Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: wybory wyborom nierówne !

Każdej niedzieli w ciągu roku szkolnego dzieci w naszej parafii otrzymują Ziarenko. Między innymi po to, by utrwalić sobie Ewangelię niedzielną, rozwiązując zadanie z nią związane. Co niedziela jest losowany jakiś symboliczny gadżet celem nagrodzenia pracy konkretnego dziecka. Inne otrzymują dla zachęty cukierka lub lizaka.

Dziś tak się złożyło, że była kumulacja losów z 2 niedziel, było ich ze 30. Pytam dzieci: kogo mam wylosować? One w odpowiedzi głowy zwieszają w dół, nikt nic nie mówi. Zagaduje więc: wiecie, że jak Pan Jezus spotykał różnych ludzi, to ich pytał o to, czego od Niego oczekują? A dziś w ewangelii nawet nie pytał, bo widział jak jest. Zatem zapytałem raz jeszcze: kogo mam wylosować? Odpowiada mały Filip – ja bym chciał być wylosowany! Więc mu odpowiadam – OK., zawsze jest szansa, 1 do 30 że los padnie na Ciebie, tym bardziej, że jasno mówisz, czego chcesz. Losuję, mieszam losy, łapie jeden, i cyk! Los padł na Filipa! Na tego właśnie Filipa!

Mielibyście zobaczyć reakcje ludzi w świątyni!

To jest właśnie to: trzeba się określić, czego potrzebuję. A całą resztą zajmie się Kto trzeba!

Dla mnie takie zdarzenia to nie pierwszyzna. Ale za każdym razem wprowadzają w zachwyt, w jakieś zdumienie oraz wzruszenie. Tym samym daje się poznać Bóg człowiekowi: zdumiewa, zachwyca i wzrusza Jego wielkość, miłość i łaska. I co najważniejsze, jak historia wyżej opisana pokazuje: On chce być traktowany KONKRETNIE jak Ojciec, Który proszony, wzywany, działa z radością, biegnąc ku nam, by służyć Zbawczą Miłością. Wiecie co? Liczę troszkę na to, że w naszej parafii zaczną się dziać wspaniałe rzeczy, że Chojnik ma spore szanse stać się Wioską Cudów. Wspomóżcie proszę, Drodzy Czytelnicy, moja nadzieję Waszą modlitwą. No bo przyznajcie sami, że cuda to byłaby fajna jakość w życiu każdego z nas, prawda?

Reklamy
Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Panie, przymnóż nam wiary!

Wzywać Pana, wyglądać za Nim, rozpoznawać Go, trwać w wierności Jemu ale jednak cały też czas wołać ku Niemu wraz z apostołami, by przymnażał wiary. Takie to proste niby i oczywiste, a jednak…

Pozdrawiam Was Drodzy Czytelnicy urlopowo!

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: zapoznałem się dziś ze śmiercią

Jest Pan przygotowany na spotkanie z Bogiem. Nie ma się Pan czego lękać, może Pan iść śmiało w objęcia Miłosiernego Ojca. On w Panu rozpozna swoje dziecko!

To były ostatnie słowa, jakie usłyszał dziś ode mnie schorowany, cierpiący mężczyzna, otoczony bliskimi, którzy mnie poprosili o namaszczenie ich kochanego człowieka.

Dla mnie natomiast to było pierwsze doświadczenie bycia przy zgonie człowieka. Widziałem dziś przechodzącego Boga! Przyszedł w modlitwie wspólnotowej, przy sporej grupie świadków. Uspokoił konającego, zdjął z niego brzemię cierpienia, pomógł choremu zwyciężyć ostatnią walkę. Okoliczności całego zdarzenia to jeden wielki manifest Bożej łaski! Wybrałem się na przejażdżkę w odpowiedniej porze, pojawiłem się we właściwym miejscu dokładnie „na styk”. Mam cichą nadzieję, że moja śmierć będzie podobna do tej, z którą się dziś spotkałem. Boże, błogosław!

Panu Krzysztofowi zaś, Chryste, otwórz niebo!

Opublikowano Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 1 komentarz

Panie, nie jestem godzien…

Dużo mówi się w kościele o pokorze. W Piśmie Świętym, jak i w wielu pieśniach śpiewanych podczas Mszy, wielokrotnie się ten motyw pojawia. Padają też słowa „Panie, nie jestem godzien…”. Ale czasem mam wrażenie, że jakoś opacznie to rozumiemy i źle do tego podchodzimy…

Ogólnie chodzi o to, że Bóg kocha mnie, Ciebie i każdego z nas ZA DARMO. Kocha pomimo wszystko. Mimo grzechów i kolejnych upadków… On po prostu kocha człowieka, bo go stworzył na swój obraz i podobieństwo. I jeżeli będę odmawiać różaniec czy się modlić, nie stanę się bardziej godna… On JEST. Jest niezmienny i kocha mnie cały czas tak samo. Nie mówię, żeby się nie modlić. Wręcz przeciwnie! Trzeba to robić, ale należy pamiętać o tym, że nie ma to być forma „zasłużenia” na cokolwiek, „kupienia” Jego miłości. Bo to nie tędy droga…

Podobnie i w drugą stronę… Ja mam czasem tak, że uważam, iż po prostu po tym, co robię, nie godzi się iść do kościoła. Ale, wiecie co? To wcale nie jest pokora! A wręcz przeciwnie… Bo Bóg jest większy od mojego grzechu i tego powinnam się trzymać. A nie zapatrywać się w swoją słabość i powtarzać, że Bóg mnie nie chce… Chce. I nie wierzcie w nic innego!

Nie mam na myśli grzeszenia zuchwałego i mówienia sobie, że Bóg i tak mi wybaczy. Nie należy jednak wpędzać się w myślenie, że jestem już na tak głębokim dnie, że już nie ma nadziei… I warto unikać tych ludzkich podziałów we wspólnotach w parafiach… Bo ktoś działa w ruchu katolickim i myśli, że w oczach Boga jest już uprzywilejowany. I krzywo patrzy na tego, o którym wie, że na co dzień żyje w grzechu, ale mimo to przychodzi do kościoła. Nie sądźmy. Od tego jest Bóg.

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Życie Duchowe | Otagowano , , , | 1 komentarz

Oczekuj Pana, bądź mężny, nabierz odwagi i oczekuj Pana

Spotkałem się dziś z kolegą, też księdzem. Podzielił się ze mną spostrzeżeniem, że im bardziej jest konsekwentny w tym, co robi, tym bardziej widzi, jak różne sprawy stają się dla niego dotkliwe, uciążliwe. Zdrowie, sprawy natury technicznej, osobiste, etc.

Od razu poruszyło się moje serce na to, co Tomek wspomniał. Mam tak samo.! Stosunkowo często napiera też pokusa, by odpuścić, sfolgować. Ale przychodzi też refleksja, że są obszary – nadal! – niedociągnięć, bylejakości, letniości. Takie spotkanie jak to dzisiejsze, to dla mnie bez wątpienia ingerencja Bożej Opatrzności. Tym bardziej, kiedy czytam o odwadze, determinacji Mateusza – poszedł bez słowa za Jezusem, ściągając Go do siebie do domu, i zostawiając dla sprawy Bożej wszystko! Myślę sobie – co takiego niesamowitego dostrzegł Lewi w Jezusie, że porzucił intratną posadkę w służbie okupanta, i poszedł w kierunku, który po ludzku można nazwać tylko w ten sposób: ku zatraceniu! (Wszak spiskowy ton faryzeuszy bynajmniej nie skończył się podówczas, gdy działo się to, co mamy spisane w Ewangelii. To trwało i ba! Trwa nadal!).

To wszystko mi pokazuje jak na dłoni, że Ewangelia nadal jest głoszona wszelkiemu stworzeniu, i że moja w tym rola też jest także przewidziana. Tym bardziej więc mam motywację, by trwać na drodze, którą powziąłem wybierając życie na sposób duchownego.

 

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Samotność? Lubię a nawet bardzo potrzebuję

Dzięki pewnej Pani Ewie zdecydowałem się nieco dotknąć tematu samotności – jako, że jak pisał gdzieś Św. Jan Paweł II – ksiądz to ten, który jest samotny, by inni nie byli samotni (przy okazji, polecam lekturę niniejszego wpisu).

Spróbuję, mając tą myśl gdzieś „z tyłu głowy”, kilka zdań o samotności skreślić. Jednak – Pani Ewo – nie będzie o rodzajach, a o doświadczaniu, definiowaniu, przeżywaniu jej.

Zacznę od tego, że temat samotności rzuciłem na swoją linię czasu na Twitterze

z czego wynikła całkiem interesująca mozaika pojęć, skojarzeń i doświadczeń samotności. Warto poczytać!

Ciekawym spostrzeżeniem podzieliła się tu Pani Anna Zapolnik

Interesujące, przykuwające moją uwagę jest ono osobiście dla mnie, ponieważ jako duchowny, jak wspomniał swego czasu papież Benedykt XVI, mam być specjalistą od relacji z Panem Bogiem. Sam je tworząc, zacieśniając je nieustannie, zabiegając o jak najgęstsze sploty nitek mego człowieczeństwa z Jego, Boga, Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela, łaską. Wyznam Wam, że akurat dziś szczególnie temat relacji jest mi bliski. Nie tylko tych rodzinnych, ale też ze znajomymi i przyjaciółmi. To ważne, co notuje Pani Anna, dzieląc się swoim doświadczeniem spotkania i rozmowy z księdzem, ale myślę, że chyba trzeba szerzej spojrzeć na to tworzenie relacji. Nawet, gdyby ostatecznie miały one być podobne do tych, jakie tworzył „Obrotny Zarządca”…

To tak tytułem wstępu, nakreślenia tła, które jest niewątpliwie udziałem wielu z nas, którzy samotności doświadczają. Jeszcze raz zachęcam do lektury bloga Twitter Twins oraz dyskusji na Twitterze.

Samotność w moim życiu.

Wydaje mi się, że mocno w nią wrosłem. Choć czasem daje w kość. Bo gotowanie dla jednego, bo sprzątania sporo, bo trzeba z samym sobą przebywać, słuchać siebie, Boga… Albo i nie… Ale! Zaraz, zaraz! Wracając do słów Benedykta XVI – więź z Bogiem warunkiem sine qua non to tworzenia więzi z ludźmi! Moja samotność to droga Boga do mnie, by – daj Boże! – mogło z niej wynikać wszystko to, czego ON potrzebuje, dla mnie, a przeze mnie dla innych.

Dzięki samotności mam okazję zobaczyć siebie takim jakim jestem, z minimalnym uszczerbkiem dla innych. Dzięki zaś relacjom z innymi – bardziej czy mniej, a czasem w ogóle nie znanymi, przypadkowo napotkanymi (a raczej opatrznościowo) osobami pokonuję etapy ku Ziemi Obiecanej.

To jest droga oczyszczenia zmysłów, które ma w swej istocie pozwolić na uporządkowanie osobowości danego człowieka. Samotność w ten sposób przeżywana, czy raczej tak postrzegana, jest rozwijająca, gwarantująca odpowiednią przestrzeń, by poukładać wszystko tak, jak potrzeba. Samotność jest tutaj materiałem pod rozwój wolności. Jestem pod obstrzałem, naciera na mnie wojsko, armia moich wad, przywar, grzechów, niedojrzałości, ograniczeń. Ale jednocześnie jest poddawany próbie fundament, na którym buduję swe życie. Albo jest to Skała, albo piach… Różnie bywa. Szerzej o tym za jakiś czas. Warto bowiem wiedzieć coś niecoś na temat drogi oczyszczenia – w duchowym rozwoju człowieka to zdecydowanie najdłuższy etap żywota. Warto, jako pewien materiał studyjny, obejrzeć sobie film „Ignacy Loyola”. Najlepsza wg mnie scena, to ta właśnie,  kiedy rodzi się w samotności, na skale, Ignacy, jako Nowe Stworzenie w Chrystusie. Niesamowita scena!

Samotność można wg mnie zmarnować. Ma to miejsce, kiedy damy się osaczyć samym sobą i tym wszystkim, co tak bardzo moje – czyli grzech. Wtedy jest to osamotnienie. Beznadzieja. Implozja żalu, zgorzknienia, nienawiści, izolacji. Tak jak samotność to  bycie samemu, w wolności i ku wolności, tak  Osamotnienie to bycie otoczonym przez samotność. Zero wolności, zero perspektyw. Przynajmniej w jakimś zakresie. (trochę inaczej o tym można poczytać tu oraz tu)

Kończąc tych kilka myśli powiem tylko tyle co w tytule notki: Samotność? Lubię a nawet bardzo potrzebuję – jednak oddaję się woli Pana, wierząc, że On sam wie, czego dla mnie potrzebuje i w jakim czasie, a mnie pozostaje prosić o modlitwę za mnie, bym nie był głuchy na to co On ma dla mnie przygotowane.

Może uda się rozwinąć tu, na blogu, w komentarzach, ciąg dalszy tych rozważań o samotności?

Opublikowano behawioryzm, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 10 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: dożynkowo.

Znana jest książka Władysława Kopalińskiego pt. „Opowieści o rzeczach powszednich”. W tym utworze autor podaje historię rzeczy powszednich, nad którymi przechodzimy do porządku dziennego, a które stanowią podstawę naszej egzystencji. Z tymi rzeczami jesteśmy związani do tego stopnia, że nawet nie stawiamy sobie pytań dotyczących wartości w naszym życiu, nie myślimy o tym, co by się stało, gdyby ich nagle zabrakło.

Przykładem może być chleb, tak ważny dla naszego życia, stał się synonimem wszelkiego pożywienia.

Wł. Kopaliński w swojej książce pisze, że, najpowszechniejszym pożywieniem człowieka na wszystkich kontynentach jest jakiś rodzaj chleba – z żyta, pszenicy, fasoli, ziemniaków, kory drzew, ryżu i grochu, a na Dalekim Wschodzie także kasztanów i bukwi (owoców buka).

Chleb zaczęto wypiekać w młodszej epoce kamienia, około 12000 lat temu. Egipcjanie wynaleźli pierwsze piece i wypiekali ponad pięćdziesiąt gatunków pieczywa. Wielkie znaczenie dla produkcji chleba, który my spożywamy, miało wynalezienie metody zakwaszania pieczywa drożdżami ~ zaczynem oraz budowa młynów.

Chleb był głównym pożywieniem starożytnych Żydów. Akadowie (ludność semicka południowej Mezopotamii, od trzeciego tysiąclecia uważała spożywanie chleba za dowód kultury. Kulturalni ludzie jedzą chleb…

Wyrażenie jeść chleb znaczyło tyle co posilać się. Prośba o chleb znajduje się w modlitwie pańskiej Ojcze nasz.

Znane są piękne ceremonie dzielenia się chlebem. Dawniej chleb łamano, a nie krojono. Dwa kawałki chleba symbolizowały zgodę, wiarogodność tych, którzy je posiadali.

Przełom sierpnia i września to w naszej kulturze czas, kiedy dziękujemy za plony, za żniwa, dzięki którym mamy chleb. Dziękujemy najpierw Panu Bogu, za to że On – Pan Życia, dzieli się swoim władztwem z ludźmi, i dzięki temu mamy pożywienie. Dziękujemy ludziom, Rolnikom, producentom żywności, za ich wysiłek, włożony w dzieło pracy na roli, za ich powołanie do trudnej, nieraz bardzo ryzykownej pracy. Ale też jest jeszcze jeden ważny aspekt dzisiejszego świętowania. Gromadzimy się to jako Kościół, czyli jako wspólnota ludzi z Bogiem i Uświadamiamy sobie, że wszyscy siebie nawzajem potrzebujemy, że dzięki tej wspólnocie rodziny Dzieci Bożych, nasze trudy mają sens. Rolnicy produkują żywność, inżynierowie unowocześniają mechanizacje rolnictwa, biolodzy i botanicy uszlachetniają nasiona pod zasiew, a wszyscy ludzie pod słońcem są odbiorcami, nabywcami nie tylko chleba, ale w ogóle żywności. Zakłócenie tych zależności z reguły powoduje nerwowość, poruszenie, albo i gniew – czasem mocno przybierający na sile.

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że zakłócenie to pojawia się zawsze wtedy, kiedy zaczynamy myśleć o sobie samych, kiedy spuszczamy nasz wzrok ku ziemi, przeżywając zazdrość, napełniając się smutkiem, którego źródłem jest nasz egoizm, i źle ustawione priorytety życiowe. Te właściwe to bycie bogatym u Boga: bycie pokornym, miłosiernym, sprawiedliwym, współczującym, dającym zawsze kolejną szansę, miłującym człowieka ze wszechmiar – aż po ofiarę Krzyża.

W pierwotnym kościele, jak czytamy w Dziejach apostolskich – nikt niczego nie nazywał swoim. Chodzi o to, żeby to, co posiadam, nie przesłaniało mi drogi do Boga, do bycia bogatym przed Nim. To co mam, ma służyć wspólnocie tych, którzy ze mną ku temu samemu celowi zdążają. Inaczej mówiąc – jak trafnie zauważył abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki – gdy widząc potrzebującego nie pomagamy mu, jesteśmy wysłannikami szatana. Tych potrzebujących są niezliczone rzesze. Nie tylko spragnieni chleba, ale też prawdy, miłości, współczucia, wrażliwości, zainteresowania…

Każdy nasz dzień życia to sposobność spotkania z Chrystusem. Możliwość usłużenia Mu, wejścia z Nim w zbawczy dialog. Szczególny czas i okoliczności ku temu mamy dokładnie teraz, kiedy uczestniczymy w Eucharystii. Spoglądając na owoc pracy rąk ludzkich, patrząc na swe własne dłonie, zaglądając w głąb swych serc i dusz, dziękujmy dziś Zbawicielowi za ten czas, jaki nam daje, dziękujmy za pokarm, który praca rolników nam zabezpiecza, aby nasza cielesność była zdolna do wysiłków na rzecz gromadzenia sobie bogactw u Boga, a które to bogactwa mamy możność w pełni rozpoznawać i odważnie gromadzić, karmiąc się Ciałem Pańskim, Najświętszą Eucharystią, w Jedynym Źródle Życia, Prawdy i Miłości, jakie nam Chrystus zostawił w Kościele Świętym.

Opublikowano Dzieje, Słowa o Słowie, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Małpa Pana Boga, czyli zdań kilka o anty-typie Trójcy Świętej

Nieraz można się spotkać z twierdzeniem, że szatan to „małpa Pana Boga” w sensie, że Go małpuje, naśladuje nieudolnie, szyderczo, czyniąc to wszystko celem doprowadzenia człowieka do potępienia, do włączenia człowieka w swój dwór. Małpa z niego, co rekrutuje nowych członków trupy cyrkowej…

Wspominany w poprzedniej notce ks. Cz. Bartnik mówił o anty-osobie, jaką jest szatan. To jeden z przejawów tego małpowania Pana Boga. Jest wiele innych miejsc, w których podobny zabieg diabelski możemy dostrzec. Wszystko – jak pisałem wcześniej – by Boga wyśmiać, wyszydzić, wykpić a tym samym zaciemnić poznanie Boga człowiekowi. To są działania wojenne. Po prostu. Myślę sobie, że Sun Tzu, pisząc „Sztukę Wojny” miał chyba konszachty z kadukiem…

Ks. Bartnik poświęca nieco uwagi pokazaniu „Triady” szatańskiej – antyzbawczej Trójcy. Chodzi tu o pokazanie wymiaru społecznego szatana i złych duchów. Bo co do osobowości, to szatan jest samotnością, jednak co do natury (czyli celu, działania) jest wspólnotowy (vide „ moje imię to Legion; Joanna, żona Chuzy uwolniona od 7 złych duchów).

Ks. Bartnik przywołuje Apokalipsę Św. Jana Apostoła, jako jedyne miejsce biblijne, gdzie antytypu Trójcy można się dopatrywać. Są to: Smok (wąż starodawny), Bestia pierwsza i Bestia druga czyli Fałszywy Prorok. Każda z tych osób stanowi określoną zasadę zła społecznego.

Smok, wąż starodawny to źródło zła. Osobowe, negujące Boga jako prawdę, Dobro, Zycie, Miłość, Sprawiedliwość, etc. Oczywiście, nie ma tak, że człowiek jest pod przymusem do zła – bo jest ludzka wolność, życie w łasce, cnocie. Jednak odpryski tej relacji Smoka do Boga cały czas godzą w naszą ludzką naturę.

Bestia pierwsza to antyteza Syna Bożego. Antychryst. To ucieleśnienie zła w historii świata. To właśnie owe „małpowanie” czynów Syna Bożego. „Kultura tymczasowości” znakomicie obrazuje to o czym tu mowa. Jezus jest Tym, Który Jest – Bestia jest tą, która nie jest. (vide Ap 17, 8 – czyż nie widać tu wyraźnej sugestii, kim albo od kogo są ci wszyscy piewcy zagłady?) Pozorne szczęście, ucieczka w dezintegrację, to wszystko jest domeną Bestii pierwszej.

Antytezą Ducha Świętego jest Fałszywy Prorok, Bestia druga. To jakby osobowość złego ducha. Antykościół, kościół szatana, dosłownie – jego synagoga. Z całą jej liturgią, antykultem, zakłamaniem, krwią, śmiercią, etc. Rolą Bestii drugiej jest wnosić żywy obraz antychrysta. (zob Ap 13, 11-17; 14,9)

Proponowana przez ks. Bartnika triada to oczywiście teologiczna refleksja nad fenomenem zła i szatana w świecie. To co przedstawiłem notce to próba spojrzenia na zło, jego implementację w świecie i działanie polegające na antytwórczości, często, jak się zdaje, występującej pod płaszykiem postępu…

Być może w jakimś choćby delikatnym zakresie, da się wydobyć z tego co powyżej staranie o to, by nieco bardziej przejąć się przede wszystkim potężnym atakiem na świat wartości chrześcijańskich, które przez tysiąclecia kształtowały myśl i działanie wielu dziesiątków pokoleń ludzkich na świecie.

Opublikowano Biblia, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

O osobowości, niekoniecznie prawnej, szatana

Wraca jak bumerang wypowiedź generała jezuitów, o. Sosa Abascal, w której to wypowiedzi dla niektórych, znajduje się herezja i nie wiadomo co jeszcze. Ja bym na to tak nie patrzył, jako teolog. Na gorąco komentując wczoraj wypowiedź,  pisałem, że do tej pory Syn Boży stał się Człowiekiem – Osobą, że tak powiem 100 %Procentową. Diabeł wcielony to tylko kanwa horrorów i innym produktów pop kultury czy uszkodzonych duchowo ideologii.

Teologowie mają różne zdania co do przyznania „osobowości” szatanowi. Fakty są takie, że duchy czyste (substancjalne), jak i demony są rozumne, mają wolną wolę, inteligencję, więc i mogą wchodzić w relacje z innymi bytami wolnymi, rozumnymi, inteligentnymi, posiadającym substancjalną duszę. Na tym poziomie możemy bez wątpienia mieć pewność, że duchy dobre jak i złe są osobami. Zamiarem Boga było, ażeby duchy czyste dopomagały człowiekowi do spełnienia się eschatologicznego, to znaczy to pełnej wspólnoty z Bogiem. Część duchów zbuntowała się, za co została strącona do piekła – miejsca bez relacji z Bogiem. Można powiedzieć, że wspólnota z Bogiem wydoskonala, a brak jej upośledza stworzenie. Demony są więc samoupośledzającym się stworzeniem, które mając świadomość kim jest, ściąga ku sobie inne stworzenia, z którymi może wejść w dialog.

Co do osoby, jeszcze jedna rzecz jest warta podkreślenia: jedynie osoba ma zdolność popełnienia grzechu. Kto nie jest osobą, nie grzeszy. (ciekawe, czy to się przekłada na to, że w piekle nie ma zwierząt?) Też ważna rzecz: ludzka osoba nie ma słowa wiążącego na 100% – to, że odrzuca ktoś Boga nawet w godzinie zgonu, nie oznacza jego potępienia. Słowo zaś anioła taką moc ma. Warto więc cieszyć się z bycia człowiekiem!

Szatan to taka anty-osoba, byt-bez Boga, wcielone odrzucenie, jak określał go św. Jan Paweł II.

Jeszcze kilka słów o złu:

„Zło jest zakłóceniem relacji ku-osobowej. Samo w sobie nie ma natury, bytowości, samoistności. Jest jednak realne ze względu na swoje odniesienie do osoby i swoje znaczenie osiągane w osobie. W osobie może się okazać depersonalizacją, dezorganizacją, chaosem, bezkomunijnością, bezsensem, izolacją (szatan to absolutna izolacja)” ks. Cz. S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, Lublin 2000, s. 154 nn.

Człowiek staje się sobą tylko i wyłącznie w Bogu, poprzez relację z Nim. (Bóg Jest Mapą i Drogą) Jednak dar wolności pozwala na skłonienie się w kierunku relacji ze złem. (pojazdem jestem ja, i mogę wykonać fałszywy manewr powodując upadek w przepaść górską)

Naturę szatana znakomicie określa Św. Leon Wielki w 447 r, pisząc że zło nie jest substancją szatana lecz obciążeniem substancji, która z faktu, iż jest Bożym stworzeniem, jest dobra.

Ciekawa jest też kwestia ciężaru grzechu szatana. Wg np. Św. Augustyna grzech diabelski rezonuje grzechami śmiertelnymi nas, ludzi, przez co tworzymy społeczność jego „potomstwa”. Natomiast św. Tomasz z Akwinu uczy, że diabeł popełnił taki grzech, że podmienił on substancję jego osoby, co spowodowało, że zaczęły się inne grzechy, powiększające złość. I tu znów mamy powód do radowania się z bycia człowiekiem: dzięki temu, że jestem człowiekiem,  mam szansę na uzdrowienie kodu genetycznego swej duszy, by w godzinie zgonu rozświetliła się blaskiem światłości, której jej udzielił Bóg, i o którą światłość On nieustannie zabiega w naszym życiu, a czego ten wpis blogowy może być przejawem, w co ja akurat mocno wierzę!

Opublikowano Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Jak dać się zjeść a nie być zjadliwym?

Wspominamy dziś Św. Wawrzyńca, diakona i męczennika. Jako, iż żył blisko Jezusa, to zawsze wiedział co powiedzieć i w jaki sposób. Taka jest wartość dodana bycia przy Boskim Mistrzu. Że się częściej utrafi „istotę rzeczy”, wyrażając ja „w punkt”. Może i się to uda? Taką mam cichą nadzieję, a temat chodzi za mną od jakiegoś czasu.

Jest coś takiego, co się nazywa „Fontanna czekoladowa”. Non stop płynie w niej ciepła czekolada, wyłożone są nieopodal kawałki owoców, które nadziewa się na patyczki i oblewa pysznym smakołykiem. Taki owoc wtedy, nawet jeśli z natury jest lekko kwaskowaty, to zanurzony w czekoladzie nabiera nowej jakości.

Coś z tej fontanny czekoladowej da się zauważyć w naszym życiu. Bywamy nieraz nie tylko, że kwaskowaci, ale wręcz skwaszeni jak cytryna, i kwas ów roznosimy wokół. Albo gorycz, jak „kubańska pomarańcz”…  Ot, taki nasz charakter, sznyt. Wtedy potrzeba nam polewy czekoladowej, żebyśmy dali się zjeść, spożyć innym, a tym samym, byśmy nie byli zjadliwi. Fontanna czekolady jawi się wówczas nie inaczej, jak Źródło Słodyczy. Nasz Stwórca, oczywista! I więcej! Zbawiciel! I jeszcze więcej! Uświęciciel! Taka to Troista Fontanna, z Której płynie na nas słodycz łaski, dobra, prawdy, piękna, łagodności. Być blisko Niego, być w Nim rozmiłowanym, mieć w Nim utkwione swe oczy, serce, rozum… Dać się oblewać albo zanurzać w Jego łasce, świętości, dobru. Sposobów jest bez liku. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Jak ktoś nie bardzo jest na słodycze łasy, to może przykład gór bardziej do niego przemówi?

Bóg nas stworzył także z naszymi wadami, ale dając nam wolność, wyposażył nas w zdolność wspinania się z ich pomocą na wyższy poziom człowieczeństwa. Nasze wady, surowe oceny naszych wyborów życiowych, nasze błędy, złe doświadczenia są trochę jak wkute w skałę haki, łańcuchy, czy jakieś drabinki. Szpecą górę, ale czynią ją możliwą do zdobycia.

Opublikowano Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Zwierzęta też służą dziełu zbawienia

Miała okazję się o tym przekonać Pani Czubaszek.

Opublikowano Dzieje | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: o pogrzebie, studni i wielbłądach czyli o Miłosierdziu Bożym trochę inaczej

Zmarł mi kolejny parafianin. Pan Kazimierz, rocznik 1963. Niespełna rok temu pochował żonę, a teraz jego pochowali synowie.

Dobrą godzinę spowiadałem obecnych na liturgii bliskich zmarłego oraz parafian obecnych na pogrzebie. W oczekiwaniu na penitentów podczytywałem sobie świetną publikację, którą polecam gorąco każdemu.

Gerhard Lohfink, Jeśli nie na ziemi, to gdzie? Nieoczywiste myśli o Bogu i świecie, Poznań 2017. Książka powstała z zapisków, które prowadził autor, a które to zapiski to cytaty, czy refleksje z czytanym lektur bądź obserwowanych zdarzeń.

Trafiłem między innymi na taki krótki zapisek: Przysłowie z pustyni. „Ten, który wykopał studnię, będzie wynagrodzony za każdego wielbłąda, który się z tej studni napije”.

Pomyślałem sobie: no tak! Pan Kazik wykopał studnię swoim pogrzebem! Wielu ugasiło pragnienie spotkania się z Miłosiernym Panem przez spowiedź i Eucharystię. Efekt taki, że nasza świątynia grzmiała modlitwą, świadomym udziałem w świętych tajemnicach, w skupieniu i z zaangażowaniem.

W homilii mówiłem o naszym powołaniu do bycia ludźmi miłosierdzia. Byśmy sami w Miłosierdziu Bożym, w Jego kontemplacji się zatopiwszy, wydawali owoc uczynków miłosiernych w świecie, w którym żyjemy.

 Od wczoraj bodajże, w social media można natrafić na tzw „hasztag” #JestemLGBT

Różni ludzie lansują w ten sposób swoją bądź to przynależność, bądź gotowość to służby w promowaniu ideologii LGBT (ideologii, która promuje jako coś zupełnie naturalnego, zwyczajnego, bycie lesbijką, gejem, biseksualistą, transseksualistą). Nie mam zamiaru z tym dyskutować. Przynajmniej nie w tej notce. Wspominam o tym w jednym celu. Otóż, chciałbym zobaczyć, co mieliby ci ludzie od hasztagu #JestemLGBT do powiedzenia synom Pana Kazia, którzy to synowie w niespełna rok stracili obojga rodziców, co mieliby im do zaproponowania? Bo co do relacji zwrotnej, to nie mam wątpliwości, że Ci 3 chłopacy: Adam, Michał i Adrian mogliby dużo nauczyć beztroskich, kwestionujących porządek natury, ludzi, którzy próbują podważyć to, co  odkrył i w prostą regułę ubrał Święty Tomasz z Akwinu: dobro, to coś, co z samego faktu bycia dobrem napełnia naczynie, by potem z tego naczynia się rozlewać i napełniać sobą wszystko wokół.

Inny zaś święty, Patron dnia dzisiejszego – Ignacy Loyola odkrył równie ważną zależność, o której można poczytać np. w tym miejscu.

Powiem tylko krótko: tania, niskonakładowa przyjemność daje krótką pociechę, po czym zamienia się w gorycz. Ta zaś, która kosztuje przysłowiowe „krew, pot i łzy” nie dość że cieszy w czasie samego realizowania, to radością też napełnia po zrealizowaniu. Po prostu: dobre, jest zawsze dobre!

Panie Kazimierzu! Dobre czyny idą w ślad za Panem do Dobrego Boga. Zarówno te czyny, które Pan własnoręcznie powołał do zaistnienia, jak i te, które w czasie dopiero zaistnieją. Te kilka zdań, które napisałem, niech będą – daj Boże ! – jednym z tych dóbr, które za Pana sprawą, dzięki Pana współpracy z łaską Bożą, na tym świecie się pojawiły!

Opublikowano Aktualnie czytam, Dzieje, misericordiae watch, Słowa o Słowie, Słowo, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Celibat. Kolejna odsłona tematu 1

Jakieś siedem lat temu coś niecoś pisałem o celibacie już. Jako, iż niedawno widziałem w mediach społecznościowych jakieś wzmianki w temacie dyskusji nad celibatem, który w rzeczywistości religii katolickiej wiąże się z etosem życia duchownych oraz osób konsekrowanych, postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma refleksjami nad przezywaniem celibatu. Czynię to, oczywista, jako praktyk.

Nie omieszkam wspomnieć, iż irytuje mnie, kiedy świeccy, nie-celibatariusze, próbują mi Zycie ustawiać, albo uzasadniać, że celibat to zło. Bardzo Was proszę, skupcie się Kochani świeccy, nie żyjący w celibacie, na powiększaniu dobra waszych relacji małżeńskich, aniżeli na szukaniu zła w bezżenności. Nie przekonacie mnie do swoich racji, bo sam Boski Mistrz mówi jak jest, wspominając o „bezżennych dla Królestwa Bożego”. Przy okazji wspomnę na Ewangelię z dzisiejszej niedzieli, na perykopę, w której Jezus gości w domu Łazarza, i w którym to domu Marta uwija się jak w ukropie, by zrobić gościnę, a Maria słucha Jezusa, jest przy Nim. Pan pokazuje nam jasno metodę na życie dające satysfakcję i spełnienie: być blisko Boga, na miarę właściwości swego powołania. A wtedy wszystko będzie jak trzeba. Będzie nabierać właściwej dynamiki oraz optyki. Bo, ale to tak tylko bokotematycznie.

Celibat. „Mój celibat jest historią mojej miłości” – te słowa, które usłyszałem w czasie Pielgrzymki Zaufania w 2004 roku, jakoś wracają z większą lub mniejszą częstotliwością. Usłyszałem je od ks. Mariusza Jagielskiego. Ciekawe, może trafi na tę notkę? Daj Panie Boże! Te 15 lat temu słowa te dla mnie były zarówno wielkie jak i …. Nijakie. Trzeba było trochę pożyć, by odkryć przynamniej trochę z treści, jakie w sobie niosą.

Dziś tylko jedna myśl.

„Nie jest dobrze, by mężczyzna był sam” – pamiętamy te słowa z ks. Rodzaju. No i oczywiście, myśli wielu i języki zarazem też, biegną do argumentów, które skupiają się na małżeństwie i rodzinie. Oczywiście, jest to zasadne, ale nie jedynie słuszne. Bo na przestrzeni ST mamy różne „podejścia” co do rozumienia małżeństwa. Nawet wspominany w dzisiejszej Liturgii Słowa Abraham, miał zgoła inne rozumienie swe wspólnoty z Sarą. Chodzi o to, że Bóg prowadzi historię Narodu Wybranego a tym samym historię każdego człowieka. czyni to po dziś dzień. I kiedy w Jezusie Chrystusie, podnosi do godności sakramentu małżeństwo, ale też i kapłaństwo, to nadal interweniuje w historię powołanych. Nadal ją pilotuje, że niech mi będzie wolno się tak wyrazić.

Wybrałem drogę służby na wyłączność Bogu. W ten wybór wpisuje się celibat, czyli bezżenność i w związku z tym, wstrzemięźliwość seksualna. Są to konsekwencje wyboru u początków wyboru jego, jako sposób życia. To tak jak z jazdą autem i operowaniem biegami. Wrzuciwszy pierwszy bieg, nie da się poznać możliwości auta, nie operując lewarkiem skrzyni biegów. Oczywiście, jechać się da ale z czasem spali się sprzęgło, będą trąbić za tobą, i w ogóle, będzie słabo.  Krótko mówiąc – odkrywam celibat jako dar Boży, ciągle będąc zaskakiwany przez najwyższego. Czasem zaskoczenie polega na rozczarowaniu, które niekiedy trwa bardzo długo, aż wreszcie nadejdzie właściwe rozumienie – właściwe obroty, by wrzucić kolejny bieg.

Dwa przykłady zaskoczeń.

Pozytywne. Żyjąc bezżennie doświadczam ciepła rodziny moich parafian, przyjaciół, znajomych. Doświadczam ojcostwa duchowego, jestem wyczulony na zalety oraz patologie ojcostwa. A co za tym idzie, praca formatora ojców, np. w konfesjonale, czy na katechezie mam „materiał studyjny”.

Negatywne. Nie ma czasem do kogo ust otworzyć, wisi nade mną widmo dnia przeżytego o „suchym wikcie”, a prawdziwą masakrą jest dla mnie ogarnianie napraw np. odzieży, czy takich spraw, jak obszycie sutanny nową taśmą, czy nowymi guzikami. I wiele innych, bardziej złożonych kwestii, które niech mi i ewentualnie domyślnym, będą tylko znane.

Jednak okazuje się, że z głodu nie umieram, brudem nie zarastam, a i odzienie tez jakoś nie straszy widokiem. I nie jest tak, że ktoś to za mnie/dla mnie robi. Wiele nauczyłem się robić sam. Wiele też dobra doświadczam od Parafian, Przyjaciół. Bywały sytuacje, że – jak to się mówi – z nieba ktoś spadał z gorącym rosołkiem, kiedy przeziębieniowe drgawki mnie dopadały, a rozbicie gorączką demotywowało do przygotowania choćby prostego obiadu. Bóg nie chce śmierci grzesznika lecz chce, by się nawrócił i miał życie. I miał je w obfitości!

Owa „negatywność” jest tymczasowa. Pan lament przemienia w radość!

To tyle. Rad będę móc czytać Wasze komentarze. Powiedzcie, jakie Wy widzicie błogosławieństwo w celibacie duchownych i osób życia konsekrowanego?

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 9 Komentarzy

I choćby przyszło tysiąc twarzoksiążek i każda i w inne okładce, to żadna nie da rady ludzkiej, przyjaznej gadce!

Nie jeden już raz w notkach blogowych pisałem o tym, że Internet dużo dobrego w moim kapłańskim życiu pomógł zrobić. Zresztą, samo to, że pisze kolejne notki, motywowane jest tym, że Czytelnicy dają mi mobilizację, komentując teksty, stawiając w nich pytania, czy dzieląc się w nich swoim doświadczeniami. Ta notka powstaje dzięki pewnemu Panu Grzegorzowi z Twittera, który podpowiedział mi, by skreślić parę zdań n/t zatrzymania rzeczywistości słowa w kontekście budowania relacji, a nie planowania ich ich. Od razu podchwyciłem temat, ponieważ chcę się podzielić swoim doświadczeniem w tej kwestii.

Gdzieś od 2003, może 2004 roku sporo czasu poświęcam na angażowanie się w bytność wirtualną. Wpierw przez kilka lat było sporo forów internetowych. Ewangelizacyjne, policyjne, Fronda, Rebelia. Potem Fejsuk oraz Twitter.

Dało mi to dużo w dziedzinie samorozwoju, formacji własnej, poznawania różnych spraw dotyczących szeroko rozumianego życia.  Dało wiele korzyści wymiernych w postaci rad, porad, podpowiedzi, krytyki, wyjaśnień, etc. Super sprawa! Jednak to, co najwięcej mi sprawiło radości oraz zbudowania to żywe relacje, spotkania z osobami z drugiej strony łącza internetowego. Były to wpierw spotkania z pojedynczymi osobami, z czasem spotkania w szerszym gronie – zjazdy/zloty forumowe, a także spotkania z osobami, które pierwszy kontakt ze mną miały poprzez bloga.

Tu ukłony i pozdrowienia dla Przesympatycznych, niezwykle Dobrych i Gościnnych Ser i Dusz, których posiadające osoby bez wątpienia wiedzą, że to własne o nich!

Spotkania, o których wspomniałem mają niesamowitą wartość. Słowa wypowiadane do siebie twarzą w twarz, w określonych sceneriach, ubrane w emocje, uczucia, zapachy, dźwięki, kolory, mimikę, gesty – to po prostu coś, co jest niezwykłe i bardzo poruszające, wyzwalające dla mnie na ten przykład, w tej chwili nawet – tęsknotę, plany, by ją zamienić w radość spotkania.

Był taki moment, że znajomych na Fejsbuku miałem ponad 2 tysiące, jak nie więcej. Z czasem jednak dojrzałem do tego, by odchudzić to grono. Kierowałem się jednym kryterium: relacji noszącej co najmniej znamiona znajomości. Tak więc patrzyłem na to, czy się znamy realnie, albo czy rodziną jesteśmy, albo czy nas jakaś wspólna droga łączy: np wspólne „forumowanie”. Tak mi upłynęło parę lat. Jednak po jakimś czasie nadszedł moment kolejnego „przesiewu”: przyjąłem kryterium  interakcji wzajemnych. Tu proces trwa. Przyglądam się tam swoim reakcjom na aktywności znajomych, jak i sam przykładam wagę do tego, jak znajomi z mediów społecznościowych objawiają się na moim profilu. Dziś tych Znajomych jest niespełna 400, z czego myślę, że ponad połowę, znam osobiście, a przynajmniej choć raz spotkaliśmy się.

Jest parę osób, z którymi poznawszy się poprzez sieć WWW, udało się spotkać w rzeczywistości, a potem, dzięki Bożej Opatrzności, zaczęły się tworzyć relacje głębsze, zdążające w kierunku przyjaźni, o czym jestem głęboko przekonany. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie było objawienia się sobie poprzez słowo mówiono, wypowiadane na żywo, jak pisałem wyżej. Dla mnie jest to swoiste urzeczywistnienie prawdy teologicznej, że uczestniczymy w stwórczym akcie Boga, stwarzając relacje, których On dla nas potrzebuje, bo wszak żyjemy nie dla siebie , lecz dla Niego. Pan aranżuje okoliczności, a my niesiemy Jego przesłanie tam, gdzie On tego potrzebuje i w taki sposób, w jaki to zaplanował. A że Sam działa Słowem, to tez i naszym słowom daje moc. Niech Bóg będzie uwielbiony w osobach, które poznałem poprzez aktywność w mediach elektronicznych!

Opublikowano behawioryzm, Variae | Otagowano , , , , , , , , | 7 Komentarzy

O najbardziej niespodziewanym

Ty też sobie to mówisz? Że kiedyś było lepiej, normalniej, życie było bardziej znośne? Jeśli tak, witaj w klubie. 😉

Jak to się zaczęło? Wszystko stało się w drodze. Szedłeś sobie tą ścieżką ziemskiej egzystencji i nagle zostałeś uderzony. Być może nie fizycznie. Możliwe, że to sytuacja Cię przerosła. Śmierć, choroba, utrata czegoś bardzo ważnego… Albo nazbierało się w Tobie tyle tłumionego gdzieś wewnątrz bólu, że nie byłeś w stanie już iść dalej. O własnych siłach nie mogłeś już zrobić nic. Przeszedł kapłan i lewita, a Ty wciąż leżysz półżywy… Bo zostawili Cię ci, o których myślałeś, że są Twoją jedyną deską ratunku. Bo przeszły już te dni, co miały być przełomowe… A pozostała szara egzystencja i – ironicznie wyszydzany przez niektórych – ból istnienia. Ale Ty dobrze wiesz, czym on jest. Może też kiedyś uśmiechałeś się pod nosem na to hasło. Ale teraz już aż za bardzo masz świadomość, jak to jest.

W końcu pojawia się Samarytanin. To ktoś, od kogo nie oczekujesz niczego. Albo ta chwila w życiu, co nie zwiastuje nawet cienia szansy na zmianę. Ale jednak jest inaczej. Bo to właśnie ten moment, co ma Cię odmienić, i ta osoba, która ma Cię podnieść. Opatrzyć Twoje rany (nie tylko te fizyczne) i dać Ci to, czego naprawdę potrzebujesz. Choć Ty wcale się tego nie spodziewasz. Bo może to człowiek, którego nie lubisz. A może to nawet Bóg, do którego masz pretensje o swój stan…

Na mnie zupełnie nie działają teksty, nakazujące, żeby się nie przejmować. Więc Ci tego nie powiem. Życzę tylko Tobie i sobie, abyśmy potrafili przyjąć pomocną dłoń i prosić o pomoc, gdy jest taka potrzeba. I byśmy, mimo wszystko, nie tracili nadziei. Tak nam dopomóż, Miłosierny!

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Słowa o Słowie | Otagowano , , , , | 1 komentarz

O tym jak na wojenkę z masonami się wybierałem i co z tego wynikło

Miało być na wczoraj, ale trzeba było wpierw ważniejsze sprawy ogarnąć.

Gdzieś w okolicach roku 2000 trzeba się był zdeklarować na seminarium magisterskie, celem ukończenia WSD z tytułem naukowym. Przez moment było to seminarium z historii kościoła. Jednak szybko mi się „przechciało”. Ponowny wybór padł na teologię dogmatyczną. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie korciło, by pisać coś na temat masonerii. Promotor to wpierw podchwycił. Dał trochę czasu na kwerendę, by potem sformułować temat pracy. No i się zaczęło! Czytam ja sobie to, co szło czytać, co było w zasięgu, ale na kilometr to śmierdziało tanią sensacją, by nie rzec, że humoreską. Co więcej, zacząłem się łapać na tym, że wszędzie wokół mnie jest masa przejawów aneksji masońskich. Począwszy od formalnie oczywistych znaków na budynku dawnej loży w Elblągu, poprzez lokowane „All seeing eye” na walucie USA, skończywszy na Myszce Miki i innych bajkach Disneya, gdzie pojawiają się treści kojarzone z sekretnymi stowarzyszeniami około masońskimi.

Paranoja w czystej postaci! Ktoś, kto produkuje tego typu treści niewątpliwie ma w tym swój cel, i bez wątpienia nie jest to demaskowanie zła, lecz powielanie go, multiplikowanie wręcz. Pamiętam, kiedyś profesor Andrzej Nowak miał w Polskim Radio audycję poświęconą tajnym stowarzyszeniom. Z tego co pamiętam, to przekonywał, że nie istnieją na zasadach, jakich nam się to wmawia, poprzez aranże w stylu wręcz horrorowym. Jest to bardzo często wymysł ludzi, którzy przez taką „tajemność” albo naciągają innych na kasę, albo ukrywają prawdziwe, często niecne cele, odstraszając od siebie tych, co się zbyt im przyglądają, chcąc ich np. rozliczyć.

Koniec końców, promotor przekonał mnie szybko do zarzucenia tematów sekretnych stowarzyszeń jednym konkretnym argumentem: zbyt mała, czy wręcz niemal zerowa dostępność wiarygodnej literatury źródłowej oraz krytycznej. Porażka gwarantowana. Jeśli nie w trakcie pisania, to na pewno podczas obrony. Dałem odpór, z czego się bardzo cieszę, bo niezwykle wiele radości dało mi pisanie pracy o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej. „Człowiek jest wydarzeniem absolutnego samoudzielenia się Boga”. To jest moje życie, mój wybór, moja misja, której podporządkowuję swe życie! Bogu dzięki, że ten temat się pojawił, a ja go pociągnąłem.

Doświadczenia tamtego czasu w połączeniu z wiedzą teraźniejszą, doświadczeniem, obserwacją świata dużo mi dają dziś. Są pomocne w formowaniu siebie oraz innych. Uczą dystansu do świata mediów, polityki, ekonomii, ale także duchowości.

Nie każdy wie o tym, że środowisko, szeroko je ujmując chrześcijańskie – jest mocno zinfiltrowane przez różne frakcje, „antykamery”, działające niekoniecznie w duchu Ewangelii. Nawet nasze rodzime podwórko to objawia: Kościół Łagiewnicki, Toruński, co i rusz skandale z celebryckimi kapłanami, takie czy inne afery wewnątrz Kościoła hierarchicznego, itd., itp. Ludzie tracą orientację. Nie tylko świeccy, ale i duchowni.  Jak się ustrzec przed uwikłaniem w gąszcz wątpliwości? Nie ma jednego rozwiązania zapewne. Każdy powinien mieć jakieś swoje własne. Dla wierzącego to po pierwsze Ewangelia, i konfrontowanie z Nią słów, czynów i planów „wielkich tego świata”, jak i – a raczej nade wszystko – swoich własnych. Bo tylko mając w sobie niezmąconą wodę, będzie się czuło jej zapach na zewnątrz i do takiej samej, niezmąconej, będzie się chciało zdążać.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

„Bohaterom dzwony, tchórzom zęby dzwonią.”

Czytaliśmy dziś w kościołach:

Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą. Więc się ich nie bójcie. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie jawnie, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.

 Takie dwa moje skojarzenia w związku z tym fragmentem Ewangelii. Oba z sobą w organicznym związku.

  1. Nieraz się zdarza, że słyszymy od kogoś, albo i sami pytamy siebie lub kogoś: co ja mam teraz zrobić? Zwłaszcza, kiedy jakąś trudność się pojawia, nasz status quo zostaje zachwiane. Wtedy się tez pojawia panika, roztrzęsienie. Wchodzą ze swa złą robotą wątpliwości oraz lęk. Zapominamy, że Jezus wstępując do nieba, obiecał, że nie zostawi nas sierotami! Zostawił nam Siebie w Kościele: w sakramentach oraz w Słowie.

Dziś słyszymy, że nie przyjdzie na nas nic, czego byśmy się nie spodziewali. To wszystko, czego doświadczył Jezus, będzie w jakimś stopniu, ale zawsze – naszym udziałem.

  1. O tym co powyżej, miał okazję przekonać się na samym sobie, papież Pius XII, któremu osobista wojnę wydał Stalin, preparując życiorys Pacellego, obwołując go „papieżem Hitlera”. Stalin się jednak mocno zdziwił, że środowiska przychylne, doceniające heroizm Piusa XII „jawnie i na dachach” ogłaszali światu, co dla ratowania, zwłaszcza Żydów, uczynił ten święty już, Namiestnik Chrystusowy. Wspomnę jeszcze tylko, że Stalin, łamiąc sobie zęby na papieżu, który był poza jego zasięgiem fizycznym, odegrał się na wielkiej liczbie duchownych katolickich w Sowietach oraz w państwach satelickich Stalinowskiej Rosji. Między innymi na Węgrzech – kardynał Józef Mindszenty, oraz w Jugosławii – kardynał Alojzy Stepinac, w Polsce – kardynał Stefan Wyszyński.

