Pamiętnik wiejskiego proboszcza: jak mnie Pan Bóg poszukuje?

Długo się zastanawiałem o czym napisać. Nawet teraz jeszcze, zabierając się do pisania tej notki, wręcz szukam pomysłu na wpis. Może właśnie o tym szukaniu warto napisać, a jednocześnie samemu się przyjrzeć temu zjawisku?

Zaglądam do konkordancji i widzę, że ponad 300 razy słowo „szukać” pojawia się w Biblii. Dużo tego szukania… Można by powiedzieć, że Pismo Święte w zasadniczej mierze to opowieść o poszukiwaniu człowieka przez Boga.

Jak mnie Pan Bóg szuka? Jak doświadczam bycia szukanym przez Niego? Sporo tego szukania jest. Więcej! To są czasem ekstremalne misje poszukiwawcze wręcz! Podczas jednej z nich wróciłem fizycznie poobijany, do dziś odczuwam jeszcze ból, mimo, iż upłynęło parę miesięcy od wydarzenia.

Nierzadko szuka mnie Pan, posługując się innymi, których mi przysyła do mnie do nich posyła. Bywają to często osoby, które potrzebują kapłańskiego wsparcia – a więc takie jakby naturalne środowisko, etos życia księdza. Czasem doświadczam tego Bożego szukania podczas zwykłej, spontanicznej rozmowy z przypadkowym człowiekiem, kiedy indziej podczas spotkania z kolegą kapłanem, rodzonym bratem, mamą, albo parafianinem. Bywa też nieraz, że przez wydarzenia, o których słyszę, lub czytam, kiedy indziej poprzez myśl, która ni stąd, ni zowąd pojawi się w sercu.

Codziennie szuka mnie Pan w Liturgii Godzin (Brewiarzu), w Słowie Bożym, przy sprawowaniu sakramentów świętych.

Ja to wiem, wie to cała rzesza wiernych Kościoła. Jednak wiedzieć, to jedno, a stosować się do tego, praktykować, robić z tej wiedzy użytek, to bardzo często dwie rozbieżne kwestie…

W ogóle, z tymi poszukiwaniami to jest tak, że od momentu grzechu Pierwszych Rodziców, nieustannie rozlega się Boże wołanie, skierowane do każdego z nas: Adamie, gdzie jesteś! Historia każdego z nas, to historia rozpięta między licznymi wołaniami Bożymi, a naszą odpowiedzią na nie, bądź jej brakiem.

Sługa Boży, ks. Franciszek Blachnicki uczył: „”Bóg jak gdyby ściga człowieka swoją miłością, pragnie mu dać Siebie”.

Koniec końców dostrzegam, że nawet jak mnie czasem Pan przeprowadzi przez doświadczenia bolesne, wymagające okładów, rekonwalescencji, to i tak, na końcu tego wszystkiego widzę Jego miłość, którą mnie obdarowuje.

A jak to wygląda u Ciebie, Szanowny Czytelniku? Podzielisz się tym na forum? Serdecznie zapraszam!

 

Opublikowano Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , | 15 komentarzy

Z serii: jak trafiacie na bloga: jak walczyć z opętaniem bliskiej osoby

Zauważyłem wczoraj w statystykach bloga, że ktoś znalazł go w odpowiedzi na zapytanie zawarte w tytule poniższej notki.

Odpowiem krótko: wcale nie walczyć! To wręcz zakazane dla osób, które nie mają władzy do pełnienia posługi uwalniania od wpływów złego ducha. Walka z opętującym demonem do robota dla egzorcysty, który ma upoważnienie od władzy kościelnej.

Jeśli już walczyć, to przede wszystkim o wolność dziecka Bożego, nie dając się zniewalać złemu w najmniejszych nawet sprawach. Do tej walki zachęca nas Słowo Boże na wielu miejscach, zwłaszcza apostoł Paweł oraz ewangelista Jan. Chodzi tu oczywiście o walkę duchową, którą mamy obowiązek, każdy z nas. Toczyć z wrogami zbawienia, mając zapewnienie Chrystusa, iż pod Jego wodzą, będzie to walka zwycięska.

To, co można i należy czynić, to pomagać tym, którzy w szpony złego wpadli. Chcę w tym miejscu polecić podręcznik swoisty, który w przystępny sposób przybliża zasady oraz narzędzia pomocy osobom, które cierpią wskutek nie tylko opętania, ale też duchowych, demonicznych opresji.

Ciekawą sprawą, w sumie prostą do zrealizowania jest tzw „fraternia franciszkańska” czyli braterska/rodzinna rozmowa duchowa. Polega ona na daniu świadectwa działania Boga w Twoim życiu. Co ważne – nie epatowanie natarczywością, jednostronnością, nie daj Boże arogancją. To po prostu dzielenie się miłością Boga i do Boga z innymi, w okolicznościach, jakim są rodzinne spotkania, no podczas świąt, czy przy posiłku. W ten sposób, osoba, świadcząca o Bogu w swoim życiu stoi poza kręgiem zniewolenia, zachowując świeżość myśli i ducha, mając też siły do koncentrowania się na tym, co buduje i daje siły do walki duchowej. To takie wprowadzenie światła słonecznego do jaskini za pomocą lusterka. Ono może irytować osobę zniewoloną, ale może też inspirować jego bliskich do wysiłku otwarcia się na nowe obszary łaski, które Zmartwychwstały Pan nieustannie rozlewa, by dzieci Swego Ojca wyzwalać z mocy złego.

Inny wpis w podobnym do powyższego temacie

A także ten jeszcze.

 

Opublikowano Dzieje, Lektury nie tylko duchowe, Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Wokół kontrowersji nt listu kardynałów w/s Amoris Laetitia

Na kanwie tej dyskusji: https://www.facebook.com/radomskimarek/posts/1138926046143752?pnref=story

a także w związku z samym listem 4 kardynałów i masą wątpliwości związanych z zagadnieniem dotyczącym zgody bądź jej braku, gdy chodzi o udzielanie Ciała Chrystusa ludziom żyjącym w związkach pozamałżeńskich, jako tzw. pary „nieregularne”, przypomniały mi się słowa Zbawiciela:

  „Uczta weselna została przygotowana, ale zaproszeni okazali się jej niegodni. Wyjdźcie więc na ulice i zaproście na wesele wszystkich, których spotkacie”. /Mt 22, 8-9/

 oraz: http://www.biblijni.pl/Łk,14,15-24

 „Wyjdź na drogi i między opłotki i przynaglaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony. 24 Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”».

 Ucztą jest Boże zbawienie, zaproszeni są wszyscy, nie wszyscy są jednak zainteresowani wejściem na ucztę. Jacy to są ludzie – to już każdy, kto ma zdrowy ogląd rzeczywistości niech sam sobie dopowie. Papież jest konsekwentny – posyła nas na peryferie, by głosić Królestwo Boże, sam również na te peryferie wychodzi oraz daje narzędzie komunikacji z zamieszkałymi na tych peryferiach.

 Kolejna sprawa, dalej jednak w kontekście dyskusji wokół adhortacji, to jaką postawę przyjąć wobec całego sporu? Albo inaczej: jak próbować rozumieć cały ten problem?

Wg mnie, sprawa jest bardzo prosta. Wszyscy ci, którzy faktycznie głęboko przeżywają swoją wieź z Bogiem, nie dopuszczą w swym życiu do sytuacji, by zniszczyć swe małżeństwo.

Inni natomiast, którzy są, że tak powiem, zaangażowani w szukanie Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, ale są przy tym „nieregularni”, z reguły rozumieją swą sytuację i sami szukają bardzo często pomocy, by odnaleźć swe miejsce jako „żywe Kamienie” w Budowli Kościoła. Są wreszcie ci, którym obojętne jest wszystko, co duchowe, którzy bez wiary i roztropności sięgają po łaskę sakramentów. Są owymi owocami „niepowodzenia duszpasterskiego”, do których albo orędzie Dobrej Nowiny nie trafiło, ponieważ było głoszone mało skutecznie, czy wręcz bezskutecznie – albo nie zdążyło się ukorzenić, zostało zniszczone, jak ziarno z przypowieści o siewcy. Tym trzeba poświęcić maksimum zaangażowania, a adhortacja niewątpliwie w to zaangażowanie ma ich rzecz się wpisuje.

Na zakończenie cytat z AL., cytat, którego w dyskusjach ani w liście kardynałów nikt nie przytacza, a jest on wg mnie bardzo istotny, dający niejako gwarancję tego, że Duch Święty prowadzi Kościół przez wieki, posługując się w tym celu ludźmi:

Biorąc pod uwagę fakt, że w samym prawie nie ma stopniowości (por. Familiaris consortio, 34), to rozeznanie nigdy nie może nie brać pod uwagę wymagań ewangelicznej prawdy i miłości proponowanej przez Kościół. Aby tak się stało, trzeba zapewnić niezbędne warunki pokory, dyskrecji, miłości do Kościoła i jego nauczania, w szczerym poszukiwaniu woli Bożej i chęci osiągnięcia na nią odpowiedzi doskonalszej” . Postawy te mają fundamentalne znaczenie, aby uniknąć poważnego ryzyka przesłań błędnych,  jak idea, że jakiś kapłan może szybko zgodzić się na „wyjątki”, lub że są ludzie, którzy mogą uzyskać przywileje sakramentalne w zamian za przysługi. Kiedy mamy do czynienia z osobą odpowiedzialną i dyskretną, która nie domaga się stawiania swoich pragnień ponad dobro wspólne Kościoła, i duszpasterzem, który potrafi rozpoznać powagę kwestii, jaką rozważa, to unika się niebezpieczeństwa, że pewne określone rozeznanie doprowadzi do myślenia, iż Kościół popiera podwójną moralność. /AL. 300/

 

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Formacja Sumienia, Jubileusz Miłosierdzia, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Bóg miłosierdzia a nie tani rozgrzeszacz

Napisałem z jakieś 5 lat temu ten oto tekst: Za co mogę nie otrzymać rozgrzeszenia? Notka jest cały czas aktualna i nie schodzi z rankingu najbardziej poczytnych wpisów bloga. Cieszę się z tego bardzo, bo to świadczy wg mnie o jednym: że cały czas świadomość grzechu przynagla człowieka do poszukiwania wolności, tej prawdziwej, trwałej, opartej na Świętym Bogu i do Niego prowadzącej.

Dziś, zainspirowany tekstem z Gazety Polskiej postanowiłem odświeżyć powyższą notkę. Tekst Pana Terlikowskiego wydaje się być istotnym dopowiedzeniem w kwestii możliwości bądź jej braku w otrzymaniu rozgrzeszenia, czy przynajmniej w kwestii sięgnięcia po nie.

Dziś „Gazeta Polska” publikuje tekst autorstwa T. Terlikowskiego: Pokusa „taniego miłosierdzia”. Autor pisze m.in.: iż są tacy, którzy chcą wmówić społeczności, iż niezależnie od tego, jakiego grzechu dopuści się człowiek, to Bóg i tak wszystko mu wybaczy. Jak podkreśla Terlikowski, wizja Stwórcy ukazująca go jako bezmyślnego, nierefleksyjnego „rozgrzeszacza” ludzkich postępków jest obiektywnie nieprawdziwa. „Oczywiście, Bóg kocha nas do szaleństwa, chce nam wybaczać, chce okazywać miłosierdzie, ale…po pierwsze, my musimy tego chcieć, Bóg bowiem tak bardzo szanuje naszą wolność, że nie może nam wybaczyć, jeśli my wybaczenia nie chcemy. A po drugie, to przebaczenie nie niweczy sprawiedliwości, nie sprawia, że Bóg przestaje być sprawiedliwy, ani nie wyklucza słusznej kary, zadośćuczynienia z życia społecznego” – pisze dziennikarz.

Opublikowano Formacja Sumienia, Jubileusz Miłosierdzia, misericordiae watch, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

O Świętym Marcinie, taniej jatce i niepodległości krótka refleksja

Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi. W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je. Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Pytali Go: Gdzie, Panie? On im odpowiedział: Gdzie jest padlina, tam zgromadzą się i sępy. (Łk 17,26-37)

O co chodzi z tą padliną? Jakie sępy ma na myśli Pan Jezus?

Po kolei.

Najpierw kilka zdań o Marcinie, biskupie Tours, który, tak się składa, patronuje naszej niepodległości. Ów Boży mąż stał się na tamten czasem swego rodzaju sakramentem obecności Boga pośród wojska cesarskiego. Poznawszy Chrystusa, swe życie już tylko Jemu Samemu podporządkował. Przepędził sępy demona, zadbawszy uprzednio, by nie miały żeru w padlinie grzechu.

Przykład współczesny. Już bez zabarwień legendarnych.

Pracownik fizyczny, a zwłaszcza operator sprzętu wszelkiego,  w Polsce lat 50, 60, 70 a także i dziś nierzadko, inkasował i inkasuje 3 pensje. Pierwsza to ta, o którą ułożył się z pracodawcą w umowie o pracę; druga płynie z tak zwanych „fuch”; trzecia natomiast ze sprzedaży paliwa, dzięki tzw „przepałom”. „Fuchy” to kradzież czasu jeśli są robione w trakcie godzin pracy, a jak po godzinach, to jest to niegodziwe posługiwanie się cudzym mieniem dla własnych korzyści. Sprzedaż paliwa, to zwyczajna kradzież mienia. Niech nie dziwi więc, że dziś nadal nieuczciwość to pięta achillesowa wielu naszych rodaków. Stary błąd jest złym zwyczajem i utrwalany w kolejnych pokoleniach generuje kolejne moralnie złe postawy. To taka „tania jatka”, w której handluje się padliną grzechu. Sępy mają co żreć, mają siłę, by straszyć, by być przerażającymi.

Inny przykład. Tym razem dotyczący duchownych.

Był taki ksiądz, co w latach komuny, rok w rok miał ZAWSZE pozwolenie na procesję Bożego Ciała do 4 ołtarzy. Wszyscy jego koledzy oraz sam biskup zachodzili w głowę, jak on to robi. Kiedyś powiedział. Chodziło do „wyznaniowego” i prosił o pozwolenie na 6, albo i nawet 8 ołtarzy. Ten zgadzał się na góra 4…

Pewnego razu pojawił się pomysł, by w okolicy parafii tego księdza powołać kolejna parafię. Zawołał go biskup i mówi mu: idź do władzy ludowej po pozwolenie. Masz patent, doświadczenie, więc dasz radę. Poszedł. Zgłosił projekt na kościół dla parafii kilkudziesięciotysięcznej, mając w sercu zamysł budować kościół dla kilku tysięcy parafian. Jakże bardzo usta rozdziawił, jak usłyszał zgodę na kilkadziesiąt tysięcy… Ale! Co tam rozdziawione usta! Dziś, kiedy mija ze 30 jak nie więcej lat od tamtego czasu, kościół nadal się buduje, a część postawionych niegdyś murów już trzeba remontować!

Podstęp, przebiegłość a nade wszystko kłamstwo, to kolejna padlina, do której rzucają się sępy, mając uciechę, że poszarpią niejedną duszę!

Dzień Syna Człowieczego jest nieunikniony. Jednak nie data jest istotna, ile przygotowanie do tego dnia. Bo że on nadejdzie, to pewne, ale że będziemy nań gotowi to już różnie, czytaj: indywidualnie, trzeba rozeznawać.

Święty Marcinie!, Rycerzu Chrystusa, wspomagaj nas, byśmy odkrywali wolność i niepodległość w samych sobie!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Formacja Sumienia, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

All Hollows Eve – albo będziesz świętym, albo nikim!

Moje 10 punktów przeciw globalizacji. Taki tekst napisałem przed laty. Kilka razy do niego wracałem, dziś po raz kolejny. Normalnie myślami go ściągnąłem… A teraz zaglądam do statystyk bloga, i widzę, że jakiś Czytelnik tą notkę odkopał.

Przeczytałem ją kolejny raz i tylko jedno mi w uszach brzmi: a nie mówiłem? „Dżungla”, „czarne protesty”, „wieszaki”, ślimaki jako ryby, marchewki jako owoce, itd, itp, etc…

Słuchałem sobie dziś ks. Pawlukiewicza. Parokroć zacytował zdanie św. Jana Bosko, bodajże: Albo będziesz świętym, albo nikim! Trzeciej drogi nie ma! Ku refleksji więc, ułatwiającej wybór, w All Hollows Eve, serdecznie zachęcam!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , | 2 komentarzy

Pamiętnik wiejskiego proboszcza: na katechezie u Pana Jezusa byłem!

Czwartkowe popołudnie. Jest parę minut do 16.00, a zatem do rozpoczęcia spotkania z młodzieżą przygotowująca się do bierzmowania. Słyszę za murem kościelnym śmiechy, pokrzykiwania – młodzi ludzie mają niespożyte pokłady energii, mimo, iż cały dzień byli w szkole, a teraz jeszcze jedna, dodatkowa lekcja religii.

Zerkam na zegarek. Brzęczy w tym samym momencie informuje: wybiła szesnasta. W kościele tylko ja. Przecież widzieli, że wchodzę, że już jest praktycznie pora. Panie Jezu! – mówię, klękając przed Nim, przed tabernakulum, daję im góra kwadrans, a potem wychodzę, zamykam kościół, i mówię: sorry, szanujmy się. Czas, jaki był wyznaczony, minął.

W tym samym momencie czuję przynaglenie w sercu: uklęknij w ławce, otwórz Pismo Święte i posłuchaj! OK, idę do ławki, wyciągam Nowy testament, otwieram. I czytam:

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! /Ga 5, 1/

Zamurowało mnie! Dlaczego?

Ano, tego dnia minął dokładnie tydzień, jak skończyłem katechizować w szkole. Wyrwałem się z jarzma niewoli pieniędzy, rad pedagogicznych, wielokilometrowych dojazdów do pracy, biurokracji, etc.

Dokonałem tego wyboru, ponieważ rozeznałem, że przede wszystkim potrzebuję być pośród swoich parafian, skoncentrowany na sprawach swojej parafii. (O tym napiszę osobną notkę). Tymczasem wyszedł ze mnie stary człowiek, ze szkolnymi nawykami, utopiony w schematach.

Ale to jeszcze nic. Bo zamurowało mnie jeszcze bardziej parędziesiąt sekund później. Otóż, kiedy Pan Jezus skończył mi mówić to, co miał mi do powiedzenia, w oka mgnieniu do świątyni bezgłośnie weszli chłopcy i dziewczęta, którym chciałem pokazać, „kto ma władzę”, zapominając, że ma ją Jezus Chrystus. Spotkanie rozpoczęło się 7 minut po szesnastej. Młodzi na tym nie stracili, a ja zyskałem bardzo wiele. Genialna, 7 minutowa katecheza kerygmatyczna dla wiejskiego proboszcza!

Opublikowano Dzieje | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Święty Jan Paweł II jest przez nas zdradzany każdego dnia!

Dziś bez komentarza,  zestawiam z sobą 2 teksty. Wnioski niech Szanowni Czytelnicy wyciągną sami!

Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Jego zbawczej władzy otwórzcie granice państw, ustrojów ekonomicznych i politycznych, szerokich dziedzin kultury, cywilizacji, rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, „co jest w człowieku”. Tylko On to wie!

Dzisiaj tak często człowiek nie wie, co nosi w sobie, w głębi swojej duszy, swego serca. Tak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Tak często opanowuje go zwątpienie, które przechodzi w rozpacz. Pozwólcie zatem – proszę was, błagam was z pokorą i ufnością – pozwólcie Chrystusowi mówić do człowieka. Tylko On ma słowa życia, tak, życia wiecznego.

http://www.brewiarz.pl/x_16/2210p/godzczyt.php3

Drugi tekst cytuję za „Internetowym Dziennikiem Katolickim”:

„Zdaniem Tomasza Krzyżaka, którego tekst publikuje dziś „Rzeczpospolita”, (http://archiwum.rp.pl/artykul/1323327-Zdradzilismy-Jana-Pawla-II.html) Polacy zdradzają św. Jana Pawła II każdego dnia. Według dziennikarza, wymagania, jakie stawiał nam papież Polak oraz jego nauczanie powoli odchodzą w zapomnienie. Jako przykłady na potwierdzenie swojej tezy Krzyżak opisuje aktualne wydarzenia, jakie rozgrywają się w naszym kraju. Zauważa przy tym, że rzadko odpowiadają one papieskiej wizji świata, którą przez tyle lat przekazywał nam Jan Paweł II. „Skoro większość z nas akceptuje obecny stan prawny dopuszczający dokonywanie aborcji w kilku określonych przypadkach, to znaczy, że nie traktujemy serio piątego przykazania. Jeśli od lat rośnie liczba tzw. małżeństw powtórnych, w których co najmniej jedna osoba jest rozwiedziona, to jest oznaka lekceważenia kolejnego z przykazań: „Nie cudzołóż!”. To nie jest fikcja”” – wylicza Krzyżak.”

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , | 12 komentarzy

Pamiętnik wiejskiego proboszcza – Tak proste i tak trudne zarazem jest życie…

Dziś ograniczę się tylko do paru słów komentarza fragmentu, do którego lektury serdecznie zachęcam. Podkreślenia są moje, wyróżnione słowa mną poruszyły.

Jest każdemu z nas dane nasze „hic et nunc” – „tu i teraz”. Pomijając szczegóły, oryginalne dla każdego z nas, pewien element jest wspólny każdemu z nas – bycie pośród ludzi a tym samym pośród potrzeb – ich i naszych. W tych okolicznościach  Jezus chce się rodzić, żyć, w nich i dla nich zmartwychwstawać.   Doświadczyłem tego dziś po parokroć: odwiedził mnie parafianin, który czyni pewne chwalebne dzieło i się tym ze mną podzielił, ktoś inny zajął się ogrodem, przekonałem się też (już po raz któryś z rzędu), że całkiem nieźle radzę sobie w kuchni; „spotkałem się” telefonicznie z kolegą, z mamą. To wszystko, między innymi dzięki spostrzeżeniom i refleksji Św. Teresy z Avilla nabiera dla mnie szczególnego znaczenia:

Dla kogo Chrystus jest przyjacielem i wielkodusznym przewodnikiem, ten wszystko potrafi znieść. Jezus sam przychodzi z pomocą, dodaje sił, nie opuszcza nikogo, jest prawdziwym i szczerym przyjacielem. Widzę wyraźnie, iż jest wolą Boga, abyśmy jeśli chcemy podobać się Bogu i otrzymywać odeń wielkie łaski, otrzymywali je za pośrednictwem Najświętszego Człowieczeństwa Chrystusa, w którym nieskończony Bóg, jak sam powiada, znajduje upodobanie.

Bardzo często sama tego doświadczałam: Pan mi to powiedział. Widziałam niejako naocznie, że jeśli chcemy, aby niezmierzony Bóg ukazał nam swe tajemnice, powinniśmy wchodzić przez tę właśnie bramę. Nie należy szukać innej drogi, nawet jeśli kto osiągnął szczyty kontemplacji. Tą drogą idzie się pewnie i bezpiecznie. Od Pana i przez Pana otrzymujemy wszelkie dobra. On naszym Nauczycielem. Poza Nim nie znajdziemy pełniejszego i doskonalszego wzoru do naśladowania.

Czegóż więcej moglibyśmy pragnąć, niż mieć u boku tak wiernego przyjaciela, który nie opuści nas w trudnościach i utrapieniach, jak to zwykli czynić ziemscy przyjaciele. Szczęśliwy ten, kto miłuje prawdziwie i szczerze oraz kto jest z Nim zawsze. Popatrzmy na sławnego apostoła Pawła, który na ustach zawsze zdawał się mieć imię Jezusa, bo miał je również wyryte i odciśnięte na sercu. Kiedy to zrozumiałam, pilnie się zastanawiałam, i stwierdziłam, że niektórzy święci, wyróżniający się życiem kontemplacyjnym, jak Franciszek, Antoni Padewski, Bernard, Katarzyna Sieneńska, podążali tą właśnie drogą. Należy przeto iść tą drogą w pełnej wolności, zdając się całkowicie na Boga. Jeśli zechce zaliczyć nas do grona swych najściślejszych przyjaciół, chętnie przyjmijmy tę łaskę.

Ilekroć myślimy o Chrystusie, pamiętajmy zawsze o Jego miłości, dzięki której udzielił nam tak wielu łask i dobrodziejstw, oraz o miłości, jaką nam okazał Ojciec, gdy ofiarował nam tak niezwykłą rękojmię swej miłości ku nam. Miłość bowiem domaga się miłości. Toteż starajmy się mieć zawsze przed oczyma tę prawdę i w ten sposób zachęcajmy się do miłości. Jeśli bowiem Pan da nam tę łaskę i wzbudzi w sercu naszym taką miłość, wszystko stanie się łatwe i w krótkim czasie, bez trudu, dokonamy bardzo wiele.

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | 1 komentarz

O złych przyzwyczajeniach

Byłam na pewnym kongresie. Podczas paneli dyskusyjnych specjaliści dyskutowali, a widownia… no właśnie, spójrzmy na nią. Część, oczywiście, zaintesowana, słucha, robi nawet notatki, w przeznaczonym na to czasie zadaje pytania. Zdarzają się jednak inne sytuacje – a to ktoś rozmawia (na sali, w której trwa właśnie panel dyskusyjny) przez telefon, a to czyta gazetę, a to przegląda Facebooka… Nie mówiąc już o tym, że niektórzy wykorzystują także krzesło obok, by zarzucić tam zmęczone życiem nogi… Dodajmy, że wiek widowni zawiera się w większości w granicach 30-50 lat.

Początkowo przychodzi mi na myśl refleksja, że, gdyby przedstawiony wyżej opis dotyczył uczniów gimnazjum (czy, w ostateczności, nawet liceum), byłabym w stanie takie zachowanie zaakceptować. U studentów takie zachowanie już mnie irytuje. U ludzi biznesu natomiast, takich jak choćby uczestnicy przytoczonego kongresu, to niedopuszczalne! Trochę szacunku dla mówcy (wykładowcy, eksperta, dyskutantów, etc.)!

Doszłam jednak do wniosku, że takie przyzwolenie dla jednych, a wymaganie od kolejnych, nie jest do końca na miejscu. Jeżeli daję człowiekowi z gimnazjum/liceum przyzwolenie na lekceważenie innych (bo ten uczeń to przecież jeszcze prawie dziecko, taki niedoświadczony w życiu, przychodzi trudny etap dojrzewania, nastoletniego buntu, więc to praktycznie norma, że musi mieć jakieś swoje ,,wybryki”…), to taka osoba idzie potem na studia z takimi przyzwyczajeniami, a potem wchodzi w dorosłe życie, może zakłada własną działalność i złe przyzwyczajenia mogą pozostać. Trudny wiek trudnym wiekiem, ale trzeba zwracać uwagę, kształtować… Posłucha, nie posłucha – to inna sprawa, ale osoba otrzymuje sygnały, pewną informację zwrotną dotyczącą swojego zachowania.

W analogiczny sposób jak szacunek (czy jego brak) w stosunku do innych ludzi, można rozpatrzyć drogę chrześcijaństwa człowieka. Nikt nie rodzi się święty i to jest więcej niż pewne, że będą się w życiu pojawiały grzechy, momenty słabości. Niewłaściwe jest jednak założenie, że, przykładowo – na etapie wiary, na którym jestem, nie ma problemu, że popełniam pewien konkretny grzech, bo on ostatecznie nie jest taki straszny, a do doskonałości jeszcze i tak mam daleko. O tej doskonałości, to już kiedyś pisałam. Pewnie, że nie osiągnę doskonałości z dnia na dzień, ale nie mogę zadowolić się byle czym. Nie mogę zostać na ,,jako takim” poziomie, bo już jest nieźle. To za mało. A jeżeli dam sobie (czy komuś) przyzwolenie na jakieś zło, coraz trudniej będzie się go pozbyć. Wybaczcie, jeśli długość tego wpisu zniechęca, ale muszę jeszcze doprecyzować jedną rzecz. Mówiąc ,,przyzwolenie” mam na myśli świadome pozwolenie sobie czy komuś na jakieś zło (o możliwych przyczynach tego ,,pozwolenia” wspomniałam wyżej, nie będę się więc powtarzać). Nie chodzi mi o sytuacje ludzkich upadków, ale długotrwałą postawę, która po prostu na te upadki się godzi, przyzwala na nie.

Jezu, ufam Tobie!

Opublikowano behawioryzm, Formacja Sumienia | Otagowano , , , , , | 2 komentarzy