Duch Święty jako Reżyser Wiecznych Godów stworzenia z Barankiem

Zdecydowałem się na notkę teologiczną, poświęconą stricte Duchowi Świętemu. Wszystko dlatego, że od paru dni „siedzi mi w głowie” problem „pentakostalizacji” dyskutowany przez wielu, także przez moich znajomych na Fejsbuku. Całość tychże ich (naszej) dyskusji znajdziecie tutaj

Ksiądz Tomasz Szałanda, autor tekstu O PENTEKOSTALIZACJI JESZCZE SŁÓW KILKA wzmiankuje o tym, co można szerzej przeczytać w artykułach, jakie są umieszczone w tym oto miejscu. Ksiądz Tomasz stoi na stanowisku dystansu wobec twierdzenia, iżby pentekostalizacja była faktycznym zagrożeniem. Argumentuje swe stanowisko w sposób dla mnie zrozumiały. Po części argumenty księdza Szałandy wypływają też w tekście referatu ks. bpa Czai. W referacie ksiądz biskup wspomina o niedoinformowaniu, manipulowaniu, które używane przez liderów ruchów pentekostalnych, przyczyniają się do tkwienia w błedzie o nieświadomości tych, którzy są poddawani zabiegom wszczepiania w ruchy zielonoświątkowe.

Bardzo gorąco zachęcam do lektury tego referatu, ponieważ jest napisany bardzo przystępnym językiem i tłumaczy w nim autor wszystkie najważniejsze kwestie związane z ZAGROŻENIAMI ale też nie pomija szans, jakie pojawiają się w związku z ową egzotyczną pewnie dla niektórych, „pentakostalizacją”.

Tyle, tytułem wstępu.

W dalszej części wpisu chcę się skupić, z pomocą ks. Bartnika, na myśleniu „świętoduskim”, które według profesora dogmatyki katolickiej przebiega jakby w 4 typach, nurtach.

  1. Typ rewelacjonistyczno-biblijny – (objawieniowo-biblijny) wg którego Duch Święty jest „subiektywną możliwością i rzeczywistością objawienia, osadzoną w Słowie Bożym jako „Duch Słowa”. W nim objawia się Bóg, przez Niego dosięga ludzi, stwarza w odbiorcach słowa wolność otwarcia się na Boga. To spojrzenie ma genezę protestancką, prezentowaną przez Bartha, czy Ebelinga. Takie myślenie koncentruje się na pewnym sentymentalizmie, który jest w Teodycei postrzegany jako błąd. Boga nie można zawęzić do uczucia. Niemniej, potrzeba uczucia, nie jednego zresztą, by wejść w relację z Bogiem. Albo inaczej: uczucia są w służbie duszy, by w niej mogło się ukształtować z pomocą łaski Bożej godne mieszkanie dla Boga
  2. Typ witalistyczny – wg którego Duch Święty wiąże się z kategorią misterium życia, zarówno doczesnego jak i każdego innego. Zwolennikiem tego poglądu był między innymi Romano Guardini, czy P. Tillich. Ten ostatni, choć co prawda protestant, wyraża swój pogląd między innymi tak: „[wiara to] Stan bycia pochwyconym przez Duchową Obecność i otwartym na transcendentną jedność jednoznacznego życia. W relacji do twierdzeń chrystologicznych, można powiedzieć że wiara jest stanem bycia pochwyconym przez Nowy Byt, tak jak objawia się on w Jezusie jako Chrystusie (Mesjaszu)”. Czytamy w Biblii, że nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może powiedzieć, że Panem jest Jezus. Wyznanie Tillicha zdaje się być bardzo katolickie.
  3. Typ „liberalistyczny”, psychologizujący – wg którego Duch Święty wiązany jest z wolnością, spontanicznością, nieoznaczonością, wyzwoleniem. Orędownikami tego nurtu byli: kardynał Suenens, kardynał – nominat Hans Urs von Balthasar, czy też inny katolicki duchowny, Hans Kung. Ten ostatni popadł w kary kościelne, gdyż odszedł od doktryny Kościoła Katolickiego, głosząc tezy sprzeczne z teologia katolicką. W życiu wcześniejszych 2 duchownych także było niemało kontrowersji. Kardynał Suenens zakwestionował nauczanie z Humanae Vitae, zaś H.U. von Balthasar w swojej teologii zahaczał o apokatastazę – nadzieję na „puste piekło”. Oczywiście, nie jest tak, że liberalizm i psychologia to przejaw działania złego, jednak owoce tychże zdają się dość jasno pokazywać, że kontekst, tło, nie mogą przykrywać istoty rzeczy.
  4. Typ egzystencjalno-historyczny – wg którego Duch Święty jest Boskim zapodmiotowieniem egzystencji, historii, zbawienia i losu ludzkiego. Zwolennicy tego poglądu to: abp. Bruno Forte, ks. Karl Rahner. W 2 Liście do Koryntian (3,17) czytamy: Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański – tam wolność.

