ba! Jestem przekonany, że każdemu z nas: Maćkowi, jego rodzinie jak i też mnie dał Pan Jezus w tym zdarzeniu właśnie, dotyczącym okoliczności Komunii Świętej przyjętej przez Maćka, dowód, czy raczej doświadczenie, Jego miłości i wierności, które umacniają nasze powołanie i wybór, a rozum i sumienie, jakie posiadamy i rozwijamy nieustannie, są w tym wszystkim podstawowymi narzędziami, pozwalającymi uprawiać glebę naszych serc, czy bardziej adwentowo: umacniać, pielęgnować drogę Pana Boga zdążającego ku nam.

Proszę Was  Szanowni Czytelnicy, o modlitwę tak za Maćka jak i za jego rodziców i bliskich, o utulenie ich w żałobie.

Opublikowano Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , | 2 Komentarze

Detoks

W nawiązaniu do wpisu z wczoraj: Dać się znaleźć Bogu, zapraszam do swego rodzaju rekolekcji adwentowych, nie mówionych, a pisanych. Będę rad, widząc Wasze komentarze pod wpisem, daj Boże świadectwa Waszego przeżywania spotkań z Panem Jezusem, albo – jeśli uznacie za właściwe, dzielenie się tęsknotami za spotkaniami z Nim.

W notce otwierającej, z wczoraj, wspomniałem o 5 drogach, które uruchamia Pan Bóg, by umożliwić człowiekowi spotkanie z Sobą.

Dziś pierwsza z nich: rozum.

Od razu zastrzegam, że nie chce się w tych rozważaniach mądrzyć, tworzyć jakieś wywody naukowe. Nie! Dość będzie, jeśli przywołam dla porządku kilka słów z Pisma Świętego oraz z  Katechizmu Kościoła Katolickiego (KKK). No i oczywiście też nie chcę, by wpisy były obszerne. Niech to będzie czas, w którym nie czytanie będzie najdłuższe, lecz by jak najwięcej było tego czasu na doświadczanie poruszeń ku Panu.

List do Rzymian 1, 19-20: To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił.  Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy

KKK 36 36 „Święta Matka Kościół utrzymuje i naucza, że naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy”

Jaki jest świat, w którym żyjemy? Ja widzę go już od lat w bardzo ciemnych barwach. W szerokim kontekście, bez rozmieniania się na drobne. Wierzę, że całe stworzenie pochodzi od Boga Stwórcy, i że On ujawnia siebie w swych dziełach. Widzę, oczyma ciała, a więc rozumem, że mimo mego subiektywnego sądu, świat obiektywnie istnieje i działa. I widzę też, że rozum „ucieka” mi niejako, jak mającemu wadę wzroku, oko w zezie – bardziej w stronę rozumienia, czy wręcz wiedzy jakie procesy rządzą światem, kto, po co, z kim i dlaczego. Przysparza mi to wiele trudnych emocji, za które nie raz muszę się potem wstydzić. Wszak sam w pojedynkę, nawet gdybym miał całościową wiedzę nt świata, tegoż świata nie zmienię. Tak jak Bóg jest wspólnotą Osób, tak też i człowiek potrzebuje wspólnoty osób, by żyć doświadczając relacji. Bardzo mi się podoba, co kiedyś usłyszałem, nie pamiętam od kogo, że widzę siebie najlepiej, jak pełniej, w obliczu, w twarzy i oczach drugiego. Czy się na mój widok maluje na nim radość, pokój, blask; czy też smutek, cień, przygnębienie?

Tak samo też, gdy patrzę na stworzenia tego świata, poszczególne jego detale i przeżywam, czy to zachwyt, czy niepokój – to są to również odbicia „skryptu”, „kodu” Stwórcy.

Trzeba zatem elementu kontemplacji w życiu, ażeby mogły pojawić się „warunki brzegowe”, umożliwiające rozumowi analizę relacji, zależności, uczuć, emocji. Potrzeba też spotkania osób, by można było się wymienić swoimi spostrzeżeniami. Da się to osiągnąć, o ile zwycięży nastawienie w modelu: czas to miłość, a nie pieniądz. Albo, jak pisze M. Quoist: Kochać to odważyć się ponosić ryzyko.

Dziś zdecydowałem się rozpocząć detoksykację. Social Media w smartfonie odinstalowane, w komputerze jestem z nich wylogowany. Nie miałem żadnego objawienia z góry w tej materii. Rozum już jakiegoś czasu mi sygnalizował, iż się upośledza. Dzięki Bogu jest u mnie w domu mnóstwo ciszy, wskutek czego usłyszałem głośne wołania rozumu o zmiłowanie nad nim.  Będę wracał może czasem do tego faktu w kolejnych notkach.

Tyle.

Mam do Was pytanie

Czy Wam też (wierzącym) rozum „zezuje” na ekskluzywizm wiedzy, uznania, bycia dobrze poinformowanymi, czyli tak właściwie karmi pychę i egoizm, zamiast służyć Prawdzie – Chrystusowi, Którego wszak wybraliśmy jako Naszego Zbawiciela i Pana

Podobne pytanie do niechrześcijan i niewierzących: czy zgadzacie się, że rozum powinien być w służbie wartościom i postawom moralnym wobec bliźnich, a nie nastawiony tylko na zysk jego użytkownika?

Z tym wpisem i pytaniami zostawiam Was i siebie gdzieś do wtorku.

Dobrego czasu Wam życzę! I zapraszam do dzielenia się Waszymi refleksjami.

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Jak się dać znaleźć Bogu?

Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami do zbawienia. 

Słowa Pawła Apostoła wg mnie wyrażają kwintesencje tego, czego faktycznie każdy z nas potrzebuje. Każdy! Nie tylko chrześcijanin. Nie tylko wierzący, ale każdy!

Przykład? Proszę.

Jest program 12 kroków. To ocalenie dla związanych nałogami. Pierwsze 2 z tych kroków, a potem kolejne, stawiają sprawę jasno: tylko Bóg (jakkolwiek Go pojmujemy) może nas uratować. Ocaleni z nałogów to ludzie nie tylko wierzący, praktykujący chrześcijaństwo, czy jakąkolwiek inną religie. To po prostu Ocaleni. Wskrzeszeni z martwych, zbawieni.

Zanim zabrałem się do pisania tej notki, na Twitterze rzuciłem ludziom hasło: pomóżcie mi znaleźć natchnienie do wpisu blogowego.

https://twitter.com/keram_iksmodar/status/1068626086572015616

Wydaje mi się, że propozycje, jakie padały, dość mocno tak naprawdę, wpisują się w pragnienie, o którym wspomniałem na początku.  Z głębi serca wyznana wiara w Jezusa Chrystusa kończy jednocześnie szukanie „innych zbawicieli”, w postaci wiedzy, doświadczeń, wrażeń, pieniędzy, etc.

Jaki jest stan wiary dzisiejszego chrześcijanina, katolika? Cóż, każdy nie spojrzy sam na siebie, zrobi rachunek sumienia. Adwent, który tuż, za progiem, jeszcze na wietrze i mrozie stoi, czekając na swój czas w naszym życiu, do doskonała sposobność, by się swej wierze przyjrzeć. Albo też jej brakowi, czy wątpliwościom. Bo różnie bywa, wiadomo.

Adwent ma w tym roku kalendarzowym 3 tygodnie i dzień. Trochę mało. Ale mimo wszystko, wystarczy, myślę, by zatrzymać się na rozważaniu na 5 drogach Boga do człowieka. Te drogi to:

Rozum

Sumienie

Słowo Boże

Jezus Chrystus

Kościół

Spróbuję poprowadzić swoiste rekolekcje adwentowe, tu, na blogu, w tym właśnie, drogowym kluczu. Bardzo zachęcam do udziału, zwłaszcza przez komentowanie, przez dzielenie się swymi pytaniami, refleksjami.

To, że Piłat wpadł w Credo nie jest bez znaczenia, tak samo też nie jest bez znaczenia nasza tu, w rzeczywistości wirtualnej, współwystępowalność – wierzących i niewierzących, chrześcijan i innowierców. Wszyscy mamy sobie cos do przekazania, do zaoferowania. Tak bym zakończył ten wpis !

Opublikowano Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 6 Komentarzy

Życie poza kotłem czy w nim?

Niniejszy wpis dedykuję pewnemu Znajomemu, z którym znamy się z nocnych nieraz, Polaków rozmów, na Twitterze. Nocny Marku, dzięki! Właśnie uświadomiłeś mi, że pierwsze zawsze musi być Pierwsze! Czyli Jezus Chrystus dla wierzącego! I wiesz co? Będzie Ci to mocno policzone In plus!

Mój Znajomy Rozmówca rzekł był, iż spokojnych czasów nie było nigdy, zawsze był „kocioł”. Ja natomiast jestem zwolennikiem stanowiska, iż czasy spokojne były, kiedy byliśmy poza „kotłem”. No i powstało pytanie: gdzie jest życie? Poza kotłem, czy też w nim? Od razu myśl ta zaczęła drążyć serce i rozum.

Nie chcę brylować tu wykładami teologicznymi. Postaram się posłużyć językiem popularnym, obrazowym.

Celem życia chrześcijańskiego jest zamieszkanie z Bogiem w wieczności. Meldunek już tam mamy, załatwił nam to Jezus Chrystus poprzez Swe dzieło odkupieńcze. Bardzo mi się podoba sformułowanie, jakiego używa W. Sumliński w swoich książkach, że nie cel a droga kształtuje człowieka. Jezus mówi o Sobie, że jest Drogą i Prawdą i Życiem, i że tylko ON jako Taki daje przystęp do Ojca. Jest Kluczem do mieszkania w niebie. Każde moje uznanie Jezusa, wyznanie Go na drodze do Celu wiecznego, jest skracaniem czasu i dystansu. Co więcej, wszystko, co jest wokół mnie na świecie, jest „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” – a więc, cokolwiek się dzieje, Chrystus to ogarnia jako Pierwszy i ZAWSZE w 100 procentach. To wszystko, co się dzieje w moim życiu, choćby było po ludzku beznadziejne, jest dla mnie z Chrystusem do ogarnięcia. Kto ciekaw szczegółów, niech zajrzy do Listu do Rzymian, rozdział 10, wersy 9-10. To właśnie dwa zdania, w których mieści się to wszystko i znacznie więcej, co ja zawarłem w tym akapicie. Było na początku o kotle. Czy życie jest poza nim, czy w nim? No więc, w związku z tym co wyżej: to albo jesteśmy naprawdę na Drodze i mamy Życie, albo jesteśmy w locie opadającym do kotła, zgodnie z tym, co czytamy w Ewangelii wg Św. Marka, rozdział 16, wers 16: Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Jest to właściwie Jezusowe wyprzedzenie tego, co powtórzył Paweł w Rz 10, 9-10

Czy jesteśmy skazani na „kocioł”, jeśli sobie, hmmm, „eksperymentujemy” z wolnością? Oczywiście, że nie!

Przykład.

Dziś przeczytałem na Tłiterze:

Sam fakt prośby to już dowód na to, co pisałem wcześniej, że Chrystus Pan ogarnia wszystko.

No a odzew na prośbę to już tylko konsekwencja „oczywistej oczywistości”.

Cały ten łańcuch przyczynowo-skutkowy dzieje się pod płaszczem Bożej Opatrzności. Dzieje się na drodze, na której Jest Droga i Prawda i Życie, i tylko od nas, od procentu naszej wolności zależy, czy będziemy zainteresowani Życiem, czy kotłem.