Ciekawe, że polityka wobec Stalina i komunizmu  prowadzona i promowana przez H, Trumana, prezydenta USA, w czasach pontyfikatu Piusa XII oraz urzędowania kardynała Stepinaca, w głównej mierze polegała na tym, że przekazywać prostą, pokorną prawdę o komunizmie. Stąd ogromna rola mediów, dziś praktycznie historycznych herosów w walce z komunizmem: Radio watykańskie, Radio Głos Ameryki, Wolna Europa. Są to, wg mnie, owoce poddania się Duchowi Świętemu – Gospodarzowi Kościoła, Któremu zlecona została przez Jezusa Chrystusa troska o każdego z nas.

Tytuł notki to aforyzm p. Lecha Nawrockiego

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kiedy zaczniemy wywoływać soborowe klisze ?

Nieco spóźniona polecanka, cały czas jednak aktualna!

W kwietniowym numerze miesięcznika „W Drodze”, znajdziemy ciekawą rozmowę z liturgista, o. Dominikiem Jurczakiem OP nt liturgii Kościoła. (Dzieło całego Kościoła, 4/2019, ss 121-129)

W artykule znajdziemy krótką historię reformy Mszy Świętej. A przy okazji również wspomniane są okoliczności zmian, które nie do końca chyba powinny się były znaleźć – choćby sprawa łaciny. W dokumencie soborowym jest mowa o możliwości przyznania więcej miejsca językom narodowym, a praktyka jest taka, że one zajęły 100 procent „objętości” liturgii. Niezmiernie dla mnie ważnym spostrzeżeniem o. Jurczaka jest to, że żadnym rozwiązaniem jest powrót do przeszłości. Trzeba się wysilić, by wsłuchać się na nowo w głos Ojców Soborowych, wejść w ich myśl i zacząć ją realizować. Odrzucać na bok łatwiznę, a wznosić się ku temu co na wysokości. Zresztą, nie tylko gdy idzie o liturgię. Równie ważne jest to, że autor zauważa, iż reforma liturgii nie może być inspirowana dostosowywaniem się do współczesności, bo grozi to skrojeniem, liturgii na miarę wyłącznie ludzką, spłaszczoną. Liturgia ma być spotkaniem z Bogiem, nie z wyobrażeniem o Nim. Bóg jest Źródłem i Celem liturgii.

Ciekawostką dla mnie, która dzielę się tu z Wami, Szanowni Czytelnicy, jest pewien konkret z liturgii małżeństwa. O. Jurczak wspomina w artykule, że w reformie liturgii powierzchownie zostało potraktowane małżeństwo. Chodzi o to, że za bardzo podkreśla się prawny charakter przymierza, przy pominięciu faktu, iż najstarszym i centralnym elementem rytuału zaślubin jest błogosławieństwo, mocno rozbudowane, a mające swe miejsce zaraz po Modlitwie Pańskiej. Powiem szczerze, że to dla mnie nowość, zaskoczenie, odkrycie wręcz!

Świetnie puentuje ojciec Jurczak prymat kategorii prawnych nad pastoralno-teologicznymi, kiedy wspomina, że w naszych kuriach są komórki badające ważność małżeństw, bądź jej braku, przy jednoczesnym braku wydziałów d/d namaszczenia chorych.

Uważam, że choć jest w tym nutka sarkazmu, to jednak dotknięte zostaje sedno sprawy. Zbyt wiele  przykładamy wagi do prawa, kanoniczności, pewnych ram, z którymi nam zbyt blisko do ducha tego świata. W Kościele, zauważam to jako ksiądz, który sam temu też niestety ulega, zbyt często przedkłada się literę prawa ponad Ducha. I nie chodzi tu o laksyzm, rozluźnienie dyscypliny prawnej, o zarzucenie wymagań. Bardziej mam na myśli  ślepe podporządkowanie się ludzkiemu pragmatyzmowi, który nie ma podstaw teologicznych, zamiast autentycznego „sentire cum Ecclesiae” – współodczuwania z Kościołem, Który z całym stworzeniem „z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia”. Rz 8, 19-22

Podsumowując, o. Jurczak w całym tekście-wywiadzie z nim, konsekwentnie prowadzi Czytelnika ku Chrystusowi, Ku Któremu jest zorientowana liturgia, i Którego ma uobecniać. I to się nazywa bycie W Drodze! Towarzysząc współpielgrzymującym ku Wieczności w Bogu!

Opublikowano Aktualnie czytam, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Czy nawrócenie może się zacząć od kichnięcia?

Takie miałem wczoraj zdarzenie

Idę sobie do fryzjera. Z daleka, z parkingu, widzę, że po drodze będę mijał mężczyznę i  kobietę, którzy reprezentują Świadków Jehowy, stoją z materiałami propagandowymi, zamieszczonymi na charakterystycznym słupku-wózeczku. Nie mają zainteresowanych przy sobie. Mnie od nich dzieli ze 30-40 metrów. Idę przed siebie, w duchu modląc się dla tej pary o doświadczenie miłości Trójjedynego Boga, i pokój w ich sercach, o wolność od złych przywiązań.

Z modlitwą w sercu wchodzę na klatkę schodowa budynku zakładu fryzjerskiego. I wtem słyszę, jak rozlega się gromkie  Aaaaaa-Psiiik! Autorem „salwy armatniej” był Pan od ŚJ!

Czytaliśmy wczoraj w Kościele:

Bracia: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha. (Ef 2,19-22)

Aby mógł w nas zamieszkać Duch Boży, potrzeba wpierw wymieść z naszego wnętrza wszystko to, co przeszkadza zamieszkaniu Świętego w nas. Tak sobie pomyślałem, że to kichnięcie to niezły początek dla porządków w życiu człowieka. I choć miejsce w którym się to wszystko działo, „spaliną oddycha”, to wierzę, że nie tak widzi Bóg, jak widzi człowiek i że jeśli wola Bożą jest nawrócenie tego człowieka na chrześcijaństwo, to bez wątpienia się to stanie. Poczuwam się też do osobistej troski w tej sprawie, choćby jako odpowiedź na Ewangelię z wczoraj:

Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana”. Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. (J 20,24-29)

 Poza tym, niedawno czytaliśmy o tym, jak Jezus zabronił apostołom zesłać ognia na Samarytan, co dowodzi, że mieli oni taką moc. Ja – żeby było jasne – przypomnę, modliłem się o doświadczenie Boga żywego w życiu tych dwojga, a Pan sprawił kichnięcie. Samo wspomnienie tego zdarzenia wywołuje u mnie radość i uśmiech. Mam nadzieję, że podobnie było/jest w życiu tej dwójki od Świadków. Gdzie Duch Boży bowiem, tam też i radość!

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nawet z 4 liter wołu Bóg może wyprowadzić zbawienie

Parę dni temu spotkałem byłego parafianina, z parafii, gdzie stawiałem pierwsze kroki jako ksiądz. Ostatni raz widziałem się z nim z dobre 13 lat temu. Był mężem żonie i ojcem dzieciom, chyba dwoje ich mieli. Syna i córkę.

Prawdę powiedziawszy, gdyby nie kolega, to bym w ogóle nie wiedział, że to jest ten człowiek sprzed 13 lat. Okazało się, że nie jest już ze swoją ślubną, sakramentalną żoną. Nowa matka jego dzieci to kobieta, która jest może z 10 – 12 lat starsza od jego pierworodnej córki. Sposób zaś, w jaki poinformował mnie o fakcie rozwodu, głowę daję, mógłby świadczyć jednocześnie o stosunku do małżonki: prześmiewczy. Taki to był diabelski chichot, czy wręcz charkot… Zabolało mnie serce na to wszystko, smutek uderzył też dość mocno.

Wszystko to działo się w kontekście czytań mszalnych z minionej niedzieli, albowiem cały czas doskwierała mi posucha w natchnieniu do szukania tematu przewodniego na homilię.

  1. Eliasz powołuje Elizeusza na następcę w prorokowaniu Izraelowi.

Eliasz – prorok jak ogień, przyuczył niejako, wychował Elizeusza jako kontynuatora misji zachowywania w przytomności wiary i wierności Bogu Narodu Wybranego. „Klisza Boża”, jakiej był Eliasz posiadaczem, była wyraźna, bardziej niż jakakolwiek technologa choćby i 777000K! Elizeusz także niczym w tej jakości nie odbiegał.

Trudno się dziś dziwić, że tak wielkie mamy problemy z wiernością, wytrwałością, cierpliwością, panowaniem nad emocjami, tożsamością deklaracji i działania, skoro „klisza Boża” w nas tak bardzo zatarta, rozmyta. W rodzinach, pośród świeckich jak i duchownych, brakuje wyraźnie „utrwalaczy” cnót, postaw i zachowań, które by wywierały głęboki szacunek do tego, co święte. Rozwody, odejścia z kapłaństwa  – godzą te wybory w opcję fundamentalną. Może nie w sposób ostateczny, ale jednak naruszający fundamenty, jakie Bóg zakreślił w Dekalogu. Krótko mówiąc, to działania przypominające regulację jasności oświetlenia w pokoju, gdy są zasłonięte okna. W pewnym momencie jest ciemno jak w przysłowiowym Egipcie. Człowiek traci orientacje, i żyje jedynie wyobrażeniami. Nam zaś, katolikom, Kościołowi, potrzeba światła Prawdy! Potrzeba nam proroków jak ogień, na wzór Eliasza, Elizeusza i innych – na miarę społeczności takich, jak rodzina, czy to świecka, czy życia konsekrowanego.

  1. Lisy mają nory, ptaki mają gniazda…

Życie w bliskości z Jezusem to nie landszafcik! To bardzo często odrzucenie, nastawanie na życie, krew, pot i łzy! Im szybciej sobie zdamy o tym sprawę, tym lepiej dla nas i dla Kościoła. Potrzebujemy mieć cały czas w polu widzenia perspektywę Jerozolimy, Golgoty, Krzyża, zdrady, tłuszczy, tego wszystkiego, co znamy z Wielkiego Tygodnia. Oczywiście, nie musimy się porównywać z Jezusem, ale też i – z drugiej strony – nie powinniśmy się usprawiedliwiać, wybielać, że słabi, że mało wytrwali, że pełni wad. Wystarczy, że będziemy czujnie reflektowali nad samymi sobą, a reflektorem będzie Chrystus obecny w Słowie oraz we Wspólnocie.

Znam sporo sytuacji, kiedy to małżonkowie odeszli ze wspólnot i od dzielenia się w nich Słowem, by w konsekwencji odpłynąć na antypody Prawdy o sobie, o Kościele, o Bogu… Podobnie, gdy idzie o duchownych, czy osoby życia konsekrowanego. Ba! Widzę świat wokół siebie, nasze kapłańskie etosy. Gadamy, ale nie rozmawiamy, dotykamy tylko bardzo podskórnie spraw fundamentalnych dla naszego życia. A i nierzadko tej podskórności potrafi zabraknąć. Kto wie, czy rana przestępstw pedofilskich nie jest takim czasem, który według Bożej logiki, że z największego zła może Bóg wyprowadzić dobro – jest szansą czy wręcz czasem danym od Boga, by dać Mu się nająć, choćby na ostatnią godzinę dnia, by otrzymać zapłatę wg miary Boskiego Gospodarza.

Przyłożyliśmy rękę do pługa, by uprawiać glebę życia pod Królestwo Boże. Czy to na sposób małżeństwa, czy kapłaństwa. Odwracanie się od pługa, to odcięcie się od Celu i Sensu. Prosta droga do znienawidzenia siebie, drugiego oraz Najwyższego!

Panie Boże! Niejeden z nas tak żyje, jak Elizeusz przed powołaniem, że patrzy, na d**y wołowe i na placki, jakie z nich od czasu do czasu polecą na ziemię! Nieraz w nie wdepniemy i niesiemy ich fetor po ścieżce życia. Nikt od tego nie jest wolny. Prosimy Cie Panie, Boski Gospodarzu, wzmocnij w nas ducha i wolę, byśmy oczyma swych dusz widzieli i słyszeli Eliaszów, których nam posyłasz, by nas namaszczali na swych następców w służbie Tobie i Tylko Tobie!

Daj nam też silne ręce i ostry wzrok, byśmy nie tracili Ciebie jako Źródła i Celu naszych dążności i pragnień!

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Boże, naucz nas płakać!

W minioną niedzielę, w kontekście wyznania wiary w Jezusa jako Mesjasza, wyznania Piotra Apostoła – dodajmy, nie mogłem nie odnieść się do całej historii, która się wówczas wydarzyła. Zawiera się w Mt 16, 13-21. A potem też Mt 26, 31-34. 69-75. Czyli: po swym credo Piotr zaczął wchodzić w rolę Jezusa, zabraniając Mu oddawać życie. Dostaje za to naganę od Pana Jezusa: zejdź mi z oczu, szatanie! Upływają kolejne dni i miesiące przemierzania przez Palestynę, głoszenia Królestwa, czynienia znaków i cudów przez Jezusa. Aż nadchodzi Wielki Tydzień. Piotr znów wyskakuje jak Filip z konopi, znów go Jezus pionizuje, prorokując o jego zaparciu się Mistrza. Nie mija wiele czasu, i faktycznie, proroctwo się spełnia. Sekwencja wydarzeń. Pozornie luźnych, spontanicznych. Pozornie. Bo w kluczowym momencie Piotr wychodzi poza nieprzychylne  mu środowisko, płacze nad samym sobą. Możemy się tylko w wyobraźni doszukiwać, jakie obrazy mu się w sercu i przed  oczami wyświetlały.  To jest właśnie to – stanięcie w prawdzie wobec siebie i Boga oraz wspólnoty braci i sióstr w Wieczerniku, a nie Bóg jeden wie, gdzie. Dla porównania – Judasz rozkleił się wobec mocodawców, którzy spreparowali wyrok przeciw Jezusowi, czyli tam naprawdę, Judasz wyspowiadał się diabłu. Skutki tego były opłakane.

Stanięcie w prawdzie przed Bogiem, sobą i Kościołem jest życiodajne. Jest twórcze, pełne pięknego dynamizmu, porównywalnego z Duchem Pańskim, odpowiedzialnym za stworzenie uniwersum. Nawet, jeśli ma być opłakane, podlane łzami, to jest zbawcze i promujące dzieło odkupienia.

Miniony tydzień obfitował w łzy. W krokodyle łzy, dodajmy. „Płakano” stanowiskiem RPO, że zabójca małej Kristiny został aresztowany, pół nago, na boso, z rękami skutymi kajdankami zespolonymi. Co za paranoja! Gość brutalnie morduje dziecko, jest domniemanie nieobliczalności w jego zachowaniu, więc bez zastanawiania się dokonano aresztowania tak, jak dokonano. Ktoś nawet zadał sobie trudu w sieci, by przytoczyć konkretne przepisy w tym zakresie.

Według mnie, takie paranoiczne zarzuty może stawiać tylko ktoś, kto sam się lęka, że w jakimś momencie życia spotka go cos podobnego.

Jestem przekonany, że różne reakcje, jakie w nas wyzwalają różne zdarzenia, aranżuje Bóg, ku naszemu nawróceniu, ku umocnieniu naszych kroków na drodze do nieba. Szanowni użalający się nad aresztowaniem Jakuba A. – poznajcie samych siebie, zajrzyjcie w głębie waszych serc, i pozwólcie Bogu na wydobycie z Was Miłosierdzia!

W kontekście tej samej sprawy, w Polskę i pewnie w świat, poszedł piekielny rechot osadzonych, którzy odgrażali się, co zrobią Jakubowi A.  Wtórował im podobny rechot widzów materiału udostępnionego w sieci… Diabeł ma uciechę nie mniejszą, niż wtedy, gdy Judasz płakał przed nim… I niech mi ktoś powie, że media, to nie „synagoga szatana”…

Taka reakcja w kraju, w którym obywatele roszczą sobie niczym nieograniczone prawa do zwania się katolikami, wierzącymi członkami Kościoła?! Dla mnie to smutek dojmujący, poczucie porażki, że ciągle zaczynam od gleby…

Boże! Naucz nas płakać nad samymi sobą! W przytomności Ciebie, wobec Kościoła. Kościoła zranionego, w którym braknie od paru dni dziecięcej duszy, która już w tym świecie nie będzie świadczyć o Tobie przez dzięcięctwo…

Boże, naucz nas płakać nad chorymi, pogubionymi, z sercami spowitymi mrokiem, naszymi bliźnimi, których częstokroć albo zbywamy, albo wręcz ordynarnie odpychamy. A oni potem z tą skumulowaną agresją działają na zgubę swych dusz, dusz innych poranionych osób!

Bonus: Dar łez

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Jeśliś szczęśliwy, jako mi powiadasz, czemu mi na social media bana zakładasz?  

Jeszcze kilka słów odnośnie wydarzeń opisanych w notce powyżej.

Wczoraj zamieściłem kilka postów pod wpisem księdza, który poszedł mieszkać do bloku. Oberwałem z marszu hejtem od jednego, czy dwóch ludzi, którzy mocno trzymali stronę księdza. Sam ksiądz mnie zablokował na FB. To mnie zmotywowało do zabrania się za spisanie historii, w której sam uczestniczyłem i nie było to dla mnie przyjemne uczestnictwo, ale za to pouczające. Oto historia.

Kiedy szedłem na ostatni, jak później historia pokazała, wikariat, gdzieś tam mi w uszach brzęczało, że jeden z wcześniejszych wikariuszy, odszedł z kapłaństwa. Wieść niosła, że z uczennicą.

 [Tu od razu wyjaśniam, że nie jest to jakaś chora anomalia. Raczej zwykła niedojrzałość. Kiedy zostałem wyświęcony i posłany na katechezę, miałem skończonych lat 25. Moi uczniowie w klasach IV i V technikum mieli wówczas po 18, 19 lat. Uczniowie klas 1 LO byli ode mnie starsi o 8 lat. Więc różnica wieku nie była jakaś, hmmm, gorsząca.]

Ów ksiądz nie nabył się nim zbyt długo. Chyba niecały rok. Mocno jednak wrósł w krajobraz parafii, jak się okazało. Mocno się interesował tymi, których w sumie zostawił, by samemu poczuć się – sam nie wiem jak.

Próbowałem z nim rozmawiać. W czasie komunikowania się oświadczył mi, że jest szczęśliwym człowiekiem. Zachęcałem go, by – jak sam dobrze wie, że dobre jest to, co samo, z natury, udziela się na innych – podzielił się nim ze mną i poopowiadał, jaka jest istota tego jego szczęścia. Odciął się. Zamilkł na długi czas, by w pewnym momencie zaatakować mnie „systemowo”

I tu postawię kropkę odnośnie dalszych zdarzeń.

Według mnie, w tego typu sytuacjach jak ta, i wcześniejsze, widać jak na dłoni, że formacja w WSD leży w gruzach. Nie tylko w tym, że nie wychwytuje braków formacji ludzkiej, ale je utrwala. W historii, o której wspomniałem, koledzy świeckiej pamięci księdza nie reagowali na jego „wyskoki”.

Leży też dość mocno odpowiedzialność świeckich za Kościół. Milczą, gorsząc się między sobą danym księdzem, zamiast odważnie reagować na zachowania, postawy czy gesty, które niepokoją, czy może tylko budzą jakieś wątpliwości. Ksiądz to nie bożek, któremu się narazić to pewna zguba. Ksiądz, to przejaw miłości Pana Boga do człowieka, ale nie sam Bóg. Lud Boży wraz z kapłanami pielgrzymuje wspólnie do Wiecznego Jeruzalem, i wzajemnie ma siebie i wychowywać, i ubezpieczać na drodze, która jest pobłogosławiona, ale nie brakuje na niej też ludzkiej wolności, która „z dwóch stron doznaje nalegania”.

Patrzę na swoje życie. Na zakręty kapłańskiej drogi. Wielka ma radość z tego, że właśnie świeccy i do tego parafianie, zatroszczyli się o mnie, reagując w porę i dając tym samym „kopa” na przebudzenie z „gwiazdorzenia” w stylu, o którym dziś mi po prostu wstyd opowiadać.

Wszystkim świeckiej pamięci księżom, ale także i sobie oraz każdemu, poleca przemedytować fragment z 2 Sm 16, 5-13.  Nie ma się co unosić ucieczkowym chowaniem głowy w piasek lecz konfrontować siebie z Słowem Bożym. Szkoda mi każdego z Was, boli mnie serce, kiedy widzę na schorowanym organizmie Kościoła kolejne głębokie rany, które zadajecie waszymi postawami. Pamiętajcie, że dobro jest pokorne, a zło krzykliwe.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: mam nadzieję, że ja łomotu nie dostanę!

Ostatnie dni sporo dostarczają nam wrażeń. Nie tylko cieplnych, ale też duchowych. Zarówno tych wznoszących, jak i tych dojmujących. Te ostatnie zwłaszcza za sprawą wydarzeń związanych stricte z duchownymi.

Jeden ksiądz popada w kary kościelne ponieważ ma problemy z celibatem i jak marszałek Piłsudski, konwertuje na odłam protestantyzmu.

Inny obwieszcza w uroczystość Bożego Ciała, że oddelegowuje siebie od Pana Jezusa do boku swej Justyny.

Kolejny idzie mieszkać do bloku, a nie na plebanię, bo z bloku ma lepszą perspektywę do poznawania Prawdy i do poddania się jej wyzwoleńczej mocy.

Jeszcze inny ksiądz, zakonnik, popełnia samobójstwo przy pomocy broni palnej.

Boże! Nie umiem nie odnieść się do tego. Informacje do mnie dotarły, sam jestem księdzem, więc dotyczą mnie te zdarzenia, bo sam także jestem człowiekiem a w związku z tym, popełniam błędy. Ba! Nawet grzeszę! Dość często spowiadam się. To mnie trzyma w pionie i przy rozumie. I żeby było jasne – nie oceniam kapłanów, których wspomniałem wyżej. Dzielę się tylko swoim doświadczeniem życia jako duchowny, człowiek i grzesznik.

Spełnia się zapowiedź Jezusa o zgorszeniach i odstępstwach. Na naszych oczach. Panie! Przymnóż mi wiary! – modle się., I oto przychodzi odpowiedź z Nieba, wyrażona ustami jednej z parafianek.

Opowiadałem wczoraj moim wiernym o księdzu, co poszedł do kobiety. Dodałem też wzmiankę o reakcji ks. Kancelarczyka – prosząc mych parafian dokładnie o taką reakcję, o której ks. Kancelarczyk wspomniał w  swoim tekście: że w razie, gdybym ja moim parafianom taki numer odkręcił, to niech mi spuszczą łomot tym, co akurat będą mieli pod ręką.

Mało tego, zapytałem parafianek: powiedzcie proszę, czy gdybym miał kobietę, żył podwójnym życiem – pośród Was i z nią – to co? Wiedzielibyście o tym, czy nie? (przy założeniu, że bym się z podwójnym życiem ukrywał). A jedna z Pań mi na to odpowiada: proboszczu, byśmy wiedzieli szybciej, niż proboszcz!

Panie Boże wielkie zapłać za jej głos! Dobrze wiedzieć, że ktoś trzyma rękę na pulsie! O to mi właśnie chodzi! Jest łaska stanu, nie tylko zarezerwowana duchownym, ale dana każdemu wg zamysłu Bożego, żeby strzec depozytu wiary, nadziei i miłości we wspólnotach Kościoła. Tyle tylko, że nie zawsze z łaski tej korzystamy! A to z lenistwa, a to ze strachu, a to jeszcze z innego powodu. Już wiem, o czym powiem w kazaniu niedzielnym moim parafianom! Właśnie o łasce stanu! By współpracując z nią, chronili swoją wspólnotę parafialna oraz jej pasterza! Kto napomina grzesznika, ten nie tylko jego ratuje, ale i swoje konto wybryków zeruje.

I jeszcze jedna rzecz, przy tej okazji. Inna z moich Parafianek mówi: a bo przychodzą takie, pokazują za dużo, wodzą na pokuszenie i księża upadają…

OK., zgoda. Ale tylko pośrednio. Bo przepraszam bardzo, ale jako dorosły facet, przyjmując jako swój własny, etos celibatariusza, mam OBOWIĄZEK być odpowiedzialnym za ten znak przynależności do Boga. I zanim zacznę wymagać od innych, wpierw potrzebuje zdziałać to wszystko, co powinienem, by nie ulec pokusie, konkretnie, cudzołóstwa. Krótko mówiąc: każdy ksiądz wie jak jest i ma zadbać o to, by być odpornym na pokusy. Gdybym spowiadał kapłana z cudzołóstwa, to bym go szczegółowo dopytał, co robił dotąd na rzecz tego, by być mocno zbudowanym zamkiem warownym, chroniącym się przed pokusą cudzołóstwa. Nie jest łatwo. Ale i zamek w Malborku budowano kilkaset lat…

Kto stoi, niech baczy, by nie upadł, ostrzega święty Paweł Apostoł, a św. Piotr dodaje, że diabeł jak lew ryczący krąży, szukając, kogo by pożreć. Wiem, że wchodząc w przestrzeń tematów jak ten, ściągam na siebie i dopusty Boże ale i pociski rozżarzone z piekielnych haubic. Stąd też proszę Was, Czytelników, o Zdrowaś Mario w intencji mej czystości.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 13 Komentarzy

Maryja nadal obecna w naszym Ain Karim

Dziś święto Nawiedzenia Matki Bożej. Jednocześnie zakończenie nabożeństwa majowego AD 2019. Taka mnie myśl naszła, podzieliłem się nią z parafianami w homilii, podzielę się nią z Wami.

Bez mała 32 lata temu miałem swoją uroczystość 1 Komunii Świętej. Tak przed nią, dużo wcześniej, jak i po niej, też dość długo, praktycznie do zakończenia podstawówki, często chodziłem do kościoła: na majowe, czerwcowe, roraty, drogę krzyżową. To było coś zwyczajnego – ksiądz katecheta zachęcał, przypominał, że wierzący człowiek potrzebuje „nasiąknąć Bogiem, wiarą i wiedzą w obu kwestiach” przez uczestniczenie właśnie w tych celebracjach. Sporo nas chodziło, młodych. Ale też i dorosłych. Rozpalone kadzidło, asysta ministrantów, śpiewane litanie, pieśni kościelne. Wielu przedstawicieli rodzin przychodziło się modlić.

Kto nie mógł iść na modlitwę do kościoła, szedł pod krzyż/kapliczkę – i tam wzywał imienia Maryi, wychwalał Serce Jezusowe.  Takie było religijne tło życia na kilkusetosobowej wsi.

Jak się spotykaliśmy „w gościach” to się podejmowało tematy rozmaite. Pewnie też czasem dramatyczne, jak śmierć nagła kogoś i trudna wskutek tego sytuacja rodzinna, tragedia typu pożar, czy pomór zwierząt, Czarnobyl i przyszłość po skażeniu, etc.

Jednak niewiele było tematów typu: rozwód, rozwiązłość, szerzenie nienawiści. Rodzina, wydaje mi się, stała na dość mocnych nogach. Nie pamiętam z tamtego czasu nikogo w szkole, kto by miał rodziców rozwiedzionych. Były czasem patologiczne związki, tworzone przez osoby niedojrzałe, nie zaradne życiowo. Ale to był promil na tle społeczności.

Dziś obie kwestie wyglądają kiepsko. Na nabożeństwa w tygodniu przychodzi niewiele osób. Dzieci nie ma wcale. A przy rodzinnych spotkaniach tematy rozmów to materiał pod nie jeden proces o znęcanie się w rodzinie, czy na scenariusz dramatu obyczajowego. Zczłowieczeliśmy, zadamowieliśmy tak bardzo, że przebóstwienie, do którego droga wiedzie przez poddanie się przesiąknięciu Bogiem, stało się na obecny czas czymś, co wydaje się być jakby za pancerną szybą schowane, zamknięte.

Maryja brzemienna idzie do Ain Karim by usługiwać brzemiennej Elżbiecie. Jako, iż dzieło zbawcze Chrystusa cały czas trwa, tajemnice Jego posłania nadal się dzieją, Jego Matka, jako Figura Kościoła, nieustannie nawiedza nas, Lud Boży, którego figurą jest Elżbieta, pośród którego to Ludu, Pan nieustannie działa cuda. Maryja = Kościół zaś  pomaga nam tym cudem się zaopiekować, by został światu objawiony, i by sam światu objawiał wielkość i wszechmoc Boga.

Od jutra czerwcowe. W litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa będziemy wzywać Zbawiciela do naszych spraw. Wielość wezwań ku czci Jego serca niech nas zmotywuje do poddania się tchnieniu Ducha Świętego, Który może rozpalić ogień miłości Bożej, fascynacji nią w naszym życiu!

Opublikowano Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Lidia i Korneliusz biblijni protagoniści autorytetów społecznych

Czytaliśmy wczoraj w Kościele fragment z Dziejów Apostolskich, z którego dowiedzieliśmy się o chrzcie kobiety, imieniem Lidia. Kobieta ta zwróciła się po otrzymaniu sakramentu do Pawła i Barnaby: „Jeżeli uważacie mnie za wierną Panu, to przyjdźcie do mego domu i zamieszkajcie w nim”.

To się nazywa odpowiedzialność za wiarę! Dosłownie! Z całym „dobrodziejstwem inwentarza” a więc i z przekazicielami wiary włącznie!

Jako ksiądz, proboszcz w parafii, sam doświadczam podobnego stanu rzeczy. Gościnność moich parafian nie da się zamknąć w słowach. Nawet nie będę próbował się mierzyć z opisywaniem tego, czego doświadczam jako proboszcz od 3 lat, jako ksiądz – od 16 bez mała.

Ten fakt skłania mnie do refleksji w nieco innej materii, choć pokrewnej do tego, co swą postawą uskutecznia biblijna Lidia oraz co premiuje, czy docenia gościnność moich Parafian.

Otóż chodzi o to, za kim idziemy, kogo słuchamy, kto jest dla nas autorytetem. Kto i czym próbuje sobie zaskarbić możliwość ofiarowania mu miejsca w gościnie naszych 4 ścian?

Lidia, jak czytamy „Bała się Boga” oraz pracowała na chleb sprzedając materiał na odzienie. Wcześniej w Dziejach była mowa m.in.  setniku Korneliuszu, który też się bał Boga, modlił się i troszczył się o ubogich, dając im jałmużny. Wiele innych świadectw, podobnych do tych możemy znaleźć nie tylko w Piśmie Świętym, ale też już i w praktyce Kościoła poapostolskiego. Widzimy wyraźnie, z jaka mocą uderzają nas cechy charakterystyczne tych świadków Chrystusa – bo jako takich należy ich widzieć! Bojaźń Boża, rozmodlenie i praktykowanie uczynków miłosierdzia – to są atuty, które jakby intuicyjnie, podskórnie wyczuwamy i interpretujemy jako zachętę do roztoczenia opieki gościnności nad osobami, które z owych atutów korzystają.

Za nami wybory do parlamentu europejskiego. Warto popatrzeć na ich wyniki w kontekście tego co zawarłem w notce.

Za nami także ordynarny i bluźnierczy marsz w Gdańsku, z którego dumna była prezydent tego miasta.

Wreszcie, wokół nas, cały czas jest mniej lub więcej osób, które czymś żyją – w sensie, że nie tym, z czym nie mielibyśmy problemu, by to zaakceptować jako atut, czy powszechnik. Świetnie przestrzegał jakiś czas temu Witold Gadowski przed takimi osobami. Mówił cos w stylu: uważajmy, kiedy znani nam ludzie mówią nam o nie znanych nam sprawach (przekonując oczywiście nas do tych spraw). Mamy chrzest. Mamy wiarę, mamy jej przekazicieli; sięgajmy po narzędzia, które daje nam Chrystus w Ewangelii: bogobojność, rozmodlenie, uczciwa praca, troska o słabych, potrzebujących.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Krótki esej o śmiertelnych ranach mogących uśmiercić Kościół

Jak się powiedziało „A” , to teraz potrzeba powiedzieć resztę alfabetu 🙂

Raz, o. Bielecki, a pewnie i też nikt inny w momencie pisania wstępniaka do majowego wydania „W Drodze” nie miał najmniejszego wyobrażenia o tym, że od 2 soboty maja słowo „pedofilia”, wespół z „duchowieństwo” i „kościół” będą odmieniane przez wszystkie możliwe przypadki.

Dwa: wiadomo, że słowa Ota Madra to swego rodzaju „licentia poetica”, wyrażająca pewien wycinek rzeczywistości. Śmiertelna rana, jeśli nie będzie uleczona, stanie się przyczyną zgonu Kościoła w wymiarze osoby, czy grupy osób.

Żeby było jasne: pedofilia w kościele czy poza nim to barbarzyństwo. Nie może być miejsca na przestępstwa seksualne w ogóle, a tym bardziej, gdy idzie o najbardziej bezbronnych wobec tej formy przemocy: dzieci. Tyle tytułem rozjaśnienia tym, którzy zechcą szukać tak zwanej „dziury w całym” w tej mojej notce.

O co chodzi? O banał w sumie. O to, że tak jak nikt nie rodzi się alkoholikiem, czy narkomanem, tak samo też nikt nie staje się z urodzenia pedofilem, czy jakimś innym dewiantem. Zawsze to jest proces, który potrzebuje mieć podatny grunt do rozwoju. Takie mam przekonanie. Niech je potwierdzi albo zaneguje fachowiec. „Śmiertelna choroba”, sformułowanie O. Madra to także proces, który potrzebuje odpowiednich warunków brzegowych by się rozwijać. Temu procesowi na imię niewiara. To coś, co wg mnie, w kontekście życia osoby duchownej zaczyna się od zaniedbywania dialogu z Bogiem. To przejście z bycia powołanym do uskuteczniania rzemiosła. I co ciekawe, wcale nie trzeba zarzucać praktyk religijnych: sprawowania sakramentów, liturgii godzin, etc. Wystarczy tylko, że nie pozwolę Bogu, Który działa w tych obszarach, na prostowanie mego życia. Powtarzam: Mego życia!

I nie jest tak, że będę moralizował. Pisząc teraz ten tekst, pali mnie wstyd, że bywało, iż szedłem jak „krowa w buraki”, robiąc szkody niepomierne sobie i Kościołowi. Serio, jestem pierwszym adresatem tej notki!

Dużo jednak częściej w ostatnich latach, przynajmniej 10, widzę doświadczenia odwrotne. Mam swe wielkie i małe Magnifikaty, w których wielbię Boga za cuda, jakie zdziałał w moim grzesznym żywocie. Jednym z nich chcę się z Wami podzielić.

To było z jakieś 4, może 5 lat temu. Byłem wówczas 11 lub 12 letnim księdzem. W grupie kilku księży upomniałem starszego kapłana, że daje zły przykład młodym kapłanom i gorszy świeckich nieprzyzwoitą mową. Przyjął to, przeprosił chyba nawet, i później, jak pamiętam, trwał dość mocno w poprawie. Co mnie zdziwiło, to fakt, że przez całe lata nikt wcześniej nie reagował na zachowanie i teksty kanonika. Śmichy chichy, podkręcanie tematyki, itp. Nikt też, jak dotąd, do tej sytuacji nie wrócił. Wyobrażam sobie dzięki tej historii, jak się czuł Diogenes, kiedy chodził ze świeca w biały dzień i szukał człowieka…

Tego typu historie można by mnożyć godzinami w życiu nie jednego z nas, tak przypuszczam. Wolimy nie reagować, krygując się jak przysłowiowa pensjonarka, a tymczasem zło rośnie w siłę, jeśli jest nie napiętnowane. Jeśli nie będziemy naszym życiem pokazywać na Jezusa, Który Jest Królem naszego życia, to kamienie wołać będą! (zob. Łk 19, 40)

I jeszcze jedna rzecz, którą chcę poruszyć przy okazji tej notki.

Żyjemy w historycznym kontinuum. Pośród określonych ludzi. Tworzymy relacje, więzi, sieci powiązań. Oprócz twardych konkretów jest też zawsze pewne tło, swoista ”chemia” dobra, lub zła. I w bardzo wielu wypadkach ta „chemia” właśnie wraca do nas najszybciej w postaci konkretnych owoców – postaw, wyborów prezentowanych przez osoby, z którymi tworzymy relacje, naszych postaw i wyborów tak samo też, jako tych, które objawiają się innym. Nie należy tego ignorować, jak i też gloryfikować. Potrzeba jakiejś drogi środka. Tu trzeba oddać słuszność Św. Loyoli, który wspominał o tym, że każdy akt ludzki ma początek, środek i koniec. I że dążnością chrześcijanina winno być, ażeby wszystkie 3 etapy były dobre.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Mini-rekolecje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z Pamiętnika wiejskiego proboszcza: Drób Pana Jana

Grzegorzowi Kramerowi, jezuicie – dedykuję

Co miesiąc przychodzę z Panem Jezusem do Pana Jana.

Pan Jan hoduje drób. Ma go sporo: kury, kaczki, gąski.

Kiedy gaszę silnik auta, i zamykam drzwi by udać się do domu Pana Jana, cała hodowla praktycznie, zbiega się do bramki, do płotu. Lecą zewsząd, w oczekiwaniu na …? W sumie nie mam pewności… Lecą się przywitać z Panem Jezusem!?

Trwamy w radości paschalnej. Czytamy dzieje Kościoła apostolskiego, a w  nich to, że Kościół ów ZAWSZE przebywał razem. Wspólnota z Wieczernika i kolejni ochrzczeni trzymali się razem. Zbierali się jak drób Pana Jana, jako wspólnota dawać świadectwo o Tym, Który ich zawołał. Razem ponosili radości i troski bycia Kościołem. Wspólnie się radowali, ale wspólnie tez cierpieli, płakali, kiedy był tego czas.

Słuchałem sobie troszkę ks. Dominika Chmielewskiego. Wspomniał o kerygmacie Pawła. Wpierw jest to kerygmat „herosa”, „przecinaka”, ale po pewnym czasie jest to kerygmat „tańczącego z troskami”, który chlubi się Chrystusowym Krzyżem. I jako taki właśnie, spełnia całą wagę posłannictwa, jakie zlecił mu Chrystus.

Jeśli ktoś, w obliczu krzyża, doświadczeń, cierpienia, kryzysów mówi mi: chodźmy wspomóc tych, na których wychodzą z kijami jak na zbójców,  bądźmy z nimi w godzinie próby, módlmy się z nimi i za nich – to ja to przyjmuję jak ziarno Zbawcy, który przychodzi do mojej zagrody, bramki, czy płotu. I jak ta kurka, czy kaczuszka (sic!) Pana Jana, lecę, by zakosztować obecności, by się karmić, by oddać hołd.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Dobry Pasterz cały czas na fali!

Dziś w Kościele czytamy o tym, że poganom Bóg udzielił nawrócenia

Topowy przekaz dnia to wiadomy film wiadomego dokumentalisty. Nie mam zamiaru recenzować filmu. Obejrzałem go wczoraj, z paroma osobami porozmawiałem na temat filmu i problemu w nim poruszonego. Czytelnikom pozostawiam wybór decyzji, czy poświęcą 2 godziny na oglądanie, czy wybiorą inny sposób na zapoznanie się z przekazem. A może – jak też jakaś grupa osób, którą „zlokalizowałem” – nie sięgną po materiał?

W Ewangelii na dziś mamy kontynuację mowy Jezusa – Dobrego Pasterza, z 10 rozdziału Ewangelii wg Św. Jana. To rozwinięcie perykopy z wczoraj.

Daje Jezus Kościołowi wskazówki, po których będzie wiadomo, kto jest kto. Owczarnia Jezusa, członkowie Kościoła potrzebują mieć oczy utkwione w Jezusie, Bogu i Zbawicielu, nie w nikim innym. Kto ma więź z Jezusem, widzi ją, wyczuwa u innych. Rozmodlony przyciąga rozmodlonych, uczciwy – uczciwych, wytrwały – wytrwałych, etc.

Potrzebujemy iść za Jezusem, Dobrym Pasterzem – który dzieci błogosławił, dawał za przykład prostoty. Nasze oczy potrzebują być utkwione w Chrystusie, który FORMOWAŁ dorosłych! Im otwierał oczy, uszy; usprawniał nogi i ręce, odpuszczał grzechy! Ze dwa razy dzieci wskrzeszał do życia – i co ciekawe! Zaraz je przekazywał rodzicom!

Kochani, patrzmy na Jezusa! Miejmy Go na 1 planie!

Płacimy zawsze cenę za nasze błędy. Od zarania dziejów. Także dziś nie ma taryfy ulgowej za zaniedbania w utrzymaniu łączności z Bogiem: na modlitwie, w sakramentach, w wypełnianiu powołania, w wierności Ewangelii, a w niej Chrystusowi. Nasza fasadowość w postawach wiary, religijności wydaje owoce.

Brak trwania w Winnym Krzewie to równia pochyła do tragedii.

Kończąc: wspomniałem na wstępie o treści fragmentu z Dziejów Apostolskich w dzisiejszej Liturgii Słowa Bożego. Wierzę, że tło, jakim jest przekaz dnia, stanie się świetną okazją dla Pana Boga, by posłać Jego Ducha do serc tych, którzy póki co, dzielą jeszcze los biblijnych pogan, by Ten Duch usprawnił ich serce i rozum do dawania świadectwa prawdzie o Bogu, Który Jest Miłością!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 7 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: kilka refleksji z Medjugorie

Minął dziś tydzień, od dnia, kiedy doświadczyłem cudu. Polegał on na tym, że cięgiem, przez blisko 8 godzin, bez zmęczenia, głodu, ani innych przeszkód słuchałem spowiedzi ludzi z Polski, Ukrainy i Słowacji. Działo się to w Medjugorie. I od razu Wam powiem – tak: chwalę się! To było doświadczenie, którego nie zapomnę do końca mych dni.  Zresztą nie pierwsze! Wierzę, że nie tylko dla mnie, ale też i dla moich penitentów. Wiele mi Pan Jezus dał dowodów swej miłości do mnie, posługując się ludźmi, których posłał do spowiedzi do mnie. A byli to święci ludzie! Małżonkowie, dzieci, nastolatkowie, studenci, narzeczeni siostry zakonne, emeryci, przedstawiciele różnych profesji. Wszyscy byli u spowiedzi poprzednio najdalej z miesiąc, 6 tygodni wcześniej!

To jest dla mnie fenomen: Medjugorie, Lednica, Częstochowa. Boże! Te spowiedzi tam są przeżywane z wiarą, z głębokości serc i dusz płyną wyznania, żal, ból i radość ze spotkania ze Zmartwychwstałym Jezusem, Który przywraca życiu grzesznika! Co więcej, słucham siebie, w naukach, jakich udzielam spowiadającym się, i sam siebie pytam: skąd te słowa się pojawiają? Dlaczego ja takie zdania wypowiadam, że penitent doznaje jeszcze większego światła i jeszcze bardziej sięga do głębi swej duszy?

Zastanawiam się, w czym tkwi problem, że spowiedzi w naszych polskich parafiach, tych pobliskich, domowych, lokalnych, są takie powierzchowne, rutynowe, formalistyczne, że aż rodzi się obawa, czy są ważne, szczere? Gdzie popełniamy błąd my, duszpasterze, nie dostrzegając czegoś, czy sam nie wiem co…

Nie chcę być niesprawiedliwy, górnolotny, ale mam wrażenie, jakbym doświadczył w ciągu ostatnich tygodni zderzenia 2 Kościołów: Kościoła Wielkiej Nocy (Medjugorie) oraz Kościoła rozpierzchnięcia się spod Krzyża, na którym zawisł Dawca Życia (parafia, gdzie pracuję).

Przekazy dnia kończącego się tygodnia obfitują w treści, które wprawiają w mocny zawrót głowy: pedofilia w Kościele – ciąg dalszy, profanacje miejsc i oznak kultu Bożego, bezpardonowa i bezwartościowa zarazem polemika polityczna, nieetyczne zagrywki prasy brukowej – to wszystko stanowi tło życia nas, Polaków, katolików – którzy miast uciec się do Krzyża, plączą się rozproszeni, doświadczając co raz to i nowych zranień. W III tygodniu Wielkiej Nocy czytamy w Ewangelii o konieczności spożywania Jezusa w Eucharystii, bo bez tego nie będziemy mieć życia w sobie. Kilka razy udzielałem Komunii Świętej w Medjugorie, na placu, podczas Mszy Świętej. Jako jeden z kilkudziesięciu kapłanów…

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kilka refleksji nad wystąpieniem Pana z Liberte

Kolega mnie przekonał, że ten „performance” Pana Jażdżewskiego pokazuje w prosty sposób, iż ludziom potrzeba Orędzia Ewangelii w Kościele. Pragną go, jak psalmiczna łania pragnie wody ze strumienia!

Zapytacie pewnie: ale jak?

Odpowiem Wam. Dodam tylko, że nie do końca zgadzam się z poglądem mego kolegi, nie do końca ostro widzę jego argumentacje. Dlatego dzielę się swoją własną.

Tydzień temu byłem w Cenacolo w Medjugorie. Słuchałem świadectwa mężczyzny, gdzieś pewnie koło 40 tki. W osobnym wpisie podzielę się szczegółami tego, o czym mówił. Tu odwołam się do jednej tylko kwestii.

W Cenacolo muszą żyć ludzie prawdziwym życiem, bo po nie do Wieczernika przyszli. Jeśli we wspólnocie zacznie się pojawiać blichtr świata zza bramy, to ci, którzy ów blichtr poczuli, wrócą tam, gdzie sami w nim brylowali.

Przeczytałem sobie pobieżnie wystąpienie rednacza Liberte – pisemka o nachyleniu marksistowskim, żeby było jasne. Wynotowałem sobie kilka spostrzeżeń.

  1. Pan Jażdżewski na wstępie już porównuje się do Prince`a skandalisty i celebryty, który zakończył swój hazardowny żywot, jak można było przypuszczać, zbyt wcześnie. Poniósł konsekwencje hazardowności…
  2. Ubolewa także, oczywiście, w żartobliwy sposób, ale jednak wyrażonym formalnie wprost trudnym losem supportera – czyli takiej trochę „zapchajdziury”.
  3. Obawia się, czy SOP zadbał o to, by nie oberwał warzywami, jak nie spełni oczekiwań gawiedzi.
  4. Po tych 3 punktach wstępu przechodzi do odsłonienia przyłbicy, zza której na świat spogląda oblicze genetycznego marksisty, którego motorem napędowym jest walka klasowa, której apogeum jest walka z religią, a ostatecznie z Bogiem. Atak zaczyna od zacytowania Konwickiego, przechodząc potem swobodnie do perorowania osobistego w tej kwestii. Całkiem sporo miejsca temu poświęca. Nieproporcjonalnie dużo. Nie wie, zapomniał, albo nie przyjmuje do wiadomości, że agresja to domena słabeuszy i tchórzy. (Warto sobie tu poczytać o teorii komunikacji wyrażonej przez M. Rosenberga)
  5. Przechodzi do „ochów i achów” zachwytu wyrażonych dla feminizmu i tego, co w tę ideologię się wpisuje: aborcja, antykoncepcja, etc. To wg mnie konsekwencja tchórzostwa i dekownictwo. Znów się odwołam do praktyki duchownego. WSZYSTKIE kobiety, jakie dotąd spowiadałem z grzechu aborcji, były pozostawione samym sobie, lub też zmuszane przez partnerów do aborcji. Feminizm, i zachwycanie się nim przez mężczyzn, to młyn na wodę zrzucania odpowiedzialności, bycia niedecyzyjnym, niemęskim. Beneficjentem feminizmu są ZAWSZE mężczyźni.
  6. Rednacz Liberte wreszcie roztkliwia się nad rolą bycia projektantem przyszłości swoich dzieci, niczym romantyczny poeta. Ciekawe to! Bo krytykowanemu, czy właściwie oblanemu ściekiem inwektyw Kościołowi, duchowieństwu i wierzącym odmawia prawa do rządu dusz, sam po to prawo sięgając, jako projektant przyszłości swych pociech. Tupet? Pycha? Czy po prostu brak kontaktu z emocjami? Trudno mi jednoznacznie powiedzieć. Ale takie oto uwagi na myśl mi się rzuciły, pod wpływem lektury i słuchania Pana marksisty.

Mam wrażenie, graniczące z przekonaniem, o pewności, że Pan rednacz wywodzi się ze świata obaw i lęków. Mocno mu one towarzyszą, co słychać w nucie jego głosu. I tu znów wrócę do Cenacolo.

My, katolicy w Polsce pełni jesteśmy leków, obaw i uprzedzeń. Wstydzimy się naszej wiary, traktujemy ją instrumentalnie, chcąc się wybić, albo odegrać. Tymczasem jest nam dany Szczepan, diakon z Jerozolimy, pierwszy męczennik, wskazujący na konieczność dawania świadectwa o wierze w Zmartwychwstałego aż po śmierć, ale jest i Jezus, Chleb Żywy, do Którego wpierw wystarczy po prostu przychodzić, sięgać po Niego, by potem Go rozumieć, w Nim mieć odpocznienie. Dużo stosunkowo o Bogu mówimy, ale ciągle zbyt mało Nim żyjemy…

Panie Jażdzewski, ja Pana lojalnie informuję, jak człowiek człowieka, że marksizm to pseudonaukowa wersja satanizmu, jak rzekł był Jakub Wędrowycz w prozie A. Pilipiuka.

Jako zaś ksiądz mówię Panu i wszystkim tym, co mają poglądy podobne Pańskim: Bóg, którego albo nie poznaliście, albo którego z jakichś względów odrzuciliście, samych Was nie zostawi. Będzie się nieustannie Wami interesował, ale wam potrzeba „okularów” wiary, byście Jego troskę dostrzegli i przyjęli. O to się dla Was modlę.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz