O gotowaniu na jarzmach bydlęcych

W notce poświęconej rozpaczy, pisałem, że do tematu powrócę. Pora więc na wywiązanie się z obietnicy.

Przy okazji dodam, iż wpis ten dedykuję w sposób szczególny Izie i Pani Monice, jak też Pani Ewie.

Korzystam w tej notce  z informacji, jakie przekazała w swej książce Pani Debora Sianożęcka.

Rozpacz, to stan, który KKK określa jako stan zwiedzenia przez demona, który to stan może pojawić się przy okazji choroby (z przyczyn somatycznych) lub wskutek trwania w grzechu, zwłaszcza przeciw Duchowi Świętemu (nie mieć nadziei na Boże zbawienie).

Stany porównywalne z rozpaczą, jako jej posłańcy, harcownicy, mogą być i pewnie nie raz są udziałem wielu ludzi. Dzieje się to, nie zapominajmy, pod płaszczem Bożej Opatrzności, a więc tez i po coś, w jakimś konkretnym celu.

Czytamy w 1 Liście Świętego Piotra (1, 3-9)

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz.

Złoto próbuje się w ogniu. Historia zbawienia opisana w Biblii pokazuje nam to bardzo dynamicznie i jakże plastycznie, dostarczając mnóstwo obrazów z życia różnych postaci biblijnych.

Niedawno w liturgii Słowa Bożego czytaliśmy o Eliaszu i jego następcy, Elizeuszu. Historii powołania Elizeusza, korzystając z książki Pani Sianożęckiej (w ten sposób polecając ją innym) poświęcę bieżącą notkę.

Elizeusz był synem Szafata, którego imię można tłumaczyć jako >>sędzia<<. Niewykluczone, że Elizeusz od ojca słyszał non stop krytykę, przechodząca wręcz w pogardę. Takie jarzmo wrzucone na grzbiet dziecka sprawia, że zamienia się w gruboskórnego. Jedyna szansa na porzucenie tego jarzma to pomoc kogoś, kto sam tą drogę przeszedł i ma doświadczenie, by teraz w tym samym towarzyszyć drugiemu. Eliasz to właśnie miał: zabił 450 kapłanów Baala, wytknął grzechy swoim rodakom, nie dał się przerobić na „ich modłę”, wolał umrzeć, niż pójść na kompromisy. I do takiego właśnie, nieugiętego, Bóg przyszedł w delikatności, we wrażliwości, w czymś co generalnie powinno być obce Eliaszowi. A tymczasem okazuje się, że własne to jest kluczowe jego doświadczenie Boga, kluczowe, ponieważ prowadzi do swoistego zrodzenia następcy, Elizeusza właśnie. Można by powiedzieć, że wszystkie te straszne wręcz, dramatyczne pełne przemocy zdarzenia, miały w Eliaszu obudzić to, co najdelikatniejsze, co jest pochodzące od Boga – ojcostwo duchowe, związane ściśle z autorytetem, z władztwem.

Pani Debora świetnie puentuje ten moment historii Elizeusza, odnosząc ją do Jezusa i kapłaństwa: „Jezus nie teoretyzował śmierci, ale przyjął ją i przezwyciężył, dlatego jest wiarygodny. Kapłan jest wiarygodny, jeśli jest świadkiem „zmartwychwstania” z tego wszystkiego, co uśmiercało go wewnętrznie – począwszy od grzechu, skończywszy na rozpaczy!” [str. 152] Ja zaś dodam, iż nie tylko kapłan, ale każdy, kto wejdzie w sam środek swej śmierci, i uchwyci się ramienia Jezusa, ten wyjdzie z grobu wyprowadzony przez Pana i stanie się Jego świadkiem wiarygodnym.

Eliasz zastał Elizeusza przy 12 parach wołów, czyli było ich 24. Autorka pisze, iż można by odnieść wrażenie, że Elizeusz był na usługach swego domu przez 24 godziny na dobę. Ile znamy takich sytuacji, kiedy dziecko – wcale nie zmuszone obiektywnymi okolicznościami, ile raczej patologiczną, albo przynajmniej niedojrzałą postawą rodziców, staje się jak Elizeusz, operatorem 24 wołów, a tym samym posiadaczem grubej skóry nie tylko na plechach i w miejscu gdzie kończą się plecy, ale też duchowe serce obrasta pancerną skóra z nosorożca? Słowa ojca, który jest przecież obdarowany mocą tworzenia słowem, stają się nierzadko przekleństwem dla dziecka, jeśli go pomniejszają, uwłaczają jego ludzkiej godności i godności dziecka Bożego. I tak oto mamy gotową sytuację, kiedy nienawiść rodzi nienawiść.

Pani Sianożęcka zauważa, że wieź to nie to samo co uwiązanie i więzienie. By ruszyć za głosem Boga potrzeba zerwać z dyrektywami i przywiązaniem nawet do najbardziej ukochanych osób. [str. 153] Nieraz pod wpływem nienawiści dzieci uciekają od swoich rodziców, czasem zdarza się, że ucieczka wiedzie przez dramaty mrożące krew w żyłach.

Dalej czytamy w książce Pani Debory, że w ST słowo „jarzmo” pojawia się 40 razy. Zestawiając ten fakt z 40 dniami Jezusa na pustyni można pomyśleć, że Jezus tym samym łamie każde jarzmo, dając w zamian jedno, jedyne – które jest słodkie! Potrzeba tylko decyzji: odpowiedzieć na zaproszenie Boga. Tak jak uczynił to Eliasz, a wskutek jego towarzyszenia, także Elizeusz. Bóg nikogo nie zostawia samego, także wtedy, kiedy zdaje się, że już tylko rozpacz pozostaje jako podstawowa reakcja na wszystko. Bóg posyła cały czas swoje anioły, by ratowały człowieka przed zgubą wieczną.

I tutaj jest jakby meritum tego, co pogrubieniem wyróżniłem w fragmencie z Listu św. Piotra, a jednocześnie też wyjaśnienie co do aniołów, które są nam posyłane.

Po pierwsze: Eliasz i Elizeusz doświadczali osobistego cierpienia. W odpowiednim czasie stali się skutecznymi narzędziami łaski Bożej. Stali się szczęśliwymi ludźmi. Mieli cel naznaczony im przez Boga. Chodzi więc o to, że w życiu duchowym człowiek najlepiej pomaga sobie, kiedy pomaga innym. Zajmowanie się sobą (m.in. użalania się nad sobą, co było mocno widoczne u obu bohaterów, proroków) rodzić będzie pustkę. Jako włączeni w życie Boże, mamy bliźnich obdarowywać życiem z Ducha Świętego. Ożywiać, wskrzeszać, uzdrawiać. Wtedy też i my, jako działający, żyjemy, mamy życie. Potrzeba mieć jednak kontakt z samym sobą, by mieć zdolność do zauważenia, iż ktoś próbuje wejść do naszego świata, że puka do jego drzwi. Do mojego świata zapukały swego czasu 2 anioły, w jednym momencie, a potem to już przestałem je liczyć i tak już jest do tej pory. Codziennie, dziękczynnie, przynajmniej 2 x dziennie modlę się do Anioła Stróża. Gdyby nie tamto wydarzenie z 2010 roku, to pewnie te słowa, jak i cały blog z wpisami od 2010 roku albo by się pojawiły później, albo wcale.

Autorka książki,  do której się odnoszę we wpisie, notuje: to, co jest Twoim jarzmem, może być użyte przez Ciebie jako ogień do ogrzania i posilenia innych. Elizeusz ugotował strawę dla innych na jarzmie wołów. To, co jest mi dane, bez względu na to, czy jest samo w sobie dobre i chwalebne, czy gorzkie i wstydliwe, jest mi dane by było użyte w służbie Bożej – w obdarowywaniu życiem z Ducha!

Już nie jeden wpis na blogu inspirowany był myślami, jakimi dzieli się w swojej książce Pani Sianożęcka z czytelnikiem. Lektura jest zajmująca, przebogata biblijnie i literacko, z pierwszym miejscem dla PŚ a potem zaraz dla Magisterium Kościoła. Gorąco polecam pozycję nie tylko duchownym ale tez wszystkim, którzy zmagają się z myślą, co zrobić z tym, co z perspektywy czysto ludzkiej wydaje się być odrzucające, obciążające na drodze życiowej. Nie dajcie się wkręcić złemu! Pani Debora świetnie to dokumentuje w swej książce, stając się w ten sposób kimś, kto jak Eliasz, może towarzyszyć Elizeuszom doby obecnej, pomagając łamać jarzma, odrzucać je, i gotować na nich strawę dla innych.

 

Opublikowano Lektury nie tylko duchowe, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 4 komentarze

Jaki „beat” zapodajesz swemu sercu?

Przecież z obfitości serca usta mówią (Mt 12, 34)

Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. (Mt 15, 19)

Pamiętaj człowiecze, że to

– na co patrzysz

-czego słuchasz

– z kim i gdzie (prze)bywasz

– co czytasz

-co wprowadzasz do swego ciała i w jakich okolicznościach to umieszczasz

Nie jest bez znaczenia dla Twej duszy jak i też dla tych, którzy Ciebie kochają

Opublikowano behawioryzm, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

Przekraczać Jordan życia

Dzisiejsza liturgia Słowa Bożego zaprasza nas do źródła chrzcielnego. Proponuję spojrzenie inspirowane nieco tym oto tekstem autorstwa ks. Janusza Kręcidło.

Jordan to symbol przekraczania granic. Te granice rozmieszczone są pomiędzy sacrum i profanum, pomiędzy tym co ludzkie a tym co Boskie.

Kapłani z Arką Przymierza wchodzą w koryto rzeki, a oto wody rozstępują się, tworząc drogę swobodnego przejścia w przestrzeń Ziemi Obiecanej.

Nurty rzeki, ich napór jest zatrzymany. Nikomu nie grozi niebezpieczeństwo w przechodzeniu do Ziemi Obietnicy.

Jezus wszedł do Jordanu, tym samym zapowiedział bramę prowadząca do Ziemi Obiecanej, Nowego Jeruzalem. Zapowiedź wypełniła się w Poranek Paschalny, kiedy przeszedł Jezus z śmierci do życia. Ale aby wypełnienie było udziałem, musi być wpierw wejście w Jordan, na chrzcie świętym. Ten moment w naszym życiu, to stworzenie nam przez Jezusa warunków do przejścia do Ziemi Obiecanej. Ale to jeszcze mało! Jezus daje nam siłę, zdolność do tego, by jak kapłani, wejść w Jordan – naszego życia – i uczynić cud zatrzymania wód!

Każdy, kto przyjął chrzest święty jest jakby Arką Przymierza, a i też zarazem kapłanem. Każdy też zaproszony jest, by wchodzić w przedproża Ziemi Obiecanej, do Królestwa Bożego w Domu Ojca. Poprzez doczesność do wieczności. Z profanum do sacrum. Wchodzimy w Jordan relacji, emocji, schematów, przyzwyczajeń, rutyny, ale nam też nieobce nikczemność, bezmyślność, cynizm i królowa tego wszystkiego – pycha. W znaku chrztu zostaliśmy wyposażeni w skuteczną moc zatrzymywania wód, nurtów Jordanu naszego życia. A dzięki temu, świat którego jesteśmy uczestnikami, ma szansę przejść do Ziemi Obietnicy poukładany, bezpieczny, mający perspektywę na przyszłość.

Ewangelia zaś dzisiejsza to przypomnienie nam, iż nie mamy najmniejszych praw do tego, by się wynosić nad innych – i właśnie jako tacy – skromni i sprawiedliwi, stawali się współpracownikami Boga w jego dziele zbawienia i odkupienia człowieka i świata.

 

Opublikowano Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Podróż ku słońcu czyli rozważanie n/t Komunii Świętej

Dwa z nowszych wpisów na blogu oparłem na myśli Czcigodnego Sługi Bożego, księdza Franciszka Blachnickiego.

Pierwszy z nich, „Hydra siedmiogłowa” w znakomity sposób pokazuje, w jaki przemyślny i strukturalny sposób, działa w nas pycha.

Drugi zaś, „Straż serca” to swoisty przewodnik prowadzący do skutecznej walki z „hydrą”.

Dziś pora na kolejną odsłonę myśli księdza Blachnickiego. Tym razem skupimy się na Eucharystii rozumianej jako Komunia Sakramentalna ale także jako Komunia Życiowa – co, jak się okazuje, jest pewną nowością, a jednocześnie może stać się żywotnym źródłem zabiegów czynionych celem trwania przy częstej Komunii Sakramentalnej.

Ten wpis, podobnie jak poprzednie, opieram na „Rekolekcjach więziennych” ks. Blachnickiego. Stąd też nie będzie przypisów, a jedynie cudzysłowy z cytatami z wypowiedzi Sługi Bożego. To będzie dość długa notka. By nie była monotonna, trochę się w niej podzielę sobą.

Na początek cytat z Katechizmu Kościoła Katolickiego

Eucharystia jest „źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego” (Sobór Watykański II, konst. Lumen gentium, 11). „Inne zaś sakramenty, tak jak wszystkie kościelne posługi i dzieła apostolstwa, wiążą się ze świętą Eucharystią i do niej zmierzają. W Najświętszej bowiem Eucharystii zawiera się całe duchowe dobro Kościoła, a mianowicie sam Chrystus, nasza Pascha” (Sobór Watykański II, dekret Presbyterorum ordinis, 5). KKK 1324

 Ustalenia Soboru watykańskiego II weszły w życie w 1966 roku. Ksiądz Blachnicki zaś przebywał w więzieniu 5 lat wcześniej. W swoich „rekolekcjach” notuje pod datą 3 czerwca 1961 roku, że „czuje potrzebę zharmonizowania wszystkich praktyk życia zewnętrznego ze Mszą Świętą i Komunia Święta, tak, by te praktyki znalazły się w centrum całego życia wewnętrznego”. W tamtym czasie duchowość Mszy Świętej oparta była na koncepcji, powiedzmy `linearnej` – dziękczynienie – przygotowanie do nowej Komunii Świętej. Pisze ksiądz Franciszek, że „wydawało mu się to czysto zewnętrznym nawiązywaniem do Mszy Świętej, nie zaś wewnętrznym i organicznym”.

Przypomina zatem ksiądz Blachnicki, czym jest Komunia Sakramentalna.

Chrystus przez Wcielenie dokonał zjednoczenie natury ludzkiej z Boską. Z tego zjednoczenia wynika każde inne zjednoczenie człowieka z Bogiem. Wszystko, czym żyje człowiek, co go określa, jest jednocześnie bliskie Bogu. Wszystko dlatego, że Chrystus przeżywając najdoskonalsze życie ludzkie, oddał Ojcu w imieniu ludzkości wszelka chwałę i wypełnił wszelką sprawiedliwość.

Co to oznacza w praktyce? Jak należy to rozumieć i co  z tego dla nas wynika?

Jezus, stając się człowiekiem zbliżył nas tym samym do Ojca, jak i też na odwrót, objawił Ojca ludziom. Postaci ST spotykały się z Bogiem przez pośredników, jakimi byli Aniołowie, czy też przez zjawiska cudowne (zwyczajne pojawiające się w nadzwyczajnych okolicznościach). Jezus natomiast, jako Syn Boży jest objawieniem Ojca: miłosierny, miłujący, sprawiedliwy, czyniący cuda, zbawiciel. Jeśli On jako człowiek tak żył, to i również my możemy tak żyć, będąc naśladowcami Jezusa.

Jednak jedynie Jezus Chrystus, jako Bóg  na 100 %, doskonale, bez poprawek, dokonał ofiary przebłagalnej za nasze grzechy. Żaden inny człowiek nie był, nie jest i nie będzie w stanie tego uczynić. Raz, że jest tylko człowiekiem, niedoskonałym, dwa – jest to zupełnie zbędne. Jedna ofiara jest na wszystkie czasy. Nie należy się spodziewać lepszej, niż ta Chrystusowa ofiara.

To, co Pierwsi Rodzice zniszczyli poprzez grzech w Edenie, Jezus – Nowy Adam naprawił. To co przeszedł Jezus, przechodzi każdy ochrzczony – o ile świadomie odtwarza w swoim życiu czyny i postawy Jezusa Chrystusa. Zwłaszcza, jeśli umiera dla grzechu, a żyje dla sprawiedliwości. Przykład z mego życia: uwielbiam słodycze. Nawet teraz, jak tylko o tym pisze, drapie mnie podniebienie, kubki smakowe szaleją w produkowaniu enzymów. Niestety, jestem otyły, i słodkie mam pod mega wydziałem. Dziś nie ma szans na konsumpcję. Chcę służyć Bogu i Kościołowi i być sprawny w tej służbie. Obrazowo – słodycze to grzech. Służba Bogu i Kościołowi – sprawiedliwość. Oczywiście, to bardzo powierzchowny, by nie rzec, płytki przykład, ale mam nadzieję, że tłumaczy istotę sprawy.

Podsumowując, Komunia Sakramentalna, to wejście w zbawcze tajemnice życia, męki, śmierci, zmartwychwstania i chwalebnego wniebowstąpienia Pana Jezusa. Każda przyjęta Komunia Święta, to Ogród Oliwny, Pretorium, Kalwaria, Grób Pański, Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienia Pana. Ksiądz Blachnicki pisze, że „w Komunii Chrystus wszczepia w nas swoją sprawiedliwość, w swoja absolutnie doskonałą postawę wobec Ojca”. Dzieje się to już nie tylko za nas, ale też w nas.

To wszystko jednak trwa w nas tylko przez chwilę. Ale jest to taka iskra, która może nas podpalić do przynoszenia owoców. Posługując się biologią – każdy kto przyjmuje Ciało Chrystusa świadomie, staje się mitochondrium komórkowym, do którego dotarła porcja energii i w ten sposób odżywiła pojedynczą komórkę, a poprzez to cały organizm może wykonać ruch, pracę. To jest właśnie owa Komunia Życiowa. Chodzi o nasz wysiłek, naszą pracę ludzką, by w codzienności naszego życia objawiały to, co wynika z naszego przeżywania zbawczych tajemnic Pana Jezusa. Syntetycznie i konkretnie wyraził to apostoł Paweł w słowach z Ga 2, 20 – żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus.

Sługa Boży widzi Komunią życiową dwutorowo. Jako komunię modlitewną (w myśli i w sercu) oraz jako komunię czynu (woli). W obu chodzi o tym, o czym wspomniałem wcześniej: by odtwarzać, naśladować postawy Chrystusa, a także, by nasze czyny wszczepiać w postawę Chrystusa, „by On swoja doskonałością pokrywał niedoskonałości naszych czynów i nadawał im wartość”.

Piękne słowa mówi ksiądz Franciszek n/t modlitwy: „Modląc się oddajemy z Chrystusem chwałę Ojcu, a raczej usiłujemy podciągnąć się do jego chwały, która oddaje Ojcu” (por modlitwa Jezusa w Ogrójcu).

Reasumując, Komunia Sakramentalna, jako pewien moment z całego dnia, czy tygodnia, powinna przebyć drogę do głębi ludzkiego żywota, w sensie jestestwa, jaźni. By stało się tak, iż faktycznie, Jezus – Mój Zbawiciel, Pan mój i Bóg mój, będzie królować z tronu mego serca i mej duszy nad całym moim życiem.

Albo, posługując się słowami Ojca Franciszka: ćwiczenia duchowe dnia krążą wokół Komunii Sakramentalnej jak wokół słońca – czerpiąc z niej siłę i zdążając do niej.

Opublikowano Aktualnie czytam, Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Rozpacz to domena duchowości czy psychologii?

Wczoraj na FB wynikła ciekawa dyskusja. Oto dostęp do niej, dla tych, co mają konto na FB:

Nie będę jej streszczał. Wspomnę tylko, że wg niektórych osób rozpacz to coś, co przychodzi na człowieka bez względu na to, czy jest wierzący, czy nie, czy dobrze żyje, czy tez łamie reguły moralne, wynikające jeśli nie z Dekalogu, to z Prawa naturalnego.
Oponenci powyższego stanowiska, w tym i moja skromna osoba twierdzą, że rozpacz to domena duchowości, nie psychiki i wiąże się w istotny sposób z wiarą w Boga, bądź jej brakiem.
Stanowisko to argumentuję dziś kilkoma odniesieniami do Katechizmu Kościoła Katolickiego

KKK 844 – w tym punkcie jest mowa o rozpaczy ostatecznej, która jest wynikiem zwiedzenia przez demona, a polega na życiu i wejściu w śmierć bez Boga.
KKK 1501 – tutaj znajdziemy informację, że choroba może doprowadzić człowieka do rozpaczy – dlatego też [mój komentarz] – ważne jest, by zadbać o to, by chory był zaopatrzony w sakramenty święte, ażeby nie miał do niego dostępu demon o czym mowa była w KKK 844. Krótko mówiąc, chodzi o to, by krzyż choroby nieść z Chrystusem.
KKK 2091 – tu zaś przytoczona jest nauka, którą przytoczyłem w dyskusji na FB: rozpacz to jeden z grzechów przeciw Duchowi Świętemu i przeciw teologicznej cnocie nadziei. Rozpacz jako grzech przeciw tej cnocie to zaprzestanie oczekiwania od Boga osobistego zbawienia, pomocy do jego osiągnięcia lub przebaczenia grzechów. Rozpacz sprzeciwia się Bożej dobroci i sprawiedliwości, bo przecież Bóg jest wierny swoim obietnicom oraz Swemu miłosierdziu.

Temat pozostawiam otwarty.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Rebelya, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 11 komentarzy

Panie, czy mam nie mieć wad?

Inna przypowieść, którą Jezus opowiada, jest obraz pszenicy i chwastu. Wbrew oczekiwaniom właściciel pola nie każe wyrwać chwastu natychmiast, lecz zrobić to podczas żniwa, kiedy to pszenica i chwast zostaną ostatecznie oddzielone. W powszechnym rozumieniu są wśród nas ludzie-pszenice i ludzie-chwasty. Kim jestem? Czy na pewno mogę to jednoznacznie określić?

Pytanie, czy już wyrwać chwasty może być także pytaniem: ,,Panie, czy mam nie mieć wad?” Czy muszę być bez żadnego grzechu, by się do Ciebie zbliżyć? Czy z moją słabością, moim upadkiem, moim komfortem trwania w grzechu jestem skreślony? Nie! Pozwól sobie na upadki. Nie chodzi o to, by grzeszyć zuchwale, ale – zaakceptować swoją słabość. Walczyć z grzechem, ale nie demonizować każdego upadku. Zbliżać się do Niego mimo tego, że po raz kolejny upadam w nałóg, nieczystość. Nie dać sobie wmówić, że u Boga jestem skreślona.

Jezu, ufam Tobie!

Opublikowano behawioryzm | Otagowano , , , , | 1 komentarz

O własnej wartości

Talentu plastycznego to ja nie mam. Oglądam swoje prace plastyczne jeszcze ze szkoły i utwierdzam się w tym przekonaniu. Jednak niektóre ,,dzieła” są dość ładne. I to wcale nie dlatego, że zostały zrobione przez kogoś innego. 😛 Po prostu czasem nauczyciel potrafi tak pokierować i pokazać taką technikę, że nawet moje prace plastyczne są ładne. Nie umiem rysować, ale wzory stworzone z odpowiednio złożonych i przyklejonych kółek wyglądają całkiem przyzwoicie.

Bywają takie dni, w których wydaje się człowiekowi, że jest do niczego. Patrzę wtedy z zazdrością na tych, którym, jak mi się wówczas wydaje ,,zawsze wszystko wychodzi”… Bóg pokazuje jednak każdemu człowiekowi jego wyjątkowość. To, że każdy z nas ma jakiś talent i, jeżeli tylko będzie dobrze poprowadzony, może dobrze korzystać z danych mu darów. A najlepszym przewodnikiem jest Bóg. To On wiedzie mnie po właściwych ścieżkach. To w Jego Świetle mogę zobaczyć, kim naprawdę jestem.

A kim jestem? Wyjątkowym, wspaniałym człowiekiem, któremu czasem trzeba trochę pomóc, żeby zobaczył, że jest naprawdę wartościowy.

Opublikowano behawioryzm | Otagowano , , , | 1 komentarz

O zajęciach praktycznych z Ewangelii słów kilka

Kilka lat temu, na Jasnej Górze, w czasie kiedy nasza Elbląska Piesza Pielgrzymka gromadziła się w kaplicy Cudownego Obrazu, miało miejsce niecodzienne wydarzenie. Doszło bowiem do manifestacji demona. Bardzo szybko zorientowano się w czym rzecz, przybył egzorcysta i rozpoczął modlitwę nad zniewoloną osobą. Jednak nie od razu doszło do uwolnienia. Przyszedł jeszcze jeden egzorcysta, by wesprzeć w modlitwie swego współbrata (obaj byli paulinami). W pewnym momencie demon, patrząc na jednego z zakonników zaczął syczeć ustami zniewolonej osoby: nie ty mnie wypędzisz. Za słaby jesteś! Zrobi to ten drugi! Obaj duchowni ze wzmożoną siłą modlili się, nie dając tym samym złemu satysfakcji, która by niewątpliwie miał, gdyby poddali się jego kłamstwu, mającemu na celu podzielić ich i osłabić, by tym samym cierpienie osoby, która dręczył, trwało dłużej.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ, daj Boże, zmądrzałem, i darem mądrości, jak wierzę, Bożej, chce się podzielić z Wami, czytelnikami bloga. Ale też pisze o tym, na świadectwo dla samego siebie i moich współbraci kapłanów, którzy nieraz uczestniczymy w bataliach przeciw sobie. Co więcej, czynimy to publicznie, powodując nie tylko dezorientację wiernych, ale też pewne nie jeden raz, gorszymy ich.

10 A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. 11 Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. 12 Myślę o tym, co każdy z was mówi: «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». 13 Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?  /1Kor 1, 10-13/

Powodując rozłamy, karmimy diabła. Z bólem stwierdzam, że nazbyt często się daję sam w to sidło złapać. Dzięki Bogu, od jakiegoś czasu pewna myśl świdruje mój umysł i serce: „A Jezus milczał” (por. Jezus wobec Heroda, czy Wysokiej rady). Poza tym, warto walczyć o człowieka i zadać sobie trudu, by do niego dotrzeć poza publicznością i wtedy, jeśli jest to konieczne – zachować drogę ewangelicznego napomnienia.

Ksiądz Blachnicki, którego ostatnio często studiuje, cytuję, całe swe chrześcijańskie życie podporządkował wierze konsekwentnej. Polega ona, w wielkim uproszczeniu, na odtwarzaniu w swoim życiu czynów i postaw Jezusa Chrystusa i Matki Najświętszej. Inaczej mówiąc, chodzi o Ewangelię w praktyce. Sądzę, że nie będzie nadużyciem, jeśli napiszę, że my jako duchowni powinniśmy być pierwszymi, którzy zajęcia praktyczne z Ewangelii mają uczynić codziennością swego życia.

Boże mój, Panie i Królu! Poślij mi świętego Ducha Twego, bym z tym nastawieniem serca i dyspozycją mej duszy, jaką mam w tej chwili, jak najlepiej wypełnił Twoją wole i usłużył moim braciom i siostrom!

 

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Variae | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Straż serca czyli w drodze do życia nadprzyrodzonego

Ponad tydzień temu pisałem o 7 tendencjach utrwalających w nas „starego człowieka”, które to tendencje Czicgodny Sługa Boży, ksiądz Franciszek Blachnicki nazwał „Hydrą siedmiogłową”. Dziś pragnę Wam przedstawić kolejną myśl twórcy Ruchu Światło-Życie. Jest to jednocześnie pomoc w działaniu na rzecz stania się Nowym Człowiekiem w Chrystusie.

Punktem wyjścia tego rozważania jest przyjęcie w świadomości, iż ‘Nowy człowiek” to coś, co nie ma szans powstać we mnie jako rezultat celowych moich działań, aktywności, władz. Nowy Człowiek to dar, który jest we mnie wszczepiony. Teologicznie byśmy opisali Nowego Człowieka, takimi pojęciami jak łaska uświęcająca, charakter sakramentalny, cnoty wlane, dary Ducha Świętego. Nowy Człowiek to „esse supernaturale” – życie nadprzyrodzone, dzięki któremu nasze „agere” czyli działanie, będzie wynikało z Boga, nie zaś z nas, będzie przebóstwione, uświęcone, czy wreszcie pobłogosławione przez Boga.

To wszystko otrzymujemy w momencie chrztu świętego w stanie zalążkowym. Jest nam dane jako możliwość, a nie konieczność, czy tym bardziej spełnienie. Naszym zadaniem jest świadome doprowadzanie do rozkwitania i rozwoju zaszczepionych nam zalążków życia nadprzyrodzonego. Nasze życie, pisze ksiądz Blachnicki, „powinno być podobne do biegu rzeki, która wypływa z małego źródełka, gromadzi coraz więcej wód” stając się potężnym nurtem, który wszystko porywa za sobą, by wpaść do bezkresnego morza. Doskonale to obrazuje scena z Ewangelii wg Św Jana, kiedy Jezus rozmawia z Samarytanką o wodzie żywej.

Rozwojem  życia wewnętrznego rządza 2 prawa: nic bez nas oraz nic bez łaski.

  1. Rozwój życia duchowego musi się dokonywać poprzez wolną naszą wolę i przy naszym wysiłku. Ktoś, kto się nie modli oraz nie zmaga sam z sobą nie ma szans na wzrost duchowy
  2. Wszelki postep na drodze duchowej jest dziełem łaski Bożej. Wszystkiego nam Bóg udziela. Krótko mówiąc: nikt z nas nie może sam z siebie niczego dobrego zrobić. Musi być wsparty łaską, bo tylko Jeden Bóg jest dobry. Czyli tak naprawdę, bóg w nas działa, a my aktem woli oraz wysiłkiem własnym, „robimy Panu miejsce” w naszym życiu. Pamiętamy słowa Jezusa: beze Mnie nic nie możecie uczynić! To jest właśnie to!

Wyjaśnia jeszcze sługa Boży, że Bóg postepuje z nami jak rodzice ieraz robia wobec małych dzieci: dają im coś, ale w takiej formie, że dziecko ma radość, że samo to zdobyło, czy znalazło.

Ksiądz Blachnicki pisze, iż te nasze praktyki życia duchowego, poza modlitwą, można zredukowac do jedynej praktyki, którą możnaby nazwać „strażą serca”. Ma ona dwa aspekty: negatywny i pozytywny. Negatywny polega na tym, by mieć cały czas na uwadze walkę z hydrą siedmiogłową, by ją demaskować, niweczyć jej plany. Trzeba czuwać, cały czas tez wzywając pomocy Bożej.

Drugi aspekt, pozytywny, polega na reagowaniu na różne poruszenia Ducha Świętego, co świetnie oddają słowa Jezusa Chrystusa z Ap 3, 20: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Chodzi tu o wyrobienie w sobie nawyku gotowości współpracy z łaską Bożą (por. Jk 4, 17)

Straż serca, praktykowana systematycznie, z zaangażowaniem to skuteczne narzędzie do stania się Nowym Człowiekiem w Chrystusie. Dzięki niej nasze serce stanie się poddane esse supernaturale – życiu nadprzyrodzonemu, które „będzie mogło szybko przechodzić z możności do aktu, rozlewając się szerokim i wartkim nurtem w naszym życiu!”

Także ten wpis opieram na „Rekolekcjach więziennych”, Kraków 2009, ss. 53-55.

 

Opublikowano Aktualnie czytam, Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Szkoła duchowych twardzieli, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Z życicy mąki ni chleba nie będzie!

Dziś podeprę się narzędziami, jakie daje WP w temacie dzielenia się zasobami mediów społecznościowych 🙂

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz