Keep calm and don’t be kocia łapa!

Od niepamiętnych czasów znam powiedzenie, określające życie mężczyzny i kobiety na wzór małżeństwa ale bez formalnego związku, czy to cywilnego, czy kościelnego. Życie na kocią łapę. Nigdy jednak jakoś głębiej nie wchodziłem w etymologię tego określenia. Wiedziałem, że pojęcie wierności u wielu zwierząt jest, powiedzmy sobie szczerze – fakultatywne. I w ta stronę rozumienie owej „kociej łapy” zdążało i pewnie nadal zdąża u wielu.

Jednak wczoraj dokonał się pewien przełom, czy raczej doprecyzowanie etymologiczne, czy kulturowe w tej kwestii.

Chodzi o to, że kot to w wielu kulturach symbol cwaniactwa, wredności, niewdzięczności. Mało tego, to także atrybut wróżek, czarownic. Te drugie zwłaszcza, w temacie „kociej łapy” tłumaczą w czym problem. Czarownice kojarzą się z paktowaniem z diabłem, a kot bywa niekiedy utożsamiany jako ucieleśnienie demona, a przynajmniej jego służki. Niech będzie tu wystarczającym przykładem, postać kota Behemota w powieści Bułhakowa, Mistrz i Małgorzata. Biorąc pod uwagę fakt, że diabeł to antychryst, małpa Pana Boga, ta „kocia łapa” wzorem prawicy kapłana, dokonuje antybłogosławieństwa mężczyzny i kobiety, zamykając ich tym samym na możliwość korzystania z sakramentów świętych. Odtąd trudno im pełnić wolę Bożą, realizować Boże wezwanie do świętości – zarówno w jej realizowaniu jak i w świadczeniu o niej wobec innych.

Tu postawię kropkę, póki co przynajmniej w kwestii duchowych konsekwencji powyższego odcięcia się od źródła łaski. Zakończę, odwołując się do argumentu wielu zwolenników „kociej łapy” – to dziś nikogo nie dziwi, to powszechna praktyka, takie czasy.

Święty Augustyn, biskup, doktor Kościoła mawiał:

„Raz wybrawszy, ciągle wybierać muszę”

Marylin Monroe zaś mówiła

„To ogromnie ułatwia wybór, gdy wszystko jest jednakowe.”

Dwie postacie. Biskup i celebrytka. Biskup z wielu rzeczy rezygnował, w rezultacie został świętym i nauczycielem świętości dla wielu. Celebrytka zaś cały czas wyzwala atmosferę skandalu, zgorszenia i smutku.

Dlatego też, jeśli wahasz się w wyborze, Drogi Czytelniku, z całego serca zachęcam Cię: Keep calm and don’t be kocia łapa!

Opublikowano behawioryzm, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | 7 Komentarzy

Celibat II

Przeczytałem sobie tekst p. Sporniaka z Tygodnika Powszechnego 4/2020 o celibacie właśnie. I powiem to samo co autor – celibat jest czymś funkcjonalnym, dyscyplinarnym w Kościele, nie ontologicznym i dogmatycznym. Jest pewnym znakiem czasu, mającym spełnić określone zadanie. Dziś, kiedy mamy taki ogromny kryzys rodziny, może warto wgłębić się w ten znak czasu właśnie? W jaki sposób? Znosząc celibat? Nie wiem, ufam Kościołowi, że przy użyciu właściwych narzędzi rozezna co będzie dobre dla trwania i rozwoju Ciała Chrystusa w świecie nam współczesnym.

Nie będę walczył przeciw celibatowi, nie będę morderczo go bronił. Zachowuję celibat wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami i widzę, jakie dobro z tego dla mnie płynie. Widzę też braki oraz zło, które także się materializuje. To mi pokazuje, ile jeszcze potrzebuje się natrudzić jako człowiek, czy zdążać ku pełni człowieczeństwa.  Za dobro dziękuję Bogu i Kościołowi, za zło wynagradzam, starając się też bardziej wnikać w swoją wolę, w duszę, odkrywając tym samym źródło zła jak i też Źródło Łaski. Tutaj jakiś czas temu pisałem o tym szerzej. Natomiast tu ogólnie o celibacie i dziewictwie. Też warto zajrzeć.

Chrześcijaństwo to dla nas, wierzących, przestrzeń życiowa, środowisko wzrostu.  Wszystko, czego tu, w tym świecie doświadczamy, ma nas doprowadzić do zgłębiania tajemnicy Bożego działania, jakie jest nam zagwarantowane przez Trójjedynego Boga. Mówiąc kolokwialnie, mamy odkrywać Ojcostwo Boga, tak jak dziecko odkrywa, jaki to skarb mieć przy sobie Tatę: bo na sankach powozi, nauczy gwoździe wbijać, pokaże jak się modlić, jak motyle łapać, jak umierać z godnością, w poczuciu spełnienia się. 17 lat temu Bóg dał mi swoją obietnicę, swoje Słowo – posyłam Cię jako księdza do pracy w Kościele. Co jakiś czas to Słowo nabierało obfitości, hmmmm, ciała. Cały czas to się dzieje. Jakich kształtów nabierze, jak się rozwinie? Misterium fidei! Byleby nie był to stwór na kształt tego, o którym czytamy w Dn 2,31-45

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , | 16 Komentarzy

Miecz jak klucz albo klucz jak miecz

Nie jeden raz już tak było. Spotykam się z parafianami na kolędzie pierwszy raz. Nowy człowiek w parafii, nowych ludzi spotyka. Pojawia się niejaka trudność polegająca na tym, jak poprowadzić rozmowę, na czym ją skoncentrować. Leży obok krzyża i zapalonych świec Biblia. Sięgam po nią, otwieram na losowym fragmencie i czytam. Czasem daję parę słów komentarza, czasem jakieś pytanie postawię (pod medytację, nie dla przepytywania kogokolwiek). Czasem z fragmentu przeczytanego wyprowadzam modlitwę powszechną, polecając w niej sprawy danej rodziny, odnosząc je do wybranego fragmentu. Jakież to wtedy się cuda potrafią dziać! Jakie sprawy wychodzą na światło dzienne! Cała gama postaw się też ujawnia niejednokrotnie. Ziszcza się Słowo Pana, iż jest Ono jak miecz obosieczny, albo jak książeczka, która ma być spożywana przez Autora Apokalipsy – wpierw gorzka, ale zaraz wkrótce mająca stać się słodyczą.

Patrzę na dzisiejszą Ewangelię. Jest przebogata w treści. Każde zdanie to okazja do głębokiej zadumy. Ja się chcę krótko odnieść do jednego detalu. Przy opisie powołania Andrzeja i Piotra oraz Jakuba i Jana, Ewangelista Mateusz zauważa, że oni <<natychmiast>> poszli za Jezusem. Rzucili dosłownie te sieci, i bez opieszałości, zbędnych słów, podążyli za Jezusem.

Znacznie bardziej niż kogoś, znam siebie. Wiem, jak mi jest ciężko podjąć się różnych, nawet codziennych zadań. Nieraz jest tak, że mając się zająć czymś, po drodze zajrzę to tu, to tam, zatrzyma się, na cos spojrzę, czy o czymś pomyślę, by za moment zapomnieć co miałem zrobić, dokąd pójść, etc. Potrzebuję „naprężyć muskuły mózgu”, żeby wejść na właściwy tor działania. Jeśli to się zdarza w sprawach banalnych, rutynowych, to co dopiero, gdy idzie o te najważniejsze, zbawienne!?!

Jezus nieustannie nas, mnie powołuje do apostolatu, do zbawienia. Robi to w konkretnym czasie: tu, i teraz. Stawia mnie w konkretnych okolicznościach, stwarzając tym samym okazję do dania Mu odpowiedzi – nie tyle słowem, co czynem. Zgodnie z Bożą logiką: Na początku było Słowo…

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: rozważań zdań kilka nt szczęścia

Lata temu, kiedy studiowałem w elbląskim WSD, miałem kolegę, Pawła. Były to czasy, kiedy telefonia komórkowa w Polsce dopiero raczkowała, mało kto więc posiadał wówczas telefon. Paweł, kiedy się poznaliśmy w 1997 telefonu nie miał. Ani też zegarka na ręku nie nosił. Mówił, że zakochani i szczęśliwi czasu nie liczą. Miał siebie za uczestnika tak zakochania jak i szczęścia. Zapytany, jak sobie radzi choćby z podróżowaniem środkami komunikacji publicznej, odpowiadał – zawsze jest ktoś z zegarkiem, zawsze jest jakiś zegarek gdzieś, więc nie ma problemu.

Minęło trochę czasu, i okazało się, że Paweł zakochał się i szczęście znalazł w małżeństwie i rodzinie. No i fajnie, bo takie to jest życie, że nie ma w nim gotowych scenariuszy. I to, że ktoś zaczął WSD nie oznacza, że musi je jako duchowny opuścić, jak i w druga stronę – narzeczony, nawet zaręczony, zawsze może stanąć jako prezbiter jakiejś lokalnej wspólnoty Kościoła. To co istotne, co jest sednem w obu tych przypadkach – by Bóg był centrum mego szczęścia.

Chodzi „za mną” ten temat, jaki chcę dziś podjąć na blogu już od długiego czasu. A jest nim szczęście, czy pytanie o nie lub jeszcze bardziej, medytacja nad szczęściem, na jego definicji, próbie określenia jako czegoś co jest, bądź nie – obecne w mym życiu.

Jestem chrześcijaninem. Moim szczęściem jest, a może częściej – powinien być samoudzielający się mi i innym, Bóg. Solo Dios basta, jak pisała w swoim czasie Święta Teresa z Avilla. Przychodzi On do mnie w Jego Słowie (Biblii), w liturgii, na modlitwie, w sakramentach, w bliźnich. Przychodzi, bez wątpienia! Ma nie tylko zegarek, czy komórkę, ale znacznie więcej: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie (zob. Ga 5, 22-23). Będąc tak obdarowanym, człowiek niczego więcej nie potrzebuje.

A jednak…

… jest różnie, nierzadko szaro-buro, gorsząco.

Patrzę na swoją aktywność w social media, wnikam w głąb swego serca, duszy i umysłu – i Bogu Najwyższemu dzięki, że ten wgląd daje! Wpisy nigdy niewysłane idą w ostatnich latach w setki! A i tak czasem coś się wymknie i potem się wznosi tajfun niepokoju. Ta odmiana frontu walki duchowej, jakim jest tak zwana „wirtualna rzeczywistość”, to plastyczny dowód na to, że walka z przeciwnikiem Boga jest wielce nierówna. I z jednej strony, uczę się pokory, z drugiej jednak, czuję, że kończy się chyba tu mój czas. Może to takie trochę „szczęście w nieszczęściu”? Trzeba zebrać parę razy po „łbie”, żeby wreszcie dotarło…?

Trwają odwiedziny duszpasterskie wiernych, także u mnie w parafii. Wiadomo, że nie da się wszystkiego dotknąć w ciągu nawet i godziny spotkania kolędowego, bo i na takie mogę sobie pozwolić. To jest realne życie, świat ludzkich doświadczeń, twarzy, głosów – często bardzo spragnionych szczęścia właśnie. Wiem, bo sam tego potrzebuję i dzięki Bogu – otrzymuję! Spotykając się z Parafianami, ich gośćmi, ale też z ma rodziną, znajomymi, przyjaciółmi, czy tez przypadkowymi osobami tu i ówdzie.

Wiem, że wnoszę w świat mediów elektronicznych jakąś wartość. I poprzez to mam prawo do jakichś oczekiwań, czy wręcz wymagań, by wartościowości się domagać, by jej bronić i o jej etos zabiegać. Jednak, jak mi tez dziś przypomniał Św. Franciszek Salezy: Trzeba (…), aby każdy rozwijał pobożność odpowiednio do swych sił, zajęć i obowiązków.

