Zło bez ekspiacji nadal niesie śmierć

Wczoraj w #WartoRozmawiać była mowa m.in. o Stanisławie Leszczyńskiej,  położnej, która odebrała ponad 3000 porodów w Niemieckim Obozie Zagłady, Auschwitz-Birkenau. Wszystkie dzieci urodziły się żywe, „garnące się do życia”, mimo głodu, smrodu, robactwa i zarazy.

Postać położnej to  biografia niemniej niesamowita, jak rotmistrz Pilecki. Warto sobie o tej kobiecie poczytać. Poza tym, jej krewna niebawem ukończy film poświęcony p. Stanisławie. Film będzie nosił tytuł „Położna”.

To, co mnie jednak najbardziej poruszyło, to konstatacja, do jakiej doszedłem,  iż kto sieje śmierć, ten śmierć zbiera. Polityka polityką, mili moi, a opatrzność Boska Boską opatrznością. Te wojny, zawieruchy i inne konfliktowe, wielkoskalowe tarcia to nie porachunki chłopców w krótkich spodenkach, którzy się poksyksali w piaskownicy. To efekt długo karmionego kłamstwami, odwracaniem oczu i zagłuszaniem krzyczących serc, demona śmierci, grozy i przerażenia. Zło nie uznane, nie odpokutowane, zło za które nie podjęto ekspiacji, żyje nadal i nadal rozsiewa śmierć.

Trzeba się modlić za naszych europejskich sąsiadów, by się uderzyli mocno w pierś i posypywali swe głowy popiołem za te porozsiewane łany śmierci na przestrzeni ostatnich 100 lat.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Nostalgia wiejskiego Proboszcza – byłem ojcem Mateuszem zanim to było modne!

Decyzją ministra Mariusza Błaszczaka metropolita wrocławski został odznaczony Złotym Medalem „Za zasługi dla Policji”. Odznaczenie hierarcha odebrał dziś z rąk Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu inspektora Arkadiusza Golanowskiego.

Medal „Za zasługi dla Policji” został ustanowiony 7 czerwca 2001 r., jako odznaczenie cywilne za wybitne zasługi w dziedzinie realizacji ustawowych zadań Policji. Zgodnie z ustawą wręcza się osobom, które inicjowały lub organizowały działania mające na celu zapobieganie popełnianiu przestępstw lub wykroczeń, zapobieganie zjawiskom kryminogennym, a także współdziałały w tym zakresie z organami państwowymi, organami samorządu terytorialnego lub organizacjami społecznymi.

http://niedziela.pl/artykul/27844/Wroclaw-Odznaczenie-Ministra-Spraw

To było jakieś 17 lat temu. Dobiegał końca rok akademicki, mój 3 w WSD. Trwała sesja egzaminacyjna roczników I do IV, zaś koledzy z lat V i VI przebywali na rekolekcjach przed święceniami diakonatu i kapłańskimi. To był czwartek, bodajże.

Po śniadaniu których z kolegów rzucił do mnie „jakiś ksiądz Cię szuka”. Byłem umówiony z moim proboszczem, że zabierze kilka moich rzeczy do domu, na wakacje, które miały rozpocząć się za dzień czy dwa. Obszedłem cały budynek WSD, ale księdza Zbigniewa nigdzie nie zobaczyłem. Zobaczyłem jednak innego księdza, który stał przed tablicą informacyjną, przyglądając się informacjom na niej zamieszczonym. Zapytałem, czy potrzebuje jakiejś pomocy, zwłaszcza, że nie znałem go. Odmówił grzecznie, poczym dodał, że on do znajomego przybywa. Jakoś tak wyszło, że razem poszliśmy w kierunku pokoi kleryckich. Ramię w ramię, coś tam zamieniając między sobą w drodze. Zatrzymałem się przy swoim pokoju, a ów ksiądz także. Zapytałem go, czy on aby do Jacka S nie przybywa, bo go nie ma, jest na rekolekcjach. Na co słyszę, że nie, że ów kapłan szuka swego znajomego, który nazywa się, uwaga! Tak jak ja! Odrzekłem słowami Samego Pana: Ja Jestem! Człowiek obok mnie wydał się zachowywać pokerową twarz, ale nogi się pod nim ugięły. Ja, nie czekając wcale, zaprosiłem go do pokoju, zainteresowany, co to za niby mój znajomy i jakie sprawy go sprowadzają. Usłyszałem historię co najmniej dziwną, o jakimś krewniaku, co jest w innym WSD, że choruje, że szuka kontaktu, takie tam szmery-bajery. W ciągu 5 minut przekonałem człowieka, że raczej to wszystko nie ma związku ze mną. Rozmówca przeprosił i wyszedł. Ja wyszedłem w ślad za nim, szukając kolegi, który miał kontakt z WSD wspominanym przez mego gościa. Kolega na to wszystko mówi mi: idź, powiedz rektorowi o wszystkim, bo to dziwna historia. Posłuchałem kolegi. Wróciłem do siebie po sutannę, ale też zajrzałem do biurka, do portfela. A tam pusto! Ostatnie pieniądze na bilet do domu wsiąkły! Dawaj, w te pędy biegnę do rektoratu. Jestem u celu, a tu zza zakamarka wygląda mój gość, i pyta, czy mogę mu drzwi odkluczyć, bo są zamknięte! Odpowiadam, że za moment, i jednocześnie pukam do drzwi rektoratu. Po chwili otwiera rektor a ja do niego od razu, bez zastanowienia wypalam: czy mogę porozmawiać z księdzem rektorem w obecności tego oto księdza tutaj? – wskazując na gościa. Weszliśmy obaj do rektoratu, a ja dalej na tym samym chyba oddechu, mówię: ten oto ksiądz tutaj mnie okradł! Słucham samego siebie, i myślę sobie, że coś mi się pozajączkowało. No bo jak? Pierwszy raz człowieka na oczy widzę, grzeczny jest, uprzejmy, a ja na niego z takim oskarżeniem? Jednak na szczęście rektor mnie wyrwał z tego nawału myśli, pytaniem do gościa: kto go wpuścił do seminarium i po co? Gość odpowiedział wówczas, że on choruje na cukrzycę, i że poprosił dyżurującego na furcie kleryka by go wpuścił. Rektor poprosił gościa o dokument, że jest księdzem, a ten wyciągnął książeczkę diabetyka, bodajże. Chwilę później rektor wypytał go o przynależność do diecezji (zgadnijcie, jaką podał?). Okazało się, że nie mają tam takiego kapłana, ani taki nie był święcony. Wtedy kolejny telefon był już na 997 i gościa, przebierańca, zabrała Policja.

Okazało się, że ów człowiek w jakiś okresie czasu okradł kilka seminariów ze sprzętu rozmaitego i pieniędzy. U nas udowodniono mu kradzież kwoty, za którą groziło kolegium, które wówczas jeszcze obowiązywało. Oskarżony wówczas się nie stawił. Skutecznie go ujęto dopiero za jakiś czas.

Ot, taka nostalgia wiejskiego proboszcza mnie naszła!

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

„W wierze nie możemy pozostawać dziećmi”

Od dłuższego czasu wracała mi na myśl homilia kardynała Ratzingera, wygłoszona na mszy świętej rozpoczynającej konklawe po śmierci Jana Pawła II. Obserwacja rzeczywistości poczyniona przez autora homilii zdaje się być nadal jak najbardziej adekwatna. Zapraszam do lektury i komentowania. Wyróżnione fragmenty zwróciły moją szczególną uwagę

 HOMILIA KARD. J.RATZINGERA NA MSZY ROZPOCZYNAJĄCEJ KONKLAWE

W tej godzinie wielkiej odpowiedzialności słuchajmy ze szczególną uwagą, co mówi do nas Pan swymi własnymi słowy. Z trzech czytań chciałbym wybrać tylko te fragmenty, które w tej właśnie chwili bezpośrednio nas dotyczą.

Pierwsze czytanie kreśli prorocką wizję osoby Mesjasza – obraz, który odnajduje pełnię znaczenia w chwili, gdy tekst ten czyta Jezus w nazaretańskiej synagodze dodając: „Dziś spełniły się te słowa” (Łk 4,21). W centrum proroctwa natrafiamy na zdanie, które przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się wewnętrznie sprzeczne. Mesjasz mówiąc o sobie stwierdza, że zostaje posłany, „aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, i dzień pomsty naszego Boga” (Iz 61,2). Słuchamy z radością ogłoszenia roku łaski: boskie miłosierdzie kładzie kres złu – powiadał Ojciec Święty. Jezus Chrystus jest uosobieniem boskiego miłosierdzia: spotkanie Chrystusa oznacza spotkanie z miłosierdziem Boga. Posłannictwo Chrystusa stało się naszym posłannictwem poprzez kapłańskie namaszczenie; jesteśmy posłani, by ogłaszać – nie tylko słowem, ale i życiem oraz skutecznymi znakami sakramentalnymi – „rok łaski Pańskiej”. Co jednak oznacza u Izajasza oznajmianie „dnia pomsty naszego Boga”? Czytając w Nazarecie proroctwo, Jezus nie wypowiedział tych słów – zakończył ogłaszając rok łaski. Być może to było powodem skandalu, który wybuchł po Jego przemówieniu? Nie wiemy. W każdym razie Pan dał nam autentyczną wykładnię tych słów, gdy poniósł śmierć na krzyżu. „On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo…” – powiada święty Piotr (1P 2,24). A święty Paweł pisze do Galatów: „Z przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił – stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie – 14 aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha” (Ga 3,13).

Miłosierdzie Chrystusa nie jest tanim aktem łaski, nie oznacza banalizacji zła. Chrystus dźwiga w swym ciele i na swej duszy cały ciężar zła, całą jego niszczycielską siłę. On unicestwia i przekształca zło w cierpieniu, w ogniu swej cierpiącej miłości. Dzień pomsty i rok łaski spotykają się w tajemnicy paschalnej, w Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym. Taka jest Boża pomsta: On sam, w osobie swego Syna, cierpi za nas. Im bardziej dotyka nas miłosierdzie Pana, tym bardziej łączymy się z Jego cierpieniem – stajemy się gotowi dopełnić w naszym ciele „braki udręk Chrystusa” (Kol 1,24).

Przejdźmy do drugiego czytania z Listu do Efezjan. Mowa tu w istocie o trzech rzeczach: po pierwsze o posługach i chryzmatach w Kościele jako darach Pana zmartwychwstałego i wziętego do nieba; następnie o dojrzewaniu wiary i poznaniu Syna Bożego jako warunku i treści zjednoczenia z Ciałem Chrystusa; i wreszcie o powszechnym udziale we wzrastaniu Chrystusowego Ciała, to znaczy o przekształcaniu świata w komunii z Panem.

Zatrzymajmy się jedynie na dwóch punktach. Pierwszy mówi o drodze ku „Chrystusowej dojrzałości”, jak nieco upraszczając powiada włoskie tłumaczenie. Dokładniej, idąc za tekstem greckim, powinniśmy mówić o „mierze wielkości według pełni Chrystusa”, do czego jesteśmy wezwani, dla rzeczywistego osiągnięcia dojrzałości wiary. W wierze nie możemy pozostawać dziećmi, osobami niedojrzałymi. A na czym polega bycie dziećmi w wierze? Odpowiada święty Paweł: oznacza to „bycie miotanym przez fale i poruszanym przez każdy powiew nauki…” (Ef 4,14). Jakże aktualny to opis!

Iluż powiewów nauki zaznaliśmy w ostatnich dziesięcioleciach, iluż ideologicznych prądów, ile sposobów myślenia… Łódeczka myśli wielu chrześcijan była nierzadko huśtana przez te fale – miotana z jednej skrajności w drugą: od marksizmu do liberalizm aż po libertynizm; od kolektywizmu do radykalnego indywidualizmu; od ateizmu do niejasnego mistycyzmu religijnego; od agnostycyzmu po synkretyzm i tak dalej. Każdego dnia rodzą się nowe sekty i urzeczywistnia się to, co święty Paweł nazywa „oszustwem ze strony ludzi i przebiegłością w sprowadzaniu na manowce fałszu” (por. Ef. 4,14). Posiadanie jasnej wiary, zgodnej z credo Kościoła, zostaje często zaszufladkowane jako fundamentalizm. A tymczasem relatywizm, to znaczy zdanie się na „każdy powiew nauki”, zdaje się być jedyną postawą godną współczesności. Ustanawiany jest rodzaj dyktatury relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne ja i jego zachcianki.

My natomiast mamy inną miarę wielkości: Syna Bożego, prawdziwego człowieka. To on jest wyznacznikiem prawdziwego humanizmu. Wiara „dorosła” nie idzie z prądem mód i nowinek; wiara dorosła i dojrzała jest głęboko zakorzeniona w przyjaźni z Chrystusem. Ta przyjaźń otwiera nas na każde dobro dając nam zarazem kryterium rozeznania prawdy i fałszu, odróżnienia ziarna od plew. Do tej dorosłej wiary musimy dojrzewać, ku niej powinniśmy prowadzić Chrystusową trzodę. I właśnie ta wiara – i tylko ona – tworzy jedność, realizując się w miłości. Święty Paweł w tym kontekście – w przeciwieństwie do nieustannego miotania się tych, którzy niczym dzieci pozwalają się nieść falom – daje nam piękne słowo: czynić prawdę w miłości, jako podstawową zasadę chrześcijańskiego życia. W Chrystusie spotykają cię prawda i miłość. W miarę zbliżania się do Chrystusa także w naszym życiu prawda i miłość stapiają się ze sobą. Miłość bez prawdy byłaby ślepa; prawda bez miłości byłaby niczym „cymbał brzmiący” (1Kor 13,1).

Przejdźmy teraz do Ewangelii, w bogactwie której pragnąłbym zwrócić uwagę jedynie na dwa szczegóły. Pan kieruje do nas te niezwykłe słowa: „Już was nie nazywam sługami, …ale nazwałem was przyjaciółmi” (J 15,15). Wiele razy czujemy się – i słusznie – jedynie nieużytecznymi sługami (por. Łk 17,10). A mimo to Pan nazywa nas przyjaciółmi, czyni nas swymi przyjaciółmi, ofiaruje nam swą przyjaźń. Pan definiuje przyjaźń na dwa sposoby. Między przyjaciółmi nie ma tajemnic: Chrystus mówi nam o wszystkim, co usłyszał od Ojca; obdarza nas pełnym zaufaniem, a wraz z tym zaufaniem – także poznanie. Objawia nam swoje oblicze, swoje serce. Ukazuje nam swą czułość wobec nas, swoją gorącą miłość aż po szaleństwo krzyża. Oddaje się nam, daje nam możność rozmawiania z jego ja: „to jest ciało moje…”, „ja ci odpuszczam…”. Powierza nam swoje ciało, Kościół. Wydaje naszym słabym umysłom i dłoniom swoją prawdę – tajemnicę Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego; tajemnicę Boga, który „tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16). Uczynił nas swymi przyjaciółmi – a my jak odpowiadamy?

Drugi sposób, w jaki Jezus definiuje przyjaźń to wspólnota woli. „Idem velle – idem nolle” [tego samego chcieć – tego samego nie chcieć] – w ten sposób definiowali przyjaźń także Rzymianie. „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15,14). Przyjaźń z Chrystusem zbiega się z trzecim wezwaniem modlitwy Ojcze nasz: „Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”. W godzinie Getsemani Jezus przekształcił naszą ludzką oporną wolę w wolę zgodną i zjednoczoną z wolą boską. Przecierpiał cały dramat naszej niezależności – i właśnie składając naszą wolę w ręce Boga daje nam prawdziwą wolność: „Nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26,39). W tej komunii woli dokonuje się nasze odkupienie: być przyjaciółmi Jezusa, stać się przyjaciółmi Boga. Im bardziej miłujemy Jezusa, im bardziej Go poznajemy, tym bardziej wzrasta nasza prawdziwa wolność, rośnie radość bycia odkupionymi. Dzięki Ci, Jezu za Twoją przyjaźń!

Drugi szczegół, na który chciałbym zwrócić uwagę, to słowa Jezusa na temat przynoszenia owocu: „przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał” (J 15,16). Ukazuje się tu dynamika życia chrześcijanina, apostoła: przeznaczyłem was na to, abyście szli. Powinien nas ożywiać pewien rodzaj świętego niepokoju: niepokoju, by nieść wszystkim dar wiary, przyjaźni z Chrystusem. Zaprawdę, miłość, przyjaźń Boża została nam dana, aby trafiła także do innych. Otrzymaliśmy wiarę, by ją podarować innym – jesteśmy kapłanami, by służyć innym. I powinniśmy przynosić trwały owoc. Każdy chciałby pozostawić po sobie trwały ślad. A co pozostaje? Na pewno nie pieniądz. Także nie ostoją się budowle ani książki. Po pewnym, dłuższym lub krótszym czasie to wszystko zniknie. Jedyne, co pozostanie na wieki to dusza ludzka, człowiek stworzony przez Boga dla wieczności. A zatem owocem, który trwa jest to, co zasialiśmy w ludzkich duszach – miłość, poznanie; gest zdolny dotknąć serca, słowo, które wzbudza w duszy Bożą radość. A zatem chodźmy i módlmy się do Pana, aby pomógł nam przynieść owoc, trwały owoc. Tylko w ten sposób ziemia może zostać odmieniona, z padołu łez stać się Bożym ogrodem.

Powróćmy jeszcze na koniec do Listu do Efezjan. Mówi on – przywołując słowa Psalmu 68 – że Chrystus wstępując do nieba „rozdał ludziom dary” (Ef 4,8). Zwycięzca rozdaje dary. A tymi darami są apostołowie, prorocy, ewangeliści, pasterze i nauczyciele. Nasza posługa jest darem Chrystusa przekazanym ludziom, aby tworzyli Jego ciało – nowy świat. Przeżywajmy tę naszą posługę jako Chrystusowy dar dla ludzi! A w tej godzinie nade wszystko błagajmy Pana, by po wielkim darze, jakim był papież Jan Paweł II, dał nam nowego pasterza według swego serca, pasterza, który by prowadził nas do poznania Chrystusa, do Jego miłości, do prawdziwej radości. Amen.

 

Opublikowano Dzieje, Formacja Sumienia | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Czy może coś dobrego urodzić się na wściekłości?

Na początku lutego byłem na sztuce pod tytułem „Wściekłość”, na motywach prozy E. Jelinek. Sztuka od początku do końca (przez niemal 180 minut) z większym lub mniejszym natężeniem wbijała mnie w osłupienie. Było ono powodowane chyba przede wszystkim konstatacją, iż tak jesteśmy zaimpregnowani przez media na wrażliwość, na człowieczeństwo i cud, jakim ono jest, że już nie potrafimy inaczej reagować, jak tylko oklaskami dla aktorów, którzy swoją pracą nam to uświadamiają.   Jeśli tak dalej pójdzie, to nasze pokolenie, no, może jeszcze jedno po nas, i zacznie się gwałtowna redukcja mieszkańców ziemskiego globu. Każdy, kto będzie miał przeciw komuś coś, będzie sam brał sprawy w swoje ręce. Przetrwają tylko najsilniejsi lub najbardziej cwani.

Tutaj krótka recenzja „Wściekłości”.

Moja zaś refleksja jest taka: To od nas zależy, jacy będziemy, jaki etos życia wybierzemy. To po pierwsze.

Po drugie: bez względu na to, jaki światopogląd prezentujemy a jeszcze bardziej, wyznajemy, potrzebujemy czerpać z poza siebie, potrzebujemy zewnętrznego Źródła wartości, Które Samo w Sobie i z Siebie zna nas najlepiej i ustrzeże nas przed samymi sobą. Sami bowiem z siebie to my skłonni jesteśmy li tylko do zachowań motywowanych, karmionych wściekłością i do niej prowadzących, pomnażających ją.

Do teatru chodzę od bardzo niedawna, jednak zawsze w stroju duchownym. Tak było i teraz. Sala Teatru Powszechnego nie była jakoś przesadnie nabita widzami, ale było ich trochę i nie umknęło ich uwadze, że pośród nich był ksiądz. Bardzo mi się przyjemnie zrobiło, kiedy jedna z osób z obsługi teatru, odważnie, zdecydowanie pozdrowiła mnie: „Szczęść Boże!”. Ktoś inny jakąś inną formę grzeczności zaprezentował. Mimo, iż w sztuce Pani Jelinek duchowieństwo jest pokazywane jako przedmiot warunkujący występowanie wściekłości w świecie, jako zakłamane i do cna dwulicowe, to jednak czułem się pośród widzów przyjęty, a nie tylko tolerowany. Z kolei z mojej perspektywy, ludzie którzy przyszli „Wściekłość” obejrzeć, zdawali się być potrzebującymi „katharsis”, a więc mogli być wyposażeni w dary nadprzyrodzone, które by im umożliwiły znalezienie Źródła. Ksiądz zaś między nimi, a więc moja obecność, wierzę, mogła być też darem nadprzyrodzonym, danym w konkretnym wtedy, „tu” i „teraz”. Pan daje łaskę swemu ludowi! Nie pozostawia go sierotami.

 

Opublikowano behawioryzm, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 3 komentarzy

Podkładka pod kubek gratis

Miałam kupić dla babci ciastka. Jakieś ciastka. Jakie mi się będą podobać. Nie lubię kupować ,,jakiegoś czegoś”, bo potem okazuje się, że jednak ,,zleceniodawca” miał na myśli (czy raczej na smaku) ciastka zupełnie inne. Tym razem jednak wybór był dla mnie oczywisty. Weszłam do sklepu i zaraz przy wejściu stojak z ciastkami i podpis, że dają podkładę pod kubek gratis. Lubię gratisy. 😉

Mam wrażenie, że w życiu duchowym też szukam ,,gratisów”. Bo nieraz wydaje mi się, że moja wiara ma mi coś dać – i to w bardzo wymierny sposób. Z tym, że okazuje się, że – tak na pierwszy rzut oka – to zło daje mi ,,błyszczące gratisy”, a nie cnota. Bo zło czasem komuś zaimponuje, czasem da jakieś doraźne korzyści… A dobro? Niby fajnie, czyste sumienie i w ogóle, ale żeby tak można było dostać coś jeszcze. Najlepiej coś, czego inni będą zazdrościć. Coś takiego ,,świecącego”, rzucającego się w oczy, np. dar języków, spoczynek w Duchu Świętym podczas nabożeństwa charyzmatycznego… Szukam różnych spektakularnych efektów, zapominając o tym, że przecież to nie jest najważniejsze. Bóg działa w moim życiu z całą Swoją Mocą, chce, bym zauważyła Jego Obecność. Bym zauważyła te małe rzeczy, małe cuda, które stają się moim udziałem każdego dnia… Bym Go po prostu kochała i była Mu wdzięczna. Bym trwała w Jego Obecności. Tak po prostu.

Jezu, naucz mnie prawdziwego trwania przy Tobie!

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Modlitwa | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Dorosłość

Byłam niedawno na osiemnastce koleżanki. Impreza w dość kameralnym gronie, więc jubilatka oglądała wszystkie prezenty przy gościach. Nie jestem pewna, czy chcecie wiedzieć co dostała… Z przyzwoitości nie powiem Wam wprost – zasugeruję tylko, że większość prezentów miała podtekst seksualny lub ewentualnie nawiązywała mniej lub bardziej bezpośrednio do alkoholu. Dzień po imprezie wywiązała się z kolei dyskusja o tym, ile kto wypił (oczywiście – nie lemoniady) i jak się czuje. Tak… Ja się, słuchajcie, załamałam. Jeżeli młodzi ludzie naprawdę w ten sposób myślą o dorosłości, to świat idzie w bardzo złym kierunku. Pewnie, że dorosłość, te symboliczne osiemnaście lat, wiąże się z tym, że można już legalnie robić niektóre rzeczy. Tylko, że to nie powinno być najważniejsze. Dorosłość wiąże się z odpowiedzialnością. Z tym, że człowiek sam odpowiada za swoje czyny w bardzo wymierny sposób. Jeżeli się o tym zapomni, konsekwencje mogą być tragiczne.
Opublikowano Formacja Sumienia | Otagowano , | 3 komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: Spotkał mnie dziś mój Pan!

Przez 14 bez mała lat posługi kapłańskiej ochrzciłem pewnie już parę setek dzieci. Nie zawsze jednak jest z tymi chrztami tak, jak było wczoraj, kiedy włączyłem w lud Boży Marcelinę. Aż do teraz chodzi mi po głowie pytanie: kim będzie to dziecko? Sam się zastanawiam, czemu? Analizuję sobie przebieg uroczystości i jedno zdarzenie mocno mi się wryło w pamięć. Podczas odczytywania formuł przepisanych w obrzędzie, jeszcze przed samym rytem chrztu tak bardzo mocno uzmysłowiłem sobie, że to małe dziecko Pan Jezus bierze w opiekę jako przybrane dziecko Ojca, Który Jest w Niebie! Przy tym wszystkim ten niesamowity spokój małej Marceliny, mimo pewnego zdenerwowania jej taty, próbującego zapanować nad starszym dzieckiem, chcącym ewidentnie wspiąć się na jego ręce. Wydaje mi się, że starsza siostra Marceliny jakby podświadomie wyczuwała, że oto teraz jest czas, by jej tato użyczył swych ramion Chrystusowi, by mógł On i ją przytulić, dać poczucie pokoju, bezpieczeństwa. Coś niesamowitego, mówię wam! Nie mam słów, by to wyrazić lepiej!

Pod koniec mszy, przed błogosławieństwem powiedziałem do moich parafian, że tak jak ten tato, Pan Marcin, musi się mocno nagimnastykować, natrudzić, by wywiązać się ze swych ojcowskich zobowiązań, tak samo też Pan Bóg – CHCE się trudzić, by wywiązać się ze swoich zobowiązań wobec nas. Tyle tylko, że my nie zawsze Mu na to pozwalamy, między innymi, nie użyczając Mu swym ramion, rąk, głosu, etc…

Chrzest Marceliny, moje odczucie spotkania z Uwielbionym Panem nie skończyło się wraz z błogosławieństwem i rozesłaniem. Miało swój ciąg dalszy po południu. Z dobre 2 godziny po mszy, po zjedzonym obiedzie zauważyłem na telefonie 9 nieodebranych połączeń. Aż 6 z nich to nieudana próba dodzwonienia się do mnie mego kolegi, z którym przed paroma laty razem byliśmy wikariuszami na parafii, a teraz sąsiadujemy w dekanatach jako proboszczowie. Dawnośmy się nie widzieli. Po oddzwonieniu umówiliśmy się do mnie na kawę. Kolega przekonał mnie skutecznie co do pewnej sprawy, o której napiszę w innej części „Pamiętnika”, a której to sprawy dotyczyły 3 pozostałe nieodebrane połączenia. Podczas naszego spotkania dotarło do mnie, że warto by było wyspowiadać się, bo moje podobieństwo do Pana Boga zaczyna z lekka pokrywać pustynny piach, niesiony przez sirocco, które wzbudza demon południa. I tak oto z koleżeńskiego spotkania wyszła akcja ratunkowa, w której mój Pan wywiązał się ze swego zobowiązania, jakie mi złożył na moim chrzcie świętym.

Takie to cuda dzieją się na mojej parafii Przemienienia Pańskiego. I wiecie co? Mam niesamowitą radochę, że tam, na Taborze, jestem też i ja, choć mnie na żadnym wyobrażeniu graficznym tam nie znajdziecie!

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 7 komentarzy

Czego się spodziewam, tego szukam

Szukam w torebce numerka do szatni. Bezskutecznie. Szukam coraz bardziej nerwowo, bo płacenie 20 zł za zgubiony numerek zdecydowanie mi się nie uśmiecha. W końcu – jest! Żebym od razu wiedziała, że ten numerek to był prostokątny kawał plastiku, a nie metalowe kółko, pewnie szybciej bym go znalazła. A tak… czego się spodziewam, tego szukam.

Bywało już tak, że szłam na np. na rekolekcje z nastawieniem, że one diametralnie coś w moim życiu zmienią. Niestety, po rekolekcjach okazywało się, że wcale tak się nie stało. I zostawałam z rozczarowaniem… Oczywiście, rekolekcje, jak i różne inne formy spotkania z Bogiem, modlitwy są dobre i służą rozwojowi duchowemu człowieka. Nie zawsze jednak rozwój ten wygląda właśnie w ten sposób, w jaki go sobie wyobrażam. Trzeba otwierać się na Boga, ale nie mówić Mu, w jaki sposób ma działać. Inaczej – łatwo przegapić łaski, które dostaje się w innej formie i okolicznościach niż się tego spodziewamy.

Opublikowano Formacja Sumienia, Modlitwa | Otagowano , , , , | 1 komentarz

O jakości wykonania

Byłam na podsumowania konkursu poetyckiego. Jeden z elementów uroczystości stanowiła część artystyczna. Jedna z przedstawiających zaśpiewała pieśń ,,Ojczyzno ma…”. Ta pieśń od zawsze kojarzyła mi się z nudnymi apelami patriotycznymi jeszcze w szkole, na których wszystko działo się od niechcenia – zarówno wykonawcy, jak i uczestnicy, zdawali się być wtedy tym wszystkim znudzeni (może z nielicznymi wyjątkami). Tym razem jednak ta nielubiana przeze mnie pieśń – wybaczcie, uraz ze szkoły – została wykonana tak pięknie i przejmująco, że zdołała mnie wzruszyć. Ileż zależy od wykonania!

Można o Bogu świadczyć na różne sposoby. Można mówić niby prawdę o Nim, ale tak ironicznym tonem, że przyniesie odwrotny skutek. Chociaż wątpić jest rzeczą ludzką, to dzielenie się wątpliwościami tak, że podważam autorytet kapłana czy Kościoła, zwłaszcza w większym gronie ludzi, zwykle nie przynosi pożytku ani pytającemu ani słuchającym. Trudno jest zachowywać się z wyczuciem, ale – bez tego mogę narobić kłopotów i sobie, i innym. W chwili kryzysu wiary pokłóciłam się przy klasie z księdzem na religii. Po czasie uświadomiłam sobie, że, jeżeli był ktoś tam wątpiący, to ta sytuacja na pewno mu nie pomogła. Ja natomiast także byłam zamknięta na przyjęcie jakichkolwiek argumentów księdza (z trudem udało mu się dojść do słowa). Nie jest łatwo dobrze przeżyć kryzys, ale warto mieć świadomość, że nawet w obliczu wątpliwości czy całkowitego zwątpienia w Boga – nie wszystko wolno.

Jezu, naucz mnie dobrze przeżywać kryzysy wiary!

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Kto pyta nie błądzi: Czy homoseksualiści mają prawo do zbawienia?

Pora na odpowiedź na kolejne pytanie, z puli tych, które 2 lata temu zadała mi młodzież liceum, w którym pracowałem. Ten wpis w związku z tym dedykuję obecnym klasom: II D oraz II E. Jesteście super, wiecie?

Zacznę od tego, że nie będę pisał tego, co ogólnie dostępne w necie, a więc całej doktryny Kościoła w temacie    homoseksualizmu. Zamieszczę tylko małą ściągę, gdzie szukać konkretów a nie wieści w stylu komunikatów radia Erewań: http://www.centrumjp2.pl/wikijp2/index.php?title=Homoseksualizm

Wracam do pytania, do odpowiedzi na nie.

Tak, mają prawo do zbawienia. Każdy je ma. Nawet najbardziej zapamiętali w złu ludzie. Wszystko zależy od tego, za Kim opowiedzieli się w momencie zgonu. Jeśli za Chrystusem – to są zbawieni. Jeśli przeciw Niemu, to są w piekle.

Pewnie teraz sobie Czytelnik pomyśli: no to jak to? Jest tak, czy siak? Zbawienie czy potępienie dla homoseksualisty? Odpowiem najszczerzej, jak potrafię: nie wiem, to nie mój interes w sumie, by zaglądać w kajecik Panu Bogu.

Wiem natomiast, że życie człowieka w dużej mierze jest określane przez wady i cnoty. Te pierwsze rodzą się często z niedbalstwa, poprzez fakt braku dbałości o sumienie, które zostało zgwałcone grzechem. Z czasem zarasta chwastami bezmyślności i staje się dżunglą chwastów. Nie ma już tu ani świadomości, ani wolności, jest zniewolenie. Nie ma więc grzechu, za to jest bezmiar wad.

Cnota z kolei to coś dokładnie przeciwnego i pożądanego w życiu człowieka. To odpowiedź tak na wezwanie do szukania Boga, póki daje się znaleźć, jak i tez pozytywne nastawienie do zachęty, do wołania Chrystusowego: czuwajcie i módlcie się, pięknie zinterioryzowane w benedyktyńskim ora et labora!

Cnota pozwala nam na kształtowanie w nas dobrych nawyków, odruchów wręcz bezwarunkowych, pozwalających między innymi na to, by błogosławić swoim prześladowcom. Wada zaś absolutnie nie. Świetnie to obrazują wydarzenia związane z TW Bolkiem: na każdy sensowny, merytoryczny zarzut padają w odpowiedzi słowa leżące niedaleko od przekleństwa (w sensie złorzeczenia innym), czyli wysyłanie człowieka do diabła.

Wróćmy do meritum – w kontekście jednak cnoty i wady.

Wg Biblii człowiek został obdarzony, wyposażony w seksualność. Przeżywa ją na sposób mężczyzny (mężczyzna) i na sposób kobiety (kobieta). Ów dar seksualności ma na celu tak samo dawać radość ze wspólnoty małżeńskiej kobiety i mężczyzny, jak i też służyć do prokreacji. Kobieta i mężczyzna stają się w pełni ludźmi, kiedy są ze sobą w relacji intymnej oraz rodzinnej. Tak najkrócej można by podsumować ten fragment wyrażanej w tym akapicie myśli. To jest cnota seksualności, intymności, tak bym to określił.

Homoseksualizm natomiast jak sama nazwa wskazuje, jest próbą realizacji tego co wyżej, w duecie nie dość, że nie małżeńskim (bez błogosławieństwa Boga) to jeszcze na dodatek w relacji jednopłciowej. Człowiek nie staje się człowiekiem, nie pełni woli Bożej. Zaczyna żyć wadliwie, odrzucając zamysł Boga.

Pismo Święte wyraża jednoznacznie dezaprobatę dla homoseksualizmu. Dlaczego? Ponieważ jako Słowo Boże jest mądrością, wyrażającą to wszystko co dobre dla człowieka, co potrzebne mu, by w określonym czasie osiągnął wizje uszczęśliwiającą.

Jest to oczywiście kwestia wiary, z pewnością. Ale też rozumu, i człowieczeństwa. Zobaczcie bowiem, jak to się dzieje w świecie, że ludzie mają całą masę pomysłów na „swoje szczęście”, a z drugiej strony wszędzie, wokół nas, tyle smutku, żałości, że tak powiem, eufemistycznie „córy Koryntu syństwa”.

Można się upierać, czy homoseksualizm jest OK., czy be, ale można też zastanowić się nad następującą rzeczą: że obawiając się wejścia w stałą, żywotną, płodną relację heteroseksualną, to tak naprawdę, boję się stawać człowiekiem, a tym samym być partnerem Boga, stając się tym samym najszczęśliwszą istotą nie tylko na ziemi, ale i w wieczności! Nie realizując tego planu Boga, odrzucam zbawienie. I tym samym pytanie tytułowe przeradza się w diaboliczną „mission statement” lobby gejowskiego: nie interesuje nas Boże zbawienie. Mamy swoją świecką, nam wygodną, eschatologię. Zobaczcie, Wy moi przesympatyczni uczniowie, jak i wszyscy pozostali Czytelnicy bloga – że nigdy rozmowa o homoseksualizmie podejmowana w mediach nie dotyka tematu wieczności, ani antropologii filozoficznej, przynajmniej takiej pogłębionej. Jeśli już, to całość niknie w odmętach hedonizmu. Zabierając człowiekowi Boga, zabiera mu się nadzieję, zmartwychwstanie, wieczność. Pozwolisz je sobie ukraść?

 

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Szkoła, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 9 komentarzy