Który z nich jest właściwy, ortodoksyjny? Sądzę, że to pytanie nie jest właściwe. Albo przynajmniej nie pierwsze. Myślę, że wpierw powinny pojawić się pytania takie: jaka jest moja wiara? Co jest jej treścią? Czy jest nią wolność działania Boga, czy też przywiązanie do swoich wyobrażeń, marzeń i pragnień?

Tyle, jeśli idzie o spojrzenie stricte teologiczne.

Podejmując refleksje nad zagadnieniem pentekostalizmu, czytając referat bpa Czai, towarzyszyła mi myśl: Kościół pentekostalny, czyli jaki? Szczególnie, kiedy ksiądz biskup cytuje papieża: „Myślę, że w tym tak zsekularyzowanym świecie mamy też inne niebezpieczeństwo: uduchowienie gnostyckie. […] jest to duchowość subiektywna, bez Chrystusa. […] Modlę się, odczuwam… i nic więcej. To jest gnostycyzm. […] znajdować Boga bez Chrystusa, lud bez Kościoła”[1]. Kościół, w Którym Chrystus byłby tylko dodatkiem, jak wywijasy na puszce popularnego napoju rodem z USA, to Kościół którego bez wątpienia nie dotyczą słowa Zbawiciela: że bramy piekielne go nie przemogą. Kościół jako zlepek rozmaitych ludzkich zapotrzebowań, oderwany od Osoby Chrystusa, od Krzyża, nie ma nic do zaproponowania na wieczność. Napompuje balon emocji, tak. Wypromuje egzaltację, tak. Ale NIE ZBAWI.

Pneumatologia w wykładzie systematycznym znajduje się na samym końcu traktatów dogmatycznych. Jest to zrozumiałe, bo przecież żyjemy w zdynamizowanej rzeczywistości Kościoła, Którego zasadą jest Duch Święty – Osoba Osób, jak to ujmuje ks. prof. Bartnik. W Duchu Świętym mamy możliwość poznawania, odkrywania misterium Boga, Który jako Wspólnota Osób chce wieczerzać ze mną, z Tobą, z każdym, kto odpowie na zaproszenie; kto otworzy na kołatanie Chrystusa do drzwi serca. To jest najistotniejsze, co ma do zaoferowania Kościół, czyli de facto Chrystus. Duch Święty, który jest Gospodarzem Kościoła, troszczy się o wszystko, by nie brakło niczego w umożliwieniu wejścia w jak najintymniejszą, najbardziej osobistą relację człowieka z Bogiem.

Zakończę trochę przekornie.

Wszystko już było! Człowiek już nie jest w stanie nic nowego wymyśleć, także w temacie błędów teologicznych! Popatrzmy do 1 Kor 14: tak zwani „Fantaści”, którzy występowali przeciw Kościołowi, pozorując coś odwrotnego.

To, że temat jest aktywny, że kompetentna władza duchowna podejmuje systematyczną refleksję nad czymś, co określa się zjawiskiem pentakostalizmu, świadczy, że nie można nad tym wszystkim przejść obojętnie.

Zacytuję referat, który przywołałem po parokroć w niniejszym moim przedłożeniu. Utożsamiam się z tym stanowiskiem od początku do końca.

Rzecz jasna w obszarze podejrzanych praktyk religijnych nie można się poruszać, jak słoń w składzie porcelany. Trzeba zrobić wszystko, by w porządkowaniu zaistniałej sytuacji nie wylewać dziecka z kąpielą. Nie można jej rozpatrywać w skali biało-czarne. To sytuacja, o której mówi Jezus w Ewangelii w obrazie kąkolu posianego na dobrym polu. Stąd nie chodzi o piętnowanie, ale odsłanianie tego co chore i o cierpliwe uzdrawianie; nazywanie schorzeń po imieniu, bez arbitralnego potępiania.

Potrzeba zatem solidnego zbadania różnorakich zjawisk i ich form, zdiagnozowania ich i zaopiniowania. Potrzeba badań filozoficznych, teologicznych, socjologicznych i etnograficznych, żeby lepiej uchwycić i rozumieć proces pentekostalizacji. Pomocą mogą być istniejące opracowania i spokojne analizowanie zachowań w danym środowisku kościelnym[2]. Potrzeba też pozytywnego pokazywania, jak ma być i jaką drogą doprowadzić do uzdrowienia schorzałych sfer i konkretnego środowiska. Trzeba też mówić o tych sprawach w wykładach seminaryjnych, zwłaszcza na teologii pastoralnej i w ramach formacji stałej duchowieństwa i osób konsekrowanych

[1] Franciszek, Między kanapą a odwagą. Wszystko, co powiedział papież podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2016, s. 42-43.

[2] Na spotkaniu w Głuchołazach dziekani wydziałów teologicznych w Polsce wyrazili gotowość podjęcia projektu badawczego z tego zakresu. Sprawie będzie się przyglądać Komisja Nauki Wiary KEP.

Reklamy
Opublikowano Aktualnie czytam, Formacja Sumienia, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

7 braci jak 7 grzechów głównych?

Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją. Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: Nauczycielu, dobrześ powiedział, bo o nic nie śmieli Go już pytać. (Łk 20,27-40)

Rzecz dzieje się w Jerozolimie, krótko przed Męka i Ukrzyżowaniem. Wokół Jezusa, niczym rekiny wokół rozbitka, krążą różni, by Go pochwycić na mowie. Tyle tylko, że Jezus nie daje zbić z przysłowiowego „pantałyku”, wie po co przyszedł, i jaki ma cel do zrealizowania. Konsekwentnie to czyni. Ogłasza Królestwo Boże światu, a godnych udziału w nim przygotowuje, uczy rozpoznawać znaki zapowiadające jego nadejście.

Sam nie raz znajduję się w podobnej sytuacji. Iluż to ludzi pytało mnie o epokową kwestię „zawartości cukru w cukrze”, typu: jak to było, że Adam i Ewa byli tylko we dwoje, mieli dzieci i zaludnili świat? To co? Oni kazirodztwo uprawiali? Zastanawiam się wtedy, szczególnie kiedy to dorośli mnie pytają: czy w życiu pytającego nie ma na nic innego więcej miejsca, jak na czysty pragmatyzm, zerojedynkowość? Czy w wyborach dnia codziennego też one biorą górę w ich życiu? Przecież gdyby tak było, to ile byłoby prostsze życie pośród nas?  Tak/nie/nie wiem – i życie od razu staje się łatwiejsze! Pobożne życzenie…

Tak łatwo nie raz jest zwątpić w środki do celu, jaki się obrało. Im więcej bodźców, tym więcej okazji do zwątpienia.

Kiedy człowiek zatrzymuje się na tym li tylko, co ludzkie, to nie ma szans – prędzej czy później wpadnie w pułapkę pragmatyzmu a z czasem poczucia bezsensu. Rozmówcy Jezusa dotknęli tej prawdy! Tak! Oni byli zatroskani przede wszystkim o siebie. Kto wie, może było ich 7? Jak siedem grzechów głównych?  Grzech to ogólnie brak należnej miłości do Boga i/lub bliźniego. Gdzie rzeczywistość grzechu, albo zagrożenie nim, tam mnóstwo pytań, obaw, niedopowiedzeń. Pamiętamy, co Jezus mówił, nie tak w sumie całkiem dawno temu: będziesz miłował (!) i nie chodzi tu o wytrych słowne, ile o miłość, która ma konkretny wyraz: służby, troski, wielkoduszności.

Jeszcze inaczej można spojrzeć na 7 braci.

Liczba 7 oznacza pełne poddanie Bogu świata, jego dziejów no i oczywiście ludzi. Przez cały ten czas Bóg „poślubiał” Izraela w kolejnych przymierzach. I cały ten czas była to miłość płodna, ale egoistycznie postrzegana przez Izraelitów z pozycji pychy, perfidii i bezmyślności. Jednak i ta postawa nie zniechęciła Boga, by zdradził Poślubioną. W Chrystusie i w jego odkupieńczej misji wyraził swą Miłość wierną, pokorną i dogłębną. Mimo wszystko.

Nie trzeba więc pytać o nominalizm, ile bardziej zabiegać o bycie godnym udziału w świecie przyszłym. Jak? Pamiętać o czynach tych, którzy zakończyli ziemskie wędrowanie ale też dać się prowadzić Świętemu Duchowi Bożemu, który o wszystkim co istotne nas pouczy we właściwym czasie.

Opublikowano Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kalibracja kapłańskiego GPSu

Czytania XXXI niedzieli zwykłej wybitnie tyczą się tym razem nie tyle do świeckich, ile do nas, duchownych. Tak sobie pomyślałem, że to nam świeccy powinni wygłosić swego rodzaju homilię. Wiadomo, że formalnie tego nie uczynią, a nieoficjalnie to czynią to bardzo często. Taki zestaw czytań, jak ten powyższy, to dobra okazja, by jako wspólnota Kościoła, przede wszystkim w duchu pokory i miłości, modlić się o świętych kapłanów oraz o to, by nie czynić z nich bożyszcz.

Ksiądz jest taki samym człowiekiem, jak każdy inny, i on osobiście, przed Bogiem i Ludem Bożym zaciąga  szereg zobowiązań i odpowiedzialności za szereg postaw.

W atmosferze wzajemności, wielkoduszności i równości w powołaniu do zbawienia, wszyscy jesteśmy sobie potrzebni i za siebie odpowiadamy.

Mnie osobiście liturgia słowa dzisiejszej niedzieli przypomina o tym, że moim pierwszym podstawowym zadaniem, jakie mam do zrealizowania, to dać się zbawić Jezusowi jako kapłan; czyli jako ten, który wskutek określonego etosu życia, ma wykorzystać jak najwięcej łask, związanych z charyzmatem kapłaństwa.

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Łaska buduje na naturze czyli o tym że Pan Bóg działa jak chce

Ten tekst ma już trochę lat. Taki kawałek mnie.

Opublikowano behawioryzm, Variae | Otagowano , | 3 Komentarze

Czego oczekujesz od Kościoła i dlaczego?

Postawiłem grupie młodych ludzi pytanie: Czego oczekujesz od Kościoła i dlaczego? Prace były anonimowe. Przyjmuję, że odpowiedzi są realne, a nie życzeniowe.

Potrzebuję huraganu Bożej łaski, by za dwa lata a może wcześniej, podzielić się tu, na blogu, pełnymi odpowiedziami na to samo pytanie. Proszę Was, wierzący Czytelnicy, o wsparcie modlitewne w tej sprawie.

Oto, jakie odpowiedzi zostały na powyższe pytanie udzielone.

  • Spodziewam się pomocy w podjęciu różnych decyzji w moim życiu.
  • Spodziewam się od Kościoła pomocy, kiedy będę tego potrzebować.
  • Oczekuję od Kościoła udzielenia sakramentów, wsparcia duchowego
  • Oczekuję by mój Kościół mówił więcej o miłości i szczęściu a mniej o zagrożeniach; pomocy w kształtowaniu mej postawy chrześcijańskiej a nie tylko nakazów przestrzegania norm, bo jako człowiek mam silną potrzebę wolnego wyboru a nie realizacji zewnętrznych nakazów. Oczekuję, żeby mój Kościół nie straszył mnie piekłem, tylko przypominał mi o Jezusie i niebie które jest we mnie i uczył mnie jak je odkrywać.
  • Oczekuję udzielenia sakramentów, pogrzebu, wsparcia duchowego, pomocy. Kościół oczekuje ode mnie pewnie współpracy, mimo iż Kościół i księża robią wszystko bezinteresownie, to mogę się odwdzięczyć, np. organizować koncerty charytatywne
  • Oczekuję i spodziewam się wsparcia w trudnych wyborach własnej drogi do prawdy, dojrzałości wobec Boga, ponieważ wierzę w Niego i chcę wiarę rozpowszechniać.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 48 Komentarzy

A Ty Elblągu nie jesteś wcale taki jak Cię piszą…

Tenże Elbląg to skupisko trochę ponad 120 000 ludzi.

Pamiętacie dowcipy o Elblągu? Dziś odkryłem, że to miasto ma swoje hasło w Nonsesopedii  Rzeczywistość jest taka, że w tym mieście spędziłem 9 lat życia, poznałem sporo dobrych ludzi, mam tam dokąd i po co wracać. Powyższe proszę potraktować jako zagajenie do poniższego J

Dzisiejsze czytania mszalne mocno do mnie przemawiają. Widzę siebie pośród tych 120 tysięcy Niniwitów, którzy w swej bezmyślności tak się zatracili, że nie potrafili odróżnić lewej ręki od prawej, dobra od zła, prawdy od fałszu, tego co konieczne, od tego co mało istotne. I do tego te zwierzęta… Można by odnieść wrażenie, że Panu Bogu w jakiś sposób bardziej żal zwierząt, niż ludzi?! Wszak bezmyślny człowiek nie ma problemu z tym, by zmarnować bezduszne zwierzę… A co ono winne temu, że człowiek się stoczył w otchłań głupoty, a co za tym idzie, grzechu?

Nie raz tak mam, że czuje się jakbym krążył po rondzie, nie wiedząc, w którym momencie włączyć kierunkowskaz, by z tego skrzyżowania zjechać, wybierając odpowiedni kierunek. Zdarza się, że i prowadząc auto, mam tak samo – ze dwa razy objadę rondo wokół, by wreszcie włączyć się do ruchu. W tej jednak sytuacji patrzę z uwagą za drogowskazem, który sygnalizuje, którą drogę powinienem wybrać. Ta sytuacja oraz Słowo Boże rozjaśniają mi, gdzie szukać ratunku, by chronić się przed bezmyślnością i jej skutkami, zwłaszcza grzesznymi.

Po 1: potrzeba modlitwy i świadomość, że każde miejsce jest na nią odpowiednie. Jezus wszędzie na mnie czeka, szczególnie tam, gdzie jest zagrożenie wdepnięcia w bezmyślność. Ten uczeń, który prosił Go, by nauczył ich wszystkich modlić się, być może właśnie odkrył, że bezmyślność próbuje go zwyciężyć, złamać?

Po 2: modlitwę i wszystko zaczynać od święcenia Imienia Bożego, czyli tak po prostu: żyć i działać w Imię Boże, pełniąc wolę Bożą. Robić to, co wchodzi w zakres mego powołania, by w ten sposób szerzyć chwałę Bożą.

Jeszcze inaczej: święcenie Imienia Bożego to oddawanie Bogu miłości, którą On Pierwszy nas umiłował. To mówienie Bogu: Kocham Cię.

Pisząc tę notkę, cały czas mi towarzyszy w sercu przynaglenie: idź do spowiedzi!

 

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: o duchowym autocasco

Na początek namiary do czytań mszalnych na dziś

Robienie sobie „beki” z Pana Boga i Jego prawa to coś, co nie ujdzie nam na sucho (Gal 6, 7-9). Przypomina nam dziś o tym prorok Baruch. Woła, także do nas: nawróciwszy się, szukajcie Go dziesięciokrotnie! Zatem, jeśli ktoś otrzymała na nowo łaskę życia w przyjaźni z Bogiem, ten winien nowy etap swego życia zintensyfikować, niejako nadrabiając to, co stracił, żyjąc po swojemu. To tak tytułem wstępu.

Odwiedził mnie dziś kolega. Robimy pewną sprawę dla kościoła parafialnego. Coś z zakresu architektury. W tak zwanym międzyczasie, Tomek pokazał mi informację, jaką otrzymał wczoraj wieczorem od kogoś, kto zajmuje się zasadniczo tylko jedną sprawą, jako architekt: adaptacją obiektów zdesakralizowanych (dla niewtajemniczonych: przystosowaniem obiektów, które niegdyś spełniały funkcję kultyczno-sakralną [kościoły, synagogi, etc] do nowego użytkowania: jako kluby, sklepy, itp. Łatwo się raczej domyśleć, jakie nastawienie może mieć taka osoba to rzeczywistości duchowych.

W naszych, wg mnie, trudnych czasach, tego typu profesja nie budzi zdziwienia. Nie wszyscy mają łaskę wiary w Boga Trójjedynego, chrześcijańskiego. Powie więc ktoś, że to, co powyżej opisałem to coś w miarę powszechnego, co będzie się pewnie coraz częściej zdarzać. I gdybym nie znał bliższych okoliczności tego zdarzenia, bym dołączył do tego poglądu, że to nic nadzwyczajnego zarabiać pieniądze przystosowując obiekty kultyczne do nowego użytkowania. Jednak okoliczności historii, jaka mi Tomek przedstawił, są dla mnie jednoznaczne. Otóż, informacja ta przyszła do mego kolegi wczoraj, po naszej wieczornej rozmowie. To raz. Dwa: ten znajomy Tomka ładnych kilka lat się do niego odzywał. Nagle, ni stąd, ni zowąd, wczoraj dał znak życia, chwaląc się jakimś swoim sukcesem w sektorze, w którym działa. Dokładnie na kilka godzin  przed przyjazdem Tomka do mnie. A przecież mógł być z rodziną, odpoczywać, zająć się swoimi sprawami…

Jezus mówi dziś w Ewangelii, że jesteśmy wyposażeni w systemy bezpieczeństwa, z którymi sobie zły nie poradzi. Zatem tego typu historie, jak i pewnie wiele innych, jakie mogły się Wam przytrafić, Szanowni Czytelnicy, nie są w stanie nas oderwać od Boga, o ile tylko tego oderwania wewnętrznie nie chcemy, zewnętrznie dając temu wyraz.

A, i jeszcze jedno dodam: wczoraj wieczorem odprawiałem mszę świętą w intencji dobrodziejów parafii. Za Tomka również J Ot, jak się okazało, takie duchowe Autocasco!

 

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: o robieniu kościoła

Jakiś czas temu uczestniczyłem w rozmowie z kilkoma kapłanami. Rozmowa dotyczyła stricte tematów duszpasterskich w naszych parafiach, gdzie posługujemy. Jeden z rozmówców podzielił się pewnym rozczarowaniem, dotyczącym tego, że nie mógł w swojej parafii znaleźć człowieka, czy ludzi, którzy by zajęli się pewną techniczną kwestią przy kościele. Chodziło w sumie o drobiazg. Ważne jest jednak źródło tego rozczarowania. Bo nie było nim to, że nie można było znaleźć rąk do pracy przy owym detalu, lecz to, że pewna wizja kapłana zaczyna być jakby zagrożona, że stoi pod znakiem zapytania reje realizacja i pojawia się też kłopot natury dokumentacyjnej, pewnie też prawnej (przyznano pieniądze na określony cel i przez jakiś czas ten cel będzie monitorowany, a jak będzie jakaś nieścisłość, to trzeba będzie całość pieniędzy oddać).

Wysłuchawszy kolegi, zapytałem go: a rozmawiałeś z ludźmi, czy oni tego potrzebują, czy konsultowałeś z nimi tą sprawę? Odpowiedział przecząco. Skwitowałem to krótko: widzisz, nie dziw się, że tak jest, jak mówisz, skoro to ty robisz ludziom kościół, stawiając ich przed pewnym faktem dokonanym. Oni dają Ci jasno do zrozumienia, że to o czym mówisz, to Twój problem i Ty się martw o jego rozwiązanie.

Takich sytuacji jest masa. Robimy ludziom kościół – materialny, poprzez budowanie, remontowanie, urządzanie czy też pobożnościowo-dewocyjny – nabożeństwa, pielgrzymki, liturgie – które są nierzadko celem samym w sobie. To taki kapiszon, który robi wystrzał, takie „łał”, by potem wypaliwszy się, śmierdzieć spalonym prochem. I wtedy trzeba wietrzyć pomieszczenie, w którym doszło do detonacji.

Nie pozjadałem wszystkich rozumów. Nie mam gotowej recepty na dokonanie zwrotu, polegającego na odejściu od robienia kościoła ludziom, do robienia kościoła z ludźmi dla Pana Boga – w sensie: na Jego wieczną chwałę.

Tą receptę posiada Chrystus Pan, i na tyle pozwala mi ją realizować, na ile daję Jemu pierwszeństwo w budowaniu Jego Kościoła według Jego zamysłu. To, co napisane w tej recepcie najlepiej widać z klęczek na modlitwie, czytając i rozważając Słowo Boże, zza ołtarza podczas Eucharystii, przy sprawowaniu pozostałych sakramentów świętych.  Z reguły – zazwyczaj we wspólnocie parafialnej i z nią.

 

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Nie trzeba się bać kochać!

W filmie „Belfer”, autorka całej intrygi, która przysporzyła ludziom tyle dramatów życiowych, że nie da się tego opisać, w finałowej scenie została totalnie sama. Zewsząd, ciężką ciszą otrzymywała nieme krzyki prosto w twarz: Nienawidzimy Cię! Brzydzimy się Tobą!

Słowa tytułowego Belfra, skierowane do intrygantki też dodatkowo wzmacniają tło tej sceny: jesteś już w piekle!

Wydawałoby się, że to oczywista reakcja wszystkich, wobec zła, do jakiego ktoś z wyrachowaniem doprowadził, realizując swoja politykę „po trupach do celu”. Jednak niesprawiedliwym, wg mnie, byłoby pominąć równie istotny fakt, że NIKT z potępiających nie był czysty, w porządku. Cudzołóstwo, bandytka, dilowanie, przekraczanie kompetencji, wchodzenie klinem w związek małżeński, etc – to tylko kilka przejawów duchowego zepsucia, jakie już dotknęło tych młodych ludzi. Oni byli pełni złości i gniewu na koleżankę, ale też brzydzili się samymi sobą. To właśnie stąd bierze początek mściwość, brak przebaczenia i nienawiść  – ze złości i gniewu, które wsącza w nas zły, odrywając od Miłości, Która jest Bóg.