Mam kilka postanowień na ten rok, pośród nich właśnie dostosowanie się do zaleceń świętego Franciszka Salezego. Wszystkich przychylnych mi proszę, byście mnie reprymendowali, na wypadek, gdybym o tym swoim postanowieniu zapomniał i zagalopował się w naśladowaniu Don Kichota, zamiast Chrystusa!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 9 Komentarzy

Co mają z sobą wspólnego Baranek, żółw rzymski i Jan Chrzciciel?

Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata – usłyszmy jutro w Ewangelii, a podczas Mszy Świętej, przed Komunią, kapłan powie: Oto Baranek Boży, Który gładzi grzechy świata. Dlaczego ta różnica? Ano, nie wchodząc w szczegóły, chodzi o nas, grzeszników i o nasze postrzeganie świata, a w nim także i rzeczywistości grzechu. Dla Pana Boga bowiem, grzech to coś, co nie ma zasadniczo liczby mnogiej. Każde odstępstwo od Prawa Miłości, jakim jest Prawo Boże, to po prostu grzech. Gdybym popełnił nawet 100 tysięcy grzechów różnych, to i tak wszystkie sprowadzają się do jednego mianownika: zaniedbanie się w miłości do Boga i bliźniego. Miłujący Bóg oczekuje po pierwsze i przede wszystkim uznania ze strony Jego dziecka, że ono zaniedbało się w miłowaniu Boga i bliźniego. A czy była to małżeńska zdrada, czy złodziejstwo albo akt wandalizmu, to już coś drugorzędnego. Sam po sobie widzę, że kiedy się spowiadam (średnio 2 x w miesiącu, czasem częściej) to czasem skupiam się na samym grzechu, na wyznaniu co i dlaczego zrobiłem, żeby w ten sposób znaleźć się w centrum uwagi Jezusa, który spotyka się ze mną poprzez spowiednika. A to przecież nie ja jestem najważniejszy w tym momencie, lecz Jezus właśnie! Jego łaska olśniewa, jak apostołów na Taborze!

Przeakcentowanie z „grzech” na „grzechy” jest niczym innym, jak wyjściem Jezusa w Kościele naprzeciw człowiekowi, z jego całą ludzką biedą wynikającą z grzechów, które popełnia w całej gamie. W Eucharystii Jezus Chrystus ogarnia nas Swą łaską, stwarzając przestrzeń do podjęcia decyzji na rzecz takich zmian w naszym życiu, byśmy dochodzili do tej właśnie prawdy, że grzech to w zasadzie jest ten jeden: zaniedbanie się w Miłowaniu Boga i bliźniego, i że się to po prostu najzwyczajniej w świecie nie kalkuluje. To coś na podobę rzymskiego żółwia, formacji legionów. Dana kohorta, czy tam centuria jest silna najsłabszym legionistą. Jeśli ten ostatni właśnie byłby chorowity, słaniający się, z zerową masą mięśniową, to jego oddział w oka mgnieniu byłby w proch rozbity.

Trwający w zaniedbaniu się w miłowaniu Boga i bliźniego grzesznik naraża całą wspólnotę Kościoła na osłabienie, na nadwyrężenie a przez to na realne niebezpieczeństwo ze strony przeciwnika Boga, czyli demona, który do końca tego świata będzie szukał sposobności, by oddzielić owce od Pasterza, by popadły w chaos, zamęt, by siebie nawzajem tratowały…

Od lat widzę, jak wielu ludzi, w różnym wieku dba o siebie, o swe ciało. Bieganie, fitness, siłownie, diety, i inne cuda, wianki. I super, czemu nie. Jednak na niewiele ciało się przyda, kiedy duch w nim spolegliwy, interesowny, wyrachowany, moralnie nie tylko słaby ale wręcz zepchnięty do narożnika pokoju, w którym jest klatka z kanarkiem, czy drapak dla kota… A potem zdziwienie, że korupcja, depresja, spirala nienawiści, wyścig szczurów, itd., itp., etc.

Dziś świat potrzebuje twardzieli, ludzi bezkompromisowych, bo tylko tacy tak naprawdę mają „moce przerobowe” by wskazać nam Jezusa Chrystusa, Baranka Bożego!

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 3 Komentarze

O nabierających się i o wybrańcach

Któż z nas tego nie robił?

Kiedy na choince zawieszało się pośród ozdób także cukierki, to się ukradkiem człowiek zakręcił przy drzewku, aby wysupłać łakocia w taki sposób, by nikt nie spostrzegł, aby papierek stwarzał pozór kompletu z cukierkiem. I tylko podmuch powietrza przy otwieraniu/zamykaniu drzwi i szum pazłotka zdradzał, że na gałązce dynda sobie samo sreberko po słodyczu… Papierek bez treści…

Obawiam się, że to nie tylko moje obserwacje, że to „wyciąganie cukierka z pazłotka” to rzeczywistość mocno dotykająca nas w świecie, którego doświadczamy. Więcej jest fasadowości, zewnętrzności, aniżeli treści, która by zostawiała trwały ślad w naszym życiu.

Patrzę na obejścia parafian w świątecznym czasie. Nie tylko w obecnej parafii, nie tylko w tych, w których pracowałem, również u kolegów. Bardzo często, niemal wręcz jest to regułą, że im więcej świecidełek, tym większa pewność, iż nie ma tych ludzi w kościele, do spowiedzi, do komunii. Nie tylko w święta. Całym rokiem. Robią radość dostawcy energii elektrycznej i chińskim marketom. Ta zewnętrzność wchodzi w krew. Natura nie znosi próżni. Każda pusta przestrzeń musi być zagospodarowana. Tam, gdzie nie damy wejść Bogu, tam wejdzie zawsze jakiś Herod, Kajfasz, Judasz, czy inny „szwarc-charakter”…

Mamy wolną wolę i tylko z jej przyzwoleniem mogą się przeciąć drogi ludzkie z Boskimi.  O ile człowiek tego przecięcia pragnie. Owa wspomniana fasadowość zdaje się jednak uzewnętrzniać pewne pragnienia przeżycia czegoś głębszego, trwalszego niż petarda, Mikołaj kiwający się w pod podmuchem wiatru w ogrodzie, czy ten wspinający się po ścianie, albo renifer czy sarenka LEDujące się przy ganku.

Liturgia świąt to doskonała okazja, by spotkać się z Bogiem wychodzącym naprzeciw. Tyle tylko, że trzeba mieć wiarę. Trzeba podjąć z serca płynące postanowienie, że się chce, aby coś więcej, niż nowy gadżet pojawiło się w moim życiu i miało w istocie na nie wpływ.

Czytaliśmy wczoraj w kościołach:

(Kol 3, 12-21) Bracia: Jako wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby ktoś miał coś do zarzucenia drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przywdziejcie miłość, która jest spoiwem doskonałości. A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusa niech w was mieszka w całym swym bogactwie: z całą mądrością nauczajcie i napominajcie siebie, psalmami, hymnami, pieśniami pełnymi ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. A cokolwiek mówicie lub czynicie, wszystko niech będzie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie okazujcie im rozjątrzenia. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe w Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha.

 Wybrańcy Boży. Wezwani do przyobleczenia się w miłość, mający serca zamieszkałe przez Słowo Boże – Chrystusa, itd.

Jakże to odmienne i jak bardzo uwznioślające człowieka, aniżeli przedmioty, którymi prześcigając się, niektórzy aż do przesytu dekorują swe domostwa!

Lampeczki, gadżeciki i petardy bez wątpienia skutecznie wkomponują się w zagłuszenie sumienia, w którym chce się na nowo rodzić Jezus Chrystus, Książę Pokoju, Bóg z Nami.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dziś jest Boże Narodzenie!

Nie trzeba sobie tego wyobrażać. Wystarczy myślami przenieść się poza mury kościoła. Ciemno, chłodno, do domu daleko…

W takich okolicznościach Izajasz głosił proroctwo mesjańskie, jakie zlecił mu Bóg w czasach, gdy Królestwo Judy było niewolone przez Asyrię. Kajdany, drągi krępujące ruchy, stalowe pręty dyscyplinujące zniewolonych. Ten obraz mocno się przebija przez dzisiejsze czytanie. Tamci, żyjący 700 lat przed Chrystusem, ponoszący skutki wiarołomności, bałwochwalstwa, i innych spraw, które były ohydne w oczach Boga, otrzymali pocieszenie, że nie zawsze tak będzie. Że Bóg wybawi Lud swój. Stało się to ich udziałem po ponad 200 latach od czasów, w których żył Izajasz.

Ale tamto doświadczenie nie było tylko czymś co miałoby tylko wydźwięk czasowy, miejscowy. Tamte wydarzenia były przygotowaniem do Cudu Betlejemskiej nocy. Za pomocą sugestywnych, pełnych budzących emocji, obrazów, Bóg, posługując się prorokiem, zarysował zbawczy plan, jaki miał się wydarzyć 7 wieków później.

Historia, której uczestnikiem, bohaterem jest wręcz jakieś pokolenie, dotyczy nie tylko tego konkretnego pokolenia, ale też i kolejnych. Rzeczywistość przez nas doświadczana, rzutuje na tą, której my na tym świecie nie doświadczymy… W jakich dziś niewolach tkwimy? Jakie jarzma na sobie nosimy? Kto nas pogania stalowymi prętami? Komu czy też czemu pozwalamy się więzić? Dlaczego dziś, w dobie tak bardzo podkreślanego wszech-rozwoju, jest tak wielu nieszczęśliwych ludzi, którzy siebie i innych poniewierają, znieważają, traktują gorzej niż przedmioty? Dlaczego w jednym domu żyją ludzie podzieleni poglądami na wiarę, wartości?

Dlaczego tak wiele wyrachowania w nas, interesowności, i bezduszności ? Przypomnę, że Izajasz jako prorok został posłany do Izraelitów w czasach, gdy Boga traktowali – delikatnie mówiąc – mało poważnie…

Ewangelia stawia nas wobec faktu, że zawsze są jakieś okoliczności geopolityczne, jest jakaś władza i jej stosunek do obywateli, ich przekonań, poglądów, etc.

Widzimy też kolejny ważny element etosu życia tamtego czasu: małżeństwo WSPÓLNIE zdąża, do wyznaczonego miejsca. Maryja i Józef wiedzieli, że w drodze nadejdzie czas na rozwiązanie ciąży. Nie zmienili decyzji. Trwali RAZEM w podróży i w oczekiwaniu na rozwiązanie. Żyjemy jako wspólnota parafialna. Źle się dzieje, jeśli nas nie mamy z sobą wspólnoty na modlitwie, w dobrej pamięci, zatroskani wzajemnie o siebie. Nieobecność na mszy świętej tłumaczona lenistwem, wypoczynkiem, biznesem to stawianie siebie i swoich spraw ponad czcią dla Boga i miłością wobec bliźniego. To zgoda na rzeź niewiniątek. Zgoda przez obojętność…

Dziś jest Boże Narodzenie. Czy słyszysz głos płaczącego Dziecięcia Jezus w Twym sercu? W sercu Twego współmałżonka, w sercu Twego dziecka, matki, ojca, brata, siostry, sąsiada!?

Nie bój się zrezygnować z ciepłego łóżka, w zimową niedzielę, po tygodniu pracy. Tak jak nie bali się z tego zrezygnować pasterze, idąc oddać pokłon Panu Jezusowi

Chcesz mieć więcej ? Zacznij dawać więcej! Nie bój się tracić czasu dla Jezusa, jak czynili to wszyscy ci, którzy chcieli Go zobaczyć, oddać Mu pokłon. Nie wynoś się nad nich, bo zaliczysz upadek, którego duchowo możesz nie przeżyć. Nie przeżyłeś życia, nie wiesz jeszcze na co chce cię Bóg przygotować. Nie kuś Go jak diabeł na pustyni. A jak nie wierzysz, to poczytaj sobie ST, przypomnij sobie obrazy, jakie rysuje m.in. dziś Izajasz.

