Co nam mówią o wieczności „dziwactwa” XXI wieku?

Paręnaście dni temu widziałem gdzieś w Internecie oburzenie wypowiedzią J. Martina, jezuity, który jakoby miał łamać naukę Kościoła, twierdząc, że w niebie przywitają nas geje i lesbijki oraz że homoseksualizm to szczególny dar.

Nie mam zamiaru polemizować ani z internetowym publicysta, ani z jezuitą. Jedyne, co mogę i chcę powiedzieć w  tej materii, to jedynie to, iż wg mnie, ludzie, którzy nie są heteroseksualni oraz, którzy nie są ogólnie rzecz biorąc, poukładani moralnie oraz emocjonalnie w kwestii seksualności i płciowości to osoby cierpiące, narażone na nieustaną krzywdę, która będzie się wsączać w ich życie przez sferę płciowo – seksualną właśnie.

Chcę natomiast zwrócić uwagę Czytelników na nieco inna kwestię, ale też dotyczącą rzeczywistości zaburzeń, występujących w sferze psychicznej człowieka.

Czytam sobie książkę Pani Debory Sianożęckiej: „Eliasz. Kiedy nie chce mi się żyć, czyli depresja powołanego. Kapłaństwo widziane oczami kobiety”. Bardzo gorącą polecam książkę nie tylko duchownym. Także świeckim, którzy chcą jako rodzina czy jako przyjaciele towarzyszyć kapłanom w drodze do chrześcijańskiej doskonałości, nieraz naznaczoną cierpieniem depresji kapłana.

W swej książce Pani Sianożęcka porusza mnóstwo istotnych wątków, mogących pomóc w przewartościowaniu wielu spraw, czy też pomóc poukładać w logiczną całość sprawy, wydające się pozostawać bez związku. Pomaga jej w tym erudycja, bogactwo przykładów z literatury oraz psychologii, której sama jest absolwentką i z niej żyje. Przywołam w skrócie dwa przykłady, którymi Pani Debora się dzieli w książce.

Pierwszy dotyczy obserwacji archiwaliów jednego ze szpitali psychiatrycznych w Polsce. Skupiła się autorka na pacjentach pochodzenia żydowskiego. Zakres dokumentacji obejmował lata 1930-1947. Większość pacjentów to byli kupcy i handlarze, było tez sporo rzemieślników i robotników. Najmniejszą grupę pacjentów stanowili ludzie zajmujący się kultem religijnym (rabini, studiuj ący Torę czy Talmud). Spośród bez mała 600 mężczyzn, tylko 4 było hospitalizowanych z tej właśnie  grupy. Podobnie rzecz miała się pośród kobiet. Z ponad 700 tylko 4. Sianożęcka podsumowuje, „iż bliskość Boga nie mnoży chorób psychicznych i odwrotnie. Oddalenie od Niego utrwala w człowieku zaburzenia natury psychicznej” (str. 147)

Drugi jest nie mniej ciekawy.

Autorka publikacji powołuje się na stwierdzenie psychiatry, Rollo Maya, który ryzykuje twierdzenie, że chorzy psychicznie w kolejnych dekadach XX wieku przeczuwali wręcz proroczo zmiany zachodzące w całych społeczeństwach. May twierdzi, że „(…) artyści i neurotycy noszą w sobie konflikty, które dopiero co mają wybuchnąć w społeczeństwie, a więc wewnętrzne napięcie nosi w sobie cechy przewidywania tego, co dopiero pojawi się w skali globalnej” (str. 148). May w swej pracy pt Miłość i Wola pisał, iż osoby cierpiące na problemy ze zdrowiem psychicznym noszą na swych barkach ciężar konfliktów świata współczesnego, a w ich zahamowaniach i zmaganiach można odnaleźć problemy, które później wybuchną w całym społeczeństwie.

Podobna zależność daje się zauważyć w rozwiązłości, rozpuście i zboczeniach – wszystkie rosły równolegle do nazizmu w Niemczech.

W 14 rozdziale Ewangelii Jana, Jezus mówi:

15 Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. 16 Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela5 da wam, aby z wami był na zawsze – 17 Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie. 18 Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was. 19 Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie oglądał. Ale wy Mnie widzicie, ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie. 20 W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.

Miłowanie Boga to gwarancja bycia wyposażonymi w Ducha Świętego, Ducha Prawdy, koniecznego by być na właściwym kursie, ku Domu Ojca.

I tak jak nie da się na „pół gwizdka” i jednocześnie „bezstratnie” kochać samego siebie, tak też nie da się „bezstratnie” w obojętności a tym bardziej w nienawiści do kogokolwiek, przyjmować Ducha Świętego, Gwaranta Ojcostwa Boga. Tak więc powiem z całym przekonaniem: tak, potrzebujemy środowisk LGBT Queer – jak i też te środowiska potrzebują nas, wierzących w Chrystusa, Prawdziwego Boga i Prawdziwego Człowieka.

Nie chodzi o to, by teraz za wszelką cenę zajmować się tylko tym tematem. Raczej o szerokie spojrzenie, inspirowane prawdziwie Bożą mądrością, byśmy chcieli zapalać świece dające światło ku Prawdzie w Bogu, a nie byśmy sami chcieli być świecami. (por. s. 53)

Opublikowano Aktualnie czytam, behawioryzm, Dzieje, Lektury nie tylko duchowe, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 9 komentarzy

Orły czy kuropatwy?

Młoda kobieta weszła do sklepu. – „Czy mogę w czymś pomóc?” pyta sprzedawczyni. – „Tak szukam materiału na sukienkę, ale takiego, który przy każdym kroku szeleści!” – „Najlepsza będzie tafta. Mamy piękne, błyszczące kolory”. – „Kolor nie gra roli. Chodzi mi o to, żeby sukienkę było słychać”. Praktykantki stojące obok wymieniły zdziwione spojrzenia. Jedna szepnęła do drugiej: – „Powinna sobie jeszcze dzwoneczki przyszyć”. – „Tu mamy lila – odezwała się znowu sprzedawczyni – a może biały będzie pasował?” Młoda kobieta wybrała biały. Długo mięła materiał palcami. – „Słychać coś? – powtórzyła pytanie. – „Tak, tak – zapewniała ją sprzedawczyni – słychać wyraźnie”. Wzięłam, zapłaciła i wyszła. Po chwili w sklepie zorientowano się, że klientka zostawiła rękawiczki. Uczennica pobiegła za nią: – „Zapomniała pani czegoś. Bardzo przepraszam – dodała po krótkim wahaniu – ale jestem ciekawa, dlaczego chce pani koniecznie, aby ten materiał głośno szeleścił”. Usłyszała odpowiedź: – „Kupiłam go na suknię ślubną. Mój narzeczony jest niewidomy. Jeśli na ślubie nie może zobaczyć sukni, to niech chociaż słyszy i wie, że jestem blisko, obok niego”. /Ks. Zbigniew Trzaskowski – MAMY TAK DUŻO DO ZROBIENIA Współczesna Ambona 1999/

Analogia nasuwa się jednoznaczna. Ślepcy, to my, Oblubienicą jest Chrystus. On cały czas robi „szum” wokół nas. To szum z nieba, Duch Święty, Który został nam dany!

Jesteśmy niesieni jak na skrzydłach orła, a zachowujemy się nieraz jak kuropatwy.

Na szczęście mamy Kościół, który choć krytykowany i wyszydzany wręcz, nie przestaje być orlim gniazdem, z którego widać wszystko inaczej – bo w całości, a nie tylko wycinkowo. I to jest Dobra Nowina!

 

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Dlaczego konkubenci nie mogą być chrzestnymi?

Wyobraźmy sobie sytuację życiową: dziecko zachorowało i potrzebna jest krew do transfuzji. Wiadomo, że pierwszymi jej dawcami będą rodzice. Może się jednak zdarzyć, że oboje rodzice dziecka przeszli żółtaczkę, więc automatycznie nie mogą oddać krwi dziecku. Wówczas szuka się dawców zewnętrznych. Tylko w ten sposób jest szansa na zdrowie dla dziecka.

Teraz sytuacja właściwa dla tego wpisu. Rodzice mają być dawcami duchowej krwi dla dziecka, które zgodnie z ich wolą zostało ochrzczone, włączone w społeczność Kościoła. Czasem jest tak, że już na tym etapie jest słabo, rodzice zapadają na „duchową” żółtaczkę i potrzeba dawców zewnętrznych, by tłoczyli duchową krew swemu chrześniakowi – a nierzadko też, pewnie i jego rodzicom.

W sytuacji zaś, kiedy rodzice postępują zgodnie z tym co przyrzekali podczas chrztu, chrzestni są raz: „bankiem” duchowej krwi dla podopiecznego, dwa: „komórkami macierzystymi” dla całej wspólnoty rodzinnej i w sumie – każdej innej też.

Dlatego też nie podejmujcie proszę, rodzice zbyt pochopnie decyzji o tym, kto będzie chrzestnym dla waszych dzieci, a wy – potencjalni chrzestni, zbyt pochopnie nie gódźcie się na to. Jeśli w Waszym życiu nie ma zasadniczo miejsca na niedzielną Eucharystię, na spowiedź przynajmniej raz w roku, na codzienna modlitwę – proszę, odmówcie proszącym! Nie dajcie się złapać na „Dziecku się nie odmawia”, wszak to nie ono prosi, bo nie potrafi. Nie zaklinajmy rzeczywistości.

I jeszcze jedno – nie oszukujcie ani nie wymuszajcie na kapłanie groźbami, szantażami i nie wiadomo jak jeszcze niegodziwie, waszej woli. Wszak modlicie się – bądź wola Twoja! Poza tym, jeśli w klimacie grzechu zaczniecie budować życie duchowe małego człowieka, to dokąd ono zawędruje? Chcecie go z automatu wysłać na 40 letnią wędrówkę po pustyni?

 

Opublikowano Formacja Sumienia, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Raz, dwa trzy, Trójca Święta patrzy!

Co prawda, Święta Faustyna w Dz.325 pisze o Matce Bożej, ale jestem przekonany, że Obie Kobiety nie będą protestować, kiedy posłużę się niniejszą myślą, odnosząc ją do Trójcy Przenajświętszej:

W dzień Wniebowzięcia Matki Bożej nie byłam na mszy św. — pani doktor nie pozwoliła — ale modliłam się gorąco w celi. Po chwili ujrzałam Matkę Bożą w niewypowiedzianej piękności — i rzekła do mnie: Córko moja, żądam od ciebie modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy za świat, a szczególnie za Ojczyznę swoją. Przez dziewięć dni przyjmij Komunię św. wynagradzającą, łącz się ściśle z ofiarą mszy św. Przez te dziewięć dni staniesz przed Bogiem jako ofiara, wszędzie, zawsze, w każdym miejscu i czasie — czy w dzień, czy w nocy, ilekroć się przebudzisz, módl się duchem. Duchem zawsze trwać na modlitwie można.

Chodzi o to, że rzadko kiedy wielu z nas, chrześcijan, zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”, to cały czas dokonuje się to w Obecności Trójcy Świętej. Bóg, który Jest Trójcą, nieustannie w 3 Osobach działa, posyłając nam łaski, jakich potrzebujemy, by żyć w przyjaźni z Nim. Nie chcę w tym miejscu wyjaśniać relacji wewnątrztrynitarnych – ani teologicznie, ani pastoralnie ( to uczyniłem w poprzednim wpisie: https://pretremarc.wordpress.com/2012/06/22/ludzie-listy-pisza-jak-dziecku-mowic-o-trojcy-swietej ) Bardziej chce się podzielić świadectwem osobistym oraz pewnym spostrzeżeniem. Otóż, od jakiegoś czasu towarzyszy mi myśl, która staje się wręcz motywatorem do modlitwy, której osią jest właśnie Trójjedyny. Doświadczam łaski patrzenia na siebie „spoza siebie” niejako. Oczywiście, nie mam tu na myśli opuszczania ciała, innych dziwnych, nie mających uzasadnienia w praktyce życia chrześcijańskiego spraw. Wracają w pamięci sytuacje, osoby, wydarzenia, okoliczności, które wpłynęły na takie czy inne postawy w mojej bądź to przeszłości, czy teraźniejszości. Jedne są piękne, radosne, sprawiające, że cieszę się jak dziecko, które otrzymało wymarzone klocki, czy kolejkę; inne są takie, że krzywię się, jakbym wypił szklane octu a oblicze me płonie rumieńcem wstydu. W pierwszej grupie zdarzeń, widzę jakby podświadomie, czy raczej duchowo, że ta moja radość nie ma we mnie źródła, lecz  przychodzi z zewnątrz, jak promienie słoneczne na trawę ozdobioną rosą. Druga zaś grupa zdarzeń z przeszłości (dalekiej, jak i tej najświeższej) jest jeszcze bardziej dla mnie niesamowita. Jest bowiem tak, że jak narobię „kwasu”, i się rozsmucę, albo i rozzłoszczę na siebie, za swoją głupotę, grzech, za NIE powiedziane Bogu, to pierwsze co mi się na myśl w tym kotle emocji i uczuć objawia, to fakt, że Jezus nie czyni mi wyrzutów, nie narzeka na mnie, nie psioczy. Drugie zaś, zaraz za tym, to plan, jak i kiedy dotrzeć do spowiedzi, bo wiem z praktyki, że to jest skuteczna droga do stanu radości, cieszenia się tak naprawdę Bogiem przecież, a nie „cukierkami”, jakie daje. Dziś tych „cukierków” otrzymałem spory kartonik! To tyle, jeśli idzie o świadectwo kapłańskiego wzrastania, dzięki powracaniu do Trójcy, Która Jest Miłością i Nią mnie nasącza. Obym był jak najbardziej chłonny!

Co do spostrzeżenia – ono się zasadniczo wiąże ze świadectwem.

Często spotykam się z twierdzeniem (a raczej, wg mnie – mniemaniem): proszę księdza jak tu się modlić, skoro tyle upadków, porażek, zniechęcenia we mnie. Wówczas odpowiadam tak mniej więcej: módl się tym, co masz. To, co wg Ciebie jest niczym, nie jest takim wg Tego, Który Cię tu dziś do konfesjonału przyprowadził. Wyznałeś to co wyznałeś, to teraz przyjrzyj się, przysłuchaj, co Bóg ma Ci do powiedzenia w związku z tym. Mówisz: upadek. Módl się: upadłem, potłukłem się, złamałem rękę. Ty Boże byłeś, widziałeś! Jesteś Miłością, Samarytaninem, Lekarzem – czemu stało się tak, że mam gips? Że na duchowe L4 trafiłem? Jeszcze raz zachęcam do zasłuchania się w te słowa Matki Bożej do Św. Faustyny:

(…) żądam od ciebie modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy

Duchem zawsze trwać na modlitwie można

Opublikowano Biblia, Mini-rekolecje, Modlitwa, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 30 komentarzy

Miłość po cenach dumpingowych

Czasy, gdy przekupnie na targu w Konstantynopolu rozprawiali o unii hipostatycznej minęły raczej bezpowrotnie. Czego nam dziś potrzeba?

Myślę, że chyba refleksji cośmy uczynili z miłością, którą Jest Bóg i którą ofiarował nam. Czy zbytnio jej nie zdumpingowaliśmy…

Zapraszam do lektury tego tekstu:

http://laboratorium.wiez.pl/2017/06/09/duch-swiety-i-multi-kulti/

Opublikowano Aktualnie czytam, behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z Pamiętnika wiejskiego proboszcza: o 500 leciu reformacji – nieformalnie

Robert Lewandowski, nasz rodak, ale i tez np. Zlatan Ibrahimowic to ludzie piłki nożnej, ludzie którzy mają coś do powiedzenia w jej temacie, jako praktycy strzelania bramek, organizowania akcji kończących się wynikami mistrzowskimi. Wielu młodych ludzi inspiruje się tymi wymienionymi piłkarzami, ale też wieloma innymi. I dobrze. Autorytety zawsze są w cenie!

Spróbujmy jednak wyobrazić sobie taką oto sytuację – dla celów czysto, powiedzmy, ćwiczebnych, poglądowych.

Obaj gwiazdorzy futbolu doznają uszczerbku na swym ciele. W wyniku wypadku tracą palce u nóg, stopy, czy całe nogi. I co w związku z tym? Teraz wszyscy, którzy wpatrzeni byli w nich, jako sportowe, piłkarskie autorytety, poddają się operacyjnemu okaleczeniu, by solidaryzować się z wirtuozami strzelania bramek? Tworzą nową gałąź piłki nożnej, dla stworzenia sobie jakiegoś szczególnego komfortu bycia w poczuciu solidarności z mistrzami?

Oczywiście, że nie ! Myślę, że sami piłkarze by głośno zaprotestowali w tej sprawie.

Dlaczego taki przykład? Co chcę wyrazić z jego pomocą? Już odpowiadam.

Każdy z nas startuje w zawodach. W zawodach życia. Dla nas, chrześcijan, ten fakt ma dosłowne odniesienie w Biblii, Święty Paweł Apostoł powołuje się na zapasy oraz na biegi, opisując wysiłek życia człowieka, który zainteresowany jest zbawieniem. Zapaśnik musi rezygnować z wielu spraw, by móc skupić się na wygranej, biegacz zaś jako jeden z wielu, tak jak i oni, chce wygrać, ale wie, że wygrana jest tylko jedna. Tak więc musi dokładać wszelkich starań, by wygrać. Ten, kto przegra, jest po prostu przegrany. Odpadł. Nie tworzy swoich zawodów, spartakiad, itp. Nie ma już po co. Bieg życia, plansza zmagań z pokusami, wadami, samym sobą trwa, póki oddychamy. I dopóki ten stan jest nam dany, mamy możliwość udziału w wyścigu, zawodach, które dają satysfakcję. W zmaganiach, które będą kształtować naszego ducha, charakter i odniesienie do Boga. Tworząc zaś nowe „Golden League”, czy „Mundiale” narażamy siebie i innych na wypłukanie się z ziaren nasienia Bożego.

 

PS: wpis zrodził się dzięki inspiracji pewnego bliskiego mi człowieka, któremu na imię Jacek.

Opublikowano Dzieje, Mini-rekolecje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O dwóch lotniskowcach spod jednej bandery

Czytania z dziś  – zapraszam do lektury. W notce do nich bowiem się chce trochę odnieść.

Przed południem zobaczyłem na Twiterze ostrą dość wymianę zdań między moimi dwoma wirtualnymi znajomymi kapłanami.  Jeden z nich zamieścił ten oto tekst, drugi zaś mu zarzucił, że głosi Ewangelię bycia biernym wobec zła.

Pomyślałem sobie – ciekawe, co dziś Słowo niesie Sobie za treść. Patrzę, i czytam: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham.

Nie mam wątpliwości, że obaj moi koledzy kochają Pana Jezusa, i przekładają to na swoją codzienność. Ja osobiście ich podziwiam, inspirują mnie, uczę się od nich postaw kapłańskich. Jednak widzę, że w tym konkretnym miejscu, zresztą nie po raz pierwszy zadziałał afekt. Na jakim tle, nie moja rzecz w to wchodzić. Ale afekt poszedł. Oberwał człowiek, a nie diabeł. Utwierdził mnie w mojej obserwacji o. Salij, w tym tekście.

Maćku, Grzegorzu! Ten fragment jest kluczowy: Otóż zauważmy najpierw, że oba konkretne przykłady, które podaje Chrystus Pan, dotyczą nie zła wyrządzanego komuś, ale zła, które jest wyrządzane mnie. To bardzo istotny szczegół.

Słowa Angaelosa są wyrażeniem przekonań konkretnych ludzi wobec konkretnych wydarzeń. Oni, mimo cierpienia, mają nadal siłę kochać. Są zdolni do miłości swoich nieprzyjaciół, wierząc, że Bóg zwycięży w ich życiu, wyrwie ich z fanatyzmu, nienawiści i innych demonicznych trucizn. Nam można się tylko modlić o taką postawę serca. Waląc afektami miedzy sobą, z góry skazujemy się na niemożność a już na pewno na dużą trudność w jej budowaniu.

Dziękuję Panu Bogu, że poznałem Was w bezmiarze internetowych fal, pośród których jesteście dla mnie osobiście lotniskowcami, na których można wylądować, uzupełnić zapasy paliwa na dalszy lot z Bogiem ku ludziom i dozbroić się przeciw złemu. Dzięki Waszej „nawalance” spotkałem dziś Jezusa Chrystusa. Dzielę się tym spotkaniem z Wami i z Szanownymi Czytelnikami bloga.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Słowa o Słowie, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Gender to przejaw najstarszej herezji chrześcijańskiej

Jako, iż pora późna a temat ważny, to posłużę się fotokopią z dzieła G. Weigel`a, Katolicyzm Ewangeliczny, Kraków 2014, s. 74

Opublikowano Aktualnie czytam | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Zagłodzić piekielne harty porzucenia

Wczoraj wieczorem napisałem na Twitterze:

Komentarze nie pozostawiają wg mnie złudzeń: trafiony-zatopiony!

Spójrzmy na dzisiejsze Słowo Boże:

Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać. ((J 16,20-23a))

Dziś na ulice polskich miejscowości znów wyruszył #CzarnyProtest, by bronić „fundamentalnych praw kobiet”. Ta rzekoma „obrona” polega na robieniu hałasu, by pod jego maską ukryć ból porzucenia, bycia wykorzystywanymi, z których to doświadczeń emocje stanowią doskonały wikt dla złego. Tak „treściwy” wikt, że nie potrafią uczestnicy tego typu wydarzeń, czy akcji, wypowiadać swego stanowiska, jak tylko za pomocą wściekłego, jakby potępieńczego ryku.

Diabeł wie doskonale, że jego miejsce jest pod krzyżem, że tam finalnie skończy. Nie ma zatem lepszego sposobu na przeżycie naszego czasu smutku, płaczu i zawodzenia, jak tylko ofiarując to wszystko, przez Maryję – Najlepszą z Matek, Chrystusowi, prosząc Go, by dodawał nam cierpliwości, pokory i mądrości w  oczekiwaniu na wypełnienie Jego obietnic.

Wkraczamy w ostatni tydzień maryjnego miesiąca maja.  Wzywajmy wstawiennictwa Maryi, by wyjednała nawrócenie serc zgorzkniałym feministkom i poranionym, zaślepionym egoizmem, wspierających ich mężczyzn.

 

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Słowa o Słowie | Otagowano , , , , , , , , , , | 16 komentarzy

Czy da się sprawdzić czy jest się opętanym?

„Modlitwa sprawdzającą czy jest się opętanym” – posługując się takim zapytaniem, ktoś trafił na bloga „Verum elevans hominem”. W ciągu ostatnich lat zauważam, że wzrasta liczba ludzi interesujących się powrotem do Miłującego Ojca, Który nie ocenia, lecz jest Miłosierdziem, Przebaczeniem a nade wszystko Uzdrowieniem i Sensem życia.   Jest napisane w Biblii, że kto szuka, ten znajduje, kto kołacze, temu otworzą. Bóg jest Prawdą i sprawia, że Jego obietnice mają swe spełnienia. Dzieje się to na setki tysięcy, jeśli nie milionów sposobów. Wierzę, że obecność duchownych, w tym także moja, w przestrzeni wirtualnej, a także zakrojona na szeroką skalę misja ewangelizacji w Internecie przez różne wspólnoty osób świeckich wpisuje się właśnie w realizację tych Bożych sposobów na sprowadzenie ludzkich dusz na pokład Zbawienia.

Tyle, co do wstępu. Pora na konkret, na zajęcie się zapytaniem, kogoś, kto szuka odpowiedzi, rady, wsparcia.

Bez pomocy Ducha Świętego nie jesteśmy w stanie wyznać, że naszym Panem jest Jezus Chrystus. To jest fundament biblijny. Nie chodzi oczywiście o wypowiedzenie tych słów, lecz o rzeczywistość idącą w parze z wypowiedzeniem ich. Jeśli Moim Panem jest Jezus Chrystus i jeśli wyznaję to z wiarą, to wówczas nie mam problemu z posłuszeństwem Bogu w Kościele. Bóg bowiem związał się z rzeczywistością Kościoła, by człowiek miał widoczny, spójny punkt odniesienia w swoim życiu, by nie błądzić, lecz w sposób uporządkowany, zaplanowany zdążać do celu, jaki wyznacza Pan Jezus: Droga do Domu Ojca. Jest więc zatem dany nam kolejny probierz wolności, bądź jej braku, gdy idzie o bycie bądź nie pod wpływem złego ducha – trzymanie  z Kościołem. Są to przede wszystkim: modlitwa we wspólnocie z Kościołem, przyjmowanie sakramentów świętych, odczytywanie i interpretowanie Pisma Świętego, stosowanie się do wskazań ewangelicznych, etc.

To tak pokrótce w temacie „sprawdzania”, które miał na myśli pytający. Po więcej musiałby się zwrócić do egzorcysty. Jednak, jakby uprzedzając sprawę, powiem tak: nie ma takiej potrzeby. Zły duch, gdyby opanował, zniewolił kogoś, to raczej by nie pozwolił nawet na pomyślenie o tym, by jego ofiara mogła rozważać, czy jest opętana czy nie. Znacznie częściej niż opętanie występują zwyczajne pokusy, które, jeśli nie są zwalczane, pozwalają na oddawanie pola przeciwnikowi, i krok po kroku anektuje przestrzeń wolności swej ofiary, by ja opętać np. w godzinie śmierci, by kiedy już dusza nieszczęśnika jest słaba jak, nie przymierzając, nitka suchego makaronu, doprowadzić do jej złamania, polegającego na tym, że mówi Bogu NIE na dar zbawienia. Wzgardza nim.

Puentując: zamiast poszukiwać tego, co w zapytaniu, lepiej skoncentrować się na Jezusie Chrystusie – czy jest moim Panem Zbawicielem oraz na swojej relacji do Kościoła. Poza nim bowiem, nie ma zbawienia – w odniesieniu do tych, którzy w nim byli, ale porzucili z jakichś względów – bo oto chodziło autorowi tej myśli, św. Cyprianowi.

PS: Poniżej podaję linki do wpisów poświęconych dość szeroko tematowi działania złego ducha, kryteriom rozeznawania z czym mamy do czynienia.

Kryteria rozpoznawania opętania i (lub) dręczenia demonicznego

Kryteria rozeznawania działania diabelskiego: zniewolenia i opętania

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Formacja Sumienia, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 2 komentarze