Jak diabłu zasunąć kopa w sempiternę – uczy o. Michał Zioło OCSO

Podczytuję sobie od jakiegoś czasu wywiad z o. Zioło, „Po co światu mnich”.

Jak ktoś ma np. trudność ze zrozumieniem zależności woli od wolności, to w wielu miejscach książki znajdzie tropy rozświetlające ową zależność.

Mnie ostatnio mocno wryły się w myśl spostrzeżenia ojca Zioło w innej materii. Wrzuciłem ich fotkę poniżej. Polecam je gorąco pod rozwagę wszystkim Czytelnikom a szczególnie tym, którzy mocno się skupiają na działaniu złego w świecie.

Reklamy
Opublikowano Aktualnie czytam, Formacja Sumienia, Lektury nie tylko duchowe, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , | 1 komentarz

Tradycje wielkanocne w poezji polskiej

Ktoś trafił na mego bloga poprzez zapytanie: „co mogą oznaczać słowa idzie sobie pan jezus wpół nagi i bosy z wielkanocną w przebitej dłoni chorągiewką

Krótki sprint przez sieć, i oto: voila!

Źródło: Tradycje wielkanocne w poezji polskiej

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: Betania na morąskim Orlenie?

W jednej z parafii dekanatu sobotni dzień upłynął mi na 2 turach spowiedzi. Posługa dla ludu Bożego, spotkanie kapłańskie. Świetny czas, potrzebny każdemu księdzu. Po 1 turze obiad u parafian ks. Sebastiana, po 2 kolacja u parafianki. Rekolekcje głosił ks. Romek, kapłan obrządku ukraińsko-bizantyjskiego, nasz kolega z Morąga, mąż żonie i ojciec swoim dzieciom, w tym synka, którego miałem okazję w przedszkolu parę lat temu religii uczyć. Każde nasze spotkania to dobry czas, rozmowy, słuchania siebie, wymiany doświadczenia.

Rozjechaliśmy się po kolacji, każdy w swoją stronę. Jednak jakież było me zdziwienie, kiedy wraz z Romkiem spotkaliśmy się na stacji paliw, w Morągu! Wchodzę, i widzę kolegę, w sutannie, a jakże! rozmawiającego z panią przy kasie. Druga pani obsługiwała jakiegoś mężczyznę, który jak mi się zdaje, gdy zobaczył drugiego księdza, zaczął się motać. Jakby jakaś panika go dopadła! A to nie słyszy co Pani do niego mówi, a to PINu nie wbija by zatwierdzić płatność, rozgląda się, dziwnie się zachowuje. Druga pani, która obsługiwała Romka, wymienia zdawkowe, życzliwe zdania to z Romkiem, to ze mną. Za moment wychodzi Romek, parę sekund później także ja i ów 3 mężczyzna. Rzucam na odchodne do obu Pań: z Panem Bogiem! Dobrej nocy! A „zamotany” Pan, rzecze do mnie: „z panem fiatem” (fiat to moje auto). Kieruję do niego uwagę: nie wysilił się pan.

W milczeniu się rozjeżdżamy.

Chodziło za mną to zdarzenie cały wieczór. Zajrzałem moment temu do Ewangelii z soboty:

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.

 Dwóch duchownych, jawnie, staje w jednym miejscu. Zwiastuje obecnym radość i łaskę Zmartwychwstałego Jezusa (wchodząc, widząc Romka, mówię do obecnych: ale macie dziś szczęście!)  Nie wiadomo, czego dotąd doświadczyły w pracy, w życiu, Panie  z Orlenu. 2 duchownych, z dobrym słowem, bez wątpienia jest znakiem łaski Pana Boga.

Ale jest i też gość, który nie ma pokoju w sercu, który musi docinać, mieć koniecznie potrzebę wyrzucenia z siebie goryczy, albo sam nie wiem czego jeszcze. Taki współczesny kandydat na donoszącego faryzeuszom…

Można nie widzieć związku Ewangelii z opisanym zdarzeniem i powiedzieć: życie!

Można jednak spojrzeć na opisany epizod właśnie przez filtr Słowa Bożego i wyciągnąć wnioski dla siebie. Mój jest taki: ciągle za mało, często bez entuzjazmu, bez ducha, idę swoją drogą życia, nie przywiązując dość uwagi do tego, by trwać w staraniu o to, by „Wielu, ujrzawszy to, czego dokonał Jezus, uwierzyło w Niego”!.

Panie! Przez Twą bolesną Mękę, przymnóż mi wiary!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Mini-rekolecje, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Obejrzyj film „Benedykt XVI – List o przyczynach kryzysu Kościoła (2019)” w YouTube

Póki co, zakładeczka. Zachęcam do posłuchania

Opublikowano Dzieje | Dodaj komentarz

Tomasz A. Żak: mogę o sobie powiedzieć „nauczyciel”, a jestem przeciwny strajkom. Dlaczego?

Zachęcam gorąco do wysłuchania tej wypowiedzi Pana Żaka. Bez epatowania skrajnościami, wskazuje na istotę problemu. Sami zobaczcie i posłuchajcie, proszę.

Opublikowano Dzieje | 2 Komentarze

W Wielkim Poście chodzi o Jezusa Chrystusa

Tymi słowami z tytułu notki rozpoczynał nauki rekolekcjonista w naszej parafii na początku Wielkiego Postu. Te same słowa kieruję do Was, Drodzy Czytelnicy i Komentatorzy Bloga. Gratuluję tym wszystkim, którzy odważyli się spotkać z Panem e sakramencie pokuty oraz w Eucharystii. Polecam Was w modlitwie, byście wytrwali w łasce a jeśli by się przydarzył upadek, byście widzieli powstającego Jezusa na Drodze Krzyżowej i byście dali Mu się podnieść na ścieżce Waszej drogi życia.

Wpis ten dedykuję Pani ITP. Pani I. Proszę się koniecznie zgłosić do naszej wspólnej znajomej, Pani EP🤓😊

Opublikowano Dzieje | 1 komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: jadę rekolekcje głosić

Od jutra zaczynam głosić rekolekcje w jednej z parafii naszej diecezji. Bardzo proszę o modlitwę w intencji parafian w parafii, gdzie będę głosił, ja również i za mnie, bym głosił z mocą Bożą, ku zbudowaniu w wierze słuchających i swemu własnemu.

Oto kilka zdań z jednej z homilii rekolekcyjnych   

 Jak do serca dociera zawartość dobra? Wlewa ją nam na chrzcie Bóg w cnotach wiary, nadziei i miłości. Powierzone naszym rodzicom, chrzestnym i wspólnocie Kościoła mają nas przygotować do świętego życia. Cnoty boskie, rozpoznane przez rozum, motywują nas do działania na rzecz dobra, prawdy i piękna. Współgrają tu z sobą serce oraz rozum. Zharmonizowane, ćwiczone wydają owoc w postaci cnót kardynalnych. Skąd zaś zła zawartość w naszym sercu? Wskutek kalkulacji którą wprowadza przy pomocy rozumu w nasze serca gniew – oceniając wagę wyrządzonej krzywdy i pożądanej satysfakcji.  Jeden z najbardziej konkretnych, i częstych przypadków: szef w pracy zwymyślał Cię. Sponiewierał, zachował się jak zawodowy stalker. Nie opłaca Ci się protestować, bo poprawi, albo wyrzuci na bruk. Mówisz sobie – a co mi tam, pogada i przestanie, a pracować trzeba. Wracasz do domu, i co robisz? Ano dokładnie to, co szef wobec Ciebie: odgrywasz się na kimś słabszym: dziecku, współmałżonku, psie – albo na samym sobie, sięgając po alkohol, czy inne substancje… to oczywiście taki przerysowany nieco przykład. Ale mechanizm zawsze jest taki właśnie: rozum szuka argumentów za słusznością naszej biernej reakcji na zamach na nasze dziecięctwo Boże, zamiast powziąć linię obrony Jezusa Chrystusa: jak źle powiedziałem, to udowodnij co było złego, a jeśli dobrze, to czemu mnie atakujesz? Boimy się konfrontacji z silniejszymi, którzy tak naprawdę są słabi: przemoc bowiem to cecha rozpoznawcza słabych ludzi. Dajemy się oszukiwać złemu, a on zapełnia nasze serca swoimi śmieciami. Zły oszukał tego szefa, a teraz też i mnie…

W tych okolicznościach spójrzmy na Ukrzyżowanego, który umierając mówi: Ojcze, wybacz im bo nie wiedzą co czynią! Nie znamy serc innych, nieraz mamy problem z poznaniem własnego (spowiedzi dorosłych ludzi na poziomie dziecka 1 komunijnego). Gniew jako zemsta, odwet, poużywanie sobie to coś, co potrzeba rugować z życia chrześcijańskiego. To nie jest postawa godna dziecka Bożego. Jezus po wielokroć naucza; będziesz miłował, przebaczał 77 razy, odpuszczał winowajcom, jak i tobie jest odpuszczone.

Opublikowano Dzieje, Mini-rekolecje, Słowa o Słowie, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 3 Komentarze

Ateizm potrzebuje Boga

Opublikowano behawioryzm, Variae | Dodaj komentarz

 Jak trafiłeś na blog: czy myśli samobójcze chęci zostawienia męża i dzieci to opętanie

Nie tylko w czasie Wielkiego Postu, czy adwentu, ale jednak w ten czas znacznie częściej niż kiedy indziej, tego typu i podobne zapytania kierują jakąś część Czytelników na blog, który prowadzę.

Z jednej strony mnie to cieszy, ponieważ pokazuje ten fakt, iż ludzie poszukują pomocy – czy to dla siebie, czy dla innych. Za to niech Bogu będą dzięki!

Natomiast smuci mnie, że tematyka, że tak powiem, demoniczna, miesza ludziom w życiu. Nierzadko na własne ich życzenie niejako, poprzez niefrasobliwość, poddanie się ślepemu, bezrefleksyjnemu pędowi. Celnie to ujmuje abp Sheen [abp. F.J Sheen, Siedem grzechów głównych”, W Drodze, 2018, s.12], gdy odwołuje się do sceny z uwolnieniem opętanego w Gerazie, kiedy to Jezus demony w nim przebywające wysyła do stada świń, a te, w liczbie 2 000 rzucają się w toń jeziora. Kiedy mieszkańcy Gerazy o tym się dowiedzieli, nalegali, by Jezus opuścił granice ich miejscowości. Żal im było świń, a słowem nie wspomnieli o człowieku, który cierpiał a doznał łaski uwolnienia. Gerazeńczycy woleli się świnić, aniżeli skupić na trosce o człowieka – swego własnego, czy bliźniego… Nic się w tej materii nie zmieniło przez 2 tysiąclecia. Dziś też człowiek lubi się użalać nad świniami (lubi świnić, świntuszyć, być świniopasem) i tkwić w porytym racicami i ryjami świńskimi błocku…

Odnosząc się do pytania z tytułu niniejszej notki, odpowiedź jest krótka: nie. Aby mówić o opętaniu, muszą być spełnione pewne kryteria. Jakie one sa, to można poczytać w tej notce.

Jezus jednoczy, zbiera, łączy. Szatan rozbija. Samobójstwo jest rozbiciem własnego życia, porzucenie bliskich to rozbicie rodziny. Są to więc bez wątpienia sprawki demona, pokusy, nękania, jakich się dopuszcza. Jest to jego droga do zawłaszczenia duszy człowieka, by w konsekwencji doprowadzić do potępienia wiecznego, gdyż to jest nadrzędny cel demona.

Opublikowano Aktualnie czytam, Mini-rekolecje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Benedykta XVI przestroga przed rozcieńczaniem Caritas

W encyklice Benedykta XVI, Deus Caritas Est, w numerze 24 czytamy:

Wspomnienie postaci cesarza Juliana Apostaty († 363) może raz jeszcze pokazać, jak bardzo istotna dla Kościoła pierwszych wieków była zorganizowana i praktykowana caritas. Jako sześcioletnie dziecko, Julian był świadkiem zabójstwa swego ojca, brata i innych członków rodziny, dokonanego przez straże cesarskiego pałacu; odpowiedzialnością za tę brutalność — słusznie czy nie — obciążył imperatora Konstancjusza, który uważał się za wielkiego chrześcijanina. Z tego powodu wiara chrześcijańska była dla niego raz na zawsze zdyskredytowana. Gdy został imperatorem, zdecydował odnowić pogaństwo, antyczną religię rzymską, reformując ją jednocześnie w taki sposób, aby mogła stać się siłą napędową imperium. W tej perspektywie obficie czerpał inspirację z chrześcijaństwa. Ustanowił hierarchię metropolitów i kapłanów. Kapłani musieli troszczyć się o miłość bogów i bliźniego. W jednym ze swoich listów napisał, że jedyną rzeczą, która trafiała mu do przekonania w chrześcijaństwie, była działalność charytatywna Kościoła. Dla jego nowego pogaństwa było zatem sprawą decydującą przeciwstawić systemowi działalności charytatywnej Kościoła, podobną działalność w ramach jego religii. « Galilejczycy » — mówił — tak zdobyli świat. Trzeba było z nimi rywalizować, a nawet ich przewyższyć. W ten sposób imperator potwierdzał, że caritas była decydującą cechą wyróżniającą chrześcijańską wspólnotę Kościoła.

Wcześniej natomiast, w tym samym dokumencie, na samym jego początku, obecny emerytowany Biskup Rzymu zauważa:

 « Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim » (1 J 4, 16). Słowa z Pierwszego Listu św. Jana wyrażają ze szczególną jasnością istotę wiary chrześcijańskiej: chrześcijański obraz Boga i także wynikający z niego obraz człowieka i jego drogi. Oprócz tego, w tym samym wierszu, św. Jan daje nam jakby zwięzłą zasadę chrześcijańskiego życia: « Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam ».

Obraz drogi człowieka: co wiem o tych, za którymi podążam, których słucham? Tam, gdzie nie ma Boga Żywego, gdzie nie ma Jego świadków, ambasadorów, tam w mig pojawiają się Złote Cielce, czy inne takie obiekty, będące wyobrażeniami fauny lub flory…

Patrząc jednak pozytywnie na owe „złote szaleństwa”, należy dostrzec to, co wyakcentował Benedykt XVI, że Caritas – troska o najsłabszych, była cechą charakterystyczną chrześcijanom. Tak więc można mieć nadzieję, iż ci, których drogą jest póki co li tylko droga charakterystyczna dla chrześcijan ale bez obrazu Boga Żywego, Boga Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego, że mają oni szansę na nawrócenie się na Jezusa Chrystusa, Który Objawia Ojca, a Który to Ojciec objawia Syna, jako tego, w Którym ma upodobanie i Którego należy słuchać!

Opublikowano misericordiae watch, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: W Drodze ze Św. Dominikiem

Dziś dotarł kolejny numer miesięcznika W Drodze. Okazuje się, że wielu spośród moich kolegów to pismo nie tylko zna, ale też czyta! Tydzień temu z jednym z kolegów z dobrą godzinę żeśmy się dzielili refleksjami nad przeczytanymi artykułami.

Droga, w której poza Jezusem Chrystusem towarzyszy też św. Dominik OP i jego myśl w publicystyce jego duchowych synów to dla mnie wielki dar, za który Bogu niech będą dzięki oraz operatorom Twitterowego profilu @miesWdrodze

Opublikowano Dzieje | Dodaj komentarz

Czy „Wiosna” to polska odsłona Johna Podesta?

Zachęcam Czytelników do posłuchania homilii ks. Skrzypczaka

A także do poczytania krótkiej notki prasowej
https://www.pch24.pl/szef-kampanii-clinton-pomogl-zainicjowac-ruch–ktory-moze-dokonac-rebelii-w-kosciele,46658,i.html

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , | 7 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: jak zaliczyłem bycie poganinem

Dziś w Liturgii Słowa Bożego słyszymy/czytamy:

„Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Każdego dnia od Paschy Chrystusa to wszystko wciąż się dzieje. Zbawcza ofiara Pana Jezusa trwa już od 20 stuleci. Realizuje się w każdej Ofierze Mszy Świętej, dokonuje się w naszym życiu. Każdego dnia skazujemy Chrystusa na śmierć, szydzimy z niego, biczujemy i krzyżujemy Go. Może nie to, ż każdy z nas, lecz ogólnie, jako ludzie, synowie Adama i Ewy, noszący w sobie trująca spuściznę grzechu z Edenu. Jest jednak dla nas Dobra Nowina! Chrystus cały czas – na szczęście dla nas, powstaje z martwych: w Eucharystii, w uczynkach wiary, miłosierdzia. Zwycięża demona, który nas zwodzi, oszukuje, mami i poniża. I tak dzień w dzień.