Nikt bez pomocy Ducha Świętego nie może powiedzieć panem jest Jezus. To wynika tez z tego, że ma Bóg w nas upodobanie. Że chce nas tu i teraz, bo nas tu i teraz zgromadził, że chce odmienić nasz los, łamać nasze jarzma, rozświetlać ciemności.

Dziś jest Boże Narodzenie. Czy słyszysz głos płaczącego Dziecięcia Jezus w Twym sercu?

Czy owiniesz Go w pieluszki i dasz Mu to, co masz, a nie to czego nie dostałeś? Otulisz Jezusa stającego przed Tobą we współmałżonku, dziecku, matce, ojcu, bracie, siostrze, sąsiedzie i kim tam jeszcze – przebaczeniem, zgodą, daniem kolejnej szansy?

Nie zmarnuj okazji, nie wiesz czy będzie kolejna…

Opublikowano Biblia, Dzieje, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Dla kogo jest miejsce w kościele?

Nigdy bym nie odważył się powiedzieć, jako ksiądz, że ktoś jest „mile widziany” w Kościele. To jest jakaś pomyłka! Dla każdego miejsce jest w Kościele. Każdy jest nie przeze mnie, ale przez Jezusa zaproszony do wspólnoty z Nim właśnie, nie ze mną! Ja nie mam nic do gadania, czy mi miło, czy nie miło oglądać tego czy owego w kościele! Ja po to jestem, by mu umożliwić spotkanie z Jezusem. Spowiadając, głosząc Ewangelię, sprawując Eucharystię, służąc wobec niego jako współpracownik Prawdy, miłosierdziem.  Nie trzeba być kardynałem by to wiedzieć! Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy obciążeni i utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię! Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie! Ja jestem winnym Krzewem, a wy latoroślami! Itd., itp., etc.

Od dłuższego czasu słucham, czasem czytam o tym, co dzieje się w Niemczech, czy też w Austrii, co wyczyniają kardynałowie Marx, czy Schönborn. Najogólniej – dla niemającego orientacji Czytelnika bloga – pierwszy daje przyzwolenie na błogosławienie gejom ich związków – grzesznych, bo takimi je określa nauka moralna Kościoła. Błogosławienie im na wierne związki homoseksualne, na wytrwałość w drodze życia partnerskiego. Co prawda, mówi kardynał, że nie ma to być na podobę małżeństwa, ale ten frazes, że tak się wyrażę, to ma się do całości tak, jak młotek do jedzenia zupy. Przy tym temacie warto sobie poczytać o błogosławieństwach. Drugi natomiast promuje środowiska LGBT jako inspirujące do odkrywania nowych horyzontów duchowych, kulturowych i nie wiadomo jakich jeszcze. Tu znów nie trzeba być kardynałem, by zauważyć, że Bóg, wychodząc na ratunek człowiekowi korzysta z wiernych sobie sług, z osób, które są sercem przy nim, w których nie ma deprawacji, głębokich ran. Powołuje niedoskonałych ale ich wydoskonala. Warto w tym miejscu wspomnieć na niższego w szarży, bo zwykłego kapłana, Polaka, sługę Bożego, księdza Franciszka Blachnickiego. Ksiądz ten, twórca Krucjaty Wyzwolenia Człowieka z całą stanowczością nauczał, że TYLKO wolni od zniewoleń ludzie, będą w stanie tworzyć w tym świecie Nową Kulturę a w niej stawać się i pomagać innym stawać się Nowymi Ludźmi w Chrystusie.

Posługując się językiem politycznym, obaj wzmiankowani purpuraci są ewidentnymi lobbystami na rzecz środowisk LGBT.  Lobbysta to ideowiec za pieniądze. Jest na to brukowe określenie, którego mnie, jako duchownemu nie wypada używać. Odwołam się więc do srebrników, za które Judasz sprzedał Prawdę. Wydał ją na śmierć krzyżową.

Historia zbawienia trwa. Nadal dokonują się w naszych czasach, zbawcze tajemnice Jezusa Chrystusa. Każdego dnia stajemy wobec nich i w kontekście celu ostatecznego, jaki przed nami, potrzebujemy wybierać drogę tego świata – w rozumieniu Św. Jana Ewangelisty, czy też drogę uniżenia, podążając za Jezusem Chrystusem. Jasne, że nie jeden raz zdarzyć się możemy, że znajdziemy się raz tu, raz tam, ale każde nasze świadome, interesowne wejście w układanie się ze światem osłabia w nas ostrość widzenia Jezusa i Jego Krzyża.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Kościół to nie Teatr Kodaka

Dawno już nie pisałem nic na blogu. Tematów jest aż nadto, ale brakuje albo czasu albo weny, by ubrać to wszystko w jakiś sensowny przekaz, który będzie przy okazji wnosić faktycznie coś konkretnego w życie, w etos chrześcijański Was, Drodzy Czytelnicy.

Proszę, oto po długiej przerwie, kilka słów n/t dekoracji ślubnych, i nie tylko, w kościele. Artykuł dedykuję pewnej osobie, która mnie zainspirowała do podjęcia tego właśnie tematu.

Parę dni temu, przeglądając prezentacje znajomej florystki, przygotowującej wystrój świątyń na uroczystości zaślubin, zaznaczyłem, komentując jedną z fotografii, że bym protestował, gdyby to miało miejsce w kościele, w którym pracuję. Przedmiotem sprzeciwu byłby dywan, rozłożony przez cała długość kościoła, a na którym to dywanie widniały imiona młodej pary.

Pani florystka miała trudność ze zrozumieniem mego stanowiska. Zaznaczyła, że ludzie mają takie życzenie, płacą jej za jego realizację i wszyscy są zadowoleni.

Oczywiście, nie mam zamiaru kontestować przebiegu transakcji handlowych na linii: zleceniodawca – konsument. Oponowałbym jako gospodarz świątyni i jako duchowny, stojący na straży doktryny katolickiej.

Powodem mego sprzeciwu wobec takiego wystroju, o jakim mowa, byłby fakt, iż przecież wszyscy obecni na ceremonii wiedzą, do kogo na ślub przybyli, bo przecież zostali nań zaproszeni, na piśmie, długo przed samym faktem, w którym mają uczestniczyć. To raz.

Po drugie: choć wydarzenie zawarcia małżeństwa jest niewątpliwie doniosłe, to jednak nie młodzi są w centrum liturgii, lecz Chrystus Pan, Którego wzywają, zapraszają do swego życia, by im błogosławił, uświęcał ich we wspólnym życiu. Ozdobniki, o których mowa, te i wiele innych, totalnie rozmywają istotę liturgii ślubnej. Skupiają uwagę wszystkich na tym co banalne, a niekiedy wręcz kiczowate. Nie służą ani skupieniu modlitewnemu, ani wyjaśnianiu świętych misteriów. Coraz częściej są to także, niestety, rzeczy wprowadzane nie dość że bezrozumnie, bezkrytycznie, to dodatkowo mające rodowód pogański (choćby sypanie ryżem, pieniędzmi).

Ile to razy już widziałem pełne płycizny, zewnętrzności i banału oprawy uroczystości ślubnych, by za paręnaście miesięcy dowiedzieć się, że zawarte małżeństwo w najlepszym razie żyje w indyferentyzmie religijnym, albo rozpadło się.

Dywany, wywijasy kwieciste, lampiony, cuda na kiju. Jak na gali rozdania Oscarów. Nie minie wiele czasu, a wszystko się w pył rozleci. Pozostaje śmiech przez łzy, żal i masa problemów. Oscar zamienia się w Złotą malinę…

Nie mam nic przeciwko czytelnym, zawierającym przekaz liturgiczny, dekoracjom na uroczystości religijne. Ale nie ma mojej zgody na lansowanie kiczu i pustki egzystencjalnej w świątyni, do której przecież przychodzi się do Boga prosić o błogosławieństwo, a nie konkurować z Nim w zwracaniu uwagi na siebie.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 9 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: wspominki przestrzegające przed „wiecznym grillem”*

Dlaczego wszyscy nie będziemy zbawieni? Dlatego, że nie wszyscy będą tego chcieli. Łaska, która jest darmowa, zbawia tylko pragnących dostąpić zbawienia, a tych, którzy tego nie chcą, nie zbawia. Tak pisał całe wieki temu św. Jan Chryzostom, w swoim dziele pt: Homilia na temat Listu do Rzymian 18, 5.

Bez mała 30 lat temu, kiedy uczęszczałem do szkoły średniej, nieraz kupowałem sobie kolorowe pisma filmowe, by być zorientowanym, co w filmowym świecie piszczy. Było w tych pismach mnóstwo informacji na temat światowych i polskich premier kinowych.

Jako, iż w mieście, gdzie pobierałem naukę, było kino, to zaglądałem nierzadko na tablicę z repertuarem, by wiedzieć, czy już jakiś hit kinowy dotarł do miasta, czy jeszcze nie. Paradoksalnie jednak, bardzo rzadko bywałem w kinie. W zasadzie tylko wówczas, kiedy było wyjście ze szkoły. Ale była orientacja w zagadnieniu, no i oczywiście kino pod strzechą, czyli video odtwarzacze i spotkania na projekcjach w klubie, czy u kolegów, z czasem też w swoim własnym domu. Dość szybko nabrałem przekonania bądź dystansu do aktorów oraz gatunków filmowych. Niektóre z moich upodobań przeewoluowały, inne nie. Byłem kiedyś fanem kina akcji z Seagalem czy Norrisem w roli głównej. Dziś nie mam siły do oglądania ich w akcji…. Nicolas Cage był niczym smutny bażant w moim mniemaniu, dziś widzę w nim aktora przez wielkie A. Mógłbym podać wiele innych przykładów. O! Mimo, iż Pan Pieczyński to człowiek nie z mojej bajki, to aktor z niego przedni!

Dlaczego piszę o swoich kinowych zainteresowaniach i gustach?

Otóż, dzieje się na naszych oczach akcja życia, wyborów, postaw, dylematów, trudności, uczuć. Angażujemy się w to wszystko bardziej lub mniej, angażują się inni. Przecinają się nasze ścieżki życiowe. W tym wszystkim chcemy doświadczać szczęścia, dobra, czegoś, co do końca nie jest uchwytne na tyle, by to zamknąć w słowa. In extenso jest to właśnie owo zbawienie, które przychodzi do nas z zewnątrz. Św. Jan Chryzostom pisze o tym, że nie wszyscy będą zbawieni, leczy tylko ci, którzy tego chcą. Uczestnikami zbawienia będą Ci, którzy interesują się w swoim życiu Źródłem tego, czego sami chcą i oczekują. Potrzeba więc orientować się w eschatologiczno-egzystencjalnym who is who,  by przypadkiem nie popaść w znudzenie, czy jakieś zblazowanie. A wiadomo, co pod wpływem tychże, może przychodzić człowiekowi do głowy.

Przed nami adwent. Nowy rok liturgiczny, nowy czas, nowe szanse. Nowy sezon serialu pod tytułem życie. Czy będzie to opera mydlana, czy piękna epicka opowieść, to już tylko od naszej woli zależy.

*Bardzo dziękuję Panu Maciejowi Gnyszce za ukucie tego skojarzenia. Mam nadzieję, że nie ma mi za złe za posłużenie się tym skojarzeniem w niniejszej notce.

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Jest przełom, widać go na horyzoncie!

Idzie noc, a jutro rano służba Boża czeka, więc krótko tylko parę myśli.

Po 1: odnoszę wrażenie, że z roku na rok w naszej parafii w Chojniku przybywa ludzi na świątecznych mszach świętych. Moje wrażenie to mało, także Parafianie dostrzegają podobną tendencję.

Po 2 – blog. Poniżej wrzucam statystyki za mijający dzień. Od jakiegoś czasu, jak dostrzegam za pomocą statystyk strony, Czytelnicy interesują się tematyką przeze mnie poruszaną. Widać, jest jakieś przynaglenie ku temu, by podchodzić na nowo, albo głębiej to spraw, które dotąd zajmowały niższe rankingi dotychczasowym zainteresowań osób, które teraz wczytują się w treści takie, jak np te, na poniższej wklejce.

Cieszę się bardzo, że tak to wygląda. To jest ziszczanie się zapewnienia Jezusa Chrystusa, że nas nie zostawi sierotami!  Po to dał nam Kościół, byśmy w nim towarzyszyli sobie wzajemnie w pielgrzymce wiary po niwach ziemskich, ale zarazem pod płaszczem Bożej Opatrzności.

 

Opublikowano behawioryzm, Dzieje | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: wybory wyborom nierówne !

Każdej niedzieli w ciągu roku szkolnego dzieci w naszej parafii otrzymują Ziarenko. Między innymi po to, by utrwalić sobie Ewangelię niedzielną, rozwiązując zadanie z nią związane. Co niedziela jest losowany jakiś symboliczny gadżet celem nagrodzenia pracy konkretnego dziecka. Inne otrzymują dla zachęty cukierka lub lizaka.

Dziś tak się złożyło, że była kumulacja losów z 2 niedziel, było ich ze 30. Pytam dzieci: kogo mam wylosować? One w odpowiedzi głowy zwieszają w dół, nikt nic nie mówi. Zagaduje więc: wiecie, że jak Pan Jezus spotykał różnych ludzi, to ich pytał o to, czego od Niego oczekują? A dziś w ewangelii nawet nie pytał, bo widział jak jest. Zatem zapytałem raz jeszcze: kogo mam wylosować? Odpowiada mały Filip – ja bym chciał być wylosowany! Więc mu odpowiadam – OK., zawsze jest szansa, 1 do 30 że los padnie na Ciebie, tym bardziej, że jasno mówisz, czego chcesz. Losuję, mieszam losy, łapie jeden, i cyk! Los padł na Filipa! Na tego właśnie Filipa!

Mielibyście zobaczyć reakcje ludzi w świątyni!

To jest właśnie to: trzeba się określić, czego potrzebuję. A całą resztą zajmie się Kto trzeba!

Dla mnie takie zdarzenia to nie pierwszyzna. Ale za każdym razem wprowadzają w zachwyt, w jakieś zdumienie oraz wzruszenie. Tym samym daje się poznać Bóg człowiekowi: zdumiewa, zachwyca i wzrusza Jego wielkość, miłość i łaska. I co najważniejsze, jak historia wyżej opisana pokazuje: On chce być traktowany KONKRETNIE jak Ojciec, Który proszony, wzywany, działa z radością, biegnąc ku nam, by służyć Zbawczą Miłością. Wiecie co? Liczę troszkę na to, że w naszej parafii zaczną się dziać wspaniałe rzeczy, że Chojnik ma spore szanse stać się Wioską Cudów. Wspomóżcie proszę, Drodzy Czytelnicy, moja nadzieję Waszą modlitwą. No bo przyznajcie sami, że cuda to byłaby fajna jakość w życiu każdego z nas, prawda?

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Panie, przymnóż nam wiary!

Wzywać Pana, wyglądać za Nim, rozpoznawać Go, trwać w wierności Jemu ale jednak cały też czas wołać ku Niemu wraz z apostołami, by przymnażał wiary. Takie to proste niby i oczywiste, a jednak…

Pozdrawiam Was Drodzy Czytelnicy urlopowo!

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: zapoznałem się dziś ze śmiercią

Jest Pan przygotowany na spotkanie z Bogiem. Nie ma się Pan czego lękać, może Pan iść śmiało w objęcia Miłosiernego Ojca. On w Panu rozpozna swoje dziecko!

To były ostatnie słowa, jakie usłyszał dziś ode mnie schorowany, cierpiący mężczyzna, otoczony bliskimi, którzy mnie poprosili o namaszczenie ich kochanego człowieka.

Dla mnie natomiast to było pierwsze doświadczenie bycia przy zgonie człowieka. Widziałem dziś przechodzącego Boga! Przyszedł w modlitwie wspólnotowej, przy sporej grupie świadków. Uspokoił konającego, zdjął z niego brzemię cierpienia, pomógł choremu zwyciężyć ostatnią walkę. Okoliczności całego zdarzenia to jeden wielki manifest Bożej łaski! Wybrałem się na przejażdżkę w odpowiedniej porze, pojawiłem się we właściwym miejscu dokładnie „na styk”. Mam cichą nadzieję, że moja śmierć będzie podobna do tej, z którą się dziś spotkałem. Boże, błogosław!

Panu Krzysztofowi zaś, Chryste, otwórz niebo!

Opublikowano Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 3 Komentarze

Panie, nie jestem godzien…

Dużo mówi się w kościele o pokorze. W Piśmie Świętym, jak i w wielu pieśniach śpiewanych podczas Mszy, wielokrotnie się ten motyw pojawia. Padają też słowa „Panie, nie jestem godzien…”. Ale czasem mam wrażenie, że jakoś opacznie to rozumiemy i źle do tego podchodzimy…

Ogólnie chodzi o to, że Bóg kocha mnie, Ciebie i każdego z nas ZA DARMO. Kocha pomimo wszystko. Mimo grzechów i kolejnych upadków… On po prostu kocha człowieka, bo go stworzył na swój obraz i podobieństwo. I jeżeli będę odmawiać różaniec czy się modlić, nie stanę się bardziej godna… On JEST. Jest niezmienny i kocha mnie cały czas tak samo. Nie mówię, żeby się nie modlić. Wręcz przeciwnie! Trzeba to robić, ale należy pamiętać o tym, że nie ma to być forma „zasłużenia” na cokolwiek, „kupienia” Jego miłości. Bo to nie tędy droga…

Podobnie i w drugą stronę… Ja mam czasem tak, że uważam, iż po prostu po tym, co robię, nie godzi się iść do kościoła. Ale, wiecie co? To wcale nie jest pokora! A wręcz przeciwnie… Bo Bóg jest większy od mojego grzechu i tego powinnam się trzymać. A nie zapatrywać się w swoją słabość i powtarzać, że Bóg mnie nie chce… Chce. I nie wierzcie w nic innego!

Nie mam na myśli grzeszenia zuchwałego i mówienia sobie, że Bóg i tak mi wybaczy. Nie należy jednak wpędzać się w myślenie, że jestem już na tak głębokim dnie, że już nie ma nadziei… I warto unikać tych ludzkich podziałów we wspólnotach w parafiach… Bo ktoś działa w ruchu katolickim i myśli, że w oczach Boga jest już uprzywilejowany. I krzywo patrzy na tego, o którym wie, że na co dzień żyje w grzechu, ale mimo to przychodzi do kościoła. Nie sądźmy. Od tego jest Bóg.

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia, Życie Duchowe | Otagowano , , , | 1 komentarz

Oczekuj Pana, bądź mężny, nabierz odwagi i oczekuj Pana

Spotkałem się dziś z kolegą, też księdzem. Podzielił się ze mną spostrzeżeniem, że im bardziej jest konsekwentny w tym, co robi, tym bardziej widzi, jak różne sprawy stają się dla niego dotkliwe, uciążliwe. Zdrowie, sprawy natury technicznej, osobiste, etc.

Od razu poruszyło się moje serce na to, co Tomek wspomniał. Mam tak samo.! Stosunkowo często napiera też pokusa, by odpuścić, sfolgować. Ale przychodzi też refleksja, że są obszary – nadal! – niedociągnięć, bylejakości, letniości. Takie spotkanie jak to dzisiejsze, to dla mnie bez wątpienia ingerencja Bożej Opatrzności. Tym bardziej, kiedy czytam o odwadze, determinacji Mateusza – poszedł bez słowa za Jezusem, ściągając Go do siebie do domu, i zostawiając dla sprawy Bożej wszystko! Myślę sobie – co takiego niesamowitego dostrzegł Lewi w Jezusie, że porzucił intratną posadkę w służbie okupanta, i poszedł w kierunku, który po ludzku można nazwać tylko w ten sposób: ku zatraceniu! (Wszak spiskowy ton faryzeuszy bynajmniej nie skończył się podówczas, gdy działo się to, co mamy spisane w Ewangelii. To trwało i ba! Trwa nadal!).

To wszystko mi pokazuje jak na dłoni, że Ewangelia nadal jest głoszona wszelkiemu stworzeniu, i że moja w tym rola też jest także przewidziana. Tym bardziej więc mam motywację, by trwać na drodze, którą powziąłem wybierając życie na sposób duchownego.

 

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , | 1 komentarz

Samotność? Lubię a nawet bardzo potrzebuję

Dzięki pewnej Pani Ewie zdecydowałem się nieco dotknąć tematu samotności – jako, że jak pisał gdzieś Św. Jan Paweł II – ksiądz to ten, który jest samotny, by inni nie byli samotni (przy okazji, polecam lekturę niniejszego wpisu).

Spróbuję, mając tą myśl gdzieś „z tyłu głowy”, kilka zdań o samotności skreślić. Jednak – Pani Ewo – nie będzie o rodzajach, a o doświadczaniu, definiowaniu, przeżywaniu jej.

Zacznę od tego, że temat samotności rzuciłem na swoją linię czasu na Twitterze

z czego wynikła całkiem interesująca mozaika pojęć, skojarzeń i doświadczeń samotności. Warto poczytać!

Ciekawym spostrzeżeniem podzieliła się tu Pani Anna Zapolnik

Interesujące, przykuwające moją uwagę jest ono osobiście dla mnie, ponieważ jako duchowny, jak wspomniał swego czasu papież Benedykt XVI, mam być specjalistą od relacji z Panem Bogiem. Sam je tworząc, zacieśniając je nieustannie, zabiegając o jak najgęstsze sploty nitek mego człowieczeństwa z Jego, Boga, Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela, łaską. Wyznam Wam, że akurat dziś szczególnie temat relacji jest mi bliski. Nie tylko tych rodzinnych, ale też ze znajomymi i przyjaciółmi. To ważne, co notuje Pani Anna, dzieląc się swoim doświadczeniem spotkania i rozmowy z księdzem, ale myślę, że chyba trzeba szerzej spojrzeć na to tworzenie relacji. Nawet, gdyby ostatecznie miały one być podobne do tych, jakie tworzył „Obrotny Zarządca”…

To tak tytułem wstępu, nakreślenia tła, które jest niewątpliwie udziałem wielu z nas, którzy samotności doświadczają. Jeszcze raz zachęcam do lektury bloga Twitter Twins oraz dyskusji na Twitterze.

Samotność w moim życiu.

Wydaje mi się, że mocno w nią wrosłem. Choć czasem daje w kość. Bo gotowanie dla jednego, bo sprzątania sporo, bo trzeba z samym sobą przebywać, słuchać siebie, Boga… Albo i nie… Ale! Zaraz, zaraz! Wracając do słów Benedykta XVI – więź z Bogiem warunkiem sine qua non to tworzenia więzi z ludźmi! Moja samotność to droga Boga do mnie, by – daj Boże! – mogło z niej wynikać wszystko to, czego ON potrzebuje, dla mnie, a przeze mnie dla innych.

Dzięki samotności mam okazję zobaczyć siebie takim jakim jestem, z minimalnym uszczerbkiem dla innych. Dzięki zaś relacjom z innymi – bardziej czy mniej, a czasem w ogóle nie znanymi, przypadkowo napotkanymi (a raczej opatrznościowo) osobami pokonuję etapy ku Ziemi Obiecanej.

To jest droga oczyszczenia zmysłów, które ma w swej istocie pozwolić na uporządkowanie osobowości danego człowieka. Samotność w ten sposób przeżywana, czy raczej tak postrzegana, jest rozwijająca, gwarantująca odpowiednią przestrzeń, by poukładać wszystko tak, jak potrzeba. Samotność jest tutaj materiałem pod rozwój wolności. Jestem pod obstrzałem, naciera na mnie wojsko, armia moich wad, przywar, grzechów, niedojrzałości, ograniczeń. Ale jednocześnie jest poddawany próbie fundament, na którym buduję swe życie. Albo jest to Skała, albo piach… Różnie bywa. Szerzej o tym za jakiś czas. Warto bowiem wiedzieć coś niecoś na temat drogi oczyszczenia – w duchowym rozwoju człowieka to zdecydowanie najdłuższy etap żywota. Warto, jako pewien materiał studyjny, obejrzeć sobie film „Ignacy Loyola”. Najlepsza wg mnie scena, to ta właśnie,  kiedy rodzi się w samotności, na skale, Ignacy, jako Nowe Stworzenie w Chrystusie. Niesamowita scena!

Samotność można wg mnie zmarnować. Ma to miejsce, kiedy damy się osaczyć samym sobą i tym wszystkim, co tak bardzo moje – czyli grzech. Wtedy jest to osamotnienie. Beznadzieja. Implozja żalu, zgorzknienia, nienawiści, izolacji. Tak jak samotność to  bycie samemu, w wolności i ku wolności, tak  Osamotnienie to bycie otoczonym przez samotność. Zero wolności, zero perspektyw. Przynajmniej w jakimś zakresie. (trochę inaczej o tym można poczytać tu oraz tu)

Kończąc tych kilka myśli powiem tylko tyle co w tytule notki: Samotność? Lubię a nawet bardzo potrzebuję – jednak oddaję się woli Pana, wierząc, że On sam wie, czego dla mnie potrzebuje i w jakim czasie, a mnie pozostaje prosić o modlitwę za mnie, bym nie był głuchy na to co On ma dla mnie przygotowane.

Może uda się rozwinąć tu, na blogu, w komentarzach, ciąg dalszy tych rozważań o samotności?

Opublikowano behawioryzm, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 10 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: dożynkowo.

Znana jest książka Władysława Kopalińskiego pt. „Opowieści o rzeczach powszednich”. W tym utworze autor podaje historię rzeczy powszednich, nad którymi przechodzimy do porządku dziennego, a które stanowią podstawę naszej egzystencji. Z tymi rzeczami jesteśmy związani do tego stopnia, że nawet nie stawiamy sobie pytań dotyczących wartości w naszym życiu, nie myślimy o tym, co by się stało, gdyby ich nagle zabrakło.

Przykładem może być chleb, tak ważny dla naszego życia, stał się synonimem wszelkiego pożywienia.

Wł. Kopaliński w swojej książce pisze, że, najpowszechniejszym pożywieniem człowieka na wszystkich kontynentach jest jakiś rodzaj chleba – z żyta, pszenicy, fasoli, ziemniaków, kory drzew, ryżu i grochu, a na Dalekim Wschodzie także kasztanów i bukwi (owoców buka).

Chleb zaczęto wypiekać w młodszej epoce kamienia, około 12000 lat temu. Egipcjanie wynaleźli pierwsze piece i wypiekali ponad pięćdziesiąt gatunków pieczywa. Wielkie znaczenie dla produkcji chleba, który my spożywamy, miało wynalezienie metody zakwaszania pieczywa drożdżami ~ zaczynem oraz budowa młynów.

Chleb był głównym pożywieniem starożytnych Żydów. Akadowie (ludność semicka południowej Mezopotamii, od trzeciego tysiąclecia uważała spożywanie chleba za dowód kultury. Kulturalni ludzie jedzą chleb…

Wyrażenie jeść chleb znaczyło tyle co posilać się. Prośba o chleb znajduje się w modlitwie pańskiej Ojcze nasz.

Znane są piękne ceremonie dzielenia się chlebem. Dawniej chleb łamano, a nie krojono. Dwa kawałki chleba symbolizowały zgodę, wiarogodność tych, którzy je posiadali.

Przełom sierpnia i września to w naszej kulturze czas, kiedy dziękujemy za plony, za żniwa, dzięki którym mamy chleb. Dziękujemy najpierw Panu Bogu, za to że On – Pan Życia, dzieli się swoim władztwem z ludźmi, i dzięki temu mamy pożywienie. Dziękujemy ludziom, Rolnikom, producentom żywności, za ich wysiłek, włożony w dzieło pracy na roli, za ich powołanie do trudnej, nieraz bardzo ryzykownej pracy. Ale też jest jeszcze jeden ważny aspekt dzisiejszego świętowania. Gromadzimy się to jako Kościół, czyli jako wspólnota ludzi z Bogiem i Uświadamiamy sobie, że wszyscy siebie nawzajem potrzebujemy, że dzięki tej wspólnocie rodziny Dzieci Bożych, nasze trudy mają sens. Rolnicy produkują żywność, inżynierowie unowocześniają mechanizacje rolnictwa, biolodzy i botanicy uszlachetniają nasiona pod zasiew, a wszyscy ludzie pod słońcem są odbiorcami, nabywcami nie tylko chleba, ale w ogóle żywności. Zakłócenie tych zależności z reguły powoduje nerwowość, poruszenie, albo i gniew – czasem mocno przybierający na sile.

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że zakłócenie to pojawia się zawsze wtedy, kiedy zaczynamy myśleć o sobie samych, kiedy spuszczamy nasz wzrok ku ziemi, przeżywając zazdrość, napełniając się smutkiem, którego źródłem jest nasz egoizm, i źle ustawione priorytety życiowe. Te właściwe to bycie bogatym u Boga: bycie pokornym, miłosiernym, sprawiedliwym, współczującym, dającym zawsze kolejną szansę, miłującym człowieka ze wszechmiar – aż po ofiarę Krzyża.

W pierwotnym kościele, jak czytamy w Dziejach apostolskich – nikt niczego nie nazywał swoim. Chodzi o to, żeby to, co posiadam, nie przesłaniało mi drogi do Boga, do bycia bogatym przed Nim. To co mam, ma służyć wspólnocie tych, którzy ze mną ku temu samemu celowi zdążają. Inaczej mówiąc – jak trafnie zauważył abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki – gdy widząc potrzebującego nie pomagamy mu, jesteśmy wysłannikami szatana. Tych potrzebujących są niezliczone rzesze. Nie tylko spragnieni chleba, ale też prawdy, miłości, współczucia, wrażliwości, zainteresowania…

Każdy nasz dzień życia to sposobność spotkania z Chrystusem. Możliwość usłużenia Mu, wejścia z Nim w zbawczy dialog. Szczególny czas i okoliczności ku temu mamy dokładnie teraz, kiedy uczestniczymy w Eucharystii. Spoglądając na owoc pracy rąk ludzkich, patrząc na swe własne dłonie, zaglądając w głąb swych serc i dusz, dziękujmy dziś Zbawicielowi za ten czas, jaki nam daje, dziękujmy za pokarm, który praca rolników nam zabezpiecza, aby nasza cielesność była zdolna do wysiłków na rzecz gromadzenia sobie bogactw u Boga, a które to bogactwa mamy możność w pełni rozpoznawać i odważnie gromadzić, karmiąc się Ciałem Pańskim, Najświętszą Eucharystią, w Jedynym Źródle Życia, Prawdy i Miłości, jakie nam Chrystus zostawił w Kościele Świętym.

Opublikowano Dzieje, Słowa o Słowie, Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Małpa Pana Boga, czyli zdań kilka o anty-typie Trójcy Świętej

Nieraz można się spotkać z twierdzeniem, że szatan to „małpa Pana Boga” w sensie, że Go małpuje, naśladuje nieudolnie, szyderczo, czyniąc to wszystko celem doprowadzenia człowieka do potępienia, do włączenia człowieka w swój dwór. Małpa z niego, co rekrutuje nowych członków trupy cyrkowej…

Wspominany w poprzedniej notce ks. Cz. Bartnik mówił o anty-osobie, jaką jest szatan. To jeden z przejawów tego małpowania Pana Boga. Jest wiele innych miejsc, w których podobny zabieg diabelski możemy dostrzec. Wszystko – jak pisałem wcześniej – by Boga wyśmiać, wyszydzić, wykpić a tym samym zaciemnić poznanie Boga człowiekowi. To są działania wojenne. Po prostu. Myślę sobie, że Sun Tzu, pisząc „Sztukę Wojny” miał chyba konszachty z kadukiem…

Ks. Bartnik poświęca nieco uwagi pokazaniu „Triady” szatańskiej – antyzbawczej Trójcy. Chodzi tu o pokazanie wymiaru społecznego szatana i złych duchów. Bo co do osobowości, to szatan jest samotnością, jednak co do natury (czyli celu, działania) jest wspólnotowy (vide „ moje imię to Legion; Joanna, żona Chuzy uwolniona od 7 złych duchów).

Ks. Bartnik przywołuje Apokalipsę Św. Jana Apostoła, jako jedyne miejsce biblijne, gdzie antytypu Trójcy można się dopatrywać. Są to: Smok (wąż starodawny), Bestia pierwsza i Bestia druga czyli Fałszywy Prorok. Każda z tych osób stanowi określoną zasadę zła społecznego.

Smok, wąż starodawny to źródło zła. Osobowe, negujące Boga jako prawdę, Dobro, Zycie, Miłość, Sprawiedliwość, etc. Oczywiście, nie ma tak, że człowiek jest pod przymusem do zła – bo jest ludzka wolność, życie w łasce, cnocie. Jednak odpryski tej relacji Smoka do Boga cały czas godzą w naszą ludzką naturę.

Bestia pierwsza to antyteza Syna Bożego. Antychryst. To ucieleśnienie zła w historii świata. To właśnie owe „małpowanie” czynów Syna Bożego. „Kultura tymczasowości” znakomicie obrazuje to o czym tu mowa. Jezus jest Tym, Który Jest – Bestia jest tą, która nie jest. (vide Ap 17, 8 – czyż nie widać tu wyraźnej sugestii, kim albo od kogo są ci wszyscy piewcy zagłady?) Pozorne szczęście, ucieczka w dezintegrację, to wszystko jest domeną Bestii pierwszej.

Antytezą Ducha Świętego jest Fałszywy Prorok, Bestia druga. To jakby osobowość złego ducha. Antykościół, kościół szatana, dosłownie – jego synagoga. Z całą jej liturgią, antykultem, zakłamaniem, krwią, śmiercią, etc. Rolą Bestii drugiej jest wnosić żywy obraz antychrysta. (zob Ap 13, 11-17; 14,9)

Proponowana przez ks. Bartnika triada to oczywiście teologiczna refleksja nad fenomenem zła i szatana w świecie. To co przedstawiłem notce to próba spojrzenia na zło, jego implementację w świecie i działanie polegające na antytwórczości, często, jak się zdaje, występującej pod płaszykiem postępu…

Być może w jakimś choćby delikatnym zakresie, da się wydobyć z tego co powyżej staranie o to, by nieco bardziej przejąć się przede wszystkim potężnym atakiem na świat wartości chrześcijańskich, które przez tysiąclecia kształtowały myśl i działanie wielu dziesiątków pokoleń ludzkich na świecie.

Opublikowano Biblia, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

O osobowości, niekoniecznie prawnej, szatana

Wraca jak bumerang wypowiedź generała jezuitów, o. Sosa Abascal, w której to wypowiedzi dla niektórych, znajduje się herezja i nie wiadomo co jeszcze. Ja bym na to tak nie patrzył, jako teolog. Na gorąco komentując wczoraj wypowiedź,  pisałem, że do tej pory Syn Boży stał się Człowiekiem – Osobą, że tak powiem 100 %Procentową. Diabeł wcielony to tylko kanwa horrorów i innym produktów pop kultury czy uszkodzonych duchowo ideologii.

Teologowie mają różne zdania co do przyznania „osobowości” szatanowi. Fakty są takie, że duchy czyste (substancjalne), jak i demony są rozumne, mają wolną wolę, inteligencję, więc i mogą wchodzić w relacje z innymi bytami wolnymi, rozumnymi, inteligentnymi, posiadającym substancjalną duszę. Na tym poziomie możemy bez wątpienia mieć pewność, że duchy dobre jak i złe są osobami. Zamiarem Boga było, ażeby duchy czyste dopomagały człowiekowi do spełnienia się eschatologicznego, to znaczy to pełnej wspólnoty z Bogiem. Część duchów zbuntowała się, za co została strącona do piekła – miejsca bez relacji z Bogiem. Można powiedzieć, że wspólnota z Bogiem wydoskonala, a brak jej upośledza stworzenie. Demony są więc samoupośledzającym się stworzeniem, które mając świadomość kim jest, ściąga ku sobie inne stworzenia, z którymi może wejść w dialog.

Co do osoby, jeszcze jedna rzecz jest warta podkreślenia: jedynie osoba ma zdolność popełnienia grzechu. Kto nie jest osobą, nie grzeszy. (ciekawe, czy to się przekłada na to, że w piekle nie ma zwierząt?) Też ważna rzecz: ludzka osoba nie ma słowa wiążącego na 100% – to, że odrzuca ktoś Boga nawet w godzinie zgonu, nie oznacza jego potępienia. Słowo zaś anioła taką moc ma. Warto więc cieszyć się z bycia człowiekiem!

Szatan to taka anty-osoba, byt-bez Boga, wcielone odrzucenie, jak określał go św. Jan Paweł II.

Jeszcze kilka słów o złu:

„Zło jest zakłóceniem relacji ku-osobowej. Samo w sobie nie ma natury, bytowości, samoistności. Jest jednak realne ze względu na swoje odniesienie do osoby i swoje znaczenie osiągane w osobie. W osobie może się okazać depersonalizacją, dezorganizacją, chaosem, bezkomunijnością, bezsensem, izolacją (szatan to absolutna izolacja)” ks. Cz. S. Bartnik, Dogmatyka Katolicka, Lublin 2000, s. 154 nn.

Człowiek staje się sobą tylko i wyłącznie w Bogu, poprzez relację z Nim. (Bóg Jest Mapą i Drogą) Jednak dar wolności pozwala na skłonienie się w kierunku relacji ze złem. (pojazdem jestem ja, i mogę wykonać fałszywy manewr powodując upadek w przepaść górską)

Naturę szatana znakomicie określa Św. Leon Wielki w 447 r, pisząc że zło nie jest substancją szatana lecz obciążeniem substancji, która z faktu, iż jest Bożym stworzeniem, jest dobra.

Ciekawa jest też kwestia ciężaru grzechu szatana. Wg np. Św. Augustyna grzech diabelski rezonuje grzechami śmiertelnymi nas, ludzi, przez co tworzymy społeczność jego „potomstwa”. Natomiast św. Tomasz z Akwinu uczy, że diabeł popełnił taki grzech, że podmienił on substancję jego osoby, co spowodowało, że zaczęły się inne grzechy, powiększające złość. I tu znów mamy powód do radowania się z bycia człowiekiem: dzięki temu, że jestem człowiekiem,  mam szansę na uzdrowienie kodu genetycznego swej duszy, by w godzinie zgonu rozświetliła się blaskiem światłości, której jej udzielił Bóg, i o którą światłość On nieustannie zabiega w naszym życiu, a czego ten wpis blogowy może być przejawem, w co ja akurat mocno wierzę!

Opublikowano Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Jak dać się zjeść a nie być zjadliwym?

Wspominamy dziś Św. Wawrzyńca, diakona i męczennika. Jako, iż żył blisko Jezusa, to zawsze wiedział co powiedzieć i w jaki sposób. Taka jest wartość dodana bycia przy Boskim Mistrzu. Że się częściej utrafi „istotę rzeczy”, wyrażając ja „w punkt”. Może i się to uda? Taką mam cichą nadzieję, a temat chodzi za mną od jakiegoś czasu.

Jest coś takiego, co się nazywa „Fontanna czekoladowa”. Non stop płynie w niej ciepła czekolada, wyłożone są nieopodal kawałki owoców, które nadziewa się na patyczki i oblewa pysznym smakołykiem. Taki owoc wtedy, nawet jeśli z natury jest lekko kwaskowaty, to zanurzony w czekoladzie nabiera nowej jakości.

Coś z tej fontanny czekoladowej da się zauważyć w naszym życiu. Bywamy nieraz nie tylko, że kwaskowaci, ale wręcz skwaszeni jak cytryna, i kwas ów roznosimy wokół. Albo gorycz, jak „kubańska pomarańcz”…  Ot, taki nasz charakter, sznyt. Wtedy potrzeba nam polewy czekoladowej, żebyśmy dali się zjeść, spożyć innym, a tym samym, byśmy nie byli zjadliwi. Fontanna czekolady jawi się wówczas nie inaczej, jak Źródło Słodyczy. Nasz Stwórca, oczywista! I więcej! Zbawiciel! I jeszcze więcej! Uświęciciel! Taka to Troista Fontanna, z Której płynie na nas słodycz łaski, dobra, prawdy, piękna, łagodności. Być blisko Niego, być w Nim rozmiłowanym, mieć w Nim utkwione swe oczy, serce, rozum… Dać się oblewać albo zanurzać w Jego łasce, świętości, dobru. Sposobów jest bez liku. Chcącemu nie dzieje się krzywda.

Jak ktoś nie bardzo jest na słodycze łasy, to może przykład gór bardziej do niego przemówi?

Bóg nas stworzył także z naszymi wadami, ale dając nam wolność, wyposażył nas w zdolność wspinania się z ich pomocą na wyższy poziom człowieczeństwa. Nasze wady, surowe oceny naszych wyborów życiowych, nasze błędy, złe doświadczenia są trochę jak wkute w skałę haki, łańcuchy, czy jakieś drabinki. Szpecą górę, ale czynią ją możliwą do zdobycia.

Opublikowano Słowo, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | 2 Komentarze

Zwierzęta też służą dziełu zbawienia

Miała okazję się o tym przekonać Pani Czubaszek.

Opublikowano Dzieje | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: o pogrzebie, studni i wielbłądach czyli o Miłosierdziu Bożym trochę inaczej

Zmarł mi kolejny parafianin. Pan Kazimierz, rocznik 1963. Niespełna rok temu pochował żonę, a teraz jego pochowali synowie.

Dobrą godzinę spowiadałem obecnych na liturgii bliskich zmarłego oraz parafian obecnych na pogrzebie. W oczekiwaniu na penitentów podczytywałem sobie świetną publikację, którą polecam gorąco każdemu.

Gerhard Lohfink, Jeśli nie na ziemi, to gdzie? Nieoczywiste myśli o Bogu i świecie, Poznań 2017. Książka powstała z zapisków, które prowadził autor, a które to zapiski to cytaty, czy refleksje z czytanym lektur bądź obserwowanych zdarzeń.

Trafiłem między innymi na taki krótki zapisek: Przysłowie z pustyni. „Ten, który wykopał studnię, będzie wynagrodzony za każdego wielbłąda, który się z tej studni napije”.

Pomyślałem sobie: no tak! Pan Kazik wykopał studnię swoim pogrzebem! Wielu ugasiło pragnienie spotkania się z Miłosiernym Panem przez spowiedź i Eucharystię. Efekt taki, że nasza świątynia grzmiała modlitwą, świadomym udziałem w świętych tajemnicach, w skupieniu i z zaangażowaniem.

W homilii mówiłem o naszym powołaniu do bycia ludźmi miłosierdzia. Byśmy sami w Miłosierdziu Bożym, w Jego kontemplacji się zatopiwszy, wydawali owoc uczynków miłosiernych w świecie, w którym żyjemy.

 Od wczoraj bodajże, w social media można natrafić na tzw „hasztag” #JestemLGBT

Różni ludzie lansują w ten sposób swoją bądź to przynależność, bądź gotowość to służby w promowaniu ideologii LGBT (ideologii, która promuje jako coś zupełnie naturalnego, zwyczajnego, bycie lesbijką, gejem, biseksualistą, transseksualistą). Nie mam zamiaru z tym dyskutować. Przynajmniej nie w tej notce. Wspominam o tym w jednym celu. Otóż, chciałbym zobaczyć, co mieliby ci ludzie od hasztagu #JestemLGBT do powiedzenia synom Pana Kazia, którzy to synowie w niespełna rok stracili obojga rodziców, co mieliby im do zaproponowania? Bo co do relacji zwrotnej, to nie mam wątpliwości, że Ci 3 chłopacy: Adam, Michał i Adrian mogliby dużo nauczyć beztroskich, kwestionujących porządek natury, ludzi, którzy próbują podważyć to, co  odkrył i w prostą regułę ubrał Święty Tomasz z Akwinu: dobro, to coś, co z samego faktu bycia dobrem napełnia naczynie, by potem z tego naczynia się rozlewać i napełniać sobą wszystko wokół.

Inny zaś święty, Patron dnia dzisiejszego – Ignacy Loyola odkrył równie ważną zależność, o której można poczytać np. w tym miejscu.

Powiem tylko krótko: tania, niskonakładowa przyjemność daje krótką pociechę, po czym zamienia się w gorycz. Ta zaś, która kosztuje przysłowiowe „krew, pot i łzy” nie dość że cieszy w czasie samego realizowania, to radością też napełnia po zrealizowaniu. Po prostu: dobre, jest zawsze dobre!

Panie Kazimierzu! Dobre czyny idą w ślad za Panem do Dobrego Boga. Zarówno te czyny, które Pan własnoręcznie powołał do zaistnienia, jak i te, które w czasie dopiero zaistnieją. Te kilka zdań, które napisałem, niech będą – daj Boże ! – jednym z tych dóbr, które za Pana sprawą, dzięki Pana współpracy z łaską Bożą, na tym świecie się pojawiły!

Opublikowano Aktualnie czytam, Dzieje, misericordiae watch, Słowa o Słowie, Słowo, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Celibat. Kolejna odsłona tematu 1

Jakieś siedem lat temu coś niecoś pisałem o celibacie już. Jako, iż niedawno widziałem w mediach społecznościowych jakieś wzmianki w temacie dyskusji nad celibatem, który w rzeczywistości religii katolickiej wiąże się z etosem życia duchownych oraz osób konsekrowanych, postanowiłem podzielić się z Wami kilkoma refleksjami nad przezywaniem celibatu. Czynię to, oczywista, jako praktyk.

Nie omieszkam wspomnieć, iż irytuje mnie, kiedy świeccy, nie-celibatariusze, próbują mi Zycie ustawiać, albo uzasadniać, że celibat to zło. Bardzo Was proszę, skupcie się Kochani świeccy, nie żyjący w celibacie, na powiększaniu dobra waszych relacji małżeńskich, aniżeli na szukaniu zła w bezżenności. Nie przekonacie mnie do swoich racji, bo sam Boski Mistrz mówi jak jest, wspominając o „bezżennych dla Królestwa Bożego”. Przy okazji wspomnę na Ewangelię z dzisiejszej niedzieli, na perykopę, w której Jezus gości w domu Łazarza, i w którym to domu Marta uwija się jak w ukropie, by zrobić gościnę, a Maria słucha Jezusa, jest przy Nim. Pan pokazuje nam jasno metodę na życie dające satysfakcję i spełnienie: być blisko Boga, na miarę właściwości swego powołania. A wtedy wszystko będzie jak trzeba. Będzie nabierać właściwej dynamiki oraz optyki. Bo, ale to tak tylko bokotematycznie.

Celibat. „Mój celibat jest historią mojej miłości” – te słowa, które usłyszałem w czasie Pielgrzymki Zaufania w 2004 roku, jakoś wracają z większą lub mniejszą częstotliwością. Usłyszałem je od ks. Mariusza Jagielskiego. Ciekawe, może trafi na tę notkę? Daj Panie Boże! Te 15 lat temu słowa te dla mnie były zarówno wielkie jak i …. Nijakie. Trzeba było trochę pożyć, by odkryć przynamniej trochę z treści, jakie w sobie niosą.

Dziś tylko jedna myśl.

„Nie jest dobrze, by mężczyzna był sam” – pamiętamy te słowa z ks. Rodzaju. No i oczywiście, myśli wielu i języki zarazem też, biegną do argumentów, które skupiają się na małżeństwie i rodzinie. Oczywiście, jest to zasadne, ale nie jedynie słuszne. Bo na przestrzeni ST mamy różne „podejścia” co do rozumienia małżeństwa. Nawet wspominany w dzisiejszej Liturgii Słowa Abraham, miał zgoła inne rozumienie swe wspólnoty z Sarą. Chodzi o to, że Bóg prowadzi historię Narodu Wybranego a tym samym historię każdego człowieka. czyni to po dziś dzień. I kiedy w Jezusie Chrystusie, podnosi do godności sakramentu małżeństwo, ale też i kapłaństwo, to nadal interweniuje w historię powołanych. Nadal ją pilotuje, że niech mi będzie wolno się tak wyrazić.

Wybrałem drogę służby na wyłączność Bogu. W ten wybór wpisuje się celibat, czyli bezżenność i w związku z tym, wstrzemięźliwość seksualna. Są to konsekwencje wyboru u początków wyboru jego, jako sposób życia. To tak jak z jazdą autem i operowaniem biegami. Wrzuciwszy pierwszy bieg, nie da się poznać możliwości auta, nie operując lewarkiem skrzyni biegów. Oczywiście, jechać się da ale z czasem spali się sprzęgło, będą trąbić za tobą, i w ogóle, będzie słabo.  Krótko mówiąc – odkrywam celibat jako dar Boży, ciągle będąc zaskakiwany przez najwyższego. Czasem zaskoczenie polega na rozczarowaniu, które niekiedy trwa bardzo długo, aż wreszcie nadejdzie właściwe rozumienie – właściwe obroty, by wrzucić kolejny bieg.

Dwa przykłady zaskoczeń.

Pozytywne. Żyjąc bezżennie doświadczam ciepła rodziny moich parafian, przyjaciół, znajomych. Doświadczam ojcostwa duchowego, jestem wyczulony na zalety oraz patologie ojcostwa. A co za tym idzie, praca formatora ojców, np. w konfesjonale, czy na katechezie mam „materiał studyjny”.

Negatywne. Nie ma czasem do kogo ust otworzyć, wisi nade mną widmo dnia przeżytego o „suchym wikcie”, a prawdziwą masakrą jest dla mnie ogarnianie napraw np. odzieży, czy takich spraw, jak obszycie sutanny nową taśmą, czy nowymi guzikami. I wiele innych, bardziej złożonych kwestii, które niech mi i ewentualnie domyślnym, będą tylko znane.

Jednak okazuje się, że z głodu nie umieram, brudem nie zarastam, a i odzienie tez jakoś nie straszy widokiem. I nie jest tak, że ktoś to za mnie/dla mnie robi. Wiele nauczyłem się robić sam. Wiele też dobra doświadczam od Parafian, Przyjaciół. Bywały sytuacje, że – jak to się mówi – z nieba ktoś spadał z gorącym rosołkiem, kiedy przeziębieniowe drgawki mnie dopadały, a rozbicie gorączką demotywowało do przygotowania choćby prostego obiadu. Bóg nie chce śmierci grzesznika lecz chce, by się nawrócił i miał życie. I miał je w obfitości!

Owa „negatywność” jest tymczasowa. Pan lament przemienia w radość!

To tyle. Rad będę móc czytać Wasze komentarze. Powiedzcie, jakie Wy widzicie błogosławieństwo w celibacie duchownych i osób życia konsekrowanego?

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 10 Komentarzy

I choćby przyszło tysiąc twarzoksiążek i każda i w inne okładce, to żadna nie da rady ludzkiej, przyjaznej gadce!

Nie jeden już raz w notkach blogowych pisałem o tym, że Internet dużo dobrego w moim kapłańskim życiu pomógł zrobić. Zresztą, samo to, że pisze kolejne notki, motywowane jest tym, że Czytelnicy dają mi mobilizację, komentując teksty, stawiając w nich pytania, czy dzieląc się w nich swoim doświadczeniami. Ta notka powstaje dzięki pewnemu Panu Grzegorzowi z Twittera, który podpowiedział mi, by skreślić parę zdań n/t zatrzymania rzeczywistości słowa w kontekście budowania relacji, a nie planowania ich ich. Od razu podchwyciłem temat, ponieważ chcę się podzielić swoim doświadczeniem w tej kwestii.

Gdzieś od 2003, może 2004 roku sporo czasu poświęcam na angażowanie się w bytność wirtualną. Wpierw przez kilka lat było sporo forów internetowych. Ewangelizacyjne, policyjne, Fronda, Rebelia. Potem Fejsuk oraz Twitter.

Dało mi to dużo w dziedzinie samorozwoju, formacji własnej, poznawania różnych spraw dotyczących szeroko rozumianego życia.  Dało wiele korzyści wymiernych w postaci rad, porad, podpowiedzi, krytyki, wyjaśnień, etc. Super sprawa! Jednak to, co najwięcej mi sprawiło radości oraz zbudowania to żywe relacje, spotkania z osobami z drugiej strony łącza internetowego. Były to wpierw spotkania z pojedynczymi osobami, z czasem spotkania w szerszym gronie – zjazdy/zloty forumowe, a także spotkania z osobami, które pierwszy kontakt ze mną miały poprzez bloga.

Tu ukłony i pozdrowienia dla Przesympatycznych, niezwykle Dobrych i Gościnnych Ser i Dusz, których posiadające osoby bez wątpienia wiedzą, że to własne o nich!

Spotkania, o których wspomniałem mają niesamowitą wartość. Słowa wypowiadane do siebie twarzą w twarz, w określonych sceneriach, ubrane w emocje, uczucia, zapachy, dźwięki, kolory, mimikę, gesty – to po prostu coś, co jest niezwykłe i bardzo poruszające, wyzwalające dla mnie na ten przykład, w tej chwili nawet – tęsknotę, plany, by ją zamienić w radość spotkania.

Był taki moment, że znajomych na Fejsbuku miałem ponad 2 tysiące, jak nie więcej. Z czasem jednak dojrzałem do tego, by odchudzić to grono. Kierowałem się jednym kryterium: relacji noszącej co najmniej znamiona znajomości. Tak więc patrzyłem na to, czy się znamy realnie, albo czy rodziną jesteśmy, albo czy nas jakaś wspólna droga łączy: np wspólne „forumowanie”. Tak mi upłynęło parę lat. Jednak po jakimś czasie nadszedł moment kolejnego „przesiewu”: przyjąłem kryterium  interakcji wzajemnych. Tu proces trwa. Przyglądam się tam swoim reakcjom na aktywności znajomych, jak i sam przykładam wagę do tego, jak znajomi z mediów społecznościowych objawiają się na moim profilu. Dziś tych Znajomych jest niespełna 400, z czego myślę, że ponad połowę, znam osobiście, a przynajmniej choć raz spotkaliśmy się.

Jest parę osób, z którymi poznawszy się poprzez sieć WWW, udało się spotkać w rzeczywistości, a potem, dzięki Bożej Opatrzności, zaczęły się tworzyć relacje głębsze, zdążające w kierunku przyjaźni, o czym jestem głęboko przekonany. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie było objawienia się sobie poprzez słowo mówiono, wypowiadane na żywo, jak pisałem wyżej. Dla mnie jest to swoiste urzeczywistnienie prawdy teologicznej, że uczestniczymy w stwórczym akcie Boga, stwarzając relacje, których On dla nas potrzebuje, bo wszak żyjemy nie dla siebie , lecz dla Niego. Pan aranżuje okoliczności, a my niesiemy Jego przesłanie tam, gdzie On tego potrzebuje i w taki sposób, w jaki to zaplanował. A że Sam działa Słowem, to tez i naszym słowom daje moc. Niech Bóg będzie uwielbiony w osobach, które poznałem poprzez aktywność w mediach elektronicznych!

Opublikowano behawioryzm, Variae | Otagowano , , , , , , , , | 11 Komentarzy

O najbardziej niespodziewanym

Ty też sobie to mówisz? Że kiedyś było lepiej, normalniej, życie było bardziej znośne? Jeśli tak, witaj w klubie. 😉

Jak to się zaczęło? Wszystko stało się w drodze. Szedłeś sobie tą ścieżką ziemskiej egzystencji i nagle zostałeś uderzony. Być może nie fizycznie. Możliwe, że to sytuacja Cię przerosła. Śmierć, choroba, utrata czegoś bardzo ważnego… Albo nazbierało się w Tobie tyle tłumionego gdzieś wewnątrz bólu, że nie byłeś w stanie już iść dalej. O własnych siłach nie mogłeś już zrobić nic. Przeszedł kapłan i lewita, a Ty wciąż leżysz półżywy… Bo zostawili Cię ci, o których myślałeś, że są Twoją jedyną deską ratunku. Bo przeszły już te dni, co miały być przełomowe… A pozostała szara egzystencja i – ironicznie wyszydzany przez niektórych – ból istnienia. Ale Ty dobrze wiesz, czym on jest. Może też kiedyś uśmiechałeś się pod nosem na to hasło. Ale teraz już aż za bardzo masz świadomość, jak to jest.

W końcu pojawia się Samarytanin. To ktoś, od kogo nie oczekujesz niczego. Albo ta chwila w życiu, co nie zwiastuje nawet cienia szansy na zmianę. Ale jednak jest inaczej. Bo to właśnie ten moment, co ma Cię odmienić, i ta osoba, która ma Cię podnieść. Opatrzyć Twoje rany (nie tylko te fizyczne) i dać Ci to, czego naprawdę potrzebujesz. Choć Ty wcale się tego nie spodziewasz. Bo może to człowiek, którego nie lubisz. A może to nawet Bóg, do którego masz pretensje o swój stan…

Na mnie zupełnie nie działają teksty, nakazujące, żeby się nie przejmować. Więc Ci tego nie powiem. Życzę tylko Tobie i sobie, abyśmy potrafili przyjąć pomocną dłoń i prosić o pomoc, gdy jest taka potrzeba. I byśmy, mimo wszystko, nie tracili nadziei. Tak nam dopomóż, Miłosierny!

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Słowa o Słowie | Otagowano , , , , | 3 Komentarze

O tym jak na wojenkę z masonami się wybierałem i co z tego wynikło

Miało być na wczoraj, ale trzeba było wpierw ważniejsze sprawy ogarnąć.

Gdzieś w okolicach roku 2000 trzeba się był zdeklarować na seminarium magisterskie, celem ukończenia WSD z tytułem naukowym. Przez moment było to seminarium z historii kościoła. Jednak szybko mi się „przechciało”. Ponowny wybór padł na teologię dogmatyczną. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie korciło, by pisać coś na temat masonerii. Promotor to wpierw podchwycił. Dał trochę czasu na kwerendę, by potem sformułować temat pracy. No i się zaczęło! Czytam ja sobie to, co szło czytać, co było w zasięgu, ale na kilometr to śmierdziało tanią sensacją, by nie rzec, że humoreską. Co więcej, zacząłem się łapać na tym, że wszędzie wokół mnie jest masa przejawów aneksji masońskich. Począwszy od formalnie oczywistych znaków na budynku dawnej loży w Elblągu, poprzez lokowane „All seeing eye” na walucie USA, skończywszy na Myszce Miki i innych bajkach Disneya, gdzie pojawiają się treści kojarzone z sekretnymi stowarzyszeniami około masońskimi.

Paranoja w czystej postaci! Ktoś, kto produkuje tego typu treści niewątpliwie ma w tym swój cel, i bez wątpienia nie jest to demaskowanie zła, lecz powielanie go, multiplikowanie wręcz. Pamiętam, kiedyś profesor Andrzej Nowak miał w Polskim Radio audycję poświęconą tajnym stowarzyszeniom. Z tego co pamiętam, to przekonywał, że nie istnieją na zasadach, jakich nam się to wmawia, poprzez aranże w stylu wręcz horrorowym. Jest to bardzo często wymysł ludzi, którzy przez taką „tajemność” albo naciągają innych na kasę, albo ukrywają prawdziwe, często niecne cele, odstraszając od siebie tych, co się zbyt im przyglądają, chcąc ich np. rozliczyć.

Koniec końców, promotor przekonał mnie szybko do zarzucenia tematów sekretnych stowarzyszeń jednym konkretnym argumentem: zbyt mała, czy wręcz niemal zerowa dostępność wiarygodnej literatury źródłowej oraz krytycznej. Porażka gwarantowana. Jeśli nie w trakcie pisania, to na pewno podczas obrony. Dałem odpór, z czego się bardzo cieszę, bo niezwykle wiele radości dało mi pisanie pracy o sakramentach inicjacji chrześcijańskiej. „Człowiek jest wydarzeniem absolutnego samoudzielenia się Boga”. To jest moje życie, mój wybór, moja misja, której podporządkowuję swe życie! Bogu dzięki, że ten temat się pojawił, a ja go pociągnąłem.

Doświadczenia tamtego czasu w połączeniu z wiedzą teraźniejszą, doświadczeniem, obserwacją świata dużo mi dają dziś. Są pomocne w formowaniu siebie oraz innych. Uczą dystansu do świata mediów, polityki, ekonomii, ale także duchowości.

Nie każdy wie o tym, że środowisko, szeroko je ujmując chrześcijańskie – jest mocno zinfiltrowane przez różne frakcje, „antykamery”, działające niekoniecznie w duchu Ewangelii. Nawet nasze rodzime podwórko to objawia: Kościół Łagiewnicki, Toruński, co i rusz skandale z celebryckimi kapłanami, takie czy inne afery wewnątrz Kościoła hierarchicznego, itd., itp. Ludzie tracą orientację. Nie tylko świeccy, ale i duchowni.  Jak się ustrzec przed uwikłaniem w gąszcz wątpliwości? Nie ma jednego rozwiązania zapewne. Każdy powinien mieć jakieś swoje własne. Dla wierzącego to po pierwsze Ewangelia, i konfrontowanie z Nią słów, czynów i planów „wielkich tego świata”, jak i – a raczej nade wszystko – swoich własnych. Bo tylko mając w sobie niezmąconą wodę, będzie się czuło jej zapach na zewnątrz i do takiej samej, niezmąconej, będzie się chciało zdążać.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

„Bohaterom dzwony, tchórzom zęby dzwonią.”

Czytaliśmy dziś w kościołach:

Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą. Więc się ich nie bójcie. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie jawnie, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.

 Takie dwa moje skojarzenia w związku z tym fragmentem Ewangelii. Oba z sobą w organicznym związku.

  1. Nieraz się zdarza, że słyszymy od kogoś, albo i sami pytamy siebie lub kogoś: co ja mam teraz zrobić? Zwłaszcza, kiedy jakąś trudność się pojawia, nasz status quo zostaje zachwiane. Wtedy się tez pojawia panika, roztrzęsienie. Wchodzą ze swa złą robotą wątpliwości oraz lęk. Zapominamy, że Jezus wstępując do nieba, obiecał, że nie zostawi nas sierotami! Zostawił nam Siebie w Kościele: w sakramentach oraz w Słowie.

Dziś słyszymy, że nie przyjdzie na nas nic, czego byśmy się nie spodziewali. To wszystko, czego doświadczył Jezus, będzie w jakimś stopniu, ale zawsze – naszym udziałem.

  1. O tym co powyżej, miał okazję przekonać się na samym sobie, papież Pius XII, któremu osobista wojnę wydał Stalin, preparując życiorys Pacellego, obwołując go „papieżem Hitlera”. Stalin się jednak mocno zdziwił, że środowiska przychylne, doceniające heroizm Piusa XII „jawnie i na dachach” ogłaszali światu, co dla ratowania, zwłaszcza Żydów, uczynił ten święty już, Namiestnik Chrystusowy. Wspomnę jeszcze tylko, że Stalin, łamiąc sobie zęby na papieżu, który był poza jego zasięgiem fizycznym, odegrał się na wielkiej liczbie duchownych katolickich w Sowietach oraz w państwach satelickich Stalinowskiej Rosji. Między innymi na Węgrzech – kardynał Józef Mindszenty, oraz w Jugosławii – kardynał Alojzy Stepinac, w Polsce – kardynał Stefan Wyszyński.

Ciekawe, że polityka wobec Stalina i komunizmu  prowadzona i promowana przez H, Trumana, prezydenta USA, w czasach pontyfikatu Piusa XII oraz urzędowania kardynała Stepinaca, w głównej mierze polegała na tym, że przekazywać prostą, pokorną prawdę o komunizmie. Stąd ogromna rola mediów, dziś praktycznie historycznych herosów w walce z komunizmem: Radio watykańskie, Radio Głos Ameryki, Wolna Europa. Są to, wg mnie, owoce poddania się Duchowi Świętemu – Gospodarzowi Kościoła, Któremu zlecona została przez Jezusa Chrystusa troska o każdego z nas.

Tytuł notki to aforyzm p. Lecha Nawrockiego

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kiedy zaczniemy wywoływać soborowe klisze ?

Nieco spóźniona polecanka, cały czas jednak aktualna!

W kwietniowym numerze miesięcznika „W Drodze”, znajdziemy ciekawą rozmowę z liturgista, o. Dominikiem Jurczakiem OP nt liturgii Kościoła. (Dzieło całego Kościoła, 4/2019, ss 121-129)

W artykule znajdziemy krótką historię reformy Mszy Świętej. A przy okazji również wspomniane są okoliczności zmian, które nie do końca chyba powinny się były znaleźć – choćby sprawa łaciny. W dokumencie soborowym jest mowa o możliwości przyznania więcej miejsca językom narodowym, a praktyka jest taka, że one zajęły 100 procent „objętości” liturgii. Niezmiernie dla mnie ważnym spostrzeżeniem o. Jurczaka jest to, że żadnym rozwiązaniem jest powrót do przeszłości. Trzeba się wysilić, by wsłuchać się na nowo w głos Ojców Soborowych, wejść w ich myśl i zacząć ją realizować. Odrzucać na bok łatwiznę, a wznosić się ku temu co na wysokości. Zresztą, nie tylko gdy idzie o liturgię. Równie ważne jest to, że autor zauważa, iż reforma liturgii nie może być inspirowana dostosowywaniem się do współczesności, bo grozi to skrojeniem, liturgii na miarę wyłącznie ludzką, spłaszczoną. Liturgia ma być spotkaniem z Bogiem, nie z wyobrażeniem o Nim. Bóg jest Źródłem i Celem liturgii.

Ciekawostką dla mnie, która dzielę się tu z Wami, Szanowni Czytelnicy, jest pewien konkret z liturgii małżeństwa. O. Jurczak wspomina w artykule, że w reformie liturgii powierzchownie zostało potraktowane małżeństwo. Chodzi o to, że za bardzo podkreśla się prawny charakter przymierza, przy pominięciu faktu, iż najstarszym i centralnym elementem rytuału zaślubin jest błogosławieństwo, mocno rozbudowane, a mające swe miejsce zaraz po Modlitwie Pańskiej. Powiem szczerze, że to dla mnie nowość, zaskoczenie, odkrycie wręcz!

Świetnie puentuje ojciec Jurczak prymat kategorii prawnych nad pastoralno-teologicznymi, kiedy wspomina, że w naszych kuriach są komórki badające ważność małżeństw, bądź jej braku, przy jednoczesnym braku wydziałów d/d namaszczenia chorych.

Uważam, że choć jest w tym nutka sarkazmu, to jednak dotknięte zostaje sedno sprawy. Zbyt wiele  przykładamy wagi do prawa, kanoniczności, pewnych ram, z którymi nam zbyt blisko do ducha tego świata. W Kościele, zauważam to jako ksiądz, który sam temu też niestety ulega, zbyt często przedkłada się literę prawa ponad Ducha. I nie chodzi tu o laksyzm, rozluźnienie dyscypliny prawnej, o zarzucenie wymagań. Bardziej mam na myśli  ślepe podporządkowanie się ludzkiemu pragmatyzmowi, który nie ma podstaw teologicznych, zamiast autentycznego „sentire cum Ecclesiae” – współodczuwania z Kościołem, Który z całym stworzeniem „z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. Stworzenie bowiem zostało poddane marności – nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał – w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia”. Rz 8, 19-22

Podsumowując, o. Jurczak w całym tekście-wywiadzie z nim, konsekwentnie prowadzi Czytelnika ku Chrystusowi, Ku Któremu jest zorientowana liturgia, i Którego ma uobecniać. I to się nazywa bycie W Drodze! Towarzysząc współpielgrzymującym ku Wieczności w Bogu!

Opublikowano Aktualnie czytam, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Czy nawrócenie może się zacząć od kichnięcia?

Takie miałem wczoraj zdarzenie

Idę sobie do fryzjera. Z daleka, z parkingu, widzę, że po drodze będę mijał mężczyznę i  kobietę, którzy reprezentują Świadków Jehowy, stoją z materiałami propagandowymi, zamieszczonymi na charakterystycznym słupku-wózeczku. Nie mają zainteresowanych przy sobie. Mnie od nich dzieli ze 30-40 metrów. Idę przed siebie, w duchu modląc się dla tej pary o doświadczenie miłości Trójjedynego Boga, i pokój w ich sercach, o wolność od złych przywiązań.

Z modlitwą w sercu wchodzę na klatkę schodowa budynku zakładu fryzjerskiego. I wtem słyszę, jak rozlega się gromkie  Aaaaaa-Psiiik! Autorem „salwy armatniej” był Pan od ŚJ!

Czytaliśmy wczoraj w Kościele:

Bracia: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha. (Ef 2,19-22)

Aby mógł w nas zamieszkać Duch Boży, potrzeba wpierw wymieść z naszego wnętrza wszystko to, co przeszkadza zamieszkaniu Świętego w nas. Tak sobie pomyślałem, że to kichnięcie to niezły początek dla porządków w życiu człowieka. I choć miejsce w którym się to wszystko działo, „spaliną oddycha”, to wierzę, że nie tak widzi Bóg, jak widzi człowiek i że jeśli wola Bożą jest nawrócenie tego człowieka na chrześcijaństwo, to bez wątpienia się to stanie. Poczuwam się też do osobistej troski w tej sprawie, choćby jako odpowiedź na Ewangelię z wczoraj:

Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana”. Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: „Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. (J 20,24-29)

 Poza tym, niedawno czytaliśmy o tym, jak Jezus zabronił apostołom zesłać ognia na Samarytan, co dowodzi, że mieli oni taką moc. Ja – żeby było jasne – przypomnę, modliłem się o doświadczenie Boga żywego w życiu tych dwojga, a Pan sprawił kichnięcie. Samo wspomnienie tego zdarzenia wywołuje u mnie radość i uśmiech. Mam nadzieję, że podobnie było/jest w życiu tej dwójki od Świadków. Gdzie Duch Boży bowiem, tam też i radość!

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , | Dodaj komentarz