Jest taka powiastka. Ponoć to fakt, który miał miejsce w wielu zakątkach naszego globu.

Małe dziecko, 4, może 5 letnie, widząc, że jego mama jest w stanie błogosławionym, nie odstępuje jej na krok i/lub czyni wszelkie możliwe zabiegi, by być przy narodzinach rodzeństwa, albo krótko po nich szuka okazji, by być na sam na sam z maleństwem. A jak już swego dopnie, to pyta niemowlaka: opowiedz mi, jaki ON jest, bo ja już prawie nie pamiętam!

Dzieci do 4-5 roku życia są z natury religijne. Mają taki naturalny „Bogo-radar”. Nie bez przyczyny małe brzdące w kościele przeciągają przez hektary naw swych rodziców, bo Jezus je „przyciąga jak magnes”.

Nas, dorosłych Bóg tak często nie interesuje. Wyrastamy, bo powinniśmy, z „Bozi, Boziuchny”, ale przy okazji nierzadko też na dziesięciolecia wyrastamy tak de facto z Życia, wypadamy z Drogi, rezygnujemy z prawdy i opadamy do kotła… Czego przykładem mogą być i afery, o jakich co i rusz nas media informują, i duchowni, którzy gorszą, i media, które kłamią, i wiele, wiele innych przykładów. Choć z reguły, to jest po prostu nasze dorosłe życie, w którym tak często mamy priorytety zupełnie odwrotne do tego, co nie tylko obiecuje nam Chrystus, ale co więcej, odwrotne też do tego o czym nam przypomina to, czym się nierzadko podpieramy w różnych sytuacjach, a mianowicie metryka chrztu!

Dlatego też nie ma co popadać w smutek czy nie daj Boże gorycz beznadziei. Trzeba sobie odkurzyć fotki ze swego chrztu, Panie Kolego Tłitterowy, albo i film obejrzeć z tego wydarzenia, jak jest. A jak nie to ze ślubu swego, albo z sakramentów dzieci, posłuchać co tam wtedy Słowo Boże niosło za przesłanie dla obecnych, co ksiądz powiedział w homilii. A jak nie da się tego tak na cito zorganizować, to polecam osobiście nam obu i każdemu Psalm 91. Taka to moja algebra, w której rozwalam równanie, jakie Ci zapodałem dziś wieczorem!

Opublikowano Słowa o Słowie, Słowo, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Myśląc: Niepodległa!

Garść myśli, jakie mi się cisną, gdy czytam, słucham czy rozmawiam o dzisiejszym święcie.

Każdy ” polski patriota” chce walczyć z jakimiś bliżej mało określonymi „bolszewikami” „ruskimi onucami” a tym czasem konkretni neomarksiści, czyli de facto spadkobiercy ideowi bolszewików, dokonują podboju Europy. Ot, w głowę się drapie dziś Zenon z Elei…

Nierzadko, przy okazji wydarzeń narodowo-patriotycznych, wołamy: Śmierć wrogom Ojczyzny! Tak! Śmierć im! Oto ci najwięksi i zarazem odwieczni:

lenistwo
marnotrawstwo
nienawiść
zazdrość
zakłamanie

Wdowy, panny na wydaniu, ofiarowywały swą biżuterię, by było za co szyć mundury dla żołnierzy. Wielkoduszność, ofiarność narodu była niezwykła. Dla wolności, dla Niepodległej!

Podobnie młodzi chłopcy, a i dziewczęta też pewnie się zdarzały – nieraz kłamiąc, bez wiedzy rodziców, brali się za oręż, by bić się z najeźdźcą.

Ciekawe, za co dziś byśmy byli w stanie oddać pierścionek, czy złotą bransoletkę, albo młodość, siłę czy talent?

Kim byśmy się stali względem siebie, jako Bracia i Siostry Rodacy, gdyby dane nam było jutro się obudzić pod butem okupanta?

Ojczyznę wolną pobłogosław Panie!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Variae | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ks. Marek Radomski: Ojciec to ten, co rodzi do wartości | Tysol.pl

To prawda. Nie będę biologicznym ojcem. Wybrałem celibat, bezżenność, a więc i czystość, wstrzemięźliwość seksualną. Styl życia, który wymaga co najmniej takiej samej dozy wysiłków, jak życie polegające na dochowaniu wierności współmałżonkowi oraz rodzinie. Styl, który jako rozeznany przeze mnie jako wartość specjalna, zwana cnotą, pozwala mi na wypełnianie tego, co wybrałem jako życiowe powołanie, czemu podporządkowałem swe dążności. Żyjąc w kulturze europejskiej, a nade wszystko chrześcijańskiej, etos mych wyborów daje mi poczucie tożsamości, a ta zaś sprawia, że doświadczam wzrostu, postępującego cząstkowo spełnienia życiowego, stając się bardziej człowiekiem.

Źródło: Ks. Marek Radomski: Ojciec to ten, co rodzi do wartości | Tysol.pl

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Aleksandra Jakubiak: Ojcze nasz | Tysol.pl

Zastanawiałam się nad ojcostwem i choć liczę się z konsekwencją protestów „klubu mam”, to uważam, że miłość ojcowska jest trudniejsza od macierzyńskiej, dlatego i jakość ojcostwa w naszych czasach stosunkowo często pozostawia więcej do życzenia, a skutki tych zaniedbań łamią życie i w globalnej konsekwencji degenerują cywilizację. Jakkolwiek pochylam się z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością nad macierzyństwem jako takim, nad jego fundamentalnym znaczeniem i poświęceniem matki, to przyznajmy jednak, że w większości jesteśmy z natury wyposażone w elementy dla tej miłości konstytutywne i jak bardzo nie byłyby one czasem trudne, to nosimy je w sobie. Mężczyzna zaś musi ojcostwo wypracować. Nadanie wartości i sensu życiu dziecka oraz internalizacja norm moralnych nie przebiegają na ogół zbyt gładko, a chłopak, który dowiaduje się, że zostanie ojcem nie jest jeszcze przygotowany na to, że przyjdzie mu oscylować na polu części wspólnej zbiorów autorytetu i kochanego rodzica. Będzie się on uczył tego i w odpowiedzialności zasłonięcia dziecka własną piersią i bycia ostateczną domową instancją wymierzania kary komuś kogo kocha najbardziej, w imię jego dobra. Dynamika ojcostwa współgra z rodzącą się w radości i bólu mądrością, linia, po której się porusza jest dość wąska, niełatwo bowiem stawiać wymagania, egzekwować je, czasem karać, ale robić to w duchu miłości, która przenika do świadomości dziecka. Tylko taka postawa ojca rodzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, bez względu na to z iloma protestami by się to po drodze nie wiązało. Nosimy w sobie obraz Ojca, który nas zauważa, czuwa nad nami i obdarza mądrą miłością, gdyby tak nie było, nie chorowalibyśmy tak bardzo w wyniku braku tego doświadczenia. Niestety, nasza cywilizacja skutecznie od lat morduje ten żywy obraz w sercach Jego dzieci. Skutkiem tej sytuacji są nie tylko próby zaprzeczenia istnieniu Ojca, ale także utrata wewnętrznej busoli postępowania wielu ziemskich ojców oraz deprecjacja ojcostwa jako takiego. Efekty obu tych zjawisk są tragiczne, mamy bowiem albo ojców, którzy nie dając sobie rady z odpowiedzialnością uciekają w tzw. rządy twardej ręki, łamiąc przy tym ducha swoich dzieci; mamy ojców zrzucających z siebie brzemię bycia autorytetem i godzących się na tzw. wychowanie bezstresowe, którego koszmarne efekty widać wokół; mamy wreszcie ojców nieobecnych mentalnie lub fizycznie. Ojcostwo, należny każdemu dziecku dar, stopniowo przestaje być szanowane, jego obraz ulega wykrzywieniu, także w szeroko rozumianej kulturze, a ogłupiała ludzkość obraca się chaotycznie, goniąc własny ogon, z braku właściwego wzorca postępowania. Znam chorobę trawiącą duszę człowieka, który nie doświadczył zdrowego ojcostwa – to głód bycia zauważonym, poczucie bezsensu istnienia, ciągła potrzeba zasłużenia na prawo do życia. Może dlatego, choćby w jakimś stopniu, rozumiem ssącą, pulsującą wewnątrz trzewi pustkę, która woła o wypełnienie, a którą opisane wcześniej dzieci z ulicy zagłuszają środkami odurzającymi, niepomne na spustoszenia organizmu. Istnieje wiele rzeczy, które służą ludzkości do plombowania tej wewnętrznej czarnej dziury: alkohol, słodycze, seks, powodzenie u płci przeciwnej, sukcesy zawodowe, zakupy, status społeczny, narkotyki, dopalacze, hazard etc., etc., etc. Lista jest długa. Wszystkie one są tak samo nieskuteczne i w rozmaitym stopniu szkodliwe. Lekarstwem na brak doświadczenia miłości ojca i wynikających z tego ran jest tylko doświadczenie miłości Boga Ojca. Innego „specyfiku” nie ma. Chwila, w której człowiek obiera nieśmiało kierunek ku Domowi i spotyka od zawsze czekającą na niego Najbliższą Osobę obdarowującą go pierścieniem synostwa, zlecającą ucztę na jego cześć jest całkowicie niepowtarzalna, nosi w sobie uzdrowienie. Najczęściej jednak ku takiemu spotkaniu trzeba człowieka poprowadzić. Dlatego w obecnych zlaicyzowanych czasach na każdym chrześcijaninie leży odpowiedzialność głoszenia Ewangelii o posiadaniu Ojca. Ojca, który Jest, kocha, czuwa i leczy. Ojca, którego miłość jest mądra. To olbrzymia godność świadczyć sobą o świecie, w którym istnieje nadzieja. To Dobra Nowina ratunku dla człowieka.

Źródło: Aleksandra Jakubiak: Ojcze nasz | Tysol.pl

Opublikowano Aktualnie czytam, Szkoła duchowych twardzieli, Życie Duchowe | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Chcesz być wielki – bądź ojcem!

Tajemnicę Boga jako Ojca, który stanowi wzór dla ojcostwa ziemskiego, ukazał nam św. Jan Paweł II w cyklu katechez wygłoszonych w 1999 roku. Za najważniejszą cechę ojcostwa Boga Papież Polak uznał „zdolność do nieskończonej miłości, do ofiarowania się bez zastrzeżeń i bez miary”

Pełnię objawienia Boga jako Ojca przyniósł Jezus Chrystus. Jego wyjątkowa relacja z Ojcem opiera się na miłości, którą Bóg uroczyście wyznał swemu Synowi podczas chrztu w Jordanie (por. Mk 1,9-11) i w akcie przemienienia na górze Tabor (por. Mk 9,2-8). Chrystus w dialogu z Ojcem odpowiada na nią czułym słowem Abba (por. Mk 1,36), które możemy oddać jako Tato, Tatusiu, Drogi Ojcze. Tym wyrażeniem Pan Jezus ujawnia również najgłębszy szacunek wobec Ojca, pełną pokoju i wzajemnego zrozumienia więź oraz całkowite i dobrowolne oddanie siebie do ojcowskiej dyspozycji w dziele zbawienia. Według św. Jana Pawła II „istnieje wzajemność pomiędzy Ojcem i Synem w zakresie tego, co wiedzą o sobie (por. J 10, 15), tego, kim są (por. J 14, 10), tego, co czynią (por. J 5, 19; 10, 38) oraz tego, co posiadają”. Głęboka Ojcowsko-Synowska relacja rodzi pewność, iż Syn zawsze będzie wysłuchany przez Ojca.

      Tajemnicę Boga jako Ojca, który stanowi wzór dla ojcostwa ziemskiego, ukazał nam św. Jan Paweł II w cyklu katechez wygłoszonych w 1999 roku. Za najważniejszą cechę ojcostwa Boga Papież Polak uznał „zdolność do nieskończonej miłości, do ofiarowania się bez zastrzeżeń i bez miary” (Więź Jezusa z Ojcem…). Wyrazem szczególnie głębokiej, trwałej i współczującej ojcowskiej miłości Boga wobec człowieka były zaś Jego zbawcze interwencje w dziejach Narodu Wybranego.

Powyższe słowa to cytat z listu Episkopatu Polski na niedzielę przed Dniem Papieskim. Tegoroczny dzień upamiętniający postać Świętego Jana Pawła II przebiega pod hasłem „Jan Paweł II – promieniowanie ojcostwa”.

Ojcostwo nie tylko dziś, ale zawsze – było i jest wyzwaniem, które można podjąć, albo odrzucić. Obie postawy są stare jak świat. Truizmem wg mnie byłoby szczegółowe rozwodzenie się nad wartością przyjęcia i antywartością odrzucenia. Chcesz być wielki – bądź ojcem! Doświadcz w ten sposób podobieństwa do Boga. Tak sobie sam często kombinuję… Trudno jest nieść brzemię ojcostwa, nawet będąc kapłanem. Jednak piękno tego doświadczenia rekompensuje wszystkie trudy, bolesne doświadczanie niepowodzeń.

Pamiętam jedną z katechez. W trakcie lekcji jedna z uczennic otworzyła się przed klasą, opowiadając o apodyktyczności swego chłopaka, który wymagał od niej bardzo dużo, na różnych polach, samemu dając od siebie niewiele albo wręcz nic. Wspomniałem jej i wszystkim, że mamy tyle szacunku do drugiego, ile go posiadamy dla samych siebie, i że uczymy się tego od rodziców, i że szczególne charyzmaty w tym względzie posiadają ojcowie. Poza tym, znając ją trochę, dodałem, że ma w sobie wiele wrażliwości, którą umie się dzielić z innymi i pobudzać ich do pielęgnowania troski o dobro, więc niech pomyśli, czy chce ten dar rozwijać i szukać skutecznych ku temu narzędzi, czy też eksploatować go w starciach z chłopakiem. Reakcja dziewczyny, a konkretnie jej spojrzenie, pełne wdzięczności, nadziei, otuchy jakiej doznała – to wszystko nie do opisania! Długo nie trwało, a dowiedziałem się, że Z zakończyła relację, która była co najmniej trudna. Było to dla mnie niewątpliwie promieniowanie ojcostwa, tego Bożego, które objawiło się w mym przeżywaniu męskości oraz kapłaństwa.

Dziś, robiąc zakupy przeżyłem uderzenie „duchowym obuchem”, a wnętrze me krzyczało. Przede mną w kolejce do kasy stali ojciec z synem. Ojciec, tak „na oko” 30 letni, synek nie miał więcej niż 12 lat. W wózku z zakupami alkohol za niemal 1000 PLN. Dość żywo rozmawiali o tym alkoholu, wymieniając jego nazwy, ile czego jest. A chwilę później chłopiec wykładał butelki z alkoholem na taśmę lady…

Ktoś powie: co ty się chłopie czepiasz! Zakupy jak każde inne, ludzie alkoholu używają zasadniczo „z głową”, więc daj odpór. No tak, fakt. Ale wiem z własnego doświadczenia, bo sam byłem dzieckiem i uczestniczyłem w podobnych sytuacjach, że prędzej czy później przyjdzie „bardziej wnikliwe” zainteresowanie zawartością charakterystycznych butelek oraz smakiem ich zawartości. Bo dzieci znacznie łatwiej podlegają systemowi „wzmocnień”, które powodują tak do dobrego, jak i  do złego. 12 latek to nie jest właściwa pomoc dla dorosłego przy zakupie alkoholu! Dziecko trzeba wzmacniać w odkrywaniu prawdy, dobra i piękna, uczyć się nimi posługiwać w życiu.

Wszystko we mnie krzyczało, a mimo wszystko zmilczałem całą sytuację… Promieniowanie zostało zatrzymane ołowianym płaszczem bezradności, obawy czy wręcz lęku o własne ja…

Mocno siedzi we mnie ta sytuacja. W różnych aspektach. Dlatego też ten wpis. No i oczywiście modlitwa. Moja, ale także i Wasza, Czytelnicy, o co Was proszę!

Opublikowano Dzieje, Formacja Sumienia, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kościół bez ołtarza, to jak ciało bez duszy

Wpis dedykowany Tomkowi, Krzyśkowi i Pani Kindze. Powstał z inspiracji Tomka, przy towarzyszeniu tłitterowemu Krzyśka i Pani Kingi. Dobrze, że jesteście!

Tytułowe stwierdzenie, autorstwa bł. arcybiskupa Antoniego Nowowiejskiego, pasterza Kościoła płockiego, w czasach, kiedy wielu ludzi dość rzadko zatrzymuje się nad domeną życia duchowego, zdaje się być warte zatrzymania.

Przewodniczyłem dziś pogrzebowi mej parafianki, Pani Barbary (od razu proszę wierzących o Ave Maria w jej intencji). Sporo było ludzi biorących udział w ceremonii. Niewielu jednak z nich przystąpiło do Stołu Pańskiego. Nie wszyscy mogli, nie wszyscy uważali to za ważne – właściwie, najważniejsze.

Taki obraz rzeczywistości jest powszechnie znany w wielu zakątkach Polski, Europy, świata. Duch Święty zwołuje Lud Boży na zgromadzenie liturgiczne, wykorzystując życiowe okoliczności, by ci, którzy są włączeni w Kościół przez chrzest, mogli stanąć naprzeciw ołtarza, symbolizującego Chrystusa – ale nie może wbrew woli zebranych, skłonić ich do tego, by swe serca uczynili ołtarzem, na którym będą poświęcać swe życie dla Boga, według swego powołania i stanu.

Pięknie to oddaje wspominany wyżej błogosławiony abp Antoni – że jak w ołtarzu składa się relikwie świętych, tak też my mamy nosić Relikwie Chrystusa (jego Ciało, oczywista!) w naszym sercu. Wtedy wszystko zupełnie inaczej wygląda. Zmienia się perspektywa patrzenia, albowiem obejmuje ona szerszy kontekst, tak jak szeroko widzi świat Bóg, a co objawił nam przez Krzyżową Ofiarę Swego Syna!

Darmo zwać kościołem budowlę bez ołtarza. Chwała kościoła (jako świątyni, budowli) pochodzi od ołtarza, czytamy w Wykładzie Liturgii Kościoła Katolickiego, autorstwa abpa Nowowiejskiego. Mury kościoła chronią ołtarz i wiernych wokół niego się gromadzących, jako wokół centrum swych wierzeń, nadziei i miłości.

Zachęciłem uczestników pogrzebu Pani Barbary, by postawili sobie pytania, odwołując się do Łk, 12, 35-40: kto jest moim Panem, na jakiego Pana czekam i jakiemu służę?

Zestawiając Ewangelię z symboliką ołtarza, porównanego z sercem człowieka, trzeba nam zaglądać do tych naszych serc, i patrzeć na nasze życie, jakiej chwały ono jest zwiastunem. A to, co gromadzimy wokół siebie – materialnego i duchowego, jaką tworzy świątynię? Czy przekraczający jej próg znajdą w niej nadzieję, przebaczenie, wsparcie, prawdę, prostotę, skromność? Czy też może znajdą się w pogrążającym w bezkresnej trwodze, mroku zawiści, oskarżeń i zwierzęcej agresji?

Opublikowano behawioryzm, Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Multikino w służbie niesprawiedliwości

Napisałem przed momentem list do Multikina, wyrażając w nim swe oburzenie na reklamę wiadomego filmu w social media. Czekam na odzew.

Oto treść listu:

Szanowni Państwo

z wielkim niesmakiem odebrałem reklamę filmu „Kler”, na którą natknąłem się w Internecie, a której zrzut ślę w załączniku.

Niesmak ma swe źródło w tym, że Państwo ośmieszacie sprawy dla mnie istotne, niemalże fundamentalne, jeśli idzie o sferę ducha, jakże bardzo istotną w życiu człowieka. Przypuszczam, że reklamę stworzył ktoś, komu obojętna jest rzeczywistość sacrum, życia duchowego, etc. Jednak ktoś inny to zatwierdził, zgodził się, by poszło w świat. Jeśli osoby na stanowiskach kierowniczych pozwalają sobie – z mego punktu widzenia – na promowanie a przynajmniej pobłażanie ignorancji, dyletanctwa i płytkiego humoru, to nie pozostaje mi nic innego, jak osobiście zignorować Państwa miejsca kulturalno(?!) rozrywkowe, nie dając Państwu w ten sposób zarobić na wyśmianiu tego, co dla mnie jest wartością. Tracicie Państwo klienta w mej osobie. Moimi spostrzeżeniami będę się dzielił z innymi, pozostawiając im tak zwaną „wolną rękę” w podjęciu decyzji, czy nadal zamierzają wspierać państwa biznes.

Życzę Państwu szerszej refleksyjności, obejmującej wszelkie możliwe światopoglądy, szanując je, trwając niewzruszenie na fundamencie sprawiedliwości.

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , | 6 Komentarzy

Szlachetna Paczka vs Paczki Szlachetności

Szkoda mi czasu i wzroku na czytanie o wydarzeniach związanych z #Stryczek Nieskromnie jednak powiem, iż w gruncie rzeczy oczekiwałem, kiedy w taki lub inny sposób dojdzie skandalu. Świeccy znakomicie radzą sobie z filantropią i charytatywnością, a ksiądz ma robić co innego!

Jestem od 2 lat proboszczem wiejskiej parafii. Jak w wielu zakątkach Polski, zwłaszcza na „ziemiach odzyskanych”, realia pracy są takie same: morze potrzeb, deficyt środków na ich realizację. Mowa tu oczywiście o potrzebach remontowych, restauratorskich, często mających na celu ratowanie popadających w ruinę zabytków. Zasada jest taka: im starszy zabytek, tym większe szanse na strukturalne dotacje celowe. Zabytki w mojej obecnej Małej Ojczyźnie są niespełna 300 letnie więc szanse na wsparcie ze strony resortu Pana premiera Glińskiego są raczej wątpliwe. Dzięki Bogu oraz ludzkiej życzliwości udało nam się w tym roku wymienić na nowe, poszycie dachowe kościoła parafialnego. Koszt grubo ponad 100 tys. PLN. Mniej niż 1/3 nakładu finansowego pochodzi z dotacji – ale znowuż bez niej byśmy tematu nie ruszyli.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że łapię się na tym, iż łatwo jest dać się wciągnąć w korkociąg emocji zachwytu, euforii i „gorączki złota”, polegającej na szukaniu finansów na kolejne inwestycje, żeby świątynia nabierała blasku, dostojności. Ktoś powie – no ale o co chodzi? Przecież to godne, dobre – bo nie tylko oko cieszy, budzi zachwyt czy dumę, ale też owe dziedzictwo narodowe jest w ten sposób zabezpieczone? Niby tak, odpowiem, ale to tylko do czasu. Bo przyjdzie nowe pokolenie, za lat kilkanaście, czy nawet dziesiąt i będzie szukało terenu pod inwestycje zawodowe, mieszkaniowe czy rekreacyjne, tak jak nam o tym donoszą zza zachodnich granic Polski.

To jedna kwestia. Inna jest taka, że zajmowanie się „murami” wciąga, gdyż jest łatwiejsze, aniżeli podejmowane wysiłki w pracy nad funkcjonowaniem żywego Kościoła, tego duchowego.

Trudno jest prowadzić duszpasterstwo na wsi. Oferta duszpasterska terenów wiejskich, w regionach „ziem odzyskanych”  z reguły ogranicza się do sakramentalizacji i utrwalania religijności tradycyjnej. Trzeba naprawdę dobrego rozeznania, poprzedzonego trudem spotkań, rozmów, przemyśleń, by w rezultacie stworzyć przestrzeń do spotkania się poszczególnych członków parafialnego Ludu Bożego jako Żywego Kościoła, w którym Jezus Chrystus, Zmartwychwstały i Uwielbiony Pan  uobecnia Siebie, dając tym samym każdemu z nas łaskę uwiarygodniania Tegoż Chrystusa w świecie. Akcyjność a la „Szlachetna Paczka” czy inne tego typu, mogą pomóc w osiągnięciu tego o czym powyżej, ale bardzo często, z racji natury finansowej, są one skażone duchem tego świata i mogą przynosić skutek tylko pozornie dobry. Bycie zaś zaangażowanym duszpasterzem pomiędzy ludzkimi „kamieniami” tworzącymi Kościół wydaje się być mniej ryzykownym, a nade wszystko najwłaściwszym, dobrze zorientowanym, bo wprost na Chrystusa, dziełem. Szlachetna Paczka, jaką będzie tworzyć parafia, będzie pięknie całe pakiety szlachetności kierować tam, gdzie ich brak, w sposób i ze skutkiem takim, jakich oczekuje od nas Chrystus Pan!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 3 Komentarze

Ten wyrodny rodzic, świat!

Od połowy dnia nie ustają komentarze o ACTA2. Polityczne, publicystyczne, ogólnoludzkie, że tak powiem. W związku z tym, na szybko, kilka myśli.

W sierpniu tego roku minęło 10 lat odkąd prowadzę bloga Prawda podnosi człowieka W tym czasie ze dwa razy zmieniłem jego tytuł. Jak sobie wspomnę na poprzednie tytuły mego wirtualnego, hmmm, pamiętnika, to w głębi serca czuję radość, że dziś jest on poświęcony prawdzie, a przede wszystkim Prawdzie. Ponad 220 tysięcy odsłon, ponad 2 tysiące komentarzy, wiele setek mejli wymienionych z Czytelnikami. Jakież to wspaniałe dla mnie wspomnienia, że mogłem towarzyszyć wielu osobom w drodze duchowego wzrostu, prostowania zawiłych ścieżek życiowych! Dawałem to, do czego zostałem posłany, odbierałem i odbieram nadal to, co obiecał Ten, Który Jest Drogą, Prawdą i Życiem! (Mt 19,27-29)

Znakomite medium, ten Internet! Ale – jak wszystko, może być wykorzystywany tak do dobrego, jak i do złego. Jest szansą, ale też i zagrożeniem. Grozi tak dobrym – bo można ich zdeprawować, jak i źle czyniącym, bo można ich jak na tacy wystawić na publiczne okazanie. I obawiam się, że chyba o to właśnie poszło w całej historii z ACTA2 – założyć kantar cenzury użytkownikom Internetu. No i oczywiście stworzyć kopalnię profitów, bo żeby korzystać z jako-takiego nawet przepływu informacji, w myśl przepisów ACTA2 trzeba będzie płacić podatek.

Co będzie, jak będzie – czas pokaże. Jednak cała ta sytuacja na ten moment dla mnie wygląda tak: dano dziecku zabawkę, ono ją udoskonaliło, rozbudowało. Po czym zabawkę mu zabrano, dając mu jeszcze klapsa na koniec.

To pokazuje dobitnie, że nie tak daje Bóg, jak daje świat. Bóg nikomu niczego nie zabiera, nie daje klapsów, nie ma w pogardzie swych dzieci. Dlatego też jakoś mam pokój w sercu z tym całym ACTA2 i innymi, powiem wprost: poniżającymi, godzącymi w podmiotowość człowieka, ustaleniami kilku „ktosiów”, którzy mają się za konkurencję Wszechmocnego.

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kościół ma piękne oblicze

Od kilku dni nie milkną komentarze pod adresem abpa G. Rysia w związku z jego wypowiedzią, w czasie obchodów rocznicowych likwidacji łódzkiego getta,  w której powiedział, że  „Zagładę stworzyli ludzie, w dużej mierze – trzeba to powiedzieć niestety, z bólem serca i z przyznaniem się do winy – ludzie, których Kościoły chrześcijańskie wychowywały na swoich nabożeństwach”.
Dziś udało mi się „wyłapać” 2 wypowiedzi komentujące całe zajście. Każda z nich jest inna. Może nie skrajna, ale z odmiennych frontów naświetlająca meritum. Pierwszej autorem jest publicysta, Rafał Ziemkiewicz, drugiej zaś ksiądz Artur Stopka.

Oto namiary do obu
https://youtu.be/om3K_LcU5pY
https://m.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,3353,czy-abp-rys-naruszyl-dobre-imie-katolikow.html

wnioski niech sobie każdy swe własne wyciągnie, słuchając i czytając treści z powyższych linków.

Ja natomiast w dalszej części swej wypowiedzi chcę się odnieść do nieco innych kwestii. Czynię tym samym zadość obietnicy danej memu współbratu w kapłaństwie, Rafałowi.

Zgodnie uznaliśmy, jak mi się zdaje (jeśli nie, to Rafał, proszę, daj znać), że nie brakowało nigdy i pewnie nigdy brakować nie będzie w szeregach ludzi Kościoła „V Kolumny”, harcowników szatana, judzicieli, którzy zamiast miłosierdzia zajmują się zgubną polityka piekła.

Poza tym, jest pewna ciekawa tendencja w komentowaniu czyichś wypowiedzi. Niestety, takie jest „zbójeckie prawo”, że uzurpujemy sobie nie raz prawo do uzupełniania wypowiedzi o treści, których najpewniej nawet w milisekundzie intencji ich autora, w ogóle nie było. Podchwytujemy to, co jest nas, i podpinamy to pod wspomniane intencje autora wypowiedzi. To raz.

Dwa: czytam sobie biografię Żyda, Tuwima. Widać jak na dłoni, jak sprawy ducha, szeroko ujęta religijność, stawała się orężem w walce o polityczny byt wszelkich barw i frakcji politycznych. Zresztą, co tam XX lecie międzywojenne! A co było za czasów Piastów? Dokładnie to samo! Jest taka teza, że Bolesław Chrobry rękoma Prusów zamordował bpa Wojciecha, by się politycznie układać z Czechami…  Nigdy w tym świecie, w tym życiu na 100 % się nie dowiemy, jak to było. Ale po to mamy rozum, wolną wolę, masę narzędzi, by być krytycznymi a także, by patrzeć w związku z tym na całość życia autora wypowiedzi, czy działania, by w tej perspektywie jakiś sensowny sąd móc wyrazić.
W związku z tym, uważam, że takie sytuacje jak ta, z abpem Rysiem, czy wiele innych, są nam dane opatrznościowo, pod refleksję, byśmy zobaczyli, gdzie my na drodze do Jezusa jesteśmy. Jakoś sugestywnie przychodzi mi na myśl fragment z Mt 24, 36 nn: nieznany jest nam czas przyjścia Syna Bożego i potrzeba czujności. Można wiarę porzucić, bo za długo jest czekać, bo za niesprawiedliwie jest wg mego mniemania (jak w „Wołyniu” banderowcy, komuniści, buntowali ukraińskich chłopów). A można też po prostu żyć wiarą, „dawać sobie na wstrzymanie”, wszak bowiem „bądź wola Twoja”: wkurzać się, zrobić czasem może nawet jakiś fałszywy krok, ale przyjąć tez łaskę nawrócenia, naprawić i dalej trwać przy Bogu, Którego Twarzą Jest Miłosierdzie.
Od czasów Konstantyna, niestety, jest postępujący kryzys Kościoła Chrystusowego. Wiara jest instrumentalizowana, zbyt bardzo jej ludzką twarz się maluje, zapominając o Boskiej, której poetycki opis dał Izajasz w pieśni o Cierpiącym Słudze Jahwe, a Którą objawił Chrystus. Chcemy Kościoła z ładną buzią, taką, co nam pasuje, a każde splunięcie nam w twarz, szarpanie brody, traktujemy jako pretekst do wszczynania swarów, przepychanek i epitetowania się. Tak samo jak przed 2 tysiącami lat, w Jerozolimie, króciutko przed wydarzeniami, jakie zapoczątkowały czas Kościoła. Czas podarowany nam przez Boga, czas, z którego będziemy rozliczeni.
Kościół ma piękne oblicze, uwielbione, przemienione. Ale aby je ujrzeć, trzeba wpierw zobaczyć rany, zniewagi, znęcanie się, którego nierzadko autorami jesteśmy my, którym Bóg dał pieczęć chrztu, bierzmowania, kapłaństwa, którym daje Bóg Siebie w Eucharystii, spowiedzi, w Słowie Bożym…

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Panny mądre i głupie – opowieść nieoczywista

Przypowieść o 10 pannach „podprogowo” próbuje wcielić czytelnika  w postawę owych 5 panien mądrych: przezornych, przygotowanych, zapobiegliwych. Ja tak przynajmniej mam…

Tymczasem – trzeba pamiętać o biblijnym napomnieniu: by ten kto stoi, baczył, aby nie upaść. Trzeba nam mieć świadomość, że Jezus wprost mówi o nas, że „źli jesteśmy” – czyli słabi, niestali, skłonni sami z siebie do złego, w związku z czym potrzebujemy cały czas zabiegać o światło dobrych uczynków. Jako zaproszeni do bycia synami dnia, światłości, podążający w pochodzie życia na spotkanie z Oblubieńcem, by spędzić wieczność w weselu z Bogiem, mamy wolność w decydowaniu, czy zasilimy „stronnictwo” mądrych, czy głupich w tym świecie. Owo zasilanie dokonuje się przez gromadzenie oliwy radości w pełnieniu woli Bożej i nakazów Ewangelii – przez Jej studiowanie, realizacji życia wg Jej wymogów, pełniąc dobre uczynki, jako inspirowane z Ducha Świętego, w jego mocy.

Całkiem świeżo mam w pamięci zgiełk, by nie użyć mocniejszego słowa, jaki podniósł się w jednym z medium społecznościowych, z którego korzystam. Jedno zdanie poderwało taką falę, jakby ze sto Lewiatanów wyskoczyło z morza! Zdanie, które pojawiło się wskutek zaśnięcia, zlekceważenia konieczności czuwania napełniło mnie niepokojem. Tym bardziej, że Jezus wczoraj przestrzegał:  jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

 Nie pozostaje zatem nic innego, jak skupić się na magazynowaniu oliwy, by w oznaczonym dniu nie mieć drzwi zamkniętych przed nosem!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Sodomsko-gomorejskie skrutinium Kościoła

Co to są skrutinia ?

Przy tym całym wstydzie, lepiej niezbyt wiele mówić… Niech zapłonie, wypali do cna grzech, odrażający grzech.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano | Dodaj komentarz