Wspomnień czar – co mi przypomina historia Samuela?

Tydzień temu czytaliśmy w niedzielę historię dotyczącą proroka Samuela, który pod opieką Helego uczył się rozpoznawać głos Pana. Przypomniała mi się w związku z tym fragmentem historia, która jest fragmentem mojego życia.

Działo się to w 1986 roku. Miałem wówczas 8 lat. W naszej parafii były misje święte połączone z nawiedzeniem kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Na dworze było ponad minus 30 stopni mrozu, śniegu tyle, że miejscami sięgał mi do szyi (badałem zaspy szczegółowo). Śnieg pod stopami skrzypiał, nos obowiązkowo zasłonięty szalikiem, żeby nie odmarzł. Mijaliśmy się, dzieci z dorosłymi. Nasi rodzice, dziadkowie zmierzali do domu, a myśmy szli do kościoła na spotkanie przygotowane dla nas. Niewiele zapamiętałem z tamtych nauk. Jedynie to, że obraz Matki Bożej to hodogetria czyli obraz wskazujący drogę. To jednak wystarczyło, żebym sobie jakoś mocno zakodował te słowa w pamięci i w różnych okolicznościach życia do nich wracał, zwracał na nie uwagę, kiedy ktoś je wypowiadał, czy je gdzieś przeczytałem.

Tamta pamiętna zima, z trzaskającym mrozem i misjonarze byli dla mnie niczym Heli dla Samuela, który został nauczony wyczulenia na Słowo Pana i odpowiadania na nie – mów Panie, bo sługa twój słucha!

Może warto się dziś, nadal ciągle jeszcze u progu Nowego Roku, pochylić nad Słowem Bożym, z Jego pomocą powspominać żar młodości i pozwolić, by podpalona została teraźniejszość na ofiarę Bogu miłą i przyjemną?

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: O cierniu i zakwasie i o niefajnościach słów parę.

Trochę się już znamy. Poznajmy się bardziej. Kto wie, czy Bóg nie skrzyżuje kiedyś z kimś z Was moich dróg, lub waszych z moimi. Będzie wtedy łatwiej pokonać opory, czy po prostu podjąć decyzję na tak lub na nie, w kwestii pomocy, wsparcia, czy ratunku.  Oto trochę więcej mnie w pamiętniku wiejskiego proboszcza.

W moim 42 letnim życiu jest szereg rzeczy, których się wstydzę, które wywołują we mnie swego rodzaju wstrząs, torsje. Oczywiście, co do grzechów to temat dawno roztopiony w sakramencie pokuty. Ale temat jest szerszy znacznie bardziej, niż mogłoby się zrazu wydawać. Kiedyś nawet była to pogarda wobec samego siebie. A ta z kolei uruchamiała węża, który pożerał własny ogon. Aż wreszcie zrozumiałem, że te wprawiające mnie w torsje moje wybory to też ja. Niedoskonały, niedojrzały, manipulowany, naiwny, wykorzystywany. Taka jest prawda o każdym z nas: mamy swoje wady. Tylko Bóg jest doskonały i w Jego doskonałości możemy się rozsmakowywać, karmić się nią i wypierać w ten sposób naszą niedoskonałość, stając się nowym człowiekiem. Stawać się świętymi.

Dziś w Nieszporach Kościół modlił się słowami z 1 Listu Św. Jana Apostoła (1 rozdział, wers 5) Nowina, którą usłyszeliśmy od Niego i którą wam głosimy, jest taka: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.

Ciemność zaś jest w nas. Ciemność grzechu, i wszelka inna niedoskonałość. By ją pokonać, trzeba zejść do jej jądra, do samego początku, by dokonać decyzji wyboru Chrystusa i Jego Królestwa. Do tej pory, myślę, że ze dwa razy tak miałem. Za każdym razem ktoś mi towarzyszył. Spowiednik, prorok, pokrewna dusza, anioł. To były jedne z tych chwil w moim życiu, kiedy przekonywałem się namacalnie o prawdziwości Ewangelii, obietnic Chrystusa, ze nie zostawi mnie sierotą, że pokrzepi, ugasi pragnienie, porzuci 99 owiec i za mną, jedna pójdzie. Dla mnie to jest konkret. Teraz, kiedy o tym piszę, czy kiedy czytam te wspomniane fragmenty Ewangelii, to ciary mnie po plecach przebiegają. Myślę, że podobnie mogli się czuć apostołowie i niewiasty, spotykające Zmartwychwstałego. We wszystkich tych i innych momentach biblijnych widzę Pana mego, który mi nie wypomina tamtych wstydliwych, głupich, niedojrzałych wyborów. Za każdym jednak razem przypominam sobie to co wspomniałem na początku: głupoty, grzechy, niefajności – to też ja.

Kilka dni temu czytaliśmy na mszy ewangelię, w której Jezus przyrównuje Królestwo Boże do drzewa gorczycznego oraz do zaczynu na chleb. Oba są same w sobie, na pierwszy rzut oka niefajne. Drzewo – cierniste, drapiące; zaczyn/zakwas nieapetyczny, o drażniącym zapachu. A jednak oba są jakże bardzo przydatne, mające swoja konkretną rolę! Jedno daje schronienie ptakom, drugie sprawia, że mamy się czym sycić.

Dawać odpocznienie i pokarm – to misja, którą Pan mi powierza wobec bliźnich. Powierza to mnie, który bywał, bywa i będzie bywał do śmierci – czasem niefajny, ciernisty, drażniący. Bardzo mnie w tamtej Ewangelii dotknął Pan Swoim Słowem.

Nie sposób nie odnieść się przy tej okazji do bieżących wydarzeń odnośnie Strajku Kobiet, który tak w istocie nie jest żadnym zrywem w sprawie ustalenie natalistycznych lecz ukierunkowanym na zysk polityczny, tak zwanej opozycji, pospolitym ruszeniem nakierowanym na walkę o władzę z obecnym rządem. Pominę tu wątek wojny kulturowej, bo to osobna kwestia, na której temat można by pisać i pisać.

Tak zwany Strajk Kobiet (cóż za dziwny podmiot wchodzący na scenę dialogu!) podnosi w swych manifestach, że chce chronić kobiety przed rodzeniem dzieci z wadami letalnymi (ciężkimi uszkodzeniami genetycznymi, często deformującymi ciała poczętych dzieci, czy nie pozwalających na zdrowe i pełne wykształcenie się tychże ciał). Inaczej mówiąc, „walka” idzie o skrojenie świata pięknego, idealnego, z ochami i achami zachwytu; świata wbijającego w pychę rodzaj ludzki, który już dawno, w niemałej mierze zakwestionował Boga i Jego porządek.

Drogie Panie, zwłaszcza te, które faktycznie doświadczacie już bycia brzemiennymi, wiedząc o wadach letalnych waszych dzieci.

Tak, są to wasze dzieci, wasze i waszych mężów, partnerów, dawców spermy (z banków). Wasze doświadczenie jest dla mnie niewyobrażalne, z wiadomych względów. Jednak zechciejcie, choćby w promilu dobrej woli popatrzeć  na waszą sytuację jako właśnie wejście w ciemność, by wreszcie ujrzeć światłość i po dniach mroku dać się otulić promieniami Światła Dobra, Prawdy, Piękna. Będą to i nowe relacje dla Was, i nowa jakość przezywania życia pod każdym względem. Chętnie posłużę Wam pomocą w towarzyszeniu Wam w czasie podróży do głębi nocy, jako ktoś, kto sam z tym miał do czynienia.

Strajk Kobiet proponuje Wam coś „zamiast”, co w jakimś momencie Waszego życia stanie się przekleństwem i ciężarem być może nie do uniesienia. Kościół zaś, a w nim duchowni jak i wielu świeckich proponuje wam rozwiązanie integralne, dające pełną satysfakcje wam jako ludziom, czyli bytom cielesno-duchowym.

Jeśli ktoś chce się ze mną kontaktować poza blogiem, to oto mój mejl:

ks.marek.radomski@gmail.com

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

W przeciwieństwie do Kościoła, poza fejsbukiem jest zbawienie

Chcę się podzielić z Wami kilkoma przemyśleniami, w punktach, na kanwie wydarzeń ostatnich dni. Dochodzi do nich także to, co można przeczytać pod tym linkiem, w komentarzach: https://www.facebook.com/radomskimarek/posts/3316932408343094

  1. „Wywalenie” ze znajomych. Szanowni Państwo, a zwłaszcza krytycy tego mojego wyboru: jestem dorosłym, 42 letnim mężczyzną. Moje relacje, które tworzę są, myślę dość dojrzałe i przemyślane. Ale przede wszystkim, w zdecydowanej większości, gdy chodzi o „znajomych” z Fejsbuka – większość z Was znam, choćby z kilku minut spotkania, czy rozmowy, czasem od lat z różnych innych przestrzeni wirtualnych. Takich relacji nie da się usunąć, wykorzenić, abortować… (sic!) Usuwając niektórych z Was z listy znajomych chcę zasygnalizować, że nie ma we mnie zgody na tolerowanie dyskusji na temat spraw podstawowych, a do takich należy wszystko co łączy się z ochroną życia ludzkiego. To, co lansuje lewica ateistyczno-libertyńska nie ma nic wspólnego z troską o kogokolwiek, jak tylko o nich samych i zaspakajanie ich „widzimisia”, którego etiologii już tu nie będę przywoływał.

Żeby było jasne: nie gardzę Wami, nie nienawidzę Was, nie życzę Wam niczego złego. Wzywam Was jednak – wierzących w Boga chrześcijan, do refleksji nad Waszym myśleniem w temacie eugeniki a w dalszej perspektywie, w dziedzinie chrześcijańskiej, biblijnej antropologii człowieka, odnośnie celu do którego zdążamy i o Źródle, które ów cel nam umożliwia zrealizować.

2. Niektórzy z oburzonych wskazali, że mój wybór jest nie OK. Że księdzu się nie godzi, że nowa ewangelizacja, że nadzieja etc. No wspaniale! Cieszę się, że to zostało zauważone. Okazuje się, że jedni wybierać mogą jak chcą, a inni muszą wybierać jak chcą nieliczni. Zapominamy jednak o naszym status quo: Dla mnie żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk. Cała reszta to tylko dodatek. Gdzie Chrystus w moim wyborze? Przede wszystkim w tym, że widząc pośród Was, gesty sprzeciwu wobec orzeczenia trybunału konstytucyjnego, wyzwalające też masę agresji, wulgarności, by nie rzec – pandemonium – uświadomiłem sobie, że kiepskim jestem świadkiem Zmartwychwstałego, skoro ludzie, z którymi się znam, spotykam, takie maja przekonania. Poza tym, nie będziemy się wzajemnie na siebie jeżyć, nie widząc kolejnych postów z treściami, które wyrażają nasze przekonania. No i na koniec – zobaczcie, że aborcja boli. Tak jak wy unosicie się na mój wybór, tak też próbujcie zrozumieć, że świat chrześcijański, katolicki, ma prawo a wręcz obowiązek obruszać się, podnieść larum na Wasz wybór, który chociażby tylko w zakresie dyskusji dopuszczał eugenikę, czy w ogóle aborcję.

To tyle ode mnie w tej kwestii. Kościół jest moim domem, sakramenty Kościoła są moja siłą, daleki jestem od kierowania się sympatiami i antypatiami. Mnie interesuje Prawda. A tylko Ona ma moc wyzwolenia. Chcę być wolnym i wyzwalającym.

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , | 5 Komentarzy

Każdy ma swoje osobiste Lepanto

Historia nas, Polaków, to nierzadko historia zazębiająca się z wieloma wydarzeniami w świecie. Niewiele jest chyba frontów bitewnych, ważnych dla wolności wielu narodów w świecie, na których to frontach nie biliby się Polacy. Wojna między Świętą Ligą a Osmanami a w tym wspomniana w tytule bitwa morska, zwycięska dla walczących pod sztandarami chrześcijańskimi, jest jednym z wielu przykładów powyższej tezy. Oczywiście, to subiektywne zdanie autora, ale do tego zdania, czy właściwie osobistego przekonania, doprowadza mnie spora liczba zdarzeń, w których widzę palec Boży oraz wstawiennictwo Maryi.

To, czym chce się z Wami podzielić, to kilka zdarzeń, które w połączeniu z wieloma innymi, jak wierzę, za sprawą Bożej Opatrzności, doprowadziły mnie do teraźniejszości.

Zacznę od tego, że w moim dzieciństwie sporo było zawiłości dnia codziennego, jak w wielu, tak zwanych robotniczo-chłopskich rodzinach doby schyłku lat 80 XX wieku. Bywało, że wspomniani wojownicy złego używali sobie na słabościach jakim ulegali ludzie poddawani wówczas tyranii komunizmu. Wszyscyśmy ich doświadczali, nie wszyscy i nie zawsze potrafiliśmy je identyfikować. To właśnie w takich okolicznościach brała nas nasza mama do jednego pokoju, klękaliśmy wspólnie z nią przed krzyżem i z różańcami w rękach, modliliśmy się o pokój, zgodę, jedność, o wierności Bogu i Jego Ewangelii. W takiej atmosferze przeżyłem całe dzieciństwo i młodość.

Minęło kilka ładnych lat. Wstąpiłem do Seminarium. Różaniec to była modlitwa, którą najlepiej znałem i najczęściej odmawiałem. Jeszcze bardziej w nią wrosłem przez lata studiów. Okazało się to oczywiście opatrznościowe. Źle „wszedłem” w kapłaństwo. Zrobiłem sobie trochę takie wakacje po seminaryjnej formacji, a więc przeciwnik nie musiał się specjalnie wysilać, by zinfiltrować obszary, które pozbawione były straży. Trwało to jakieś 6-7 lat. Przełomem było dołączenie do Róży Różańcowej, jednej z kilku, które powołano do istnienia na dziś już nieistniejącym forum internetowym Frondy. To był początek mego kapłańskiego nawrócenia. Zaczęły się dziać niesamowite rzeczy w moim kapłańskim życiu: skuteczna praca nas sobą, zerwanie z nałogiem nikotynowym, uporządkowanie relacji po oddaniu ich pod Boże prowadzenie, poznawanie wielu wspaniałych świadków Zmartwychwstałego Pana, pokój serca, inspiracje do pracy duszpasterskiej, i wiele innych.

Do tej pory, nieustannie odkrywam podejmującego próby ataku, przeciwnika. I nadal, cały czas, każdego dnia, towarzyszy mi Maryja w modlitwie różańcowej, której obfitych łask doświadczana dzień w dzień, dzięki Armii Rycerzy, których orężem jest różańcowa koronka, której zły boi się pewnie równie panicznie, jak święconej wody. Jestem głęboko przekonany, że gdyby nie doświadczenie modlitwy różańcowej z dzieciństwa, moja droga do Boga, do wspólnoty z Nim w Kościele Świętym byłaby bardzo wyboista, a kto wie, czy tylko taka…

Maryjo, Królowo Różańca Świętego, bądź pozdrowiona!

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z Pamiętnika wiejskiego proboszcza: o konieczności objawiania siebie Kościołowi

Niejeden raz, odkąd zostałem księdzem, spotykałem się z takimi sytuacjami, że ktoś przychodził czy to do zakrystii, czy do biura parafialnego i przedstawiał się jako nowy parafianin. Te sytuacje miały miejsce w różnych porach roku liturgicznego, związane były wg mnie raczej z dobrym wychowaniem i dojrzałością religijną a nie z interesownością czy wyrachowaniem.

Sam też zostałem nauczony, że jako wpierw wikariusz, potem też jako proboszcz, warto udać się do księży pracujących w dekanacie, przedstawić się im, a tym samym też i poznać ich jako swoich dekanalnych współpracowników, kolegów, czy też spowiedników bądź kierowników duchowych. Nie tylko dla siebie, ale też dla parafian, pośród których pracowałem. Tak było i jest nadal, że również w aktualnym dekanacie polecam swoim penitentom fachowców w takiej czy innej dziedzinie. Znam ich przynajmniej na tyle, że wiem komu i w czym mogą udzielić wsparcia. Wszak Bóg nam się objawia także w bliźnich i w nich przychodzi nam z pomocą na różnych polach ludzkiej aktywności.

Jako proboszcz od pierwszych dni posługi starałem się poznać z reprezentantami samorządu, urzędów gminnych, z sołtysami wiosek z terenu parafii. Fantastyczną inicjatywą od lat wykazuje się burmistrz gminy Morąg, Pan Tadeusz Sobierajski, organizując kilka razy do roku uroczystości patriotyczno-religijne wraz z dziekanem dekanatu morąskiego, którym obecnie jest ksiądz Jan Solis, proboszcz parafii Św. Józefa w Morągu. Pan burmistrz zaprasza po części religijnej, na towarzyskie spotkanie przy obiedzie, w którym to spotkaniu biorą udział samorządowcy, dowódcy garnizonu policji, straży pożarnej i wojska oraz duchowni z dekanatu morąskiego. Jest to świetna okazja by się poznać, nawiązać relacje oraz współpracę na polu służby społeczeństwu, pośród którego żyjemy. Puentując: dojrzałym ludziom zależy na tym, żeby tworzyć relacje, więzi, by dawać się poznać innym.

Nie inaczej wyobrażam sobie tą rzeczywistość objawiania siebie, dawania się poznać innym, gdy idzie o życie wiary – czy to w takim wymiarze, jak pisałem na samym początku, czy podobnym. Teoretycznie w ponad 90 procentach identyfikujemy się jako katolicy, beneficjenci Credo Kościoła, poprzez które oczekujemy życia wiecznego, którego Źródłem i Dysponentem jest Trójjedyny Bóg, Który Sam Siebie objawił przez Swego Syna, Jezusa Chrystusa. Tenże Jezus Chrystus w Ewangelii oraz w Kościele pozostawił wyraźne drogowskazy pomagające dotrzeć do celu Credo. Na chrzcie świętym a potem podczas bierzmowania wzięliśmy na siebie to jarzmo. Generalnie zawęzić je można do Dekalogu, przykazania miłości Boga i bliźniego oraz do 8 błogosławieństw. Szeroko zaś – powinnością każdego wierzącego jest zachowywać wskazania z całej Ewangelii. Oczywiście, niewykluczone, a właściwie jest pewne, że będą wątpliwości, trudności i porażki w zachowywaniu Ewangelii w życiu, ale jest też obowiązek zabiegania o dojrzałość w wierze. Tu znowu jest miejsce na pracę nad charakterem, zdolnościami, wątpliwościami, etc – we wspólnocie Kościoła bądź indywidualnie, ale pod kierownictwem autorytetu Kościoła.

Teoretycznie, jak pisałem. Bo w praktyce to już tylko w ciągu ostatnich 4 lat, niezliczoną ilość razy tłumaczyłem to co powyżej tym, którzy mieli oczekiwania, jednak nie mieli legitymacji do ich zaspokojenia, spełnienia. I ciągle ten stan trwa.

Podczas święceń kapłańskich każdy ksiądz przyrzeka Bogu i Kościołowi wobec biskupa i wiernych, że przyrzeka chronić, strzec tego wszystkiego, co jest dziedzictwem Kościoła Rzymskiego. Tu zawiera się depozyt wiary Kościoła (dogmaty) jak i również dyscyplina (prawo kanoniczne). Prosto mówiąc: Ksiądz nie może sobie modyfikować Credo ani też nie może być freestylerem w sprawowaniu Świętej Liturgii.

Dziwią mnie więc usprawiedliwienia, jakie „wystawiają” różni ludzie w Kościele katolikom, którzy przebywają na emigracji zarobkowej. Ktoś, kto wie, jak zorganizować sobie życie za granicą, by poprawić byt materialny, nie wie, czy nie pamięta o tym, jak zorganizować sobie „zaplecze” duchowe?. Jak taki człowiek chce z czystym sumieniem, jako wiarygodny świadek Zmartwychwstałego Pana, wprowadzać w życie wiary chrześniaka? Dziwi mnie to bardzo. Zwłaszcza, że będąc 4 lata temu w Niemczech, miałem okazję zobaczyć, jak funkcjonuje duszpasterstwo dla Polonii niemieckiej. Sieć punktów duszpasterskich jest tak ułożona, że aby do nich dotrzeć, potrzeba góra 60-70 km by się tam dostać. W Bad Durkhem, sporych rozmiarów świątynia była gęsto zapełniona. Spowiadałem rodaków przez 2/3 czasu mszy świętej.

Wiem, że trudno jest się wyrwać z lenistwa, beztroski. I że każdy kolejny raz jest z reguły trudniejszy. Dlatego też sam staram się standardy swego życia chrześcijańskiego i kapłańskiego podnosić i do tego samego zachęcam i motywuję innych, dając im uczciwą szansę na wykazanie, że im zależy na zbawieniu własnym i tych, którym chcą patronować jako chrzestni.

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Trwamy przed Panem

W każdy czwartek na adoracji Najświętszego trwamy w modlitwie, polecając wszystkie radości i troski. Wiemy bowiem, że bez Boga w życiu grozi nam pustka pychy, rezonowana wielomówstwem i głupotą. Życie człowieka potrzebuje opierać się i czerpać ciągle z Eucharystii. Pamiętam o Was tu, w naszym wieczerniku, polecając Was, Czytelnicy oraz Wasze sprawy!

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: Tak długo jeszcze żadnej książki nie czytałem!

Ciekawy jestem, w którym momencie czytania, zreflektujesz się Szanowny Czytelniku, o kim mowa, kogo książka dotyczy:-) Możesz dać znać w komentarzu

Męczyłem się z ta książką 2 lata. Fakt, że dobrze się ją czytało, jednak nie była na tyle wciągająca, by przyłożyć się do niej raz, a konkretnie, jak na przykład do prozy Remigiusza Mroza, czy Marka Elsberga.

Czytając ją, ze zdumieniem otwierałem momentami oczy, wołając nie tylko w duchu, ale też i głośno, sam do siebie: facet myśli dokładnie tak samo jak ja! Ma takie proste, egzystencjalne podejście do świata, unika kościółkowego języka, a jednocześnie świadczy mową o Bogu w zwyczajności ludzkiego żywota, który doświadczył i nadal doświadcza, zdawałoby się, nieludzkiego cierpienia: zamordowania ojca, pełne goryczy i bólu decyzje rodzeństwa, wygania, utrata mienia, tułaczka, próba ułożenia sobie w sercu i myśli trudnej miłości, jakiej się doświadcza od owdowiałego rodzica w czasach, które są nadal oddechem, czy mgłą, oparem terrorów, których echa jeszcze nie ucichły.

Nie dziwi mnie wcale, że książka ma taką właśnie konwencję: rachunek z uczynków miłosiernych; tych względem ciała jak i względem duszy. Odczytałem wywiad – rzekę jako pewnego rodzaju próbę rozrachunku życiowego rozmówcy Pani Anny Goc. Jest to jakby nie patrzeć, pewnego rodzaju świadectwo – Autor często przywołuje różne obrazy ze swej historii, dzieli się odczuciami, otwiera przed czytelnikiem serce. Nie będę więc komentował tego, co w wywiadzie zostało zawarte przez rozmówcę Anny Goc. Wspomnę tylko na jedną kwestię, którą podejmuje tylko i wyłącznie w celu zachęty po sięgnięcie do książki, by sobie samemu zdanie wyrobić n/t jej bohatera i na rzeczywistość z nim związaną.

Otóż z książki dowiedziałem się, że znana nam skądinąd Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein de domo Woźnakowska, była zaciętym krytykiem spojrzenia na Kościół bohatera książki. Uważała je, w latach bodaj 70 XX wieku, za nowinkarskie i niebezpieczne (Sic!) Przyznajcie, że dziś, znając stanowisko tej Pani na sprawy Polskie, niemałym zdziwieniem napawa jej krytycyzm z tamtego czasu. Ostatecznie jednak, tak epizod dotyczący Pani Thun, jak i wiele innych spraw w prezentowanej książce, pokazują, że człowiek ciągle ma możliwość zmiany. Jak pisze Apostoł Narodów: kto stoi, niechaj baczy, by nie upadł.

Pewnie usychacie z ciekawości, o jakiej książce piszę, o kim ona opowiada? Za moment Wam napiszę. Wpierw muszę się przyznać, czemu zdecydowałem się na prezentację woluminu.

Otóż powoduje mną, sam do końca nie wiem, czy rozczarowanie tylko, czy już gniew. Mam nadzieję, że pierwsze uczucie dominuje, dając tym samym komfort poczucia, że mam jeden grzech mniej.

Książka ma 14 rozdziałów. Wszystkie, oprócz ostatniego są w moim odczuciu, jak wyżej pisałem: mam tak samo jak autor spojrzenie na masę spraw. Ostatni jednak rozdział czyta się, jakby coś co zupełnie nie przystaje do pozostałym 13. Jest w jakiś sposób zaprzeczeniem, zaparciem się swoich własnych doświadczeń i refleksji z nimi związanych. Jak przez niemal całą książkę nie było znaczących krytycznych, zimnych opinii na doświadczone sytuacje życiowe autora, tak w ostatnim rozdziale nie zostawia on suchej nitki na obecnym obozie rządzącym. Słowem nie wspomina o rządach poprzedników, rządach, które doskonale wiemy, że były jednymi z nie najlepiej zapisujących się w dziejach naszej historii najnowszej, za to bardzo niemiłosiernie finiszuje w rzeczonym wywiadzie, dając upust swemu oburzeniu, zawiedzeniu, takoż samo solidarności z tymi wszystkimi, którzy dziś świadczą na arenie światowej przeciw Polsce, działając na jej niekorzyść w strukturach UE oraz poza nimi. Można odnieść wrażenie, że przez 13 rozdziałów autor usypia nas, albo hipnotyzuje swą erudycją, doświadczeniem życiowym duszpasterskim, etc – a w ostatnim rozdziale zostawia nas patrzących na świat, jak pensjonariusze domu dziecka na jego kierownika. Dobrze, że kończy ksiądz Adam Boniecki wywiad odniesieniem się do Eucharystii, jako miejsca prawdziwego spotkania w podzielonej Polsce. Dziwi tylko, że bardziej mu jest bliski Nergal, czy Margo aniżeli cała rzesza złaknionych zdrowego, pożywnego pokarmu dla duszy i rozumu, przedstawicieli pretendentów do elit naszego narodu, których w obecnym czasie, tu i teraz, daje nam Pan, by służyli ku Jego chwale ale też na nasz ludzki pożytek. To czyniąc, możemy mieć pewność, że i samo wykluczający się z powszechnie obowiązujących standardów społecznych, poranieni życiowo outsiderzy też nie będą zaniedbani.

Boniecki. Rozmowy o życiu.

Opublikowano Aktualnie czytam, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dla tych co mają problem z karzącym Panem Bogiem

Wczoraj w Godzinie Czytań, we fragmencie z proroka Jeremiasza, czytaliśmy: „Oto jesteśmy, przychodzimy do Ciebie, bo jesteś Panem, Bogiem naszym! Rzeczywiście, zwodnicze są wyżyny i tumult na górach. Rzeczywiście, w Panu, Bogu naszym, jest zbawienie Izraela. Baal pochłaniał od zarania naszej młodości owoc pracy naszych przodków, ich drobną trzodę i bydło, ich synów i córki. Leżeć musimy w hańbie i wstyd nas okrywa, bo zgrzeszyliśmy wobec Pana, Boga naszego, my i przodkowie nasi, począwszy od młodości aż do dziś; nie słuchaliśmy głosu Pana, Boga naszego„.

Staje w nim przed nami Baal jako wykonawca gniewu Bożego. Gniew ten ma być wychowawczy, poprawczy dla kolejnych potomnych Izraela. Odsłon tej wersji gniewu Pańskiego znajdziemy wiele na kartach Biblii. Stary Testament dostarcza ich najwięcej, ale i w Nowym Jezus nie przemilcza tematu gniewu Bożego. Sam o nim naucza a także daje doświadczenie mistyczne Janowi Apostołowi, by w Apokalipsie przedstawił dla Kościoła orędzie wiarygodności Boga i konsekwencji opowiedzenia się za lub przeciw Niemu.

Boimy się w ostatnich dziesięcioleciach jak ognia, mówienia o Bożym gniewie. Romantyczny zachwyt miłością, w której nadal jeszcze dla wielu przebijają się dźwięki w stylu reagge, a la „czyń pokój nie wojnę” bierze górę nad szczękiem oręża, unoszącego się kurzu bojowego, pokrywającego rany, lepiącego się z krwią i potem, które towarzyszą w codziennej walce duchowej. Nie jeden raz słyszałem bardziej lub mnie cyniczne, czy kpiące uwagi różnych osób, komentujących moje wypowiedzi, czy felietony: jaka walka, co to za bzdury! Przecież jest pokój, wokół nas rozciąga się kraina mlekiem i miodem płynąca! No fakt! Niestety, prawdą jest, że dziś walkę duchową zdaje się podejmować grono stosunkowo nieliczne – sądząc po sięganiu do arsenału uzbrojenia sposobiącego do tej walki. Zaniedbywana modlitwa, niepraktykowane sakramenty święte, słaba znajomość Słowa Bożego, nieznajomość doktryny wiary, a przede wszystkim słabe świadczenie o zmartwychwstałym Chrystusie poprzez codzienne wybory życiowe.

Trujące zranienie komunizmem, a potem poprawka falą liberalizmu, albo wręcz libertynizmu mocno nadwyrężyły zdolność bojową uczniów Chrystusa, Dzieci Kościoła. Eschatologia Boża została wyparta przez świecką. Człowiek wymyślił sobie własne pojęcie szczęścia, odrzuciwszy to, które obiecuje Bóg. Skutek tego jest dziś dokładnie taki sam, jak wówczas, gdy prorokował Jeremiasz. Baal pożera owoc naszej pracy, plony nasze oraz synów i córki, a my leżymy w hańbie. To czego doświadczamy, co nas emocjonalnie niejednokrotnie pobudza do rozdzierania szat, jest w wielu wypadkach konsekwencją naszego lekceważenia Boga, braku posłuszeństwa Jemu. Nie dziwmy się zatem, że mamy co mamy: #Covid, #BlackLivesMetter, #LGBT, prawo pozwalające na zapłodnienie invitro kobiet w związkach homoseksualnych, konflikty religijne, rasowe, terroryzm nie niespotykaną dotąd skalę, zgorszenie przestępstwami seksualnymi w Kościele, i wiele, wiele innych. Nie bójmy się o tym głośno i wyraźnie mówić, że są to znaki wskazujące na realność piekła, kary wiecznej. Bóg w tym nie jest katem bezdusznym, kimś w stylu „Master of puppets”, który bawi się nami. Jest Ojcem pełnym Miłości do stworzenia, Źródłem natchnień dla nas, byśmy Mu na Jego miłość byli zdolni odpowiedzieć. Jeśli jednak tego nie uczynimy, to pozwoli nam na poniesienie konsekwencji naszych wyborów. Także tych, w których zanegowaliśmy, odrzuciliśmy Jego miłość.

Wspominaliśmy też wczoraj w liturgii Św. Monikę, matkę Św. Augustyna. Monika przez wiele lat podążała za swym synem, który źle żył. Modlitwą, łzami, cierpieniem i niedogodnościami omadlała życie syna, by się nawrócił. I tak się stało. Chrystus, jak wówczas, gdy przywrócił na łono żywych syna wdowy z Nain, tak i też zwrócił Monice, chrześcijance, jej syna. Mało tego, wezwał go jako kapłana do służby Kościołowi. Taki jest właśnie Bóg, w którego wierzę: daje zawsze dużo więcej, niż prosimy; nie wyzłośliwia się nad nami, lecz ma w nas upodobanie, Jest nam zawsze bliski!

Czy my dziś, w dobie ogałacania bliskości z miłości, czyli de facto z boskości, jesteśmy w stanie oderwać się od fascynacji modami czysto ludzkimi, a wyglądać na horyzoncie naszego czasu, tu i teraz, objawiającego się – także poprzez karcenie, Boga, Który lituje się nad nami, jak nad owcami niemającymi pasterza?

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Między Szebną a Piotrem przepaść zieje wielka!

Bywało niekiedy, że podczas spotkań z okazji bierzmowania, czy odpustów pozwalał nam na „cheheszkowanie” Ksiądz Biskup Józef Wysocki, obecnie biskup senior. W atmosferze serdeczności, wspólnoty kapłańskiej, dawał się Ksiądz Biskup Józef namówić na „użyczenie” piuski nam, wtedy wikariuszom, a my „cykaliśmy” sobie w niej selfiki. Ekscelencja nas dobrotliwie upominał, żebyśmy sobie nie brali na ramiona ciężarów, które nie nam są przeznaczone, że sakra biskupia to brzemię, które Pan Bóg wspiera odpowiednim charyzmatem.

Dziś Kościół w proroctwie Izajasza opisuje nam historię Szebny, pyszałkowatego zarządcy, cudzoziemca, który sprawował swój urząd na dworze króla Ezechiasza. Był tak zarozumiały, że nosił się jak faraon, czyniąc tym samym despekt Ezechiaszowi jak i w sumie tez całemu dworowi królewskiemu. Postawa Szebny odzwierciedlała odstępstwo od Przymierza z Bogiem, którego dopuszczał się Izrael. Wiele jest takich momentów w Biblii, że za pomocą wydarzeń dotyczących pojedynczych osób, Bóg wychowuje Naród Wybrany do rozpoznania i przyjęcia w przyszłości dziejów zbawienia Swego Syna, Mesjasza, Jezusa Chrystusa.

  Cóż, z tym Szebną to sytuacja jakich wiele także dziś. Wszystkie stany spoiłeczne pod nią podpadają, nie wyłączając także nas, duchownych, którzy nieraz potrafimy też „Szebnić” koncertowo. I wcale nie w zakresie i na sposób opisany we wstępie niniejszego wpisu.

Jak uniknąć takiego typu zagrożenia, polegające na zdominowaniu serca i duszy sadłem pychy i egotyzmu? Oczywiście, z pomocą i wybawieniem przychodzi sam Chrystus Pan. Pytając apostołów i uczniów, pyta dziś także nas: za Kogo Mnie uważacie? Mamy więc także szansę, by jak Piotr, wyznać wiarę w Mesjasza, Syna Bożego, i by wyznanie to nie było swego rodzaju koniunkturalizmem, bo tak wypada, albo na zasadzie interesowności – jak trwoga, to do Boga. Tak więc, jest to pytanie Jezusowe zawarte w dzisiejszej Ewangelii i domaga się odpowiedzi, ale jest także codzienność, rzeczywistość dnia, przed którą stajemy, i z pomocą władz cielesno – duchowym, życiem możemy usłyszeć to pytanie i nim też udzielić odpowiedzi. Chcę się z Wami podzielić okolicznościami w jakich mnie Pan Jezus zapytał, za Kogo ja Go uważam.

Najpierw, gdy mówiłem homilię na mszy o 8.30, mała Natalka trochę dokazywała w kościele. Tato ją napominał słowem, gestem, miną. Czasem go posłuchała, czasem nie. Jakbym widział siebie! Jak ja często Panu Bogu dokazuję, wymykam się, kombinuje by było na moim! Natalce to przystoi, bo ma 4 latka i jeszcze ma prawo do beztroski i do dokazywania, nawet w kościele. Jednak człowiekowi 40 +, księdzu tym bardziej, pasowałoby już mieć w sercu bukiet chwały Bożej, objawiającej się „wielokrotnie i na różne sposoby”, dając podporę do głębokiego zawierzenia Panu, a nie działaniu emocjonalnemu, dziecinnemu.

Potem, gdy zakończyłem niedzielną służbę Bożą, okazało się, że przybyli turyści, pielgrzymi, którzy chcieli zobaczyć Kościół, który już był zamknięty, a ja nie miałem przy sobie kluczy. Miałem w sercu myśl, że jeśli turyści są z okolic, to niech przyjdą innym razem, ale okazało się, że są z głębi Polski. Nie czekając, poszedłem po klucze, a zanim pokazałem im kościół, to jeszcze kilka dłuższych chwil porozmawialiśmy o okolicy, o atrakcjach turystycznych. Podzieliłem się z gośćmi tym, czym żyję, a w istocie Tym, Którym Żyję i dzięki Któremu Żyję. To było moje wyznanie na wzór Piotra: Tyś Jest Mesjasz, Syn Boga Żywego! Z Miłości do Ciebie i do Kościoła, do którego mnie Zawołałeś pójdę po klucz, zmienię swoje plany, by realizować Twoje!

Opublikowano Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jezusa nie trzeba prowadzić za rączkę!

Ten wpis dedykuję mojej kuzynce Marcie, która dziś obchodzi swoje kolejne, 18 urodziny J

Zdarza się czasem, że mam problem z modlitwą. Polega on na tym, że wydaje mi się, że pominąłem w niej tą czy inna osobę, że nie poleciłem takiej czy innej sprawy Panu Bogu podczas spotkania z Nim czy to na Eucharystii, czy podczas Liturgii Godzin, czy przy innych sposobnościach. Bywa, że ktoś mi czasem uczyni wyrzut, że nie dałem znaku, że przyjąłem do wiadomości jego intencje, która mi powierzył. I bywa, że wtedy właśnie najbardziej cierpię, doświadczam tego właśnie, że tak powiem, wyjściowego problemu.

Spotkałem tez kiedyś słowa przypisywane świętemu Janowi Pawłowi II, w których miał mówić, że największą krzywdę czynimy drugiemu człowiekowi wtedy, gdy obiecujemy mu modlitwę, a nie czynimy tego. Wydawałoby się zatem, że mój problem faktycznie nim jest, bo przecież Słowo Ciałem się stało, a my, wszczepieni w Kościół, mamy rodzić Chrystusa także poprzez realizowanie zaciągniętych zobowiązań. To nie ulega dyskusji.

Ale jest też piękny Psalm 139:

Panie, przenikasz i znasz mnie Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.

Z daleka przenikasz moje zamysły,

 widzisz moje działanie i mój spoczynek

i wszystkie moje drogi są Ci znane.

Po drugie: jest Jezusowa modlitwa w Getsemani, która z punktu widzenia celu, jaki stawia modlitwa, jest najbardziej dogłębna. Inaczej mówiąc, Pana Jezusa nie trzeba ciągnąć za rękę do naszego świata, bo On jest w nim i tak bardziej, niż my – ze względu na Ojca, Który uczynił nas na Swój obraz i na Podobieństwo Swoje! A Jego wolą jest nade wszystko:

to, abym z powierzonych Mi ludzi nie tylko nikogo nie stracił, lecz wzbudził ich do życia w dniu ostatecznym. Taka jest bowiem wola mego Ojca, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne, oraz abym go wskrzesił w dniu ostatecznym”. (J 6,37-40)

oraz

KKK 2822 (…) „by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2, 4). „On jest cierpliwy… chce bowiem wszystkich doprowadzić do nawrócenia” (2 P 3, 9) . Jego przykazaniem, streszczającym wszystkie inne i wyrażającym całą Jego wolę, jest, „abyśmy się wzajemnie miłowali, jak On nas umiłował” (J 13, 34).

Św. Ignacy Loyola w Ćwiczeniach podaje modlitwę przygotowawczą: Prosić Boga, Pana naszego, aby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały jego Boskiego Majestatu. (ĆD 46) Ja na swój użytek dodaje do niej także wszystkich ludzi, których noszę w sercu, w pamięci, których opatrzność stawia na mej drodze. Od tej modlitwy zaczynam dzień i wierzę, że wszyscy, którym winien jestem pamięć i troskę w modlitwie „łapią się” na łaski, których wzywam, modląc się.

To bodaj u Izajasza gdzieś czytamy, że Bóg tak ogarnia stworzenie, jak wody oceanów baseny, w których się mieszczą. Jeśli więc ja, świadom swej ograniczoności, ułomnej natury (w zawiniony i niezawiniony sposób) otwieram Mu swe serce ochotnie, w uniżeniu, to jestem spokojny o rzeczywistość modlitwy w moim kapłańskim życiu. Potrzeba było jednak czasu, by sobie to wszystko poukładać, przyjrzeć się z uwagą a teraz też podzielić się z Wami!

Opublikowano Biblia, Puncta, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O źle zapiętym pierwszym guziku sutanny. Esej jątrzący

Wszystkie zwierzęta są równe, ale świnie są równiejsze! Znamy ten groteskowy bon mot z Folwarku Zwierzęcego, Orwella. Ta „bajka zwięrzęca” pokazuje bezlitośnie mechanizmy totalitaryzmów. Wydawałoby się, że dzięki jej przesłaniu można eliminować zarazy społeczne typu komunizm, czy faszyzm. Przecież tam widzimy wyraźnie, jak rodzi się niesprawiedliwość, zawiść, zgruzowanie godności.

A jednak…

„Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł się połapać, kto jest kim. …”

Ktoś mi dziś zwrócił uwagę na coś, co w sumie powinno być dla mnie oczywiste. Jednak jakoś nie zataczały już od dawna kręgów moje myśli nad tymi kwestiami, choć, paradoksalnie, sprawy te są tematami często „dyżurnymi”.

Otóż, co i rusz wraca na tak zwaną „tapetę” temat pedofilii w Kościele. Żeby się nie zapędzać w dywagacje nad nim, powiem tylko tyle: pedofilia jest przestępstwem i należy bezdyskusyjnie pociągać do karnej odpowiedzialności winnych, a ofiary otaczać fachową opieką, wsparciem i pomocą. Tyle.

Według mnie rozpalanie emocji, które i tak już z samego faktu popełnionych przestępstw sięgają zenitu, należy opanowywać, integrować je w procesie towarzyszenia ofiarom oraz resocjalizacji sprawców. W przeciwnym wypadku istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia takich mechanizmów, jakie mamy możliwość oglądania w scenach z filmu „Wołyń”, kiedy podżegacze z UPA/OUN nakręcają spiralę nienawiści pośród Ukraińców, by ci wystąpili przeciw Polakom, „bo im się lepiej powodzi, bo im ziemia lepiej rodzi, bo mają jej więcej, etc”. W rezultacie doszło do rzezi, która mnie osobiście kojarzy się ze sceną zabójstwa Abla, którego zamordował Kain.

Mamy dziś wysyp środowisk, a już na pewno „konstruktorów myślenia ukierunkowanego”, wskutek którego „nikt nie może się połapać, kto jest kim”. Nie chcę z gruntu twierdzić, że to wyreżyserowane do szczegółu postępowanie, choć nie ukrywam, że muszę się mocno przed tym bronić.

Jakiś czas temu ksiądz Szymik bodajże, w jednym ze swych artykułów w Pastores 75 (2)2017, s. 146 , pisał, że jak źle jest zapięty pierwszy guzik w sutannie, to całą trzeba rozpiąć i zacząć zapinać na nowo, od góry. I pisze dalej, że jeżeli podstawowa relacja: Ja – Bóg nie jest właściwa, wszystkie inne nie mogą być właściwe.

To dla wierzących oczywiste. Choć nierzadko dość wąsko postrzegane. A tu nie chodzi li tylko o to, co wprost liturgicznie zwrócone ku Bogu. Tu także chodzi o życie w codzienności posadowione na Bożym porządku. Między innymi na sprawiedliwości, uczciwości, prawdzie.

Trudno nie zauważyć tendencji, jaka towarzyszy nam już tylko w historii najnowszej, od 75 lat. Tą tendencją jest robienie dobrej miny do złej gry. W dużej części przybiera to kształt „pedagogiki milczenia, nabierania wody w usta”. I tak oto kilka przykładów tego, co mi chodzi po głowie:

  1. ZSRR/Rosja nigdy nie ukorzyła się przed światem za zbrodnie, którymi spływa jej historia już tylko ta od 1939. To samo dotyczy Niemców. Dodatkowo: zrabowane dobra i Rosjanie i Niemcy przetrzymują u siebie, okradzeni muszą o nie walczyć. Podobnie z Francją i rządem Vichy. To samo Włochy…
  2. Dlaczego Naród Żydowski nie uderzył się w pierś i nie zajął klarownego stanowisko nt przestępczych procederów swoich ziomków w obozach koncentracyjnych?
  3. Zbrodnie komunistów w Polsce. NIKT nie poniósł najmniejszych sankcji. Nie dopełniła się w żaden sposób miara sprawiedliwości. Panie Prezydencie, Panie Premierze! Posłowie i senatorowie! Polacy czekają na sprawiedliwość w tej materii!

Naród, który jest trzymany w kanarze totalitaryzmu przez w sumie dobre 50 lat, karmiony propagandą, ćwiczony knutem strachu i terroru, zaiste, zatracił w dużej mierze możliwość jasnego widzenia, kto jest kto; co czarne a co białe. Principia wartości najwyższych uległy zamazaniu, zatarciu. Polska przez lata była rozpijana, rozkradana, demoralizowana. Polacy zaczęli się zezwierzęcać. Żyliśmy razem, ale osobno. I tak jest nadal. To co zostało zasiane przez dekady, teraz wydaje plon.

Oczywiście, każdy odpowiada sam za swoje czyny. Ale zmysł samokontroli rodzi się pod wpływem odpowiednich procesów inicjowanych i przebiegających pod nadzorem ludzi będących wychowawcami, mentorami, autorytetami. Oni nas uczą zapinać guziki. Jeśli sami mają je krzywo pozapinane, to tego samego nauczą wychowanków.

Jesteśmy w kryzysie, i to w głębokim. O jego obliczach kiedy indziej. Ale pamiętajmy, że kryzys to sąd, a on ze swej natury ma wymiar poprawczy, dydaktyczny. Jest więc szansą daną człowiekowi. Chrześcijaństwo proklamuje obecność Adwokata: Ducha Świętego, Który poucza o Prawdzie ale też i przekonuje o grzechu – o źle pozapinanych guzikach.

Ksiądz Szymik kończy swój tekst zdaniem: To jest właśnie istota kuszenia (…) żeby źle zapiąć pierwszy guzik. Kyrie eleyson! Panie ratuj!

Znasz swoje pokuszenia, które próbują Ciebie zdobyć, zaciemnić Ci osąd sumienia? Czy zależy Ci, by je poznać i zwalczyć?

Opublikowano Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza. Wóz apostolski sprzedaję

Autko zostało już sprzedane, ale wpis zostawię, jako taki kronikarski, że tak powiem! 🙂

Jedyna ta okazja, kochani! Nadarza się okazja, by zanabyć pojazd, którym wiejski pleban przez 4 lata przemierzał drogi i bezdroża czasem też, powiślańskich rubieży diecezji elbląskiej. Auto jest salonowe, służyło przez 4 miesiące jako auto demonstracyjne.

Cena: 34 000 do negocjacji

Kilka informacji ogólnych

FIAT 500 L, 2016 rok produkcji. Silnik 1.4 benzyna 120 KM. Przebieg bodaj 104 000. Cena 34 000 do negocjacji. Szczegóły w kontakcie np mejlowym, lub z jego pomocą, telefonicznym. Adres: ks.marek.radomski@gmail.com

Kilka fotek poniżej

Za dopłatą (500 PLN) dorzucę komplet opon zimowych, niemal nowych (jedną zimę, której nie było zresztą, przejechałem)

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Jak skutecznie stawiać czoła kłamstwu?

Czwartkowa Liturgia Słowa

Kłamca musi mieć dobrą pamięć, żeby się nie pogubić w swoich matactwach, spamiętać co komu powiedział, albo co przemilczał.

Zdradzę Wam sposób, jak rozpoznać nałogowego kłamcę. Jest prosty w sumie: jeśli rozmowa z kimś Cię nudzi, to wysoce prawdopodobne, że rozmawiasz, słuchasz kłamcy.

Człowiek sprawiedliwy to człowiek prostego serca. To ktoś, wobec kogo czujemy respekt, a z drugiej strony, pragniemy jego obecności, rady, kiedy coś się dzieje, czego nie rozumiemy, co nas może zdaje się przerastać. Pan równa drogi sprawiedliwego – pozwala mu zdążać konsekwentnie do celu, jak i też ułatwia innym drogę po wsparcie od sprawiedliwego.

Nie jest to łatwe, być sprawiedliwym. To łaska, dar darmo dany od Pana Boga. Nie da się mocą ludzką być sprawiedliwym: wspieranym i wspierającym, zwłaszcza, kiedy wyczerpanie, zła atmosfera, silna presja społeczna, emocjonalna. Mamy dowodów tego „od metra i ciut” każdego dnia.  Łatwo popaść w nerwowość, w emocjonalny acting out. Zaczyna się złe gadanie, a dalej już tylko milimetry od grzechu, łącznie z tym najcięższym, jak mizantropia, czy zabójstwo.

Żyjemy w czasach eschatologicznych. Co prawda nie zaraz nadejdzie koniec, ten będący spełnieniem, dziejów świata, ale z dnia na dzień łatwiej o nasz koniec jednostkowy. Covid, rak, pijany/naćpany kierowca, kipiący nienawiścią golem, który będąc karmionym półprawdami, sieje śmierć i zniszczenie.

Nie jesteśmy jednak bezbronni, pozbawieni możliwości stawania się ludźmi sprawiedliwymi, prostego serca. Wychodzi ku nam Chrystus Pan. Woła: przyjdźcie! Pokrzepię Was! Dam ukojenie! To wszystko spływa na nas w sakramentach – szczególnie tych „najczęstszych”: Eucharystii (Komunii Świętej) oraz pokuty i pojednania (spowiedzi). Jezus realnie zmienia serce człowieka, jego mentalność, charakter, usposobienie. Czasem „od strzału”, częściej pewnie „w procesie”.

Chcesz żyć w sprawiedliwości, prawdzie i prostocie? Żyj nimi, wprowadzaj je w krwiobieg społeczeństwa, w którym żyjesz. Wymagaj tego względem siebie. Pozwól się karmić Jezusowi Chrystusowi, byś miał siły do takiego życia i do wymagania takich postaw względem siebie. No i demaskuj kłamców. Z miłością, troską, ale zdecydowanie.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Puncta, Szkoła duchowych twardzieli, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Przy polityczny wrestlingu o dyscyplinie sakramentu pokuty i poziomie debaty publicznej

Za kilka dni II tura wyborów prezydenckich. Temperatura politycznego wrestlingu wre. Nie ma dnia, by media nie robiły za ukryte pod ringiem mikrofony i nie rezonowały mniejszych czy większych skandali, plotek, pomówień. Dzięki Bogu, jestem odbiorcą promila tego całego zgiełku, bo od paru dobrych miesięcy, jedynym źródłem doniesień politycznych jest dla mnie Twitter, czasem Facebook.  Otrzymuję więc to, co w miarę możliwości chcę, a nie to co muszę przyjmować. Ale to tyle o polityce, bo ostatecznie nie o niej chcę Wam napisać.

To, co mam zamiar Wam dziś pokazać, to fakt, iż od wieków jest na świecie tak, jak pisał w swoim czasie Kohelet:

Jeśli jest coś, o czym by się rzekło:

«Patrz, to coś nowego» –

to już to było w czasach,

które były przed nami.

Nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli,

ani też o tych, co będą kiedyś żyli,

nie będzie wspomnienia u tych, co będą potem. (Koh 1, 10-11)

Do III wieku możliwość otrzymania rozgrzeszenia sakramentalnego była bardzo ograniczona. Chrzest, który przyjmowano, otwierał drogę do pokuty za grzechy popełnione, i wymagane było, aby żyć życiem prawym. Oczywiście, różne działy się wtedy historie, o czym opowiem przy innym wpisie. Dość powiedzieć póki co, tyle, że odpuszczano grzechy na łożu śmierci. Między innymi cudzołóstwo. Na początku III wieku niektórzy biskupi dawali rozgrzeszenie ca cudzołóstwo nie tylko umierającym. Mamy świadectwo, z którego wynika, że znany skądinąd Tertulian, piętnuje takiego biskupa, prawdopodobnie Agripinusa z Kartaginy. Biskup ten wydał edykt odpustowy dla grzeszących nierządem. Tertulian oskarża hierarchę, że faworyzuje grzech i mówi, że trzeba by iść ogłaszać tą pokutę do miejsc, gdzie grzechy się te popełnia.

Przyznajmy, że tkwi w tym nieco humoru, sympatycznej zgryźliwości Tertuliana wobec biskupa Kartaginy. Ktoś mógłby powiedzieć, że tenże Tertulian ma problem z nauką o sakramencie pokuty, z w zakresie odpuszczalności grzechów. Otóż nie. On utrzymywał, że Kościół ma władzę odpuszczania grzechów lecz nie powinien zbytnio z niej korzystać, by członkowie Kościoła nie popełniali innych grzechów.

Jak więc pisał Kohelet, w przywołanym wyżej fragmencie – wszystko już było na świecie, dogryzanie sobie także.  I wydaje się, że nie tylko Polak, ale każdy człowiek pod słońcem, w jakimś zakresie jest skazany na bycie głupim tak przed szkodą, jak i po niej. Co nie oznacza, że nie powinniśmy stawiać czoła temu stanowi rzeczy. Początek tego procesu bierze się z woli stawania przed Chrystusem i pozwoleniu Mu na działanie w nas Jego łaski.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: podsumowanie remontu dachu plebanii

Z Bożą pomocą wczoraj zakończyliśmy remont dachu na budynku domu parafialnego, czyli plebanii. Tutaj można znaleźć fotorelację z przebiegu prac. Przyznajcie, że efekt jest niesamowity, prawda? Nie byłoby to możliwe, gdyby nie ofiarność naszych Parafian oraz ich zaangażowanie a także bez ludzi dobrej woli, których nie zawaham się nazwać Przyjaciółmi Parafii pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego w Chojniku. Pan Leon zrobił w niesamowicie krótkim czasie żmudną pracę odwzorowania i wyfrezowania ozdobnych wiatrownic i wróblownic, Marcin natomiast, który jest akolita i lektorem w Parafii, a na co dzień rolnikiem, zatroszczył się o odbiór odpadów remontowych i transport materiału potrzebnego do prac wykończeniowych.

Dzięki Waszemu wsparciu finansowemu możliwe będzie zapłacenie Wykonawcy prac, Panu Pawłowi Machlewskiemu, 75% należności, resztę zaś spłacimy w terminie, jaki ustaliliśmy z Panem Pawłem. Przy tej okazji też jemu dziękuję za fantastyczną robotę, jaka wykonał wraz ze swoją ekipą. To już nasza druga odsłona współpracy, a firmę Pana Pawła Machlewskiego z serca polecam każdemu, kto potrzebuje solidnego wykonawcy pokrycia dachowego dla swego domu.

Wczoraj także wybraliśmy się z Panem Machlewskim do Sambrodu, by obejrzeć tamtejszy kościół filialny, któremu patronuje Najświętsze Serce Pana Jezusa. Przeprowadziliśmy wstępny przedmiar, by mieć jakąś ogólną orientację ile jakiego materiału potrzeba na remont tamtejszego dachu. To powierzchnia ponad 900 metrów kwadratowych. Dach bardzo stromy, tak zwany „mansardowy” (po 2 odrębne połacie dachowe z każdej strony budynku). Traf chciał, że podczas przemieszczania się po strychu kościoła, uległem wypadowi. Już wiem, że niegroźnemu, bo skończyło się na bardzo rozległym stłuczeniu lewego kolana. Na jakieś 2 tygodnie mam ograniczone możliwości w przemieszczaniu się, by kolano się wygoiło. Zastanawiam się, co Pan chce mi w swej opatrzności tym zdarzeniem objawić. Bo że chce, to nie mam najmniejszych wątpliwości.

Ratownicy medyczni i pielęgniarz w szpitalu mówili, że trzeba robotę oblać. Że to przez brak świętowania końca prac zdarzył się wypadek. Mnie zaś się zdaje, że trzeba się po prostu „podelektować” tym, co jest zakończone, co tak bardzo cieszy oko wszystkich wokół. To bardzo ważne, żeby radość wybrzmiała, żeby się nią nacieszyć. Wszak Jezus przez 4o dni, czyli tyle ile potrzeba, ukazywał się Ludowi, by potem wstąpić do nieba a następnie wraz z Ojcem posłać Ducha Świętego do Kościoła.

Wielka jest ma radość, tym bardziej potrzebuję się nią podzielić z Wami, Szanowni Czytelnicy bloga, pośród których są także Ofiarodawcy. Radość ma a także Parafian będzie tym większa, jeśli będziemy mogli – a Wy, jeśli będzie mieli taką wolę – poznać Was osobiście oraz gościć w naszych parafialnych progach.

9 sierpnia obchodzić będziemy w Parafii odpust. Suma odpustowa będzie odprawiana o godzinie 13.00. świętowanie jednak rozpoczynamy już wieczorem w piątek, nabożeństwem pokutnym i mszą świętą a po niej całonocną adoracją Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Ze względu na COVID19 na obecny czas nie planujemy pikniku odpustowego, ale z pewnością jakąś formą gościnności uhonorujemy wszystkich gości.

Zapraszam serdecznie do kontaktu: ks.marek.radomski@gmail.com

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

18 letni Jojakin na 18 urodziny

Jojakin bez walki poddał Jerozolimę pod władzę Nabuchodonozora, poganina z Babilonii – krainy z znaczeniu biblijnym równorzędnej Egiptowi, to znaczy siedliska grzechu, zła i demonów. Jojakin, jak i jego dziadowie, czynił wszystko to, co złe w oczach Boga. Tak się rozlubował w tym złu, że poszedł w objęcia szatana, którego uosobieniem jest Nabucco. Satrapa Babilonu zabrał w niewolę co znaczniejszych obywateli Narodu Wybranego, w tym także rzemieślników. Dlaczego ich? Ano bez fachowców nie ma rozwoju, następuje uwstecznienie a co za tym idzie, bieda, głód oraz śmierć. Niewola babilońska była strasznym doświadczeniem dla Żydów. Nie dość, że król ich wydał, to dodatkowo zostali wyrwani z korzeniami z Ziemi Obiecanej i przeniesieni do krainy „bez Boga”. O tym napiszę więcej przy innej okazji. Dodam tylko krótko: Nabucco zmieniał zniewolonym imiona. A to tylko domena Boga, vide: Abram – Abraham, Kefas – Piotr. Szatan papuguje Boga, poprawia Go niejako. Jest wiec szatan nieskończenie pyszny, zaś Bóg nieskończenie pokorny.

Oni wtedy zostali zdradzeni przez króla. Ich los zgotował im grzeszny Jojakin. Ale popatrzmy na nas, ludzi obecnego czasu. Czyż nie przypominamy naszymi postawami Jojakina właśnie? Pozwalamy sobie na usypianie sumień, na mamienie naszych myśli i serc pokusami skutecznego „rad sposobu” naszych mniemań i ambicji, rozwadniamy pojęcia dobra i zła, pierwsze zyskując nie wysilając się zbytnio, zło zaś relatywizując, usprawiedliwiając je na tysiące sposobów? A że mało kiedy żyjemy sami, bez relacji, narażamy taką postawą bliźnich na dokładnie taką samą zagładę, jak miało to miejsce te kilka wieków przed Chrystusem, kiedy Nabuchodonozor uprowadził z Jerozolimy „kowali i ślusarzy”. Nie trudno nadać ludzkie kształty tym rzemiosłom. Kowal – autorytet, przewodnik, mentor: rodzic, wychowawca, wytwórca wszelkich narzędzi materialnych i duchowych; ślusarz – nauczyciel, naukowiec, wynalazca, duchowny.

Patrząc na otaczającą rzeczywistość, nie da się nie zauważyć, iż historia na pewien sposób znów się powtarza. Mimo, iż Chrystus zszedł między nas, chce być między nami, jako Jedyny Pośrednik u Boga, to jednak pchamy się w niewolę Babilońską. Zapracowujemy się, zatracamy się dla spraw, które nie są tego warte, marnujemy energię duchową, oddając się nienawiści, zazdrości, wszczynaniu zamętów. Mnóstwo spraw dajemy sobie wtłaczać do głów i serc, by w rezultacie to, co jeszcze zostało drogocennego, umarło i pozwoliło na wzięcie nas bez walki w niewolę złego.

Dziś modliliśmy się w intencji pewnego młodego człowieka, który wkracza w pełnoletność. Nie wypadało mu życzyć nic innego, jak tylko tego, by ci, którzy „nim rządzą” nie byli jak Jojakin i jego matka, lecz by walczyli do ostatniej kropli krwi o to, co warte tej najwyżej ceny. Trzeba też było życzyć nastolatkowi, by sam wykorzystał jak najlepiej się da swoje życie, pasje, by mógł być w przyszłości takim „kowalem, czy ślusarzem”, który ochroniony, otoczony murem bezpieczeństwa i troski, nie da się uprowadzić z Ziemi Obiecanej, by być umieszczonym w przedsionku piekła. Wreszcie, nawiązując do Ewangelii, by przyjął kurs na mądrość Bożą, przeciwstawiając się głupocie. Najlepszym na to sposobem jest trwanie przy Chrystusie, Który daje Siebie w sakramentach świętych. Tenże Chrystus, gromadząc nas dziś na Eucharystii mówi do osiemnastolatka głosem wspólnoty Kościoła: potrzebujemy Ciebie! Potrzebujemy Twojej modlitwy z nami i za nas, Twych Komunii Świętych przyjmowanych w intencjach wspólnoty naszej, lokalnej, i całego Kościoła Powszechnego! Bez Ciebie jesteśmy słabsi, niekompletni.

Jojakin, jak zaczął pełnić władzę miał 18 lat. Stało się, jak się stało. Nasz Parafianin, jak każdy z nas, jest zaproszony do bycia mądrym, do stania się kimś zupełnie innym, niż król mameja. !

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wiejskiego proboszcza słów kilka n/t problemu homoseksualizmu w Kościele

  1. Od długiego czasu już dostrzegam wysyp opinii n/t problemu homoseksualizmu w Kościele. Żeby było jasne – wiem, że homoseksualizm u ludzi Kościoła, w tym u duchownych, występuje, i z tym faktem nie zamierzam ani trochę dyskutować.

2 Jest też dodatkowy nurt opinii w związku z powyższym. Mowa w nich o tym, że Kościół powinien się oczyścić a tego nie robi. Szczegół, że Kościół to WSZYSCY ochrzczeni a nie jakiś bliżej nieokreślony twór, redukowany nierzadko do duchowieństwa.

Tym dwom powyższym punktom chce się nieco przyjrzeć, im poświęcić uwagę w tym wpisie.

  1. Ostatnie wydarzenia wzmogły wysyp tych opinii. Wielu publicystów zawodowych jak i amatorów poświęca im swój czas. Czytając tą publicystykę, widzę w niej masę krytyki bardziej lub mniej rzeczowej, kulturalnej, na poziomie, lub niemalże knajacką. Nie chodzi mi jednak o styl, bo on jest dla mnie w tej chwili drugorzędny. Bardziej uderza mnie, że NIKT nie potrafi dać jakichś choćby szkieletowych wskazówek, podpowiedzi, co robić, jak przeciwdziałać. Ta publicystyka to takie wylewanie frustracji, oburzenia, bezsilności. Pytam niektórych publicystów, rozmawiam z moim znajomymi księżmi, i nic! Wszyscy widzimy problem, widzimy jego zabójcze skutki, a mimo wszystko nie potrafimy podjąć skutecznego przeciwdziałania antykulturze gejowskiej. Poza tym, tak sobie teraz tez pomyślałem – czy nie jest to dowód na to, iż homoseksualizm jest moralnie naganny? Skoro bowiem generuje tyle negatywnych, skrajnych emocji i postaw, no to nie może być ani dobry, ani nawet obojętny.

 

  1. Kościół jako podstawowe zadanie ma w swą misję wpisane ewangelizowanie. Takim wzorcowym przewodnikiem w tym dziele są Dzieje Apostolskie. Zwróćmy uwagę na ich 15 rozdział, na tzw „sobór jerozolimski”. Chodziło o uporządkowanie kwestii, które wprowadzały zamęt w nowopowstającym Kościele: twierdzili niektórzy żydów, że oprócz chrztu potrzeba tez obrzezania. Sprawę rozwiązano w prosty sposób. Posłano do pogan, którym siano zamęt, wysłanników. Ci ogłosili im co obowiązuje, pomogli im wdrożyć się w to i poszli dalej głosić Ewangelię. Czynili to aż po męczeństwo. Ich krew, łącząc się z Krwią Pańską niejako, oczyszczała skutecznie Kościół. Nie ich rękoma, lecz postawą i sercem uczniów, których czynili. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że Kościół doby XXI wieku słabo, wręcz incydentalnie przystaje w i wielu kwestiach zasadniczych do kościoła APOSTOLSKIEGO. Dziś Kościół jako całość jest w słabej kondycji moralnej i duchowej, nie ma poczucia tożsamości z Mistycznym Ciałem Chrystusa. Liczymy się dziś z wieloma podmiotami, ale chyba zbyt słabo z Tym Pierwszym Podmiotem, od Którego wszystko bierze początek. Boimy się do tego przyznać. A przecież nasz Pan mówi jasno i wprost: Poznacie Prawdę, a Prawda Was wyzwoli! Sam się zastanawiam, ile zmarnowałem okazji, by zapytać wręcz wprost, oczywiście z miłością, mego współbrata w kapłaństwie o to, czy np. potwierdzi, że jest homoseksualistą, czy nie. Nawet gdyby skłamał, czy zepitetował mnie, to zawsze jest szansa, że Bóg poprowadzi naszą historię dalej, na swoją chwałę.

Zakończenie

Boli mnie, jako duchownego, że Episkopat tworzy pisma, dokumenty, mowę – trawę – czyli tak naprawdę politykę. Nie ma zaś żadnych konkretnych działań. Ewentualnie bywają takie jak w Kaliszu, czy innych seminariach, że przełożeni, którzy problem homoseksualizmu u alumnów zauważają i odsuwają ich z drogi ku kapłaństwu. Płacą za to wysoka cenę ci przełożeni. Więc pewnie bywają i tacy, którzy nie chcąc się narażać przełożonym, żyją w wewnętrznym konflikcie.

Jest taki serial,  Mindhunter. Opowiada o rozwijaniu się behawiorystyki w służbie FBI. Jest tam wątek seryjnego zabójcy, z Atlanty, sprawcy 30 zabójstw. Po długich miesiącach złapano człowieka, który być może zabił 2 z nich, może nie – i pod naciskiem „góry” FBI wymuszono procesowanie poszlakowe. Tak mi się skojarzyło z problemem homoseksualizmu w ogólności, jak i pośród duchownych. Tworzy się masę opinii, poglądów, tez. Wyrasta z tego morze polityki, albo jak ktoś woli PR`owego, jałowego zgiełku. A tymczasem antykultura gejowska, jako, wg mnie, efemeryda komunizmu pochłania wciąż nowe ofiary.

Jezus mówi: Mowa wasza niech będzie tak – tak, nie –nie… Ile można by było uniknąć zła, gdy ta prosta zasada była priorytetem w naszym życiu chrześcijańskim, gdy chodzi o komunikowanie prawdy naszym bliźnim?

Święty Janie Chrzcicielu, bezkompromisowy Heroldzie Prawdy, wspieraj nas!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Rebelya, Variae | Otagowano , , , , , , , , , | 6 Komentarzy

Opowieści osobistej treści: o mały włos, czyli o tym jak Pan Bóg pisze prosto po krzywych liniach życia

Mając jeszcze w pamięci dzisiejszą homilię oraz zachęcony motywacją Twitterowych Znajomych :

postanowiłem podzielić się także tu, w przestrzeni mediów społecznościowych, wirtualnych, okruchem swego życia. Okruchem, który jak wierzę, dziś jest dość pokaźnych rozmiarów bochnem chleba, zaopatrującym mnie w to „coś”, co dodatkowo, poza łaskami sakramentalnymi, dodaje mi energii albo raczej odwagi, by mierzyć się z różnej wagi wyzwaniami kapłańskiego posługiwania. Dodatkowo, historia, którą przywołał w twitterowym wątku Bartek Parys SVD:

ośmiela mnie do opisania mego przypadku, który, gdy się wydarzył, nie powiem, żeby mnie nie obszedł. Kto wie, co Pan ma dla mnie przygotowane… Sądząc nie tylko po tym, co poniżej opisane, to nie będę narzekał w życiu na brak wrażeń. I wrażenia te, to nie jakaś sztuka dla sztuki, ale produkt konkretnych działań, które służą tym, do służby którym zostałem posłany.

To było 23 lata, krótko po wstąpieniu do seminarium. Miesiąc, może dwa. Sobota. Przeglądając gazetę z programem TV zauważyłem, że tego dnia w Kinie Nocnym miał być film – nie pamiętam już dziś, jaki, ale wtedy mi znany,. Jeszcze sprzed seminarium. Zareklamowałem go kolegom. Decyzja – oglądamy! Cichcem poszliśmy na 3 piętro, do tzw pokoju profesorskiego, gdzie był stary, lampowy telewizor. Rozsiedliśmy się na kanapie, zrobiliśmy herbatkę, a nawet żeśmy papierosy sobie zapalili, i czekamy, aż telewizor się rozgrzeje, by zacząć seans. W tak zwanym międzyczasie mówię do kolegów: a co byście zrobili, gdyby tak teraz wszedł tu wicerektor? Koledzy rzucili do mnie: cicho bądź, nie marudź, jest głęboka noc, nikt już nie będzie chodził, sprawdzał…. Ledwo ostatnie słowo wyszło z ust któregoś z kolegów, usłyszeliśmy skrzypienie drzwi, cyk! Zapaliło się światło, a w drzwiach stanął wicerektor. Wygonił nas do naszych pokoi, a rano kazał stawić się na dywanik. Ciężko było zasnąć. Wszyscy myśleliśmy jednakowo – wywalą nas.

Jednak rankiem niedzielnym otrzymaliśmy mega burę – pomogła nam się określić, czy my niesforne dzieci jesteśmy, którym potrzeba specjalnej troski, czy młodymi mężczyznami, którzy już w jakimś stopniu mają zarysowane ramy odpowiedzialności, posłuszeństwa. Przyznam, że wolałbym w tamtym czasie za karę rozładować wagon węgla, niż słuchać bury od ks. Wojciecha. Jak się później okazało, jednego z lepszych profesorów a także mego kaznodziei prymicyjnego.

Jest coś takiego, o czym mówimy, my, duchowni: łaska stanu. Jest to coś, co bym określił jako taka „iskrę”, wyczucie, 6 zmysł. Polega to na tym, że człowiek znajduje się w odpowiednim miejscu o właściwej porze, albo wypowie słowa odpowiednie, albo je usłyszy, i wskutek tego doświadczy szczególnej bliskości Boga, czy też innym go przybliży. Nie tylko jako ksiądz. Każdy ma swoja łaskę stanu, „pakiet usług dodatkowych” wszczepiony przez Trójcę Świętą, by nie być zagubionym, bezsilnym, czy bezradnym. Łaska stanu jest dana każdemu, ale nie każdy z niej robi użytek. Bez wątpienia, pozytywnym przykładem współpracy z Bogiem przy wykorzystaniu łaski stanu jest prorok Jeremiasz i inni prorocy, czy też Apostołowie. Negatywnym zaś przykładem są zaś np. Saul czy Judasz.

To co opisałem to pewien fakt z mego życia. To, co odczytałem w tym wydarzeniu było tym, co Jezus powiedział na ucho, dlatego mówię Wam o tym „z dachu” gmachu, jakim jest sieć www. Nie mogę nie mówić o tym, czego doświadczyłem, jak mocno wierzę, od Boga, Który nie chce śmierci grzesznika, lecz by się szczerze nawrócił i miał życie. Dzielę się z Wami historiami z mego życia, bo także mocno wierzę, że wiara rodzi się ze słuchania/czytania. I chcę dla Was tego co sam otrzymałem, a nie będę nic a nic zazdrosny, jeśli otrzymacie dużo więcej niż ja!

Na koniec apel o pomoc. Mój współbrat w kapłaństwie, posługujący na misjach w Peru, w związku z pandemią COVID19 jest w finansowym dołku. Jeśli ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy ma możliwość wsparcia Maćka, jego parafii, to proszę o skorzystanie z tego linku https://paypal.me/pools/c/8qbmjzQ2Ha

Zobaczcie moi Drodzy, że nieraz potrafimy się gniewnie boczyć, że mają gigantyczne nieraz zaplecze finansowe i szerokie wsparcie różne inicjatywy przeciwne, wojujące z chrześcijanami, Kościołem a nade wszystko z Bogiem. To boczenie się i gniew wypłukują z nas energię, pomysłowość. Sprawiają, że marnujemy talenty, także łaskę stanu. Natomiast, odnajdując więzy duchowej krwi między sobą, między ludźmi, którzy kochają Boga, Kościół i drugiego człowieka, ze względu na miłość do Boga, możemy wspólnymi siłami fantastyczne rzeczy współdziałać, realizując w ten sposób proroctwo samego Jezusa, że On nie ma nic naprzeciw temu, byśmy większe rzeczy czynili niż te, które zostały opisane w Ewangelii.

Gorąco zachęcam do wsparcia finansowego Macieja i jego misyjnej parafii. Radosnego dawcę miłuje Bóg!

Opublikowano Dzieje, Słowa o Słowie, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: prognozy farorza na Kościół post-pandemiczny

Rozmawiałem dziś z Panem Romanem, który użytkuje parafialną łąkę. Mówi mi, że nie ma jak sianokosów ogarnąć. Co z tego, że skoszone, jak nie schnie, bo co i rusz popada. Mówi, że deszcz będzie lada moment. Patrzę na pogodę w smartfonie, widzę – upały i burze. Pan Roman mówi – widzi sam proboszcz, lipa jest. Na to odpowiadam, że burze będą po południu. A Pan Roman kontruje – no ale siano zbiera się po południu. Tym razem ja ripostuje: Panie Romanie, przemija postać tego świata. Trzeba zmienić przyzwyczajenia, by nie weszło w krew narzekanie, lecz by była radość. Wszak Pan Bóg daje nam obietnice, że nasz płacz i lament przemieni w wesele. I rzeczywiście, czyni to nieustannie. Ale potrzebuje mieć w nas współpracowników. I – jak uczy Św. Bazyli Wielki, trzeba nam nieustannie myślą wracać do Stwórcy, do pamięci o tym, że mamy pełnić jego wolę. Używa świetnego porównania. Kowala, który wykuwa topór. Potrzebuje on mieć w myśli cały czas zamawiającego, to jak on wygląda, jakie oczekiwania zostawił, by w ten sposób obaj byli zadowoleni. Kowal z zarobku, zamawiający z topora. My to ów kowal, toporem jest nasze działanie, współpraca z Bożą wolą, Zamawiającym jest sam Pan.

Jakiś czas temu rzucił mi propozycję Pan Tomasz Teluk , bym napisał parę zdań nt tego, jak wg mnie będzie wyglądał Kościół po pandemii. Dziś, w czasie spotkania z Panem Romanem, ale też i parę dni wcześniej mocno powracała ta właśnie myśl: trzeba zmienić przyzwyczajenia. Także te duszpasterskie. Zgruzowanie Kościoła jest nieuniknione. Nie ma co się łudzić. Mam przekonanie, graniczące z pewnością, iż stanie się tak, jak pisał swego czasu obecny emerytowany Biskup Rzymu, Benedykt XVI: przetrwa Kościół mały, kameralny, znający smak męczeństwa, ucisku, ale też żyjący zapewnieniem Pana Jezusa: Nie bójcie się!, Jam zwyciężył świat!

Dlatego też trzeba wykonać ruch uprzedzający, by zręby takich wspólnot zapoczątkować. Ktoś powie, że to żadna nowość. Sobór watykański II już dawno to odkrył. Tak, to prawda, ale to odkrycie jeszcze zbyt mocno jest możnością, a nie aktem. To raz. Dwa – potrzeba pracować indywidualnie z człowiekiem. Ewangelia jednoznacznie nam to sugeruje. Jezus wychodzi do ludzi, owszem – ale spotyka się z człowiekiem. Stwarza niejako tło, warunki brzegowe do tego, by wejść w dialog z osobą. Będąc proboszczem w małej społeczności mam komfort dotarcia do każdego indywidualnie. Co też czynię. Przez cały rok, nie tylko na kolędzie. Odwiedzam wielu parafian, dużo rozmawiamy. To wiele daje obu stronom dialogu. To jest błogosławione dla parafii.

W miastach, wydaje mi się – piszę jako były wikariusz z 13 letnim stażem – wkładamy zbyt wiele pary w gwizdek. To, z czym mamy do czynienia od kilkudziesięciu lat zdaje się to potwierdzać. Setki aktywności podejmujemy, a efekty przytłaczające. Żeśmy się za mocno przyzwyczaili do „bonusa” albo „trojana” pod tytułem „Kościół  oblegana twierdza”. To jest błąd w punkcie wyjścia. Jezus nigdzie nie oczekuje od nas bronienia Go. Oczekuje wiary i postaw z niej biorących początek. Sam pokazuje, jak należy wychodzić do wrogów: jeśli źle mówię, wykaż mój błąd. Jeśli dobrze – dlaczego mnie bijesz? Kiedy indziej milczy, albo chyłkiem wymyka się prześladowcom. Mówi – bądźcie czyści jak gołębie, ale sprytni jak węże.

Wydaje mi się, że po prostu zbyt mała zawartość Pana Jezusa jest w misji Kościoła doby XXI wieku. Wypiera Go rutyna, feudalizm kościelny, duch tego świata – w znaczeniu janowym.

I żeby nie było – mówię za siebie. Wiem ile robię i co, i widzę, że nie wszystko jest jak powinno być, i że jest sporo więcej tego, co mógłbym zrobić. Chcę. Ale to Jezus Chrystus jest Szefem, i to Jego Chcenie z moim muszą się spotkać, by wybrzmiały jako konkretne działania.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Pan wprowadził Adama w głęboki sen, czyli o tym, jak zostałem księdzem.

Tytuł to wcale nie żart. Wczoraj właściwie dopiero jakoś mi się to unaoczniło, w kontekście czytań mszalnych, które zbiegły się jednocześnie z moją siedemnastą rocznicą święceń kapłańskich.  Tak jak wczoraj moim Parafianom, tak dziś Wam, chcę troszkę o tym opowiedzieć.

Jest rok 1997. Matura, czas określenia się w życiu. Gdzieś tam się już od jakiegoś czasu pojawiał myśl, ze może kapłaństwo. Ale dużo było tez innych pomysłów. Nadszedł kwiecień. Zmarł tragicznie mój tata. Rozsypka, wiedza uleciała, bunt. Nie będę pisał matury. Dziś już wiem, że wtedy się czułem trochę jak Żydzi pod Synajem, trochę jak owce niemające pasterza. Jednak moja wspaniała wychowawczyni jak i również mądre koleżanki z klasy nie dość, że mnie motywowały słowem, to i też przepytywały, tłumaczyły, dopingowały. Ciekawe zdarzenie miało miejsce podczas matury. Ostatni egzamin, język francuski. Tak jakby jutro. Więc dziś wieczorem zaczynam się uczyć, powtarzać. Przerobiłem pobieżnie 1 zestaw zadań. Następnego dnia jestem sporo przed czasem pod salą egzaminacyjną. Wtem otwierają się drzwi, Pani profesor od francuza mówi, jak chcesz, to możemy zacząć wcześniej, będziesz mógł wcześniej do domu wrócić. Wszedłem. Nic nie maiłem przecież do stracenia. Chciałem mieć za sobą kompromitację, lufę z języka. Losuję zestaw, siadam do ławki, otwieram kopertę… Nie wierzę! Dokładnie ten sam zestaw, który poprzedniego wieczora miałem w ręku i coś tam poczytałem z niego! Czyż nie było to doświadczenie bycia własnością pana, który sam troszczy się o wszystko?

Matura zdana rozdział zamknięty. Ale dalej rozbicie – co robić. ? Krótko po maturze, mój kolega i sąsiad zarazem, otrzymał wezwanie do jednostki po „bilet” do wojska. Decyzja – jadę z nim. Ochotnik miał prawo wyboru jednostki. Pomyślałem – we 2 będzie raźniej. W dniu, w którym mieliśmy jechać – zaspałem. Nici z wojska.

Parę dni później spotkanie z moim katechetą. Odwiedził nasz dom ze słowem otuchy dla nas, po śmierci taty. Zaproponował wyjazd następnego dnia do Elbląga. Odwiedziliśmy seminarium, bo pracował tam jego kolega, późniejszy mój moderator oraz profesor a na koniec jeszcze kaznodzieja prymicyjny. Kilka rozmów z paroma klerykami, i po godzinie pisałem podanie o przyjęcie do WSD. Dziś mija od tych wydarzeń 23 lata. Różnie bywało przez ten czas. Ale z każdym rokiem widzę bardziej ostro, to, o czym pisze Paweł Apostoł: (że jeśli) zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednanymi, dostąpimy zbawienia przez Jego życie. Teraz właściwie pozostaje tylko jedno: nie dać się zjudaszyć. Zwłaszcza, że jest jakaś mądrość w powiedzonku naszym kapłańskim: przez pierwsze 5 lat, ksiądz jeździ na diable; kolejne 5 diabeł jeździ na księdzu, a potem to już się jakoś dogadują. Jak to wygląda w moim przypadku, to już niech się wypowiedzą ci, którzy mają ze mną relację.

Opublikowano Biblia, Dzieje, Słowa o Słowie, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Dusza jak Matka, Matka, jak dusza?

Diadoch, biskup Fotyki, (obecne tereny Grecji), w V wieku,  uczył, że dusza człowieka, która jest wolna od namiętności, grzechów, złych nawyków, jest jak matka, ucząca dziecko wypowiadania imienia ojca. Tak długo to czyni, aż dziecko czysto je wypowie, bez szczebiotu, zdrobnień, lecz takim, jakie ono jest. W przypadku duszy chodzi o to, że uczy ona rozum trwałego przylgnięcia do Jezusa Chrystusa, by wszystko w życiu danej osoby dokonywało się jak w doksologii wielkiej: Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie.

Zaznacza też Diadoch, że dusza, która jest zesztywniała wskutek grzechów a także przygnębieniem, które jest niejako produktem, czy konsekwencją złego życia, nie pamięta o Imieniu Jezus, nie przywiązuje się do niego, nie wytwarza więzi i przez to naraża się na zatracenie.

Dobiega końca dzień Uroczystości Bożego Ciała. W naszych świątyniach gromadziliśmy się, wezwanie przez Ducha Świętego, by oddać Bogu Chwałę i złożyć Mu dzięki, za Najświętszą Eucharystię. Wspomniałem moim Parafianom oraz pozostałym uczestnikom Mszy Świętej, że dziś jest sposobny dzień ku pewnego rodzaju rachunku sumienia z Eucharystii, którą przyjmujemy, bądź nie. Obrachunku, pozwalającego na ujrzenie owoców przystępowania do komunii świętej albo też z drugiej strony – do próby dostrzeżenia zmarnowanych niejako okazji do objawienia się, zaistnienia tych owoców, a co nie zaszło, wskutek odcinania się – świadomego i dobrowolnego, od Źródła Życia, jakim jest Bóg w sakramentach świętych a więc i w Najświętszym Sakramencie Ołtarza.

Obraz macierzyństwa jest chyba w każdej kulturze bardzo mocno przemawiający do wyobraźni, do serca ludzkiego. Nie ma chyba nikogo, kto by będąc zdrowym na umyśle, banalizował matkę i jej troskę. Dodatkowo zaś, gdy idzie o ludzi wierzących, takich, którym zależy, by życie Boże było w nich obecne, nauka Diadocha z jednej strony, a przede wszystkim Trójjedyny Bóg, z drugiej, jak i też Matka Najświętsza – Matka Kościoła i Jego Figura – mogą i chcą być wsparciem na ścieżkach życia, w trudzie kształtowania owej macierzyńskości naszych dusz, by współpracując z naszym umysłem, wychowywały nas do bycia w jak najgłębszej więzi z Bogiem, Który najpełniej objawił nam Siebie w Swoim Synu, a ten zaś zostawił nam Siebie w Swoim Ciele, w Komunii Świętej.

Sław języku tajemnicę Ciała i Najdroższej Krwi
którą jako Łask Krynicę wylał w czasie ziemskich dni
Ten co Matkę miał Dziewicę Król narodów godzien czci.

Z Panny czystej narodzony posłan zbawić ludzki ród
gdy po świecie na wsze strony ziarno Słowa rzucił w lud
wtedy cudem niezgłębionym zamknął Swej pielgrzymki trud.

W noc ostatnią przy Wieczerzy z tymi których braćmi zwał
pełniąc wszystko jak należy czego przepis prawny chciał
Sam Dwunastu się powierzył i za pokarm z rąk Swych dał

Słowem więc Wcielone Słowo chleb zamienia w Ciało Swe
wino Krwią jest Chrystusową – darmo wzrok to widzieć chce
tylko wiara Bożą mowa pewność o tym w serca śle

Przed tak wielkim Sakramentem upadajmy wszyscy wraz
niech przed Nowym Testamentem starych praw ustąpi czas,
co dla zmysłów niepojęte niech dopełni wiara w nas

Bogu Ojcu i Synowi hołd po wszystkie nieśmy dni
niech podaje wiek wiekowi hymn tryumfu, dzięki, czci
a równemu Im Duchowi niechaj wieczna chwała brzmi. Amen.*

 

Opublikowano Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: nie tylko księdzu z diabłem nie może być po drodze

Część parafii, w której pracuję, znajduje się na terytorium, gminy Małdyty. A w Małdytach jest znana i oblegana przez podróżnych restauracja – zajazd „Pod Kłobukiem”. Lokal swego czasu reklamowany był przez Panią Gessler, w jej „Kuchennych rewolucjach”.

Miałem okazję kilka razy spożywać posiłki w tym lokalu. Niezłe.

Od jakiegoś jednak czasu unikam tego miejsca. Głównym tego powodem jest nazwa zajazdu. Coś niecoś poczytałem w sieci nt kłobuka, który w zasadzie jest niczym innym, jak demonem. Złym duchem. Diabłem. Nie godzi się księdzu diabła dorabiać, robić mu reklamę, usypiać sumienia wiernych, grzmieć o sprawkach diabelskich w życiu katolików, a jednocześnie oczko puszczać, zajadając jakiś specjał. Nie godzi się. Taki jest mój wybór. I nie tylko w tej kwestii.

Jako wierzący w Trójjedynego Boga, Boga Miłości, Prawdy, Piękna, Delikatności nie możemy sobie pozwalać na igraszki z diabłem. Jak uczy Marek Eremita ( V wiek po Chrystusie) samo myślenie o tym, że nie poddam się złemu, już jest poddaniem się jemu. Dziwię się właścicielom zajazdu, że zdecydowali się promować swój biznes marką demoniczną. Być może nie mają świadomości, w czym rzecz z tym „patronem” ich biznesu?

Wielu ludzi, także parafian, z którymi o tym rozmawiam, nie widzi problemu. To tylko nazwa, nic więcej. No tak. To prawda. Ale to jest nazwa mająca konkretną konotację. Ciekawe, czy ktoś z moich rozmówców byłby gotów dać dziecku imię odprzedmiotowe: Telefon, Wiertarka, etc – nie mówiąc już o nazwie własnej jakiejś bestii. Takie imiona są niedozwolone prawnie. Każdy poza tym szuka imion ładnych, mających na celu afirmację dziecka jako człowieka, często też kierujemy się historią rodową, nadając imiona po przodkach. Oczywiście, knajpa to nie dziecko, to miejsce. Jednak nazywanie miejsc to nie coś, co bierze się z powietrza. Zazwyczaj jest przemyślane, świadome. Co więc kieruje kimś, kto używa nazw dla swoich przedsięwzięć zaczerpniętych z bestiariuszy, czy z innych miejsc kiepskiej proweniencji?

Uważam, że to, jakim nazewnictwem operujemy, jaką markę tworzymy, czy promujemy, tak naprawdę świadczy o tym, jakie mamy serce, co w nim jest. Bogu niech będą dzięki, że dopóki jesteśmy na tym świecie, mamy szansę na nawrócenie naszych serc, na głębsze, trwalsze zwrócenie ich ku Panu Bogu, Który podnosi codziennie słońce i księżyc tak nad dobrymi, jaki nad złymi. Nie zaś jak kłobuk, który pomaga cwaniactwem, chamstwem i kłamstwem.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Formacja Sumienia, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

O wykorzenianie z życia paskudnego nawyku ograniczania Pana Boga

Wrzuciłem wczoraj na swoim twitterowym profilu taką oto informację:

 

 

Nie spodziewałem się, że po kilku godzinach wywoła ona lawinę komentarzy, blisko 300. Potem fala nieco wyhamowała, ale i tak, okazało się, że wątek wzbudził wielkie zainteresowanie oraz wniósł nową wiedzę w życie duchowe czytających go. Za co Bogu niech będą dzięki!

Zachęcam, by sobie wątek twitterowy prześledzić.

Oczywiście, nie brakło tam też wtrętów hejterskich, cynicznych, ale nie warto się nimi przejmować. Ja chcę się odnieść tylko ogólnie do tych wszystkich, jakby poddających w wątpliwość działanie odpustów oraz mających obawy co do określenia „pobożny”.

Wątpiącym powiem tylko tyle: odpust to nie coś, co można sobie kupić. To oczywiste. Żydzi wzywali Imienia Pana, by im przepuścił winy i nie był na nich zagniewany na wieki. Jezus przyszedł aby nas  pojednać z Ojcem. I tak w jednym, jak i tym bardziej w drugim przypadku, szczera postawa serca, skrucha, uznanie swej winy i całkowite pokładanie ufności w Bogu, daje odpuszczenie grzechów. Zwyczajnym sposobem jest sakrament pokuty, odpust jest praktyką nadzwyczajną. Pewnym przywilejem. Taka „lotna premia” trochę.

Co do „pobożnego” – w Psalmie 86 mowa jest wręcz o świętym – takimi słowami modli się Dawid. Ktoś powie – gdzie mi do Dawida! A ja powiem – nie baw się w Jonasza! Nie ograniczaj Boga, bo nie wiesz, co On dla Ciebie przeznaczył. Poza tym, chodzi o to, że pobożność to cnota, czyli trwała dyspozycja do trwania w dobrem, do czynienia dobra, które ma przecież swe źródło w Bogu. Tak po prawdzie, to naszym obowiązkiem jest być pobożnym, czy przynajmniej kształtować w sobie postawę pobożności. Nie należy jej mylić z dewocją, z fałszywą nabożnością a la faryzeusz w synagodze: Panie, dziękuję Ci, że nie jestem jak ten celnik…

Niezbadane są wyroki Boskie, także w dziedzinie odpustów.

Miałem kiedyś takie zdarzenie, że aż mnie zamurowało. Poczułem się jak Mojżesz przed Płonącym Krzewem.

Poproszono mnie, bym poszedł do umierającego, do szpitala. Po drodze dowiedziałem się, że to Świadek Jehowy. Nie pamiętam już, czy ochrzczony w naszej wierze i porzucił ja, czy też nieochrzczony. Widok, jaki zastałem w sali szpitalnej był powalający. Jedno z dzieci umierającego stało nad nim, modląc się na Różańcu! Drugie, które mnie przyprowadziło, zaraz też dołączyło do modlitwy. Także i ja dołączyłem do tej modlitwy. Ktoś powie – przypadek. Ja mam pewność, że to Boska Opatrzność czuwała nad tym człowiekiem. Mało tego, wiara jego dzieci, zaangażowanie jakie podjęły, dla mnie jest też jednoznaczne: Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz żeby się nawrócił i miał życie.

Trojjedyny Bóg, Miłujący człowieka, On sam Jeden jest Dawcą Zbawienia. Wolno mu Z jego robić co Zechce. Nie nasza to rzecz irytować się na pracowników jednej godziny w Winnicy Pańskiej, ba, nawet 1 minuty pewnie czasem. Trzeba nam się cieszyć, że możemy być Sługami Zbawienia i jakiemuś nawet największemu zbrodniarzowi możemy ofiarować pewność zbawienia, odbywając choćby praktykę 9 pierwszych piątków miesiąca. Taki powinien być etos chrześcijanina. Mamy być solą, nie lukrem; światłem, nie pazłotkiem.

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Jubileusz Miłosierdzia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Co robię by walczyć z homolobby w Kościele? List otwarty do Ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego

Zapytał mnie dziś Ksiądz:

Nie robię nic więcej ponad to, co wynika z władzy święceń kapłańskich. Tak, władzy. Władza ta realizuje się przez służbę w Kościele. Nie ma chyba konieczności tego tłumaczyć Księdzu.

Wiem, a raczej mam świadomość, że problem, jaki stawia Ksiądz, problem homolobby jest zjawiskiem realnym w Kościele Powszechnym, w Polsce, i na poziomie diecezji również. Pewnie mojej także. Są jednak 2 „ale” w tym wszystkim.

Po 1: żeby problem zwalczać, trzeba mieć niezbite dowody, iż ktoś ma problem polegający na praktykowaniu homoseksualizmu.

Po 2: trzeba dysponować czasem, narzędziami i odpowiednim środowiskiem, by zajmować się zwalczanie problemu homolobby.

Oba punkty dla mnie to zbiór pusty. Owszem, mogą się pojawiać przeczucia, podejrzenia, argumenty przemawiające za tym, że ten, czy ów to czynny homoseksualista. Ale to wszystko to mniemanologia, która może być krzywdząca. Oczywiście, dzielę się tymi przypuszczeniami, jeśli mają one dość dla mnie przekonujący wydźwięk, że coś w zachowaniu którejś ze zdradzających inklinacje homoseksualne osób jest niepokojące. Taki właśnie model postepowania przekazał mi jeden z moich formatorów z seminarium. I tu dochodzimy do clou problemu, który chce poruszyć.

W czasach mego studiowania 1997 – 2003 jeździliśmy po parafiach zbierać datki na WSD, pomagać przy różnych okazjach na prośbę proboszczów, czy też naszych starszych kolegów, wikariuszy, albo w parafiach macierzystych. Zawsze oczywiście za zgodą przełożonych. Raz, jeden, jedyny, wtedy właśnie, kiedy wspomniany wychowawca i profesor zarazem przekazał nam wprost, że jak pojedziemy do takiego i takiego i by się do nas przystawiał, to, cytuję: „lać go w mordę” a witać się na sztywnym przedramieniu, żeby miał czytelny znak, że my wiemy, kto on zacz. W tamtym czasie nie zwracałem na to większej uwagi. Dopiero po kilku latach doszło do mnie, że coś tu jest nie halo. No bo jak to? Wiadomo, że homoseksualizm pośród duchownych to coś, co ich dyskwalifikuje z pracy. A tu się okazuje, że ktoś wie, że jest problem homoseksualny u jakiegoś księdza i instruuje, jak się nie dać wykorzystać – i nic więcej? Zero radykalnej reakcji? Były sytuacje, że po powrotach z niektórych parafii, klerycy między sobą robili sobie pieprzne docinki, czasem czynili to profesorowie. Wydźwięk docinków był z reguły jednoznaczny: doszło do próby uwiedzenia, czy nie?

Dlatego właśnie napisałem Księdzu w sposób jaki Ksiądz uznał za arogancki:

Proszę Księdza, nie miałem zamiaru Księdza urazić lecz było nim zwrócenie uwagi na to, że produkowanie wypowiedzi, zestawień, innych opowieści niewiele wnosi w moim przekonaniu do odmiany na lepsze stanu, w jakim się znajdujemy.

Pisze Ksiądz, że szuka drogi. Wspaniale. Cieszę się, bo wierzę, że wielu jest nas takich właśnie, widzących problem, i rozglądających się za rozwiązaniem go. Myślę, że jednym z nich jest pokora i jej konkretny przejaw – utrzymywanie koleżeńskich, życzliwych relacji z tymi, którzy się pogubili na drogach życia. Nie ważne, czy to w homoseksualizm, czy w pedofilię, czy hazard, alkohol, etc.

Koleżeńskich, nie znaczy niemoralnych. W rodzinie zdarza się problem kryminalny i nie ma zmiłuj – trzeba włączyć w działanie organa ścigania. W koleżeństwie tym bardziej powinno to być łatwiejsze.

Szanuję Księdza pracę, choć nie ukrywam, mam czasem problem ze zrozumieniem Księdza decyzji, między innymi tej, że Ksiądz wystąpił w filmie braci Sekielskich. Ja im po prostu nie wierzę w ich troskę, z którą się lansują od jakiegoś czasu.

Aha, i proszę wybaczyć pytanie o honorarium, jeśli poczuł się nim także Ksiądz dotknięty. Moją intencją była myśl, że decydując się na udział w tym kontrowersyjnym, jak by nie było, filmie, trzeba być jak ta przysłowiowa żona Cezara: czysty, przejrzysty, nieinteresowny. Odpisał Ksiądz, że nie było honorarium. Dziękuję za tą informację. Jest ona na duży plus dla Księdza.

Nie chcę być w Księdza oczach kimś wrogo nastawionym. Raz jeszcze przepraszam, jeśli sprawiłem Księdzu przykrość naszą twitterową wymianą myśli.

Opublikowano Dzieje, Variae | Dodaj komentarz

Błogosławcie Pana wszyscy celebryci, chwalcie Go i wywyższajcie na wieki!

Maria Czubaszek nie lubiła Piotra Rubika. Hejtowała go. Kiedyś spotkali się i doszło do ciekawej konfrontacji. Rubik do Czubaszek miał powiedzieć coś w taką mniej więcej nutę: Pani Mario, ja bardzo Pani dziękuję, że Pani tak bardzo stara się promować moja osobę, poświęcając mi tyle uwagi w spotkaniach z ludźmi, do których ja być może nie mogę osobiście, z moja muzyka trafić, ale za to pani im przybliża mnie i moją twórczość. Jestem Pani za to niezmiernie wdzięczny!

Panią Czubaszek zamurowało, jak sama wspomina. I od tego czasu zmieniła też swe nastawienie do człowieka, do którego dotąd żywiła niechęć.

Czytaliśmy wczoraj na Mszy Świętej:

Pana Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią Bożą zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają. Lepiej bowiem, jeżeli taka wola Boża, cierpieć dobrze czyniąc, aniżeli czyniąc źle. Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem.  (1 P 3, 15-18)

Tak sobie pomyślałem, kontekście przytoczonej wyżej opowieści, że świetnie ona pokazuje, iż Pan Bóg nie rzuca słów na wiatr. Wykorzystuje różne sytuacje, okoliczności i pobudza ludzi do współpracy z Jego łaską, by Jego chwała się rozszerzała. By radość, która ma swe źródło w Nim, docierała do tych osób i miejsc, które z jakichś powodów zostały jej pozbawione. Wypełnia się tym samym Słowo Pańskie: Nie zostawię was sierotami!

Jestem przekonany, że nie jeden z Was, Szanowni Czytelnicy, sam na własnej osobie doświadczył takiego właśnie działania Boga, dzięki któremu nastąpił mniejszy, czy większy zwrot w dotychczasowym życiu duchowym, moralnym oraz w tworzonych relacjach.

Bóg nieustannie walczy o duszę człowieka, zabiega o miłość człowieka do Siebie. Człowiek, a więc i Ty i ja i każdy – albo powierzy się tej Miłości, albo ją odrzuci. Wybór jest zawsze w mocy konkretnego człowieka.

Opublikowano Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Święty Maciej dziś mnie czegoś nauczył

Niniejszy wpis dedykuję Małżeństwu: Pani Kindze i Krzysztofowi.

Dzisiejsze czytania mszalne zwracają naszą uwagę na kilka ciekawych spraw. W punktach się nieco do nich chcę odnieść.

  1. Jezus wybrał 12 apostołów. Wiadomo, co się wydarzyło i dlaczego, z Judaszem. Jednak Słowo Boże, jest Słowem z mocą. 12 zostało powołanych, 12 ma głosić „wszystkie słowa tego życia – tego, czyli Bożego, życia, które zostało pobłogosławione udziałem w misterium zbawienia. Tak więc, misterium to rozpoczęło kontynuację w Kościele, od słowa Piotra, poprzez kandydaturę Józefa i Macieja i modlitwę do Ducha Świętego po posłanie do pracy apostolskiej. Jezus Chrystus poprzez Kościół wybrał, konsekrował i posłał do pracy Macieja.
  2. Sami kandydaci to osoby, które były wstępnie uformowane przez Jana Chrzciciela. Podobnie jak pozostałych 11. Posiadali więc zdolność rozeznawania łaski Bożej, mieli Bożą mądrość, która kierowała ich wyborami, czyniąc z nich współpracowników dzieła zbawienia. Krótko mówiąc, wiedzieli, kiedy i gdzie się pojawić i wobec kogo stanąć.
  3. Św. Łukasz zaznacza, że Piotr informuje zebrane grono, iż mający być wybranym musi być kimś, kto zachowywał wspólnotę z 12 przez całe 3 lata pu7blicznej działalności Jezusa Chrystusa, aż po Jego wstąpienie do Nieba. Ma więc to być ktoś, jest uformowany, dojrzały w wierze, kto dzięki temu widzi, jak dzieła Boże się wypełniają i widzi też wyraźnie siebie jako uczestnika tych dzieł, a nade wszystko, jako ich sługę. Na tym bowiem polega trwanie w Miłości Jezusowej: stawać się sługą na wzór Chrystusa Sługi

Wnioski

Nieraz zastanawiamy się, jak budować relacje, tworzyć więzi społeczne, zawodowe, gospodarcze, etc. (swoją drogą, fajnie by było, gdyby się wypowiedział w tej kwestii Pan @MaciejGnyszka ‏) Szukamy rad, porad, sugestii, podpowiedzi… A jakże nie doceniamy Ewangelii! Z jednej strony – być jak Józef i Maciej – znać swoją wartość, zapał, formację, kompetencje i wiedzieć, jak się z nimi zaprezentować – gdzie się znaleźć, o jakiej porze i w jakim gronie; z drugiej – stawiać wymagania i je egzekwować w szerokim gronie, a nie po znajomości, na niejasnych zasadach. Sprawa wyboru Macieja zdaje się być znakomitym lekarstwem na bolączki człowieka doby współczesności. Lekarstwem, ale też i motywatorem do podejmowania wysiłku pracy nad sobą. Szczególnie, gdy idzie o roztropność i zwalczanie bezmyślności, życia odruchami, czy wyuczonymi skryptami. Zawsze jest na to dobry czas. I wiem, że to o czym piszę, dotyczy także mnie. To, o czym piszę w niniejszej notce zawarłem w dzisiejszej homilii. Parę godzin później sprawiłem komuś przykrość, bo poszedłem za bezmyślnością. Dzięki Bogu, osoby, które stały się ofiarami mej bezmyślności, okazały się jeszcze bardziej sympatyczne i zasługujące na szacunek i uznanie, niż je postrzegałem. Im właśnie ten wpis dedykuję jak i też proszę Czytelników, by ich samych a także  ich sprawy Panu Bogu polecili w modlitwie!

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Gadające winogrona

Wyobraźmy sobie sytuację:

Podchodzimy do winnego krzewu, sięgamy ręką po owoc, a on do nas z „buźką” zostaw mnie! Ja nie mam ochoty znaleźć się w twoim brzuchu! Ja chcę być wypity jako szlachetny trunek przez koronowaną głowę!

Pomijając już sam fakt gadającego winogrona, byśmy się mocno strapili, doświadczając bycia odrzuconymi przez coś, co ma nam służyć jako przysmak, delicja. Czyż nie?

Dziś w liturgii Słowa Bożego Chrystus zwraca naszą uwagę na istotę zachowania jedności z Nim. Najpierw w Dziejach Apostolskich spotykamy się z postulatem prozelitów z Judei, że aby dostąpić zbawienia, trzeba praktykować Prawo Mojżeszowe.

Oto, jak wielką moc ma przywiązanie do bycia ważnym, eksponowanym, potrzebnym, przyciągającym uwagę.

Właściwy kierunek wytycza Jezus Chrystus w Ewangelii: On jest Najważniejszy! On daje życie gałązkom, gronom. Przez Niego One stają się zdolne do służby na sposób im określony. On niejako udziela głosu tym owocom ze wstępu wpisu. Jest to głos zapraszający do wejścia w relację służby: czego Ci potrzeba? Jak mogę Ci usłużyć?

Od wielu lat docierają do mnie echa sporów o sposób przyjmowania Ciała Pańskiego: do ust, czy na rękę? Z reguły jest tak, że zwolennicy pierwszego sposobu chcą górować nad tymi, co woleliby brać na rękę Komunię Świętą. Pada masa argumentów: pobożnościowych, sentymentalnych, historycznych. Brakuje zaś bardzo często świadomości obecności Chrystusa w życiu jednych i drugich, co dokumentuje poziom debaty obu stron oraz stężenie trudnych emocji towarzyszących tej debacie. Może nie zawsze, ale dość często.

Pamiętajmy, iż naszym powołaniem jest głosić chwałę Bożą przez przynoszenie obfitego owocu w życiu, poprzez współpracę z łaską Boża, czyli z Samym Trójjedynym.

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

W związku z zainstniałą sytuacją… zacznij kochać!

W związku z zaistniałą sytuacją” – tak lub podobnie zaczynają się komunikaty na stronach internetowych różnych instytucji czy drzwiach lokali usługowych. Coś odwołane, coś przesunięte… No i ograniczenia liczby osób, które mogą wejść – w tym także do kościoła. Różne komentarze na ten temat słyszałam i postanowiłam także się wypowiedzieć.

Bo wiesz… Można tu szukać spisku. Krzyczeć, że papież i biskupi pobłądzili. Że ten wirus to wielkie oszustwo, żeby uderzyć w Kościół. Ale czy można wyciągnąć z tego wszystkiego jakąś praktyczną lekcję?

Moim zdaniem lekcje są dwie. Pierwsza to lekcja miłości. Może dostrzegę swoje wady, zobaczę, że nie potrafię kochać – Boga, bliźniego, samego siebie. I może coś z tym zrobię. Może zrozumiem, że te rzeczy materialne są bardzo kruche i ulotne, ale to, co uczynię ze szczerego serca dla drugiego człowieka jest bezcenne.

A druga lekcja? Pokory. Bo czy w tym wszystkim nie ma mojej pychy? W tym, że „znam się” na wszystkim najlepiej? I w tym myśleniu, że, jakbym ja był osobą decyzyjną w dobie pandemii, to żyłoby się nam lepiej?

Odróbmy te lekcje. Może ten czas to szansa na nawrócenie…

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia | Otagowano , , , , , , | 3 Komentarze

Obiecane opowieści osobistej treści: od łgarza do sługi ołtarza

W niedzielę Dobrego Pasterza pisałem w mediach społecznościowych między innymi tak:

Obiecałem też twitterowym znajomym podzielić się nieco kulisami historii mego powołania do kapłaństwa. Oto jedna z odsłon.

Kiedy chodziłem do podstawówki, to miałem problem z przyznawaniem się do ocen niedostatecznych. Zauważyłem pewną prawidłowość. Do momentu ujawnienia dwój (wtedy jeszcze to była najgorsza ocena) chodziłem nerwowy, szybko się złościłem, niezbyt przyjaźnie nastawiony do bliźniego. Po ujawnieniu następował reset. Do czasu, kiedy znów zaczynało się kombinatorstwo.

Mimo wielu takich sytuacji i zmagania się z nimi, mimo tłumaczeń, próśb i gróźb rodziców, nauczycieli, sporo jeszcze czasu upłynęło, nim zrozumiałem, że tak bardzo ważne jest, by mieć pokój w sercu, by ten pokój „rządził, rozporządzał sercem moim”. Kto wie, czy nie dlatego właśnie Pan dał mi łaskę powołania do kapłaństwa, żeby mnie wyciągnąć z bagna łgarstwa i tego wszystkiego, co ono generuje.

Wczoraj w Ewangelii czytaliśmy:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.

Uczniowie znali Jezusa. Byli blisko niego. Wiedzieli, jaką drogę przebył. Widzieli, że nie była to droga lekka, łatwa i przyjemna. Oni sami Jezusowi dostarczali sporo „osłabienia”, nie wspominając o tym wszystkim, co się wypełniło szczególnie w Triduum Paschalnym. Kiedy więc Zmartwychwstały Pan staje pośród nich z takim orędziem, jak to, zwiastujące i wyposażającego ich w Jego pokój, to oni wiedzieli, że to nie jakieś slogany, puste gesty i słowa. Zwłaszcza, że Jezus jako Bóg ma słowo sprawcze: mówi, i dzieje się. Ogłasza pokój i wlewa go w ich serca. Zobaczcie, że żaden z apostołów się nie tłumaczy Jezusowi, ani sam Jezus nie stawia ich do raportu. Już ten sam fakt mnie wystarcza, by zrozumieć, przynajmniej jakiś jeden aspekt, skutek pokoju, który ogłasza i podarowuje mi Jezus Chrystus.

Ten Boży pokój to także jedno z kryterium duchowego rozeznawania. Jeśli po jakimś uczynku, zwłaszcza trudnym, wymagającym; podczas którego być może pojawiła się niechęć do realizacji, piętrzyły się inne przeszkody – wreszcie go ukończyłem, i wtedy pojawił się pokój, ukojenie w sercu, to mogę mieć przekonanie, graniczące z pewnością, w pewnym momencie samą pewność, że dobre było to, co uczyniłem, że wypełniłem wole Boga.

Dziś, po przeżyciu niemal 42 lat na tym świecie, wiem, że gdybym prędzej nauczył się stać na straży prawdy, to wiele spraw potoczyłoby się zupełnie inaczej. Do wielu wniosków doszedłbym o wiele prędzej. Jednak wiem też, że Naród Wybrany mógł dojść do ziemi Kanaan w ciągu kilkunastu dni, a szedł kilkadziesiąt lat. Dokładnie tyle, ile trzeba było, ile było konieczne. Wiem i ja, że moja droga trwała dokładnie tyle, ile trzeba, i że Autorem tej drogi Jest Ten, Który Jest Drogą.

Opublikowano Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: proszę o Waszą pomoc

Plebania to nie tylko miejsce zamieszkania „plebana”, „farorza”, proboszcza. To także biuro parafialne, to Dom Parafialny, w którym odbywają się różne spotkania, duże i małe, mające służyć budowaniu i trwaniu parafialnej wspólnoty. Poza zwyczajnymi, wpisanymi w codzienność spotkaniami dotyczącymi posług sakramentalnych, znajdują tu również miejsce na wysłuchanie, radę i pomoc Ci wszyscy, którzy jej potrzebują. Małżeństwa i Rodziny, które przeżywają kryzysy, a które chcą szukać oparcia w nauce Chrystusa a co za tym idzie, Kościoła. Te i inne spotkania tworzą głębszą wieź wzajemną pomiędzy Parafianami, dodają im głębszego poczucia własnej wartości.

Ważnym elementem w tym wszystkim jest estetyka, świeżość i komfort pomieszczeń, z których się korzysta. Solidny dach nad budynkiem, to myślę, dość istotny element, budzący zachętę, by tam skierować kroki po pomoc i wsparcie.

Co ciekawe, budynek plebanii był niegdyś budynkiem mieszkalnym. Zamieszkiwały go 2 rodziny. Gdzieś z latach 60 albo 70 został kupiony a potem przekazany przez Parafian na plebanie właśnie. Tak to przebiegało, ponieważ władze doby PRL, walcząc z Kościołem Katolickim, nie pozwalały ówczesnemu proboszczowi na zakup budynku, celem urządzenia w nim domu parafialnego.

Dziś, osoby, które były związane niegdyś z tym domem, bo w nim zamieszkiwały lub też uczestniczyły w jego przeorganizowaniu na plebanię, wiele serca wkładają w życie parafii, jak i też sam ten dom.

Na chwilę obecną gołym okiem widać skutki fatalnego stanu dachu. Jeśli nie interweniujemy niebawem, to podczas jesiennych wichur czeka nas poważny problem. Dachówki, które już mocno uległy erozji, kruszeją i osuwają się w dół dachu, na razie pojedynczo. Teraz, kiedy aktualizuję wpis (11 maja, godzina 23.00) na dworze pada, a na strychu dzwonią krople deszczu o porozstawiane garnki.

Gdyby nie koronawirus, udałoby się nam parafialnymi środkami spłacić całość inwestycji. Tak, jak udało nam się w ponad 70% spłacić ofiarami wiernych inwestycję wartą 140 000. Otrzymaliśmy bowiem 30% reszty zobowiązania, dotację celową.

Wyszło jednak inaczej. Wszyscy, na całym świecie w sumie, wiemy jak wyszło.

Stąd też gorąco i serdecznie Was Drodzy Twitterowi Znajomi, ale też i Was, Szanowni Czytelnicy bloga, proszę o wsparcie tej naszej parafialnej inwestycji. Z góry składam serdeczne Bóg Zapłać, jak i też zapewniam o dalszej pamięci modlitewnej, wstawienniczej polecając sam, jak i ze wspólnotą parafialną, obecnych, jak i też nowych Darczyńców.

NRB parafii 94 2030 0045 1110 0000 0430 2400

Tytułem: „darowizna”

Parafia pw Przemienienia Pańskiego w Chojniku

Chojnik 20

14-300 Morąg

Link do płatności PayPal

Żeby nie mnożyć wątków, całe przedsięwzięcie i jego postępy będę aktualizował w oto wpisie.

30 czerwca

Koniec prac. Poniżej efekt 🙂

Zapraszam też do lektury wpisu

27 czerwca

Dobre 85% dachówek już pokrywa dach domu parafialnego (plebanii). Jeśli tylko pogoda pozwoli, koniec prac przewidziany jest na ostatni dzień czerwca. Zostało jeszcze dokończyć układanie dachówki, założyć „gąsiory” (specjalne płaszczowe dachówki, przypominające wyglądem przekrój poziomy rury pcv) na kalenicę (czyli na „grzbiet” dachu). Oprócz tego będzie zamontowana nowa instalacja odgromowa (tzw „piorunochron”) na budynku plebanii,  a także zbudowanie i pokrycie dachówką daszku nad gankiem, wejściem głównym do domu parafialnego. Ekipa Pana Pawła Machlewskiego jest super, każdemu gorąco ich polecam. !

25 czerwca

Rozpoczęto montaż nowej dachówki a także obróbek dekarskich na wiatrownicach (tych fajnych w zygzaki wyciętych desek).

23 czerwca

Drodzy Darczyńcy! Bardzo Wam dziękuję za Wasze wielkie serca, za Waszą hojność. Od początku apelu o pomoc w sfinansowaniu remontu dachu przekazaliście na konto parafialne dobre 10 000 PLN. To ogromna pomoc dla Parafii! Bez niej praktycznie nie byłoby o czym mówić w temacie remontu dachu. Wymienione zostanie kompletnie całe poszycie dachowe. To inwestycja, która będzie na całe dziesięciolecia. Bardzo, bardzo Wam dziękuję za waszą troskę!

A teraz krótki raport z pola działań:

Wczoraj zostały wymienione krokwie szczytowe, połacie dachowe zostały przygotowane do kładzenie dachówki. Panowie dekarze poziomowali łaty (to te kantówki zamontowane poprzecznie na całej płaszczyźnie dachu), na których dachówki będą spoczywać. Trwają też prace polegające na przygotowaniu konstrukcji dachu nad gankiem, ochraniającym wejście główne na plebanię.

Dziś zostały założone tzw „wróblownice” (te ozdobnie powycinane deski, mające utrudnić wlatywanie ptakom pod dach i zakładanie gniazd. Choc może to wydać się dziwne, to proszę mi wierzyć, że ptasie budownictwo choć jest 100 % ekologiczne, to jednak okropnie niszczy   poszycie dachowe oraz nierzadko też ściany budynku. Założono też rynny praktycznie na całym budynku. (jedyny „stary” element wyposażenia dachu – zostały bowiem niemal 2 lata temu zamontowane w miejsce przerdzewiałych bądź w ogóle nie istniejących.

15 czerwca

Ciąg dalszy prac, polegających na demontażu starego poszycia dachowego i na montażu nowego odeskowania oraz membrany wodoodpornej.

Trzeba będzie też kilka krokwi wymienić, zwłaszcza skrajnych, na których były drewniane wiatrownice, przez co krokwie uległy erozji, zgniciu.

110 czerwca

Z Bożą pomocą, dziś rozpoczęliśmy prace! Trwa demontaż starego poszycia dachowego. Po zdjęciu dachówek okazało się, zgodnie z przypuszczeniami, że większość odeskowania jest zbutwiałe, przegniłe. Całość do wymiany.

23 maja 2020Fachowcy od dachu są już w Chojniku. Pracują na dachu domu jednego z Parafian. Jak tylko prace zakończą, przenoszę się z robotami na plebanię. Oby tylko pogoda dopisała. Dziś było pochmurnie i nieco pomżyło.Jest już dostępna opcja przekazywania płatności elektronicznych dla tych wszystkich, którzy by zechcieli tą drogą wesprzeć remont dachu plebani. Tym wszystkim, którzy to już uczynili, składam w imieniu własnym oraz parafian, Serdeczne Bóg zapłać. Każdego tygodnia polecamy Was Panu Bogu w modlitwie na mszy świętej ze Parafian i Darczyńców naszej Parafii. Polecamy Was samych i to wszystko, czym żyjecie.Na nadchodzącą Niedzielę życzę Wam, drodzy Ofiarodawcy obfitości łask Pana Jezusa, Który wstąpił do Nieba i siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego!19 maja 2020Sprawy na obecny czas mają się tak, że już wiem, iż początek robót – o ile tylko pogoda pozwoli, jest umówiony na 1 dzień czerwca. Taki prezent na Dzień Dziecka dla Parafii :-)———————————————————————————————————-

Niemal rok temu zwracałem się do Was, Drodzy Twitterowi Bywalcy o wsparcie remontu dachu na domu parafialnym, czyli plebanii, w której zamieszkuję. W ciągu kilku dni wpłynęły od Was wpłaty w wysokości niemal 3 tys PLN, a do dnia dzisiejszego jest to suma 8000 PLN (stan z dnia 19 maja br). Cała ta kwota czeka, wraz z innymi środkami, na pokrycie 1 faktury, jaka będzie wystawiona na poczet zakupu materiału na remont dachu (drewna na odeskowanie, łaty, ewentualne naprawy krokwi, membranę paroprzepuszczalną, dachówki, obróbki dekarskie) prace mają się rozpocząć w połowie maja. Wtedy miałem bardzo ogólną wiedzę nt kosztów inwestycji. Dziś wiem, że będzie to 60 tys. PLN z czego 50% środków mamy zgromadzone na koncie parafialnym. 10 procent całości kosztów udało się zebrać z Waszą pomocą, za co składam Wam ogromne Bóg zapłać, a także odwdzięczamy się, jako parafialna wspólnota modlitwą w Waszych intencjach. Każdego tygodnia sprawowana jest msza święta w intencji Parafian i Dobroczyńców Parafii, omadlamy Was i Waszą codzienność.

Poza tym, mając nadzieję, że jeszcze w tym roku będzie nam dane w miarę swobodnie się przemieszczać, serdecznie zapraszamy Czcigodnych Darczyńców w nasze powiślańskie okolice, a także do samego Chojnika, na kawę czy herbatę na plebanię. Obowiązkowo zaś, w niedzielę, 9 sierpnia, na odpust parafialny, połączony z piknikiem, na którym można pokosztować wiejskiej kuchni oraz wspaniałych wypieków.

Plebania to nie tylko miejsce zamieszkania „plebana”, „farorza”, proboszcza. To także biuro parafialne, to Dom Parafialny, w którym odbywają się różne spotkania, duże i małe, mające służyć budowaniu i trwaniu parafialnej wspólnoty. Poza zwyczajnymi, wpisanymi w codzienność spotkaniami dotyczącymi posług sakramentalnych, znajdują tu również miejsce na wysłuchanie, radę i pomoc Ci wszyscy, którzy jej potrzebują. Małżeństwa i Rodziny, które przeżywają kryzysy, a które chcą szukać oparcia w nauce Chrystusa a co za tym idzie, Kościoła. Te i inne spotkania tworzą głębszą wieź wzajemną pomiędzy Parafianami, dodają im głębszego poczucia własnej wartości.

Ważnym elementem w tym wszystkim jest estetyka, świeżość i komfort pomieszczeń, z których się korzysta. Solidny dach nad budynkiem, to myślę, dość istotny element, budzący zachętę, by tam skierować kroki po pomoc i wsparcie.

Co ciekawe, budynek plebanii był niegdyś budynkiem mieszkalnym. Zamieszkiwały go 2 rodziny. Gdzieś z latach 60 albo 70 został kupiony a potem przekazany przez Parafian na plebanie właśnie. Tak to przebiegało, ponieważ władze doby PRL, walcząc z Kościołem Katolickim, nie pozwalały ówczesnemu proboszczowi na zakup budynku, celem urządzenia w nim domu parafialnego.

Dziś, osoby, które były związane niegdyś z tym domem, bo w nim zamieszkiwały lub też uczestniczyły w jego przeorganizowaniu na plebanię, wiele serca wkładają w życie parafii, jak i też sam ten dom.

Na chwilę obecną gołym okiem widać skutki fatalnego stanu dachu. Jeśli nie interweniujemy niebawem, to podczas jesiennych wichur czeka nas poważny problem. Dachówki, które już mocno uległy erozji, kruszeją i osuwają się w dół dachu, na razie pojedynczo. Teraz, kiedy aktualizuję wpis (11 maja, godzina 23.00) na dworze pada, a na strychu dzwonią krople deszczu o porozstawiane garnki.

Gdyby nie koronawirus, udałoby się nam parafialnymi środkami spłacić całość inwestycji. Tak, jak udało nam się w ponad 70% spłacić ofiarami wiernych inwestycję wartą 140 000. Otrzymaliśmy bowiem 30% reszty zobowiązania, dotację celową.

Wyszło jednak inaczej. Wszyscy, na całym świecie w sumie, wiemy jak wyszło.

Stąd też gorąco i serdecznie Was Drodzy Twitterowi Znajomi, ale też i Was, Szanowni Czytelnicy bloga, proszę o wsparcie tej naszej parafialnej inwestycji. Z góry składam serdeczne Bóg Zapłać, jak i też zapewniam o dalszej pamięci modlitewnej, wstawienniczej polecając sam, jak i ze wspólnotą parafialną, obecnych, jak i też nowych Darczyńców.

NRB parafii 94 2030 0045 1110 0000 0430 2400

Tytułem: „darowizna”

Parafia pw Przemienienia Pańskiego w Chojniku

Chojnik 20

14-300 Morąg

Link do płatności PayPal

Opublikowano Dzieje | 1 komentarz