W księdze Syracha czytamy wskazanie, by przez wzgląd na rozkład ciała, który jest skutkiem śmierci, trzymać się Bożych Przykazań. Można by rozwinąć myśl, że w ten sposób unikniemy duchowej zgnilizny i ta biologiczna, jaka musi nadejść, nie będzie nam wtedy straszna, bo nie będziemy mieli punktu odniesienia! A to właśnie z powodu duchowej zgnilizny, którą niestety nieraz „hodujemy” wręcz w sobie, rodzi się w nas potrzeba rzucania robactwem zła, grzechu, w drugiego, czy też w siebie!

Dlatego też wiedzmy, że nie jesteśmy na przegranej pozycji. Jeszcze wiele można zmienić, póki żyjemy.

Mało tego, wspomnijmy choćby tylko Bernadettę Soubirous, czy Św. O. Pio – ich ciała zachowane są w takim stanie, jakby ich użytkownicy spali! Można więc po tym wywnioskować, jakie wiedli życie ziemskie, skoro w oczekiwaniu na wieczność ich ciała nie ulegają rozkładowi? Nie trzeba się bać kochać miłością Bożą ludzi, świata jak i też samego siebie!

 

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza. O gruszce – nauczycielce cierpliwości

Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię? Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki. (Łk 6,43-49)

Przy plebanii, w której mieszkam, rośnie stara grusza. To ta ze zdjęcia poniżej.

W ubiegłym roku nie wydała ani jednego owocu, natomiast każdy jej liść był pokryty jakimś grzybem, parchem, czy sam nie wiem czym jeszcze. Kiepsko to wyglądało. Bezdyskusyjnie, drzewo było chore.

Wiosną tego roku poprzycinałem sporo gałęzi gruszy. Miałem nawet chwile zwątpienia, że zbyt wiele ich wyciąłem. Kiedy jednak przyszła wiosna i każda z gałęzi pokryła się tysiącami liści i setkami kwiatów, odetchnąłem z ulgą. Mało tego, miałem okazję oglądać cud ocalenia! Otóż, jak wiadomo, mieliśmy zimną wiosnę i to do tego stopnia, że masa drzew owocowych nie obrodziła, ponieważ kwiaty ich pomarzły. A plebańska grusza (pisząc, pomyliłem się, i napisałem wpierw >>dusza<<) zakwitła dokładnie po przymrozkach! Z daleka, z dumą patrzyłem na białoróżowy kwiatostan drzewa!

Obecnie na gruszy jest jeszcze kilka owoców, cała reszta została zebrana, część spadła przedwcześnie, wskutek klęski urodzaju. Fakt, że jeszcze owoce noszą ślady choroby, każdy z nich ma plamki grzyba, ale najważniejsze, że owoc był, i był przesłodki! Kto mnie odwiedzi jesienią, będzie mógł pokosztować!

Był moment, kiedy myślałem, że drzewo trzeba będzie wyciąć, że w ten sposób pozbędę się siedliska szkodników, które mogą niszczyć inne drzewa owocowe. Jednak gdzieś podświadomie słyszałem – zostaw! Przecież nie wydało owocu, bo było chore! A przecież dobra gruszka nie jest zła! Kierując się tym wewnętrznym głosem poczyniłem, co opisałem wcześniej. Dziś mam radość.

Moja przygoda z gruszą uczy mnie podejścia do człowieka. Podejścia, z jakim Bóg wychodzi do nas, i uczy nas działać podobnie. To samo, gdy idzie o obraz skarbca, czy fundamentu: nie ma sukcesu bez wysiłku, bez ryzyka, bez wyczekiwania.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 7 Komentarzy