A Ty Elblągu nie jesteś wcale taki jak Cię piszą…

Tenże Elbląg to skupisko trochę ponad 120 000 ludzi.

Pamiętacie dowcipy o Elblągu? Dziś odkryłem, że to miasto ma swoje hasło w Nonsesopedii  Rzeczywistość jest taka, że w tym mieście spędziłem 9 lat życia, poznałem sporo dobrych ludzi, mam tam dokąd i po co wracać. Powyższe proszę potraktować jako zagajenie do poniższego J

Dzisiejsze czytania mszalne mocno do mnie przemawiają. Widzę siebie pośród tych 120 tysięcy Niniwitów, którzy w swej bezmyślności tak się zatracili, że nie potrafili odróżnić lewej ręki od prawej, dobra od zła, prawdy od fałszu, tego co konieczne, od tego co mało istotne. I do tego te zwierzęta… Można by odnieść wrażenie, że Panu Bogu w jakiś sposób bardziej żal zwierząt, niż ludzi?! Wszak bezmyślny człowiek nie ma problemu z tym, by zmarnować bezduszne zwierzę… A co ono winne temu, że człowiek się stoczył w otchłań głupoty, a co za tym idzie, grzechu?

Nie raz tak mam, że czuje się jakbym krążył po rondzie, nie wiedząc, w którym momencie włączyć kierunkowskaz, by z tego skrzyżowania zjechać, wybierając odpowiedni kierunek. Zdarza się, że i prowadząc auto, mam tak samo – ze dwa razy objadę rondo wokół, by wreszcie włączyć się do ruchu. W tej jednak sytuacji patrzę z uwagą za drogowskazem, który sygnalizuje, którą drogę powinienem wybrać. Ta sytuacja oraz Słowo Boże rozjaśniają mi, gdzie szukać ratunku, by chronić się przed bezmyślnością i jej skutkami, zwłaszcza grzesznymi.

Po 1: potrzeba modlitwy i świadomość, że każde miejsce jest na nią odpowiednie. Jezus wszędzie na mnie czeka, szczególnie tam, gdzie jest zagrożenie wdepnięcia w bezmyślność. Ten uczeń, który prosił Go, by nauczył ich wszystkich modlić się, być może właśnie odkrył, że bezmyślność próbuje go zwyciężyć, złamać?

Po 2: modlitwę i wszystko zaczynać od święcenia Imienia Bożego, czyli tak po prostu: żyć i działać w Imię Boże, pełniąc wolę Bożą. Robić to, co wchodzi w zakres mego powołania, by w ten sposób szerzyć chwałę Bożą.

Jeszcze inaczej: święcenie Imienia Bożego to oddawanie Bogu miłości, którą On Pierwszy nas umiłował. To mówienie Bogu: Kocham Cię.

Pisząc tę notkę, cały czas mi towarzyszy w sercu przynaglenie: idź do spowiedzi!

 

Reklamy
Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | 4 Komentarze

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: o duchowym autocasco

Na początek namiary do czytań mszalnych na dziś

Robienie sobie „beki” z Pana Boga i Jego prawa to coś, co nie ujdzie nam na sucho (Gal 6, 7-9). Przypomina nam dziś o tym prorok Baruch. Woła, także do nas: nawróciwszy się, szukajcie Go dziesięciokrotnie! Zatem, jeśli ktoś otrzymała na nowo łaskę życia w przyjaźni z Bogiem, ten winien nowy etap swego życia zintensyfikować, niejako nadrabiając to, co stracił, żyjąc po swojemu. To tak tytułem wstępu.

Odwiedził mnie dziś kolega. Robimy pewną sprawę dla kościoła parafialnego. Coś z zakresu architektury. W tak zwanym międzyczasie, Tomek pokazał mi informację, jaką otrzymał wczoraj wieczorem od kogoś, kto zajmuje się zasadniczo tylko jedną sprawą, jako architekt: adaptacją obiektów zdesakralizowanych (dla niewtajemniczonych: przystosowaniem obiektów, które niegdyś spełniały funkcję kultyczno-sakralną [kościoły, synagogi, etc] do nowego użytkowania: jako kluby, sklepy, itp. Łatwo się raczej domyśleć, jakie nastawienie może mieć taka osoba to rzeczywistości duchowych.

W naszych, wg mnie, trudnych czasach, tego typu profesja nie budzi zdziwienia. Nie wszyscy mają łaskę wiary w Boga Trójjedynego, chrześcijańskiego. Powie więc ktoś, że to, co powyżej opisałem to coś w miarę powszechnego, co będzie się pewnie coraz częściej zdarzać. I gdybym nie znał bliższych okoliczności tego zdarzenia, bym dołączył do tego poglądu, że to nic nadzwyczajnego zarabiać pieniądze przystosowując obiekty kultyczne do nowego użytkowania. Jednak okoliczności historii, jaka mi Tomek przedstawił, są dla mnie jednoznaczne. Otóż, informacja ta przyszła do mego kolegi wczoraj, po naszej wieczornej rozmowie. To raz. Dwa: ten znajomy Tomka ładnych kilka lat się do niego odzywał. Nagle, ni stąd, ni zowąd, wczoraj dał znak życia, chwaląc się jakimś swoim sukcesem w sektorze, w którym działa. Dokładnie na kilka godzin  przed przyjazdem Tomka do mnie. A przecież mógł być z rodziną, odpoczywać, zająć się swoimi sprawami…

Jezus mówi dziś w Ewangelii, że jesteśmy wyposażeni w systemy bezpieczeństwa, z którymi sobie zły nie poradzi. Zatem tego typu historie, jak i pewnie wiele innych, jakie mogły się Wam przytrafić, Szanowni Czytelnicy, nie są w stanie nas oderwać od Boga, o ile tylko tego oderwania wewnętrznie nie chcemy, zewnętrznie dając temu wyraz.

A, i jeszcze jedno dodam: wczoraj wieczorem odprawiałem mszę świętą w intencji dobrodziejów parafii. Za Tomka również J Ot, jak się okazało, takie duchowe Autocasco!

 

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza: o robieniu kościoła

Jakiś czas temu uczestniczyłem w rozmowie z kilkoma kapłanami. Rozmowa dotyczyła stricte tematów duszpasterskich w naszych parafiach, gdzie posługujemy. Jeden z rozmówców podzielił się pewnym rozczarowaniem, dotyczącym tego, że nie mógł w swojej parafii znaleźć człowieka, czy ludzi, którzy by zajęli się pewną techniczną kwestią przy kościele. Chodziło w sumie o drobiazg. Ważne jest jednak źródło tego rozczarowania. Bo nie było nim to, że nie można było znaleźć rąk do pracy przy owym detalu, lecz to, że pewna wizja kapłana zaczyna być jakby zagrożona, że stoi pod znakiem zapytania reje realizacja i pojawia się też kłopot natury dokumentacyjnej, pewnie też prawnej (przyznano pieniądze na określony cel i przez jakiś czas ten cel będzie monitorowany, a jak będzie jakaś nieścisłość, to trzeba będzie całość pieniędzy oddać).

Wysłuchawszy kolegi, zapytałem go: a rozmawiałeś z ludźmi, czy oni tego potrzebują, czy konsultowałeś z nimi tą sprawę? Odpowiedział przecząco. Skwitowałem to krótko: widzisz, nie dziw się, że tak jest, jak mówisz, skoro to ty robisz ludziom kościół, stawiając ich przed pewnym faktem dokonanym. Oni dają Ci jasno do zrozumienia, że to o czym mówisz, to Twój problem i Ty się martw o jego rozwiązanie.

Takich sytuacji jest masa. Robimy ludziom kościół – materialny, poprzez budowanie, remontowanie, urządzanie czy też pobożnościowo-dewocyjny – nabożeństwa, pielgrzymki, liturgie – które są nierzadko celem samym w sobie. To taki kapiszon, który robi wystrzał, takie „łał”, by potem wypaliwszy się, śmierdzieć spalonym prochem. I wtedy trzeba wietrzyć pomieszczenie, w którym doszło do detonacji.

Nie pozjadałem wszystkich rozumów. Nie mam gotowej recepty na dokonanie zwrotu, polegającego na odejściu od robienia kościoła ludziom, do robienia kościoła z ludźmi dla Pana Boga – w sensie: na Jego wieczną chwałę.

Tą receptę posiada Chrystus Pan, i na tyle pozwala mi ją realizować, na ile daję Jemu pierwszeństwo w budowaniu Jego Kościoła według Jego zamysłu. To, co napisane w tej recepcie najlepiej widać z klęczek na modlitwie, czytając i rozważając Słowo Boże, zza ołtarza podczas Eucharystii, przy sprawowaniu pozostałych sakramentów świętych.  Z reguły – zazwyczaj we wspólnocie parafialnej i z nią.

 

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

Nie trzeba się bać kochać!

W filmie „Belfer”, autorka całej intrygi, która przysporzyła ludziom tyle dramatów życiowych, że nie da się tego opisać, w finałowej scenie została totalnie sama. Zewsząd, ciężką ciszą otrzymywała nieme krzyki prosto w twarz: Nienawidzimy Cię! Brzydzimy się Tobą!

Słowa tytułowego Belfra, skierowane do intrygantki też dodatkowo wzmacniają tło tej sceny: jesteś już w piekle!

Wydawałoby się, że to oczywista reakcja wszystkich, wobec zła, do jakiego ktoś z wyrachowaniem doprowadził, realizując swoja politykę „po trupach do celu”. Jednak niesprawiedliwym, wg mnie, byłoby pominąć równie istotny fakt, że NIKT z potępiających nie był czysty, w porządku. Cudzołóstwo, bandytka, dilowanie, przekraczanie kompetencji, wchodzenie klinem w związek małżeński, etc – to tylko kilka przejawów duchowego zepsucia, jakie już dotknęło tych młodych ludzi. Oni byli pełni złości i gniewu na koleżankę, ale też brzydzili się samymi sobą. To właśnie stąd bierze początek mściwość, brak przebaczenia i nienawiść  – ze złości i gniewu, które wsącza w nas zły, odrywając od Miłości, Która jest Bóg.

W księdze Syracha czytamy wskazanie, by przez wzgląd na rozkład ciała, który jest skutkiem śmierci, trzymać się Bożych Przykazań. Można by rozwinąć myśl, że w ten sposób unikniemy duchowej zgnilizny i ta biologiczna, jaka musi nadejść, nie będzie nam wtedy straszna, bo nie będziemy mieli punktu odniesienia! A to właśnie z powodu duchowej zgnilizny, którą niestety nieraz „hodujemy” wręcz w sobie, rodzi się w nas potrzeba rzucania robactwem zła, grzechu, w drugiego, czy też w siebie!

Dlatego też wiedzmy, że nie jesteśmy na przegranej pozycji. Jeszcze wiele można zmienić, póki żyjemy.

Mało tego, wspomnijmy choćby tylko Bernadettę Soubirous, czy Św. O. Pio – ich ciała zachowane są w takim stanie, jakby ich użytkownicy spali! Można więc po tym wywnioskować, jakie wiedli życie ziemskie, skoro w oczekiwaniu na wieczność ich ciała nie ulegają rozkładowi? Nie trzeba się bać kochać miłością Bożą ludzi, świata jak i też samego siebie!

 

Opublikowano Biblia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Z pamiętnika wiejskiego proboszcza. O gruszce – nauczycielce cierpliwości

Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta. Czemu to wzywacie Mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię? Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany. Lecz ten, kto słucha, a nie wypełnia, podobny jest do człowieka, który zbudował dom na ziemi bez fundamentu. [Gdy] potok uderzył w niego, od razu runął, a upadek jego był wielki. (Łk 6,43-49)

Przy plebanii, w której mieszkam, rośnie stara grusza. To ta ze zdjęcia poniżej.

W ubiegłym roku nie wydała ani jednego owocu, natomiast każdy jej liść był pokryty jakimś grzybem, parchem, czy sam nie wiem czym jeszcze. Kiepsko to wyglądało. Bezdyskusyjnie, drzewo było chore.

Wiosną tego roku poprzycinałem sporo gałęzi gruszy. Miałem nawet chwile zwątpienia, że zbyt wiele ich wyciąłem. Kiedy jednak przyszła wiosna i każda z gałęzi pokryła się tysiącami liści i setkami kwiatów, odetchnąłem z ulgą. Mało tego, miałem okazję oglądać cud ocalenia! Otóż, jak wiadomo, mieliśmy zimną wiosnę i to do tego stopnia, że masa drzew owocowych nie obrodziła, ponieważ kwiaty ich pomarzły. A plebańska grusza (pisząc, pomyliłem się, i napisałem wpierw >>dusza<<) zakwitła dokładnie po przymrozkach! Z daleka, z dumą patrzyłem na białoróżowy kwiatostan drzewa!

Obecnie na gruszy jest jeszcze kilka owoców, cała reszta została zebrana, część spadła przedwcześnie, wskutek klęski urodzaju. Fakt, że jeszcze owoce noszą ślady choroby, każdy z nich ma plamki grzyba, ale najważniejsze, że owoc był, i był przesłodki! Kto mnie odwiedzi jesienią, będzie mógł pokosztować!

Był moment, kiedy myślałem, że drzewo trzeba będzie wyciąć, że w ten sposób pozbędę się siedliska szkodników, które mogą niszczyć inne drzewa owocowe. Jednak gdzieś podświadomie słyszałem – zostaw! Przecież nie wydało owocu, bo było chore! A przecież dobra gruszka nie jest zła! Kierując się tym wewnętrznym głosem poczyniłem, co opisałem wcześniej. Dziś mam radość.

Moja przygoda z gruszą uczy mnie podejścia do człowieka. Podejścia, z jakim Bóg wychodzi do nas, i uczy nas działać podobnie. To samo, gdy idzie o obraz skarbca, czy fundamentu: nie ma sukcesu bez wysiłku, bez ryzyka, bez wyczekiwania.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 7 Komentarzy

Czy Bóg sobie kpi z człowieka?

Ciekawa historia, a propos chleba

W sobotnie przedpołudnie we Frankfurcie pewien człowiek szedł na zakupy. Przed nim kroczył Hindus. Nagle pochylił się i podniósł coś z chodnika, a z teczki wyciągnął śnieżnobiałą chusteczkę. W ręce trzymał nadgryzioną i zabrudzoną kromkę chleba. I kiedy owijał chusteczką podniesioną kromkę, powiedział: „W mojej ojczyźnie chleb jest święty”. Pewien zaś znany angielski dziennikarz przeprowadził wiele mówiący nam wszystkim eksperyment. Kupił kilogramowy bochenek chleba i stanął z nim na ruchliwych skrzyżowaniach wielkich miast świata. Ofiarował ten bochenek chleba przechodniom za jedną godzinę pracy. I co osiągnął? W niemieckim Hamburgu został wyśmiany. W amerykańskim Nowym Jorku zabrała go policja. W Afrykańskiej stolicy Nigerii wiele osób chciało pracować nawet trzy godziny, aby zdobyć ten chleb, a w indyjskim Delhi bardzo szybko zgromadziło się wokół dziennikarza setki osób, którzy byli gotowi pracować cały dzień. Bo chleb się szanuje, gdyż jest nade wszystko drogocennym darem, zdobywanym w pocie czoła. Kiedy zaczyna chleba brakować – ludziom zaczyna dziać się bardzo źle.

Taka moja refleksja, odnośnie pogody, jaka nam towarzyszy na Warmii od wielu dni.

Modliliśmy się w dni krzyżowe o urodzaj – czy mamy mieć pretensje do Pana Boga, że mimo naszych modlitw, On pozostaje nieubłagany? – Nie wierzę, że Bóg, Którego czczę i służę Mu byłby gotów kpić sobie z człowieka. Nie raz bywa, że moje spotkanie z Bogiem rozczarowuje mnie. Kiedy to moje rozczarowanie opłakuje, rozżalam się nad sobą, to zazwyczaj po krótkim czasie przychodzi oświecenie z zewnątrz: a może jednak to nie tak miało być? Albo jeszcze inaczej: robię coś nie tak, jak potrzeba! Jestem z niewłaściwa intencją, z nie takim nastawieniem, czy też chce użyć nieodpowiednich środków!

To jedna kwestia. Druga, równie istotna: Pan Bóg nie jest „chłopcem na posyłki!” On stwarza nam okoliczności pod to, byśmy mogli rozwijać skrzydła na Jego chwałę i nasz ludzki pożytek, natomiast nie nagina rzeczywistości do naszych oczekiwań! Może warto właśnie w tej perspektywie spojrzeć na nasze okoliczności trudów, dotyczących posprzątania zbóż z pól? Może po prostu nasze oczekiwania lub też próba dojścia do ich zrealizowania nie są zgodne z tym, czego oczekuje i czemu chce błogosławić Bóg?

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Modlitwa, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 18 Komentarzy

Oszczędność w mowie najlepszym egzorcyzmem

Dzisiejsza Liturgia Słowa Bożego cały czas pozostawia nas w temacie czuwania. Można śmiało zaryzykować stwierdzenie, iż zasadniczo cały Nowy Testament to bardzo mocno skoncentrowane na czuwaniu przesłanie Boga skierowane do człowieka.

Pierwsze moje skojarzenie na fragment listu do Tesaloniczan, to inne słowa Apostoła Narodów: Kto stoi, niechaj baczy, by nie upadł.

Świetnym tez komentarzem do tego fragmentu listu do Tesaloniczan jest czytanie z dzisiejszej Godziny Czytań, zaczerpnięte z działa Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”:

Ci, których czyny wydawały się chwalebne, upadli najniżej; widziałem, że ci, którzy spożywali chleb aniołów, rozkoszowali się młótem wieprzów.

Nie może istnieć świętość, jeśli Ty odejmiesz pomoc; na nic zda się mądrość, jeśli przestaniesz prowadzić; nic nie znaczy siła, jeśli przestaniesz podtrzymywać.

Ewangelia zaś pokazuje nam, jak mamy się zachowywać w sytuacji, kiedy jakiś demon, posługując się człowiekiem, zaczyna wprowadzać kłamliwe treści pośród ludzi, których obrał sobie za cel manipulacji, celem zdobycia ich dusz.

Bo przyznajmy, że nie raz byliśmy uczestnikami, czy świadkami zdarzenia, kiedy ktoś, kto obiektywnie źle czyni, jest mocno do tego swego złego działania przywiązany, i na jakiekolwiek słowo napomnienia, czy krytyki reaguje krzykliwie, robiąc rejwach wokół siebie, próbując w ten sposób pokazać, że napominający chce go skrzywdzić.

Żeby było jaśniej – są tacy, co zmieniają znaczenie słów, powodując w ten sposób dezorientację pośród słabych, maluczkich. Najbardziej dziś zmanipulowane słowa to: miłość, prawda, tolerancja, wiara, życie, wolność, religia, demokracja, państwo. Wokół tych słów dziś się gromadzą demony, wyrzucając Jezusowi że chce pozbawić dóbr, które słowa powyższe oznaczają.

Jezus demony przegonił nakazując im, by zamilkły i poszły precz. My, którzy jesteśmy wszczepieni w Chrystusa mamy władzę i moc do działania właśnie przez ciche realizowanie tego, cośmy wybrali: pełnienie woli Bożej, polegające na realizowaniu naszego powołania ogólnego i szczegółowego. Życiem wskazując na to, czym jest miłość, wolność, nadzieja, prawda, etc.

Jak pisze Tomasz a Kempis:

Kto stał się sługą prawdy, tego cały świat nie uczyni pysznym, i kto całą nadzieję złożył w Bogu, tego nie poruszą żadne pochwały. Ci nawet, którzy mówią, są niczym; rozwieją się z odgłosem słów: „A prawda Pańska trwa na wieki”.

Opublikowano Biblia, Mini-rekolecje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Grunt to dobrze się nastawić!

Często, niemal każdego dnia, modlę się ze świętą Siostrą Faustyną. Wczoraj, kiedy kląkłem do modlitwy, napotkałem takie oto słowa:

Życie nasze jest prawdziwie apostolskie, nie umiem sobie wyobrazić zakonnicy żyjącej w domach naszych, czyli w Zgromadzeniu naszym, a nie mającej ducha apostolskiego; gorliwość o zbawienie dusz powinna się palić w sercach naszych. /Dz 350/

Znakomitym są te słowa komentarzem do pierwszego czytania liturgicznego, jakie Kościół daje nam dzisiaj:

Pamiętacie przecież, bracia, naszą pracę i trud. Pracowaliśmy dniem i nocą, aby nikomu z was nie być ciężarem. Tak to wśród was głosiliśmy Ewangelię Bożą. Sami jesteście świadkami i Bóg także, jak zachowywaliśmy się święcie, sprawiedliwie i nienagannie pośród was wierzących. Wiecie: tak każdego z was zachęcaliśmy i zaklinaliśmy, jak ojciec swe dzieci, abyście postępowali w sposób godny Boga, który was wzywa do swego królestwa i chwały. Dlatego nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale – jak jest naprawdę – jako słowo Boga, który działa w was wierzących. (1 Tes 2,9-13)

Spójrzmy też na Ewangelię na dziś przewidzianą w Liturgii:

Jezus przemówił tymi słowami: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, i mówicie: Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków. Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! (Mt 23,27-32)

 To ostatnie zdanie Jezusa, o dopełnieniu miary jest dla mnie najbardziej dziś interesujące. W sensie pracy, jaką mam do wykonania. Otóż, potrzeba aby odciąć się od porównywania, rozpamiętywania tego co było, rozdrapywania ran. Dziś jest dziś i dzięki Bogu, mam możliwość bycia zaskoczonym przez Boga w mojej naturze, chociaż by nawet. Albo raczej, w moim mniemaniu na temat mej natury. Kiedy bowiem uświadomię sobie, że moje mniemanie jest marną imitacją tego, czego pragnę, a dam pierwszeństwo Temu, Który Jest Pragnieniem i jednocześnie Źródłem je Zaspokajającym, wtedy wszystko zmienia perspektywę! Jako, że jak wspomniałem, dałem się zaskoczyć Bogu, to i konsekwencje tego zaskoczenia dają o sobie znać: od samego rana doświadczam dziś ludzkiej dobroci, serdeczności, sam miałem i pewnie jeszcze nie raz dziś będę miał okazję podać dalej to, co sam otrzymałem.

Cały sekret tkwi w tym, żeby nie nastawiać się ze swymi nadziejami na zewnątrz, ku temu co stworzone, lecz by je skierować ku Bogu, a więc do wewnątrz, bo tam jedynie możemy znaleźć Boga, gdzie On samego siebie zostawił – w sanktuarium naszych dusz. Krótko mówiąc, potrzeba nam nadprzyrodzonego „nastawienia się” na łaskę Bożą

 

Opublikowano Biblia, Formacja Sumienia, Mini-rekolecje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 9 Komentarzy

O gotowaniu na jarzmach bydlęcych

W notce poświęconej rozpaczy, pisałem, że do tematu powrócę. Pora więc na wywiązanie się z obietnicy.

Przy okazji dodam, iż wpis ten dedykuję w sposób szczególny Izie i Pani Monice, jak też Pani Ewie.

Korzystam w tej notce  z informacji, jakie przekazała w swej książce Pani Debora Sianożęcka.

Rozpacz, to stan, który KKK określa jako stan zwiedzenia przez demona, który to stan może pojawić się przy okazji choroby (z przyczyn somatycznych) lub wskutek trwania w grzechu, zwłaszcza przeciw Duchowi Świętemu (nie mieć nadziei na Boże zbawienie).

Stany porównywalne z rozpaczą, jako jej posłańcy, harcownicy, mogą być i pewnie nie raz są udziałem wielu ludzi. Dzieje się to, nie zapominajmy, pod płaszczem Bożej Opatrzności, a więc tez i po coś, w jakimś konkretnym celu.

Czytamy w 1 Liście Świętego Piotra (1, 3-9)

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz.

Złoto próbuje się w ogniu. Historia zbawienia opisana w Biblii pokazuje nam to bardzo dynamicznie i jakże plastycznie, dostarczając mnóstwo obrazów z życia różnych postaci biblijnych.

Niedawno w liturgii Słowa Bożego czytaliśmy o Eliaszu i jego następcy, Elizeuszu. Historii powołania Elizeusza, korzystając z książki Pani Sianożęckiej (w ten sposób polecając ją innym) poświęcę bieżącą notkę.

Elizeusz był synem Szafata, którego imię można tłumaczyć jako >>sędzia<<. Niewykluczone, że Elizeusz od ojca słyszał non stop krytykę, przechodząca wręcz w pogardę. Takie jarzmo wrzucone na grzbiet dziecka sprawia, że zamienia się w gruboskórnego. Jedyna szansa na porzucenie tego jarzma to pomoc kogoś, kto sam tą drogę przeszedł i ma doświadczenie, by teraz w tym samym towarzyszyć drugiemu. Eliasz to właśnie miał: zabił 450 kapłanów Baala, wytknął grzechy swoim rodakom, nie dał się przerobić na „ich modłę”, wolał umrzeć, niż pójść na kompromisy. I do takiego właśnie, nieugiętego, Bóg przyszedł w delikatności, we wrażliwości, w czymś co generalnie powinno być obce Eliaszowi. A tymczasem okazuje się, że własne to jest kluczowe jego doświadczenie Boga, kluczowe, ponieważ prowadzi do swoistego zrodzenia następcy, Elizeusza właśnie. Można by powiedzieć, że wszystkie te straszne wręcz, dramatyczne pełne przemocy zdarzenia, miały w Eliaszu obudzić to, co najdelikatniejsze, co jest pochodzące od Boga – ojcostwo duchowe, związane ściśle z autorytetem, z władztwem.

Pani Debora świetnie puentuje ten moment historii Elizeusza, odnosząc ją do Jezusa i kapłaństwa: „Jezus nie teoretyzował śmierci, ale przyjął ją i przezwyciężył, dlatego jest wiarygodny. Kapłan jest wiarygodny, jeśli jest świadkiem „zmartwychwstania” z tego wszystkiego, co uśmiercało go wewnętrznie – począwszy od grzechu, skończywszy na rozpaczy!” [str. 152] Ja zaś dodam, iż nie tylko kapłan, ale każdy, kto wejdzie w sam środek swej śmierci, i uchwyci się ramienia Jezusa, ten wyjdzie z grobu wyprowadzony przez Pana i stanie się Jego świadkiem wiarygodnym.

Eliasz zastał Elizeusza przy 12 parach wołów, czyli było ich 24. Autorka pisze, iż można by odnieść wrażenie, że Elizeusz był na usługach swego domu przez 24 godziny na dobę. Ile znamy takich sytuacji, kiedy dziecko – wcale nie zmuszone obiektywnymi okolicznościami, ile raczej patologiczną, albo przynajmniej niedojrzałą postawą rodziców, staje się jak Elizeusz, operatorem 24 wołów, a tym samym posiadaczem grubej skóry nie tylko na plechach i w miejscu gdzie kończą się plecy, ale też duchowe serce obrasta pancerną skóra z nosorożca? Słowa ojca, który jest przecież obdarowany mocą tworzenia słowem, stają się nierzadko przekleństwem dla dziecka, jeśli go pomniejszają, uwłaczają jego ludzkiej godności i godności dziecka Bożego. I tak oto mamy gotową sytuację, kiedy nienawiść rodzi nienawiść.

Pani Sianożęcka zauważa, że wieź to nie to samo co uwiązanie i więzienie. By ruszyć za głosem Boga potrzeba zerwać z dyrektywami i przywiązaniem nawet do najbardziej ukochanych osób. [str. 153] Nieraz pod wpływem nienawiści dzieci uciekają od swoich rodziców, czasem zdarza się, że ucieczka wiedzie przez dramaty mrożące krew w żyłach.

Dalej czytamy w książce Pani Debory, że w ST słowo „jarzmo” pojawia się 40 razy. Zestawiając ten fakt z 40 dniami Jezusa na pustyni można pomyśleć, że Jezus tym samym łamie każde jarzmo, dając w zamian jedno, jedyne – które jest słodkie! Potrzeba tylko decyzji: odpowiedzieć na zaproszenie Boga. Tak jak uczynił to Eliasz, a wskutek jego towarzyszenia, także Elizeusz. Bóg nikogo nie zostawia samego, także wtedy, kiedy zdaje się, że już tylko rozpacz pozostaje jako podstawowa reakcja na wszystko. Bóg posyła cały czas swoje anioły, by ratowały człowieka przed zgubą wieczną.

I tutaj jest jakby meritum tego, co pogrubieniem wyróżniłem w fragmencie z Listu św. Piotra, a jednocześnie też wyjaśnienie co do aniołów, które są nam posyłane.

Po pierwsze: Eliasz i Elizeusz doświadczali osobistego cierpienia. W odpowiednim czasie stali się skutecznymi narzędziami łaski Bożej. Stali się szczęśliwymi ludźmi. Mieli cel naznaczony im przez Boga. Chodzi więc o to, że w życiu duchowym człowiek najlepiej pomaga sobie, kiedy pomaga innym. Zajmowanie się sobą (m.in. użalania się nad sobą, co było mocno widoczne u obu bohaterów, proroków) rodzić będzie pustkę. Jako włączeni w życie Boże, mamy bliźnich obdarowywać życiem z Ducha Świętego. Ożywiać, wskrzeszać, uzdrawiać. Wtedy też i my, jako działający, żyjemy, mamy życie. Potrzeba mieć jednak kontakt z samym sobą, by mieć zdolność do zauważenia, iż ktoś próbuje wejść do naszego świata, że puka do jego drzwi. Do mojego świata zapukały swego czasu 2 anioły, w jednym momencie, a potem to już przestałem je liczyć i tak już jest do tej pory. Codziennie, dziękczynnie, przynajmniej 2 x dziennie modlę się do Anioła Stróża. Gdyby nie tamto wydarzenie z 2010 roku, to pewnie te słowa, jak i cały blog z wpisami od 2010 roku albo by się pojawiły później, albo wcale.

Autorka książki,  do której się odnoszę we wpisie, notuje: to, co jest Twoim jarzmem, może być użyte przez Ciebie jako ogień do ogrzania i posilenia innych. Elizeusz ugotował strawę dla innych na jarzmie wołów. To, co jest mi dane, bez względu na to, czy jest samo w sobie dobre i chwalebne, czy gorzkie i wstydliwe, jest mi dane by było użyte w służbie Bożej – w obdarowywaniu życiem z Ducha!

Już nie jeden wpis na blogu inspirowany był myślami, jakimi dzieli się w swojej książce Pani Sianożęcka z czytelnikiem. Lektura jest zajmująca, przebogata biblijnie i literacko, z pierwszym miejscem dla PŚ a potem zaraz dla Magisterium Kościoła. Gorąco polecam pozycję nie tylko duchownym ale tez wszystkim, którzy zmagają się z myślą, co zrobić z tym, co z perspektywy czysto ludzkiej wydaje się być odrzucające, obciążające na drodze życiowej. Nie dajcie się wkręcić złemu! Pani Debora świetnie to dokumentuje w swej książce, stając się w ten sposób kimś, kto jak Eliasz, może towarzyszyć Elizeuszom doby obecnej, pomagając łamać jarzma, odrzucać je, i gotować na nich strawę dla innych.

 

Opublikowano Lektury nie tylko duchowe, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | 6 Komentarzy

Jaki „beat” zapodajesz swemu sercu?

Przecież z obfitości serca usta mówią (Mt 12, 34)

Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, czyny nierządne, kradzieże, fałszywe świadectwa, przekleństwa. (Mt 15, 19)

Pamiętaj człowiecze, że to

– na co patrzysz

-czego słuchasz

– z kim i gdzie (prze)bywasz

– co czytasz

-co wprowadzasz do swego ciała i w jakich okolicznościach to umieszczasz

Nie jest bez znaczenia dla Twej duszy jak i też dla tych, którzy Ciebie kochają

Opublikowano behawioryzm, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , | 3 Komentarze