Matka Zebedeuszów wyszła z prywatą do Jezusa – czytamy w dalszej części perykopy z dnia. Pozostali apostołowie, jak się zwiedzieli w czym rzecz, zaczęli szemrać między sobą, przygadywać sobie. Prościej jest (nolens volens ) wydać wyrok na Pana, wyszydzić Go, sponiewierać i zabić, niż trwać w klimacie Taboru – Panie, dobrze nam tu być (z Tobą!)

Taka sytuacja. Przychodzi do mnie człowiek w stanie mocno wskazującym na spożycie. Pierwszy odruch – urazowy. Tak mam, po prostu. Nie chlubię się tym, ale dla sensu wpisu, dzielę się owym faktem.

Kilka zdań przekomarzania się z wieczornym gościem, w końcu skupiam się na jego potrzebie. Jest mu zimno, na dworze ciemno, a do domu dość daleko. Nie  ma opcji powrotu tą samą drogą jak do nas do wsi. Po ustaleniu skąd człowiek jest, udało się poinformować jego bliskich, którzy zajęli się transferem „od drzwi do drzwi”.

Po wszystkim siadam do nieszporów, a tam antyfona do Magnificat:

 Syn Człowieczy będzie wydany poganom * na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie, / a trzeciego dnia zmartwychwstanie.

 No i co? Wstydu deko się najadłem, bo i się na poganina załapałem, i na szydercę też. Jakby dobrze poszukał, to i bicza też bym się w ręku swym dopatrzył. Dzięki Bogu, łaska uprzednia zadziałała, że przyszło opamiętanie i zaczęło się miłosierdzie.

Dobrze jest spotkać Jezusa na Eucharystii, na Drodze Krzyżowej, w słowach życzliwości. Ale jeszcze lepiej jest przeżyć trochę czasu – oby jak najwięcej, w klimacie Taboru, a przynajmniej nie dokładania się do męczeństwa Chrystusa. Wówczas więcej będzie szans na realizację tego, co czyni Pan: służy, nie oglądając się na służbę sobie. !

Opublikowano Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, misericordiae watch, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kilka słów n/t seksualizacji dzieci i młodzieży w naszych szkołach

Od dłuższego czasu topowym tematem wielu rozmów dotyczących szkolnictwa, którym objęte są dzieci i młodzież, są sprawy związane z seksualizacją młodego pokolenia, ze szczególnym podkreśleniem ohydztwa podpowiadanego przez WHO, którym należy karmić młode pokolenie ludzi w Europie, w tym także Polaków.

Prawdę powiedziawszy, poziom wdzierania się seksualizacji w programy nauczania dzieci w Polsce jakoś specjalnie mnie nie dziwi. Dobre 6 lat temu w swoim środowisku podnosiłem alarm w tej sprawie. Zostałem, delikatnie rzecz ujmując spostponowany w tej kwestii, by nie powiedzieć, że obśmiany.

Dziś mógłbym powiedzieć: A nie mówiłem? …

W 2013 roku wystąpiłem do Kuratorium Oświaty z prośba o pomoc w określeniu zamocowania pranego lub jego braku, dla działalności w szkołach „edukatorów” z organizacji PONTON i SPUNK. Otrzymałem wówczas odpowiedź następującej treści:

Odpowiadając na Księdza pytanie dotyczące kwalifikacji osób prowadzących zajęcia z wychowania do życia w rodzinie, uprzejmie informuję, ze zgodnie z rozporządzeniem MEN z dnia 12 sierpnia 1999 r. w sprawie sposobu nauczania szkolnego oraz zakresu treści dotyczących wiedzy o życiu seksualnym zapis § 6 mówi, że zajęcia mogą być prowadzone przez osoby posiadające kwalifikacje do nauczania w danym typie szkoły oraz ukończone studia wyższe w zakresie nauk o rodzinie albo studia podyplomowe lub kursy kwalifikacyjne zgodne z treściami programowymi zajęć, w kontekście rozporządzenia o kwalifikacjach nauczycieli (rozporządzenie MEN z dnia 12 marca 2009 r. w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli oraz określenia szkół i wypadków, w których można zatrudnić nauczycieli niemających wyższego wykształcenia lub ukończonego zakładu kształcenia nauczycieli (Dz. U. z dnia 27 marca 2009 r.). Rozporządzenie w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli dotyczy osób zatrudnionych w szkole i realizujących zajęcia z danego przedmiotu. Osoby, które realizują w szkołach różnego typu warsztaty, wchodzą do szkół na zajęcia z uczniami za zgodą dyrektora szkoły, który stwierdza, czy ww. osoby posiadają odpowiednie kwalifikacje do realizacji danych zajęć oraz odpowiada za realizowane treści edukacyjne, profilaktyczne, wychowawcze. Zatem za zgodą dyrektora szkoły takie zajęcia mogą prowadzić osoby działające w fundacjach i stowarzyszeniach działających na rzecz oświaty.

Jakież było moje zdziwienie dziś, kiesy zajrzałem sobie to aktu prawnego, który przywołała Pani wizytator KO w Olsztynie, Wiesława Szafrańska – Bortkiewicz!

Wnioski pozostawiam do wyciągnięcia Wam, Szanowni Czytelnicy!

image4307456409975015961.png
Nagroda dla kilkunastoletniej dziewczynki za zajęcie II miejsca w Konkursie Recytatorskim -wiersze Kamila Baczyńskiego.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Demograficzna zima w Europie

Takimi słowami określił rzeczywistość papież Franciszek, spotykając się jakiś czas temu w Rzymie, z członkami Drogi Neokatechumenalnej. Bardzo często, kiedy papież odnosi się w swych wypowiedziach do członków Drogi, nie waha się nazywać ich Bożym błogosławieństwem  dla współczesnego świata, w którym nierzadko stawia się na bycie człowiekiem sukcesu, tworząc establishment zawodowy, społeczny, koniecznie „na bogato” – w szerokim spektrum rozumienia tego „bogactwa”. A więc nie tylko pieniądze, gusta i wystawne życie, ale także bezmyślność, wykorzystywanie innych, rozmaitego rodzaju bzdury i głupoty, by nie rzec absurdy. Franciszek, zachwycając się ofiarnością i poświęceniem dla dzieci, mówi do ludzi z neokatechumenatu, by wychowywali swe dzieci w wierze, a nie owymi głupotami, bzdurami i bezsensami, których tak wiele się dziś w świecie człowiekowi proponuje.

Jednym z istotnych elementów określających tożsamość człowieka jest jego wolność. Wolność, w którą wpisuje się także albo przede wszystkim odpowiedzialność za dokonywane wybory. Kto ponosi odpowiedzialność za swe wybory jest niewątpliwym posiadaczem i użytkownikiem wolności. Kto zaś ucieka przed konsekwencjami swoich dokonań jest niewolnikiem samego siebie, często przy tym obarczając tym mianem albo swych bliźnich, albo świat, a i tez bywa, że Boga.

Po lekturze wywiadu  o. D. Jarczewskiego OP z E. Bastie, dziennikarką Le Figaro (Miesięcznik W Drodze, marzec 2019, ss 26-35), dowiedziawszy się m.in. o tym, że francuski podatnik sfinansował badanie treści komediowych w radiu i telewizji pod względem seksizmu, utwierdzam się w przekonaniu, iż faktycznie, nasz świat zaczyna w zatrważającym tempie przybierać na wadze w bzdury, głupstwa i bezsensy. Albo raczej, jak zdaje się delikatnie wykazywać Pani Bastie, zaczynają się budzić demony totalitaryzmu, uśpione kilka dekad temu.

Cały wywiad generalnie poświęcony jest tematowi feminizmu. Dowiedziałem się, że można mówić o feminizmie libertariańskim (czy chyba raczej libertyńskim, w duchu Satre`a i Beauvoir, oraz o feminizmie egalitarystycznym- mój przypis)  – dziś dominującym, zasadzającym się na walce o zamazanie jakichkolwiek różnic płci. Jednak ogólnie feminizm, jako fenomen zdaje się być sam w sobie sprzeczny, mówiąc, iż bierze w obronę kobiety, a jednocześnie okazuje się, że kobieta nie istnieje! Wszak to kobiecość jest czymś jakby wstydliwym, czy wręcz znienawidzonym przez feministki…

Pomyślałem sobie, że z całym tym feminizmem, to jest tak, jak z gender. Przy użyciu narzędzi stworzonych do reguł językowych usiłuje się opisywać świat psychiki, biologii i duchowości człowieka. to jest po prostu nieuczciwe, nieadekwatne. Albo jak z In vitro: mówi się, że to lekarstwo na bezpłodność. A przecież to nieprawda. To coś „zamiast”. Wprowadza się pewną nową jakość, by przeskoczyć, ominąć to, co chore, nie działające. To taki swego rodzaju „by pass” – nie wiemy jak sobie z czymś poradzić, to zrobimy obejście. W przypadku feminizmu robi się „przetokę” mającą poradzić sobie z niemęskim zachowaniem mężczyzn. Zachowaniem, które wg mnie ma swe źródło w dużej mierze z faktu, iż w bardzo głębokim kryzysie jest dziś rodzina. 80 procent francuskich rodziców wychowujących samotnie dzieci to matki: porzucone, po rozwodach, mówi Bastie. Dzieci, a więc i chłopcy, są wychowywani bez ojców, czyli bez autorytetów. No i jeszcze na dodatek, jak są ich matki zranione przez mężczyzn będących ojcami ich dzieci, dodatkowo dochodzi element upodlania mężczyzny, co dla chłopca może być dość mocnym bodźcem do przesterowania swej orientacji seksualnej w kierunku zniewieścienia, a przez to stworzenia warunków sprzyjających do rozwijani się w nich homoseksualności.

Wszystko to, i wiele innych myśli, jakie można wynotować z rozmowy do której się w tej notce odnoszę jest w moim odczuciu bardzo jasnym i zarazem mocnym argumentem za tym, że to właśnie bzdury i głupoty (które są też przejawem działania, obecności złego ducha) niszczą Boże dzieło jakim jest świat i człowiek w tym świecie. Wszystko to niesie w sobie wielki mróz, arktyczne lody skuwające ludzkie myślenie i ducha. Nie sposób nie pomyśleć    „ w tych okolicznościach przyrody” o Andersenie i jego Królowej Lodu. Było w tej baśni coś proroczego i chyba też traumatycznego dla autora, który służył całym pokoleniom dzieci, by kształtować w nich  postawę człowieczeństwa, tak bardzo różnego od przedmiotowej, bezdusznej papki intelektualnej, która zalepia skutecznie kanały ducha, uniemożliwiając mu ogrzewanie serca.

Opublikowano Aktualnie czytam, behawioryzm, Dzieje, Lektury nie tylko duchowe, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Krzyże zbawienne i samozwańcze

Kolejny dzień Wielkiego Postu wychodzi nam naprzeciw z mocnym Słowem Bożym:

Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo (Pwt 30, 15-20)

 Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Łk 9, 22, nn)

 Wczoraj wspomniałem, że ten wpis będzie o krzyżach sensownych i tych pozbawionych sensu. Albo inaczej: o krzyżach, które są nasze i o tych, które sami sobie nakładamy, wbrew woli Bożej.

Mój kapłański krzyż to dość szerokie pojęcie, jeśli tak można powiedzieć. Odniosę się jednak do tego, co najbardziej oczywiste: samotność, więcej czasu spędzanego na modlitwie, troska o mienie parafialne (plebania, dwie świątynie), samodzielne prowadzenie domu (od A do Z). Tak wybrałem przed laty, i to jest moje życie. Tracić życie z Jezusem i dla Niego. Nie tracić go dla zbytków i przyjemności, lecz dla Jezusa właśnie! Z Nim dźwigać krzyż mego życia, dając się wreszcie ukrzyżować. Nie wiem, co będzie moja Golgotą. Wierzę, że Pan sam da znak, kiedy nadejdzie czas mojej Paschy. Obym był gotowy! Temu ma służyć moje (nie zawsze, niestety) odpowiedzialne życie, które podarował mi Bóg. On się serio o wszystko troszczy! Przykład: wczoraj sobie myślę: Panie Jezu, Ty wiesz jaka jest lipa w wiadomym Ci temacie. Zrób coś, podziałaj, podpowiedz, czy jak… Dwa kwadranse temu przyszła odpowiedź! Sprawa, o którą się wczoraj martwiłem, uległa poprawie. I to jest dla mnie znak, żeby nie kłopotać się zbytnio o sprawy drugie i trzecie, lecz skupić się na tych zasadniczych. W tym konkretnym czasie na pokucie i nawróceniu, żeby nie nałożyć przypadkiem na siebie krzyża niewłaściwego, bezsensownego. A jest możliwości w tej materii bez liku. Klasyki gatunku: alkohol, kobiety i mamona; bardzie wyrafinowane: aktywizm, fałszywa pokora; ucieczki w świat zabawek i wiedzy nikomu do niczego nie potrzebnej…

Nie mnie oceniać samego siebie, jakim człowiekiem i księdzem jestem. Jednak słowa z Pwt 30, 15 – 20 stawiają mnie do pionu w tej oto kwestii: to, czy, jak i jaki krzyż niosę nie jest bez znaczenia dla innych, zwłaszcza – w moim przypadku, dla wiernych powierzonych mej pasterskiej trosce.

Opublikowano Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Wielki Post czas zacząć!

Kolejny Popielec odchodzi w cień historii. Taka kolej rzeczy: dzień się zaczyna, by się skończyć. Wielki Post się rozpoczyna – popiołem i Miserere[1], by zakończyć się poprzez Triduum Paschalne, radosnym Alleluja!

Od każdego z nas, indywidualnie, zależy, co z tym świętym czasem zrobimy, jak z niego skorzystamy. Posypując głowy popiołem, możemy je potem umyć, i jak gdyby nigdy nic, dalej robić „swoje, dla siebie i po swojemu” – czyli bez większego zainteresowania się tym, jak odnieść Słowo Boże oraz wezwanie do nawrócenia do swego życia w codzienności, jak i od święta. Tylko wtedy nie dziwmy się, że łapiemy się na tym, iż częściej, lub rzadziej zdarzają się takie momenty w życiu, że ludzie nie traktują nas poważnie, a dodatkowo są dla nas nad wyraz krytycznie nastawieni. Wszak nie da się inaczej potraktować hipokryty, pozera i atencjusza, jak tylko właśnie w ten sposób: dystansując się od niego i dając mu mocno odczuć, by się przyjrzał swemu usposobieniu i zmienił je.

Możemy jednak spróbować spojrzeć pozytywnie na wszystkie treści liturgiczne dnia, jakim jest Popielec, by pójść niejako za ciosem, i także zakosztować w tym, co niosą bogate w treści kolejne tygodnie Wielkiego Postu. Postaram się, w miarę wolnego czasu, choć raz w tygodniu wielkopostnym odnieść się do treści, które niosą czytania liturgiczne tej części roku liturgicznego.

Dziś chcę się krótko odnieść do czytań mszalnych Środy Popielcowej, czyli dzisiejszej liturgii Słowa Bożego.

Najpierw prorok Joel. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Wielki Post to czas rozdzierania serca! Trzeba rozedrzeć swe serce z tego wszystkiego co tak bardzo moje, do czego tak symbiotycznie, jak jemioła czy huba do drzewa, jestem przywiązany. Nie będę uskuteczniał duchowego ekshibicjonizmu, albowiem był by to kolejny przejaw owej symbiotyczności. Dość, jak powiem, że mam co robić, nad czym pracować, by wzywać Boga, aby się nade mną zmiłował, by „Jego dziedzictwo nie poszło na pohańbienie„

Św. Paweł Apostoł zaś kieruje do nas przesłanie: W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem! On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.

Pojednać się z Bogiem: stanąć naprzeciw Niego, wyciągnąć ku Niemu rękę na zgodę! Nieraz, jak spowiadam na tak zwanej „dostawce”, to po modlitwie absolucji i zapukaniu w kratkę, podaję prawicę penitentowi. Właśnie po to, by miał świadomość, że jest z Panem Bogiem pogodzony. Pojednanie z Bogiem może nastąpić tylko w znaku sakramentalnym, który sprawia to co oznacza, czyli akurat w spowiedzi staje się dla nas jasne, przytomne, że jesteśmy na powrót domownikami Boga, bez względu na wszystko inne, cokolwiek by to nie było. To jest Boża sprawiedliwość: kto podaje Bogu prawicę na pojednanie, ten będzie zbawiony, i przedsmak tego będzie miał w doczesności. Kto zaś się będzie unosił swą ludzką, chorą ambicją, ten zbawienia nie dostąpi, a i doczesności będzie miał masę okazji, by zmienić swój punkt widzenia…

Czas 40 dniowej pokuty to doskonała sposobność, by właśnie Bożą sprawiedliwością się zająć, wziąć na „duchowy warsztat” swoje życie w odniesieniu do Bożej sprawiedliwości. Modlitwa, post i jałmużna to zestaw narzędzi, by „podokręcać duchowe śruby i sworznie sumienia, naoliwić skrzypiącą wadami  świadomość 4 cnót kardynalnych i przykazań Bożych.

Tyle na dziś. Następny wpis będzie o sensownych i bezsensownych krzyżach.

[1] Ps 51

Opublikowano Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , | 2 Komentarze

Niedzielny dreszczowiec po 3 dekadach czyli o tym, że wszystko dzieje się po coś!

Wpis niniejszy dedykuję ludziom z Twittera. Oni dziś swoim zorganizowaniem i życzliwością zmobilizowali mnie, by podzielić się ze wszystkimi Czytelnikami bloga kawałkiem historii mego życia. Historii, która w moim odczuciu bardzo mocno przystaje do historii Saula i Dawida, jaka nam była dziś prezentowania w Liturgii Słowa Bożego na Mszy Świętej.

Poniższą historię wplotłem też w dzisiejszą homilię, dzieląc się nią z moimi Zacnymi Parafianami.

Historia ta do dziś dnia, choć miała miejsce grubo ponad 30 lat temu, sprawia, że na samą myśl o niej przebiega mnie zimny dreszcz. Ale też, z pozycji 40 latka widzę to jedno, bardzo wyraźnie i bez żadnego „ale”: Bóg jest miłością i kocha mnie taką miłością, że ja nawet nie mam słów, by jej intensywność, głębię, opisać. Niech więc opisem będzie ów kawałek mego życia, którym się z Wami dzielę.

Miałem 7, może 8 lat. Góra 9. Było niedzielne popołudnie. Z odwiedzinami do rodziców przyjechał ich znajomy, milicjant. Był na służbie. Przybył służbowym motocyklem, miał mundur na sobie, cały „rynsztunek”: pałka, kask, raportówka, pas z Bronia i ładownicami. Pan Mietek przywitał się ze  wszystkimi w domu, a do mnie z uśmiechem rzekł: ty Marek to chyba milicjantem byś chciał być, co? Po czym nie bardzo chyba nawet czekając na moja reakcję, wręczył mi w oka mgnieniu rozładowany pistolet. Magazynek wrzucił do raportówki, a ją gdzieś w bok odłożył. Rodzice z gościem poszli pić kawę, a ja biegałem po domu oraz przed wejściem do niego, i mierząc do niewidzialnym czarnych charakterów, Bang!, Bang! Strzelałem z prawdziwego gnata! Jednak po dłuższej chwili znudziło mi się to Bang, Bang! Coś mnie pchnęło, by poszukać raportówki w której był magazynek. Znalazłem ją, sama wręcz pod me ręce weszła. Wyjąłem magazynek i zacząłem go przymierzać do pistoletu. Próbowałem na parę sposobów, ale cały czas coś nie pasowało. Dzięki Bogu! Moje dziecięce rączki miały za mało siły, by docisnąć magazynek, by zamek załapał. I z takim niedociśniętym magazynkiem w pukawce wleciałem do pokoju, w którym rodzice przyjmowali gościa. Widziałem w jednej sekundzie pobladłe z przerażenia twarze rodziców oraz skupiony na mnie wzrok Pana Mietka. Podszedł do mnie z uśmiechem, położył mi jedną rękę na ramieniu, a drugą delikatnie ale zdecydowanie zniżył moją rękę, w której była broń, kierując ją ku podłodze. Wyjąwszy mi ją z ręki, zabezpieczył ją i już od tej pory trzymał przy sobie. Pamiętam, że trochę było gadania wokół tego tematu, ale koniec końców, nigdy już potem do sprawy nie wracano w mojej rodzinie.

Dopiero teraz, po tych 30 latach zdaję sobie sprawę z grozy sytuacji. Jak cienka jest granica między emocjami a działaniem oraz jak bardzo niewiele potrzeba, by zniszczyć życie sobie i innym.

W kontekście czytania z 1 ks. Samuela dochodzi do głębi mej duszy głos Dawida, żeby nie podnosić ręki na Bożego Pomazańca, którym ostatecznie, do jakichś miar jest każdy człowiek. Wszak przynajmniej jako chrześcijanie, jesteśmy wszyscy namaszczeni Duchem Świętym, mając za zadanie objawiać Ojca poprzez uczynki i postawy, o których mowa w dzisiejszej Ewangelii.

Cała ta historia z pistoletem uczy mnie, że „dzida” emocji, które nierzadko z wielką łatwością potrafią zawładnąć rozumem, potrzebuje być pilnowana przez jej posiadacza, który ma pokój w sercu, i nie goni po kniejach bitewnych powodowany nienawiścią, gniewem, zazdrością i innymi złymi emocjami. Znam swoje życie, jego koleje aż do dziś. Wzruszam się, kiedy widzę, jak przez rozmaite zdarzenia z mego żywota Bóg pokazywał mnie oraz moim bliskim, co ważne w życiu, warte wzięcia pod refleksję, by potem wzrastać na chwalę Bożą i ludzki pożytek. Z niektórymi sprawami się udało. Z niektórymi nie uda się już, a inne czekają w kolejce, kiedy Pan da znak!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O angażowaniu się dzieci w konflikty ich rodziców

Wczoraj, późnym wieczorem, na Twitterze zainicjowałem dyskusję n/t Czy dorosłe dzieci, mające swe rodziny, powinny się angażować w rozwiązywanie konfliktów w małżeństwie swych rodziców?

Zachęcam Czytelników do zapoznania się z zabierającym głos w dyskusji.

Temat jest o tyle ważny, że dość powszechny, bo przybywa w zastraszającym tempie sytuacji konfliktowych w polskich domach, przy jednoczesnym wzroście obojętności na te sytuacje. Wg mnie, już z twitterowej dyskusji wynika potwierdzenie tej obserwacji.

Dzieci i ryby głosu nie mają”, to zasada, tak samo jak i inna, że „Jak się ożeni to się zmieni” – totalnie w poprzek Ewangelii i porządku Miłości, jaki objawia Jezus Chrystus w Dobrej Nowinie.

Pierwsza powinna nasze myśli skierować na Jezusa, Którego poszukiwali Rodzice, gdy „zagubił” się podczas święta Paschy; druga – chociażby na ten moment w Ewangelii, gdzie Jezus mówi o tym, iż z wnętrza, z serca człowieka pochodzi wszelkie zło.

Odnalezienie Jezusa w świątyni jasno wskazuje, iż w świątyni jest Tenże Jezus, tam go należy szukać – także w świątyni, którą jest człowiek – dziecko swoich rodziców.

Serce zaś ludzkie, to duchowe oczywiście, będące obrazem duszy, to „okno wystawowe” człowieka. Albo widać w nim dobry „towar” albo zwykły szmelc, który zagraża wręcz zdrowiu bądź życiu.

Na koniec odwołam się do jednego z uczynków miłosiernych, względem duszy: grzesznych upominać. Każdy ma OBOWIĄZEK to czynić. Bez względu na relacje, które tworzy. Jezus nie wynosi na piedestał więzów rodzinnych – w sensie, że nie są wartością sama w sobie. Ranga rodziny jest na tyle ważna, na ile staje się rodzina miejscem spotkania człowieka z Bogiem – takie jest jej podstawowe zadanie. Skłonny jestem twierdzić, że w wielu wypadkach kryzysu rodziny, jest to dopust Boży, mający na celu przebudzenie duchowe tworzących ją, by zaczęli na nowo realizować ów cel, jaki Bóg powierzył rodzinie.

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 19 Komentarzy

Z Pamiętnika wiejskiego proboszcza: pogrzeb dziś miałem

Moi Parafianie, synowie Pana Jana spełnili ostatnią wolę swego Rodziciela. Mimo, iż dopełnił swego żywota mieszkając poza parafią, chciał spocząć na cmentarzu parafialnym w naszej wsi.

Bywa, że, kiedy chowam sędziwych parafian (Pan Jan dożył 84 lat), wspominam w homilii pogrzebowej o tym, iż długowieczność, liczne potomstwo (Pan Jan powołał do życia 9 dzieci) oraz pogrzebanie w ziemi ojczystej to dla Ludu Wybranego były znaki błogosławieństwa Bożego.

Nie sposób też pominąć inne słowa biblijne, które również jak powyższe okoliczności, wyrażają wierność Pana Boga wobec tych, którym błogosławi: miarą naszego życia jest lat 70, 80 gdy jesteśmy mocni. I tu znów przywołam fakt z życia Pana Jana, potwierdzający, że był mocny. Nie tylko dlatego, z przekroczył osiemdziesiątkę, ale że żona daje o nim świadectwo, że przez 60 (sic!) lat małżeństwa nigdy się nie pokłócili, nie powstała między nimi żadna zadra na małżeńskiej jedności. Dziś, w dobie kultury tymczasowości trzeba rzeczywiście być nie tylko mocnym, ale wręcz mocarnym, by nie dać pola złemu, który rozłamem się karmi i rozkoszuje wręcz.

Mocarność Pana Jana, a raczej jego współpraca z mocarnym Bogiem objawiła się także dziś, kiedy szczątki doczesne Pana Jana spoczywały na katafalku. Otóż przez dobre pół godziny w zdroju Miłosierdzia Bożego obmyło swe dusze wielu uczestników liturgii mszy żałobnej, podczas której przyjęli Ciało Pańskie.

Na pogrzebie odczytałem Ewangelię Łk 12, 35-40:  niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie.

Przepasane biodra to gotowość do służby bliźniemu, zapalone pochodnie to światło blasku łaski Bożej w naszych duszach – wolność od grzechu.

Pan Jan służył rodzinie, żonie, dzieciom, sąsiadom. Na godzinę zaś śmierci, dzieci zadbały o to, by ich tato pojednał się z Bogiem, by został zaopatrzony na drogę do wieczności. Ufam, że czujny o sprawy ducha już śp. Jan, nauczył tej czujności i ją zaszczepił w głębi serc swych dzieci.

W intencji śp Jana: wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci!

Opublikowano Dzieje, Słowa o Słowie | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz