Życie poza kotłem czy w nim?

Niniejszy wpis dedykuję pewnemu Znajomemu, z którym znamy się z nocnych nieraz, Polaków rozmów, na Twitterze. Nocny Marku, dzięki! Właśnie uświadomiłeś mi, że pierwsze zawsze musi być Pierwsze! Czyli Jezus Chrystus dla wierzącego! I wiesz co? Będzie Ci to mocno policzone In plus!

Mój Znajomy Rozmówca rzekł był, iż spokojnych czasów nie było nigdy, zawsze był „kocioł”. Ja natomiast jestem zwolennikiem stanowiska, iż czasy spokojne były, kiedy byliśmy poza „kotłem”. No i powstało pytanie: gdzie jest życie? Poza kotłem, czy też w nim? Od razu myśl ta zaczęła drążyć serce i rozum.

Nie chcę brylować tu wykładami teologicznymi. Postaram się posłużyć językiem popularnym, obrazowym.

Celem życia chrześcijańskiego jest zamieszkanie z Bogiem w wieczności. Meldunek już tam mamy, załatwił nam to Jezus Chrystus poprzez Swe dzieło odkupieńcze. Bardzo mi się podoba sformułowanie, jakiego używa W. Sumliński w swoich książkach, że nie cel a droga kształtuje człowieka. Jezus mówi o Sobie, że jest Drogą i Prawdą i Życiem, i że tylko ON jako Taki daje przystęp do Ojca. Jest Kluczem do mieszkania w niebie. Każde moje uznanie Jezusa, wyznanie Go na drodze do Celu wiecznego, jest skracaniem czasu i dystansu. Co więcej, wszystko, co jest wokół mnie na świecie, jest „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” – a więc, cokolwiek się dzieje, Chrystus to ogarnia jako Pierwszy i ZAWSZE w 100 procentach. To wszystko, co się dzieje w moim życiu, choćby było po ludzku beznadziejne, jest dla mnie z Chrystusem do ogarnięcia. Kto ciekaw szczegółów, niech zajrzy do Listu do Rzymian, rozdział 10, wersy 9-10. To właśnie dwa zdania, w których mieści się to wszystko i znacznie więcej, co ja zawarłem w tym akapicie. Było na początku o kotle. Czy życie jest poza nim, czy w nim? No więc, w związku z tym co wyżej: to albo jesteśmy naprawdę na Drodze i mamy Życie, albo jesteśmy w locie opadającym do kotła, zgodnie z tym, co czytamy w Ewangelii wg Św. Marka, rozdział 16, wers 16: Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Jest to właściwie Jezusowe wyprzedzenie tego, co powtórzył Paweł w Rz 10, 9-10

Czy jesteśmy skazani na „kocioł”, jeśli sobie, hmmm, „eksperymentujemy” z wolnością? Oczywiście, że nie!

Przykład.

Dziś przeczytałem na Tłiterze:

Sam fakt prośby to już dowód na to, co pisałem wcześniej, że Chrystus Pan ogarnia wszystko.

No a odzew na prośbę to już tylko konsekwencja „oczywistej oczywistości”.

Cały ten łańcuch przyczynowo-skutkowy dzieje się pod płaszczem Bożej Opatrzności. Dzieje się na drodze, na której Jest Droga i Prawda i Życie, i tylko od nas, od procentu naszej wolności zależy, czy będziemy zainteresowani Życiem, czy kotłem.

Jest taka powiastka. Ponoć to fakt, który miał miejsce w wielu zakątkach naszego globu.

Małe dziecko, 4, może 5 letnie, widząc, że jego mama jest w stanie błogosławionym, nie odstępuje jej na krok i/lub czyni wszelkie możliwe zabiegi, by być przy narodzinach rodzeństwa, albo krótko po nich szuka okazji, by być na sam na sam z maleństwem. A jak już swego dopnie, to pyta niemowlaka: opowiedz mi, jaki ON jest, bo ja już prawie nie pamiętam!

Dzieci do 4-5 roku życia są z natury religijne. Mają taki naturalny „Bogo-radar”. Nie bez przyczyny małe brzdące w kościele przeciągają przez hektary naw swych rodziców, bo Jezus je „przyciąga jak magnes”.

Nas, dorosłych Bóg tak często nie interesuje. Wyrastamy, bo powinniśmy, z „Bozi, Boziuchny”, ale przy okazji nierzadko też na dziesięciolecia wyrastamy tak de facto z Życia, wypadamy z Drogi, rezygnujemy z prawdy i opadamy do kotła… Czego przykładem mogą być i afery, o jakich co i rusz nas media informują, i duchowni, którzy gorszą, i media, które kłamią, i wiele, wiele innych przykładów. Choć z reguły, to jest po prostu nasze dorosłe życie, w którym tak często mamy priorytety zupełnie odwrotne do tego, co nie tylko obiecuje nam Chrystus, ale co więcej, odwrotne też do tego o czym nam przypomina to, czym się nierzadko podpieramy w różnych sytuacjach, a mianowicie metryka chrztu!

Dlatego też nie ma co popadać w smutek czy nie daj Boże gorycz beznadziei. Trzeba sobie odkurzyć fotki ze swego chrztu, Panie Kolego Tłitterowy, albo i film obejrzeć z tego wydarzenia, jak jest. A jak nie to ze ślubu swego, albo z sakramentów dzieci, posłuchać co tam wtedy Słowo Boże niosło za przesłanie dla obecnych, co ksiądz powiedział w homilii. A jak nie da się tego tak na cito zorganizować, to polecam osobiście nam obu i każdemu Psalm 91. Taka to moja algebra, w której rozwalam równanie, jakie Ci zapodałem dziś wieczorem!

Reklamy
Opublikowano Słowa o Słowie, Słowo, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Myśląc: Niepodległa!

Garść myśli, jakie mi się cisną, gdy czytam, słucham czy rozmawiam o dzisiejszym święcie.

Każdy ” polski patriota” chce walczyć z jakimiś bliżej mało określonymi „bolszewikami” „ruskimi onucami” a tym czasem konkretni neomarksiści, czyli de facto spadkobiercy ideowi bolszewików, dokonują podboju Europy. Ot, w głowę się drapie dziś Zenon z Elei…

Nierzadko, przy okazji wydarzeń narodowo-patriotycznych, wołamy: Śmierć wrogom Ojczyzny! Tak! Śmierć im! Oto ci najwięksi i zarazem odwieczni:

lenistwo
marnotrawstwo
nienawiść
zazdrość
zakłamanie

Wdowy, panny na wydaniu, ofiarowywały swą biżuterię, by było za co szyć mundury dla żołnierzy. Wielkoduszność, ofiarność narodu była niezwykła. Dla wolności, dla Niepodległej!

Podobnie młodzi chłopcy, a i dziewczęta też pewnie się zdarzały – nieraz kłamiąc, bez wiedzy rodziców, brali się za oręż, by bić się z najeźdźcą.

Ciekawe, za co dziś byśmy byli w stanie oddać pierścionek, czy złotą bransoletkę, albo młodość, siłę czy talent?

Kim byśmy się stali względem siebie, jako Bracia i Siostry Rodacy, gdyby dane nam było jutro się obudzić pod butem okupanta?

Ojczyznę wolną pobłogosław Panie!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Variae | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Ks. Marek Radomski: Ojciec to ten, co rodzi do wartości | Tysol.pl

To prawda. Nie będę biologicznym ojcem. Wybrałem celibat, bezżenność, a więc i czystość, wstrzemięźliwość seksualną. Styl życia, który wymaga co najmniej takiej samej dozy wysiłków, jak życie polegające na dochowaniu wierności współmałżonkowi oraz rodzinie. Styl, który jako rozeznany przeze mnie jako wartość specjalna, zwana cnotą, pozwala mi na wypełnianie tego, co wybrałem jako życiowe powołanie, czemu podporządkowałem swe dążności. Żyjąc w kulturze europejskiej, a nade wszystko chrześcijańskiej, etos mych wyborów daje mi poczucie tożsamości, a ta zaś sprawia, że doświadczam wzrostu, postępującego cząstkowo spełnienia życiowego, stając się bardziej człowiekiem.

Źródło: Ks. Marek Radomski: Ojciec to ten, co rodzi do wartości | Tysol.pl

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Aleksandra Jakubiak: Ojcze nasz | Tysol.pl

Zastanawiałam się nad ojcostwem i choć liczę się z konsekwencją protestów „klubu mam”, to uważam, że miłość ojcowska jest trudniejsza od macierzyńskiej, dlatego i jakość ojcostwa w naszych czasach stosunkowo często pozostawia więcej do życzenia, a skutki tych zaniedbań łamią życie i w globalnej konsekwencji degenerują cywilizację. Jakkolwiek pochylam się z ogromnym szacunkiem i wdzięcznością nad macierzyństwem jako takim, nad jego fundamentalnym znaczeniem i poświęceniem matki, to przyznajmy jednak, że w większości jesteśmy z natury wyposażone w elementy dla tej miłości konstytutywne i jak bardzo nie byłyby one czasem trudne, to nosimy je w sobie. Mężczyzna zaś musi ojcostwo wypracować. Nadanie wartości i sensu życiu dziecka oraz internalizacja norm moralnych nie przebiegają na ogół zbyt gładko, a chłopak, który dowiaduje się, że zostanie ojcem nie jest jeszcze przygotowany na to, że przyjdzie mu oscylować na polu części wspólnej zbiorów autorytetu i kochanego rodzica. Będzie się on uczył tego i w odpowiedzialności zasłonięcia dziecka własną piersią i bycia ostateczną domową instancją wymierzania kary komuś kogo kocha najbardziej, w imię jego dobra. Dynamika ojcostwa współgra z rodzącą się w radości i bólu mądrością, linia, po której się porusza jest dość wąska, niełatwo bowiem stawiać wymagania, egzekwować je, czasem karać, ale robić to w duchu miłości, która przenika do świadomości dziecka. Tylko taka postawa ojca rodzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa, bez względu na to z iloma protestami by się to po drodze nie wiązało. Nosimy w sobie obraz Ojca, który nas zauważa, czuwa nad nami i obdarza mądrą miłością, gdyby tak nie było, nie chorowalibyśmy tak bardzo w wyniku braku tego doświadczenia. Niestety, nasza cywilizacja skutecznie od lat morduje ten żywy obraz w sercach Jego dzieci. Skutkiem tej sytuacji są nie tylko próby zaprzeczenia istnieniu Ojca, ale także utrata wewnętrznej busoli postępowania wielu ziemskich ojców oraz deprecjacja ojcostwa jako takiego. Efekty obu tych zjawisk są tragiczne, mamy bowiem albo ojców, którzy nie dając sobie rady z odpowiedzialnością uciekają w tzw. rządy twardej ręki, łamiąc przy tym ducha swoich dzieci; mamy ojców zrzucających z siebie brzemię bycia autorytetem i godzących się na tzw. wychowanie bezstresowe, którego koszmarne efekty widać wokół; mamy wreszcie ojców nieobecnych mentalnie lub fizycznie. Ojcostwo, należny każdemu dziecku dar, stopniowo przestaje być szanowane, jego obraz ulega wykrzywieniu, także w szeroko rozumianej kulturze, a ogłupiała ludzkość obraca się chaotycznie, goniąc własny ogon, z braku właściwego wzorca postępowania. Znam chorobę trawiącą duszę człowieka, który nie doświadczył zdrowego ojcostwa – to głód bycia zauważonym, poczucie bezsensu istnienia, ciągła potrzeba zasłużenia na prawo do życia. Może dlatego, choćby w jakimś stopniu, rozumiem ssącą, pulsującą wewnątrz trzewi pustkę, która woła o wypełnienie, a którą opisane wcześniej dzieci z ulicy zagłuszają środkami odurzającymi, niepomne na spustoszenia organizmu. Istnieje wiele rzeczy, które służą ludzkości do plombowania tej wewnętrznej czarnej dziury: alkohol, słodycze, seks, powodzenie u płci przeciwnej, sukcesy zawodowe, zakupy, status społeczny, narkotyki, dopalacze, hazard etc., etc., etc. Lista jest długa. Wszystkie one są tak samo nieskuteczne i w rozmaitym stopniu szkodliwe. Lekarstwem na brak doświadczenia miłości ojca i wynikających z tego ran jest tylko doświadczenie miłości Boga Ojca. Innego „specyfiku” nie ma. Chwila, w której człowiek obiera nieśmiało kierunek ku Domowi i spotyka od zawsze czekającą na niego Najbliższą Osobę obdarowującą go pierścieniem synostwa, zlecającą ucztę na jego cześć jest całkowicie niepowtarzalna, nosi w sobie uzdrowienie. Najczęściej jednak ku takiemu spotkaniu trzeba człowieka poprowadzić. Dlatego w obecnych zlaicyzowanych czasach na każdym chrześcijaninie leży odpowiedzialność głoszenia Ewangelii o posiadaniu Ojca. Ojca, który Jest, kocha, czuwa i leczy. Ojca, którego miłość jest mądra. To olbrzymia godność świadczyć sobą o świecie, w którym istnieje nadzieja. To Dobra Nowina ratunku dla człowieka.

Źródło: Aleksandra Jakubiak: Ojcze nasz | Tysol.pl

Opublikowano Aktualnie czytam, Szkoła duchowych twardzieli, Życie Duchowe | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Chcesz być wielki – bądź ojcem!

Tajemnicę Boga jako Ojca, który stanowi wzór dla ojcostwa ziemskiego, ukazał nam św. Jan Paweł II w cyklu katechez wygłoszonych w 1999 roku. Za najważniejszą cechę ojcostwa Boga Papież Polak uznał „zdolność do nieskończonej miłości, do ofiarowania się bez zastrzeżeń i bez miary”

Pełnię objawienia Boga jako Ojca przyniósł Jezus Chrystus. Jego wyjątkowa relacja z Ojcem opiera się na miłości, którą Bóg uroczyście wyznał swemu Synowi podczas chrztu w Jordanie (por. Mk 1,9-11) i w akcie przemienienia na górze Tabor (por. Mk 9,2-8). Chrystus w dialogu z Ojcem odpowiada na nią czułym słowem Abba (por. Mk 1,36), które możemy oddać jako Tato, Tatusiu, Drogi Ojcze. Tym wyrażeniem Pan Jezus ujawnia również najgłębszy szacunek wobec Ojca, pełną pokoju i wzajemnego zrozumienia więź oraz całkowite i dobrowolne oddanie siebie do ojcowskiej dyspozycji w dziele zbawienia. Według św. Jana Pawła II „istnieje wzajemność pomiędzy Ojcem i Synem w zakresie tego, co wiedzą o sobie (por. J 10, 15), tego, kim są (por. J 14, 10), tego, co czynią (por. J 5, 19; 10, 38) oraz tego, co posiadają”. Głęboka Ojcowsko-Synowska relacja rodzi pewność, iż Syn zawsze będzie wysłuchany przez Ojca.

      Tajemnicę Boga jako Ojca, który stanowi wzór dla ojcostwa ziemskiego, ukazał nam św. Jan Paweł II w cyklu katechez wygłoszonych w 1999 roku. Za najważniejszą cechę ojcostwa Boga Papież Polak uznał „zdolność do nieskończonej miłości, do ofiarowania się bez zastrzeżeń i bez miary” (Więź Jezusa z Ojcem…). Wyrazem szczególnie głębokiej, trwałej i współczującej ojcowskiej miłości Boga wobec człowieka były zaś Jego zbawcze interwencje w dziejach Narodu Wybranego.

Powyższe słowa to cytat z listu Episkopatu Polski na niedzielę przed Dniem Papieskim. Tegoroczny dzień upamiętniający postać Świętego Jana Pawła II przebiega pod hasłem „Jan Paweł II – promieniowanie ojcostwa”.

Ojcostwo nie tylko dziś, ale zawsze – było i jest wyzwaniem, które można podjąć, albo odrzucić. Obie postawy są stare jak świat. Truizmem wg mnie byłoby szczegółowe rozwodzenie się nad wartością przyjęcia i antywartością odrzucenia. Chcesz być wielki – bądź ojcem! Doświadcz w ten sposób podobieństwa do Boga. Tak sobie sam często kombinuję… Trudno jest nieść brzemię ojcostwa, nawet będąc kapłanem. Jednak piękno tego doświadczenia rekompensuje wszystkie trudy, bolesne doświadczanie niepowodzeń.

Pamiętam jedną z katechez. W trakcie lekcji jedna z uczennic otworzyła się przed klasą, opowiadając o apodyktyczności swego chłopaka, który wymagał od niej bardzo dużo, na różnych polach, samemu dając od siebie niewiele albo wręcz nic. Wspomniałem jej i wszystkim, że mamy tyle szacunku do drugiego, ile go posiadamy dla samych siebie, i że uczymy się tego od rodziców, i że szczególne charyzmaty w tym względzie posiadają ojcowie. Poza tym, znając ją trochę, dodałem, że ma w sobie wiele wrażliwości, którą umie się dzielić z innymi i pobudzać ich do pielęgnowania troski o dobro, więc niech pomyśli, czy chce ten dar rozwijać i szukać skutecznych ku temu narzędzi, czy też eksploatować go w starciach z chłopakiem. Reakcja dziewczyny, a konkretnie jej spojrzenie, pełne wdzięczności, nadziei, otuchy jakiej doznała – to wszystko nie do opisania! Długo nie trwało, a dowiedziałem się, że Z zakończyła relację, która była co najmniej trudna. Było to dla mnie niewątpliwie promieniowanie ojcostwa, tego Bożego, które objawiło się w mym przeżywaniu męskości oraz kapłaństwa.

Dziś, robiąc zakupy przeżyłem uderzenie „duchowym obuchem”, a wnętrze me krzyczało. Przede mną w kolejce do kasy stali ojciec z synem. Ojciec, tak „na oko” 30 letni, synek nie miał więcej niż 12 lat. W wózku z zakupami alkohol za niemal 1000 PLN. Dość żywo rozmawiali o tym alkoholu, wymieniając jego nazwy, ile czego jest. A chwilę później chłopiec wykładał butelki z alkoholem na taśmę lady…

Ktoś powie: co ty się chłopie czepiasz! Zakupy jak każde inne, ludzie alkoholu używają zasadniczo „z głową”, więc daj odpór. No tak, fakt. Ale wiem z własnego doświadczenia, bo sam byłem dzieckiem i uczestniczyłem w podobnych sytuacjach, że prędzej czy później przyjdzie „bardziej wnikliwe” zainteresowanie zawartością charakterystycznych butelek oraz smakiem ich zawartości. Bo dzieci znacznie łatwiej podlegają systemowi „wzmocnień”, które powodują tak do dobrego, jak i  do złego. 12 latek to nie jest właściwa pomoc dla dorosłego przy zakupie alkoholu! Dziecko trzeba wzmacniać w odkrywaniu prawdy, dobra i piękna, uczyć się nimi posługiwać w życiu.

Wszystko we mnie krzyczało, a mimo wszystko zmilczałem całą sytuację… Promieniowanie zostało zatrzymane ołowianym płaszczem bezradności, obawy czy wręcz lęku o własne ja…

Mocno siedzi we mnie ta sytuacja. W różnych aspektach. Dlatego też ten wpis. No i oczywiście modlitwa. Moja, ale także i Wasza, Czytelnicy, o co Was proszę!

Opublikowano Dzieje, Formacja Sumienia, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kościół bez ołtarza, to jak ciało bez duszy

Wpis dedykowany Tomkowi, Krzyśkowi i Pani Kindze. Powstał z inspiracji Tomka, przy towarzyszeniu tłitterowemu Krzyśka i Pani Kingi. Dobrze, że jesteście!

Tytułowe stwierdzenie, autorstwa bł. arcybiskupa Antoniego Nowowiejskiego, pasterza Kościoła płockiego, w czasach, kiedy wielu ludzi dość rzadko zatrzymuje się nad domeną życia duchowego, zdaje się być warte zatrzymania.

Przewodniczyłem dziś pogrzebowi mej parafianki, Pani Barbary (od razu proszę wierzących o Ave Maria w jej intencji). Sporo było ludzi biorących udział w ceremonii. Niewielu jednak z nich przystąpiło do Stołu Pańskiego. Nie wszyscy mogli, nie wszyscy uważali to za ważne – właściwie, najważniejsze.

Taki obraz rzeczywistości jest powszechnie znany w wielu zakątkach Polski, Europy, świata. Duch Święty zwołuje Lud Boży na zgromadzenie liturgiczne, wykorzystując życiowe okoliczności, by ci, którzy są włączeni w Kościół przez chrzest, mogli stanąć naprzeciw ołtarza, symbolizującego Chrystusa – ale nie może wbrew woli zebranych, skłonić ich do tego, by swe serca uczynili ołtarzem, na którym będą poświęcać swe życie dla Boga, według swego powołania i stanu.

Pięknie to oddaje wspominany wyżej błogosławiony abp Antoni – że jak w ołtarzu składa się relikwie świętych, tak też my mamy nosić Relikwie Chrystusa (jego Ciało, oczywista!) w naszym sercu. Wtedy wszystko zupełnie inaczej wygląda. Zmienia się perspektywa patrzenia, albowiem obejmuje ona szerszy kontekst, tak jak szeroko widzi świat Bóg, a co objawił nam przez Krzyżową Ofiarę Swego Syna!

Darmo zwać kościołem budowlę bez ołtarza. Chwała kościoła (jako świątyni, budowli) pochodzi od ołtarza, czytamy w Wykładzie Liturgii Kościoła Katolickiego, autorstwa abpa Nowowiejskiego. Mury kościoła chronią ołtarz i wiernych wokół niego się gromadzących, jako wokół centrum swych wierzeń, nadziei i miłości.

Zachęciłem uczestników pogrzebu Pani Barbary, by postawili sobie pytania, odwołując się do Łk, 12, 35-40: kto jest moim Panem, na jakiego Pana czekam i jakiemu służę?

Zestawiając Ewangelię z symboliką ołtarza, porównanego z sercem człowieka, trzeba nam zaglądać do tych naszych serc, i patrzeć na nasze życie, jakiej chwały ono jest zwiastunem. A to, co gromadzimy wokół siebie – materialnego i duchowego, jaką tworzy świątynię? Czy przekraczający jej próg znajdą w niej nadzieję, przebaczenie, wsparcie, prawdę, prostotę, skromność? Czy też może znajdą się w pogrążającym w bezkresnej trwodze, mroku zawiści, oskarżeń i zwierzęcej agresji?

Opublikowano behawioryzm, Szkoła duchowych twardzieli, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Multikino w służbie niesprawiedliwości

Napisałem przed momentem list do Multikina, wyrażając w nim swe oburzenie na reklamę wiadomego filmu w social media. Czekam na odzew.

Oto treść listu:

Szanowni Państwo

z wielkim niesmakiem odebrałem reklamę filmu „Kler”, na którą natknąłem się w Internecie, a której zrzut ślę w załączniku.

Niesmak ma swe źródło w tym, że Państwo ośmieszacie sprawy dla mnie istotne, niemalże fundamentalne, jeśli idzie o sferę ducha, jakże bardzo istotną w życiu człowieka. Przypuszczam, że reklamę stworzył ktoś, komu obojętna jest rzeczywistość sacrum, życia duchowego, etc. Jednak ktoś inny to zatwierdził, zgodził się, by poszło w świat. Jeśli osoby na stanowiskach kierowniczych pozwalają sobie – z mego punktu widzenia – na promowanie a przynajmniej pobłażanie ignorancji, dyletanctwa i płytkiego humoru, to nie pozostaje mi nic innego, jak osobiście zignorować Państwa miejsca kulturalno(?!) rozrywkowe, nie dając Państwu w ten sposób zarobić na wyśmianiu tego, co dla mnie jest wartością. Tracicie Państwo klienta w mej osobie. Moimi spostrzeżeniami będę się dzielił z innymi, pozostawiając im tak zwaną „wolną rękę” w podjęciu decyzji, czy nadal zamierzają wspierać państwa biznes.

Życzę Państwu szerszej refleksyjności, obejmującej wszelkie możliwe światopoglądy, szanując je, trwając niewzruszenie na fundamencie sprawiedliwości.

 

 

 

 

 

 

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , | 6 Komentarzy

Szlachetna Paczka vs Paczki Szlachetności

Szkoda mi czasu i wzroku na czytanie o wydarzeniach związanych z #Stryczek Nieskromnie jednak powiem, iż w gruncie rzeczy oczekiwałem, kiedy w taki lub inny sposób dojdzie skandalu. Świeccy znakomicie radzą sobie z filantropią i charytatywnością, a ksiądz ma robić co innego!

Jestem od 2 lat proboszczem wiejskiej parafii. Jak w wielu zakątkach Polski, zwłaszcza na „ziemiach odzyskanych”, realia pracy są takie same: morze potrzeb, deficyt środków na ich realizację. Mowa tu oczywiście o potrzebach remontowych, restauratorskich, często mających na celu ratowanie popadających w ruinę zabytków. Zasada jest taka: im starszy zabytek, tym większe szanse na strukturalne dotacje celowe. Zabytki w mojej obecnej Małej Ojczyźnie są niespełna 300 letnie więc szanse na wsparcie ze strony resortu Pana premiera Glińskiego są raczej wątpliwe. Dzięki Bogu oraz ludzkiej życzliwości udało nam się w tym roku wymienić na nowe, poszycie dachowe kościoła parafialnego. Koszt grubo ponad 100 tys. PLN. Mniej niż 1/3 nakładu finansowego pochodzi z dotacji – ale znowuż bez niej byśmy tematu nie ruszyli.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że łapię się na tym, iż łatwo jest dać się wciągnąć w korkociąg emocji zachwytu, euforii i „gorączki złota”, polegającej na szukaniu finansów na kolejne inwestycje, żeby świątynia nabierała blasku, dostojności. Ktoś powie – no ale o co chodzi? Przecież to godne, dobre – bo nie tylko oko cieszy, budzi zachwyt czy dumę, ale też owe dziedzictwo narodowe jest w ten sposób zabezpieczone? Niby tak, odpowiem, ale to tylko do czasu. Bo przyjdzie nowe pokolenie, za lat kilkanaście, czy nawet dziesiąt i będzie szukało terenu pod inwestycje zawodowe, mieszkaniowe czy rekreacyjne, tak jak nam o tym donoszą zza zachodnich granic Polski.

To jedna kwestia. Inna jest taka, że zajmowanie się „murami” wciąga, gdyż jest łatwiejsze, aniżeli podejmowane wysiłki w pracy nad funkcjonowaniem żywego Kościoła, tego duchowego.

Trudno jest prowadzić duszpasterstwo na wsi. Oferta duszpasterska terenów wiejskich, w regionach „ziem odzyskanych”  z reguły ogranicza się do sakramentalizacji i utrwalania religijności tradycyjnej. Trzeba naprawdę dobrego rozeznania, poprzedzonego trudem spotkań, rozmów, przemyśleń, by w rezultacie stworzyć przestrzeń do spotkania się poszczególnych członków parafialnego Ludu Bożego jako Żywego Kościoła, w którym Jezus Chrystus, Zmartwychwstały i Uwielbiony Pan  uobecnia Siebie, dając tym samym każdemu z nas łaskę uwiarygodniania Tegoż Chrystusa w świecie. Akcyjność a la „Szlachetna Paczka” czy inne tego typu, mogą pomóc w osiągnięciu tego o czym powyżej, ale bardzo często, z racji natury finansowej, są one skażone duchem tego świata i mogą przynosić skutek tylko pozornie dobry. Bycie zaś zaangażowanym duszpasterzem pomiędzy ludzkimi „kamieniami” tworzącymi Kościół wydaje się być mniej ryzykownym, a nade wszystko najwłaściwszym, dobrze zorientowanym, bo wprost na Chrystusa, dziełem. Szlachetna Paczka, jaką będzie tworzyć parafia, będzie pięknie całe pakiety szlachetności kierować tam, gdzie ich brak, w sposób i ze skutkiem takim, jakich oczekuje od nas Chrystus Pan!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , , , , , , , | 3 Komentarze

Ten wyrodny rodzic, świat!

Od połowy dnia nie ustają komentarze o ACTA2. Polityczne, publicystyczne, ogólnoludzkie, że tak powiem. W związku z tym, na szybko, kilka myśli.

W sierpniu tego roku minęło 10 lat odkąd prowadzę bloga Prawda podnosi człowieka W tym czasie ze dwa razy zmieniłem jego tytuł. Jak sobie wspomnę na poprzednie tytuły mego wirtualnego, hmmm, pamiętnika, to w głębi serca czuję radość, że dziś jest on poświęcony prawdzie, a przede wszystkim Prawdzie. Ponad 220 tysięcy odsłon, ponad 2 tysiące komentarzy, wiele setek mejli wymienionych z Czytelnikami. Jakież to wspaniałe dla mnie wspomnienia, że mogłem towarzyszyć wielu osobom w drodze duchowego wzrostu, prostowania zawiłych ścieżek życiowych! Dawałem to, do czego zostałem posłany, odbierałem i odbieram nadal to, co obiecał Ten, Który Jest Drogą, Prawdą i Życiem! (Mt 19,27-29)

Znakomite medium, ten Internet! Ale – jak wszystko, może być wykorzystywany tak do dobrego, jak i do złego. Jest szansą, ale też i zagrożeniem. Grozi tak dobrym – bo można ich zdeprawować, jak i źle czyniącym, bo można ich jak na tacy wystawić na publiczne okazanie. I obawiam się, że chyba o to właśnie poszło w całej historii z ACTA2 – założyć kantar cenzury użytkownikom Internetu. No i oczywiście stworzyć kopalnię profitów, bo żeby korzystać z jako-takiego nawet przepływu informacji, w myśl przepisów ACTA2 trzeba będzie płacić podatek.

Co będzie, jak będzie – czas pokaże. Jednak cała ta sytuacja na ten moment dla mnie wygląda tak: dano dziecku zabawkę, ono ją udoskonaliło, rozbudowało. Po czym zabawkę mu zabrano, dając mu jeszcze klapsa na koniec.

To pokazuje dobitnie, że nie tak daje Bóg, jak daje świat. Bóg nikomu niczego nie zabiera, nie daje klapsów, nie ma w pogardzie swych dzieci. Dlatego też jakoś mam pokój w sercu z tym całym ACTA2 i innymi, powiem wprost: poniżającymi, godzącymi w podmiotowość człowieka, ustaleniami kilku „ktosiów”, którzy mają się za konkurencję Wszechmocnego.

Opublikowano Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Kościół ma piękne oblicze

Od kilku dni nie milkną komentarze pod adresem abpa G. Rysia w związku z jego wypowiedzią, w czasie obchodów rocznicowych likwidacji łódzkiego getta,  w której powiedział, że  „Zagładę stworzyli ludzie, w dużej mierze – trzeba to powiedzieć niestety, z bólem serca i z przyznaniem się do winy – ludzie, których Kościoły chrześcijańskie wychowywały na swoich nabożeństwach”.
Dziś udało mi się „wyłapać” 2 wypowiedzi komentujące całe zajście. Każda z nich jest inna. Może nie skrajna, ale z odmiennych frontów naświetlająca meritum. Pierwszej autorem jest publicysta, Rafał Ziemkiewicz, drugiej zaś ksiądz Artur Stopka.

Oto namiary do obu
https://youtu.be/om3K_LcU5pY
https://m.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,3353,czy-abp-rys-naruszyl-dobre-imie-katolikow.html

wnioski niech sobie każdy swe własne wyciągnie, słuchając i czytając treści z powyższych linków.

Ja natomiast w dalszej części swej wypowiedzi chcę się odnieść do nieco innych kwestii. Czynię tym samym zadość obietnicy danej memu współbratu w kapłaństwie, Rafałowi.

Zgodnie uznaliśmy, jak mi się zdaje (jeśli nie, to Rafał, proszę, daj znać), że nie brakowało nigdy i pewnie nigdy brakować nie będzie w szeregach ludzi Kościoła „V Kolumny”, harcowników szatana, judzicieli, którzy zamiast miłosierdzia zajmują się zgubną polityka piekła.

Poza tym, jest pewna ciekawa tendencja w komentowaniu czyichś wypowiedzi. Niestety, takie jest „zbójeckie prawo”, że uzurpujemy sobie nie raz prawo do uzupełniania wypowiedzi o treści, których najpewniej nawet w milisekundzie intencji ich autora, w ogóle nie było. Podchwytujemy to, co jest nas, i podpinamy to pod wspomniane intencje autora wypowiedzi. To raz.

Dwa: czytam sobie biografię Żyda, Tuwima. Widać jak na dłoni, jak sprawy ducha, szeroko ujęta religijność, stawała się orężem w walce o polityczny byt wszelkich barw i frakcji politycznych. Zresztą, co tam XX lecie międzywojenne! A co było za czasów Piastów? Dokładnie to samo! Jest taka teza, że Bolesław Chrobry rękoma Prusów zamordował bpa Wojciecha, by się politycznie układać z Czechami…  Nigdy w tym świecie, w tym życiu na 100 % się nie dowiemy, jak to było. Ale po to mamy rozum, wolną wolę, masę narzędzi, by być krytycznymi a także, by patrzeć w związku z tym na całość życia autora wypowiedzi, czy działania, by w tej perspektywie jakiś sensowny sąd móc wyrazić.
W związku z tym, uważam, że takie sytuacje jak ta, z abpem Rysiem, czy wiele innych, są nam dane opatrznościowo, pod refleksję, byśmy zobaczyli, gdzie my na drodze do Jezusa jesteśmy. Jakoś sugestywnie przychodzi mi na myśl fragment z Mt 24, 36 nn: nieznany jest nam czas przyjścia Syna Bożego i potrzeba czujności. Można wiarę porzucić, bo za długo jest czekać, bo za niesprawiedliwie jest wg mego mniemania (jak w „Wołyniu” banderowcy, komuniści, buntowali ukraińskich chłopów). A można też po prostu żyć wiarą, „dawać sobie na wstrzymanie”, wszak bowiem „bądź wola Twoja”: wkurzać się, zrobić czasem może nawet jakiś fałszywy krok, ale przyjąć tez łaskę nawrócenia, naprawić i dalej trwać przy Bogu, Którego Twarzą Jest Miłosierdzie.
Od czasów Konstantyna, niestety, jest postępujący kryzys Kościoła Chrystusowego. Wiara jest instrumentalizowana, zbyt bardzo jej ludzką twarz się maluje, zapominając o Boskiej, której poetycki opis dał Izajasz w pieśni o Cierpiącym Słudze Jahwe, a Którą objawił Chrystus. Chcemy Kościoła z ładną buzią, taką, co nam pasuje, a każde splunięcie nam w twarz, szarpanie brody, traktujemy jako pretekst do wszczynania swarów, przepychanek i epitetowania się. Tak samo jak przed 2 tysiącami lat, w Jerozolimie, króciutko przed wydarzeniami, jakie zapoczątkowały czas Kościoła. Czas podarowany nam przez Boga, czas, z którego będziemy rozliczeni.
Kościół ma piękne oblicze, uwielbione, przemienione. Ale aby je ujrzeć, trzeba wpierw zobaczyć rany, zniewagi, znęcanie się, którego nierzadko autorami jesteśmy my, którym Bóg dał pieczęć chrztu, bierzmowania, kapłaństwa, którym daje Bóg Siebie w Eucharystii, spowiedzi, w Słowie Bożym…

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Panny mądre i głupie – opowieść nieoczywista

Przypowieść o 10 pannach „podprogowo” próbuje wcielić czytelnika  w postawę owych 5 panien mądrych: przezornych, przygotowanych, zapobiegliwych. Ja tak przynajmniej mam…

Tymczasem – trzeba pamiętać o biblijnym napomnieniu: by ten kto stoi, baczył, aby nie upaść. Trzeba nam mieć świadomość, że Jezus wprost mówi o nas, że „źli jesteśmy” – czyli słabi, niestali, skłonni sami z siebie do złego, w związku z czym potrzebujemy cały czas zabiegać o światło dobrych uczynków. Jako zaproszeni do bycia synami dnia, światłości, podążający w pochodzie życia na spotkanie z Oblubieńcem, by spędzić wieczność w weselu z Bogiem, mamy wolność w decydowaniu, czy zasilimy „stronnictwo” mądrych, czy głupich w tym świecie. Owo zasilanie dokonuje się przez gromadzenie oliwy radości w pełnieniu woli Bożej i nakazów Ewangelii – przez Jej studiowanie, realizacji życia wg Jej wymogów, pełniąc dobre uczynki, jako inspirowane z Ducha Świętego, w jego mocy.

Całkiem świeżo mam w pamięci zgiełk, by nie użyć mocniejszego słowa, jaki podniósł się w jednym z medium społecznościowych, z którego korzystam. Jedno zdanie poderwało taką falę, jakby ze sto Lewiatanów wyskoczyło z morza! Zdanie, które pojawiło się wskutek zaśnięcia, zlekceważenia konieczności czuwania napełniło mnie niepokojem. Tym bardziej, że Jezus wczoraj przestrzegał:  jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.

 Nie pozostaje zatem nic innego, jak skupić się na magazynowaniu oliwy, by w oznaczonym dniu nie mieć drzwi zamkniętych przed nosem!

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Sodomsko-gomorejskie skrutinium Kościoła

Co to są skrutinia ?

Przy tym całym wstydzie, lepiej niezbyt wiele mówić… Niech zapłonie, wypali do cna grzech, odrażający grzech.

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano | Dodaj komentarz

Pożądam sukcesów i porażek w życiu!

Jezus im odpowiedział: «Nie szemrajcie między sobą. Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; (…) Napisane jest u Proroków: «Oni wszyscy będą uczniami Boga». Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. (…) Jam jest chleb życia. (…) Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”.

J 6,41-51

 

Od 3 tygodni doświadczam trudnej sytuacji. Przede mną nieznane. Co więcej, sytuacja jest dość dynamiczna, a żeby było ciekawiej, to co i rusz pojawiają się „michałki” nie związane zupełnie z tym wszystkim, co się dzieje wokół mnie. Ot, pierwsza lepsza z brzegu rzecz, zupełnie świeżutka: jakiś kamień spod koła auta jadącego przede mną uderzył w szybę, i przez jej środek przebiega „Piorunek”.

Widzę jak na dłoni, dzięki nie tylko Słowu na Niedzielę, ale też i w Liturgii Godzin, i w życiu codziennym, że mocno mnie „ciągnie” moja trudna sytuacja, a nie Pan. Masa złych sądów, złości i gniewu, emocji niepoukładanych – słowem: szemranie!

Oczywiście, nie chodzi o to, by teraz żyć jak cierpiętnik, jak mi to źle, trudno i w ogóle jak mnie nikt nie rozumie! Daleki jestem od tego. Powiem Wam, że Bóg się o mnie troszczy, posyłając swych aniołów i proroków, którzy mają do mnie więcej cierpliwości, niż ja sam do siebie… Dzięki nim zaczynam stawiać sobie istotne pytania, na które odpowiedzi są wręcz warunkiem sine qua non  na wkroczenie w przyszłość, jaką niesie z sobą „zmiana kodu, bo 4 z przodu”.

Czuję się dziś trochę jak Eliasz, którego Bóg wyrwał z letargu, jednocześnie zaopatrując go w posiłek a tym samym w energię do zdążania w kierunku, jaki Pan mu wyznaczył. Posiłkiem jest mizerny pokarm, który w symboliczny sposób wyraża sukces i klęskę, zwycięstwo i porażkę. Oba stany trzeba zasymilować w sobie, nakarmić się nimi. Takie jest życie, że niesie w sobie dobre i złe doświadczenia. Jedne i drugie dzieją się pod płaszczem Bożej Opatrzności.

 

 

 

 

Opublikowano behawioryzm, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Ksiądz i niewiasta są z jednego ciasta!

Tytułowe przysłowie dotyczy zgoła innego problemu, niż ten, o którym piszę. Ale chyba tez nie tak do końca…

Zerknąłem sobie na artykuł pewnego eks księdza – który, co ciekawe, nie wspomina o porzuconym kapłaństwie, choć to jest tajemnica poliszynela. Nie będę reklamował go w swoim wpisie. Kto błyskotliwy, w mig się połapie o kogo chodzi. Nie chce mi się czytać całości, kiedy mam racje, które są dla mnie w pewnych tematach niedyskutowalne.

Taka mnie naszła refleksja, po przeczytaniu kilku zdań na artykułu.

Czy aby nie jest trochę tak, że Panie, które się określają jako „feministki” tym samym siebie uprzedmiotowiają? A jeśli nie, to co najmniej się poddają się redukcjonizmowi. Bo człowiek to zbiór cech niepoliczalnych, to perspektywa, a nie wycinek, w przeciwieństwie do feminizmu.

Od paru tygodni chodzi za mną rozmowa z moim kolegą Wojtkiem. Padło w niej sformułowanie „kryć się za księdzem” – w sensie, że są tacy duchowni, którzy fakt bycia księdzem starają się często, świadomie, bądź nie, mocno podkreślać. Można by wywnioskować poniekąd, że wszystkie ich życiowe działania dobiegły końca i osiągnęły kulminację w kapłaństwie. Nie liczy się już bycie facetem, synem, kierowcą, kolega, sąsiadem, nerwusem, śpiochem, wrażliwcem, sportowcem, grubasem, tyką, czy maniakiem książek Mroza, czy po prostu uczestnikiem życia w tym świecie, wnosząc weń klimat nie z tego świata?

Za każdym razem, kiedy mnie najdzie myśl, że oto ja,[wstawić cokolwiek z powyższej wyliczanki, albo i inne określenie, ale tylko jedno] jestem taki mega albo taki cierpiący – to od razu zaczynają się problemy, i snują się same niemal z siebie opowieści dziwnej treści, które mnie po prostu oddalają od samego siebie, od Boga i od ludzi. Zaczyna się klasyczna kicha.

Mamy wokół nas huk problemów. Różnych. Mam jednak nieodparte wrażenie, że większość z nich wynika z  tego, że zajmujemy się nader narcystycznie samymi sobą, zamiast patrzeć za tym, czy pytać wprost, w relacjach z innymi, czego brakuje im w związku z faktem, iż tworzą z nami relacje: rodzinne, sąsiedzkie, współpracownicze, etc.

To tyle. Zapraszam do dyskusji, oczywiście!

Opublikowano behawioryzm, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , | 8 Komentarzy

Nieco hałasu o personalizm

„Personalizm, jako jeden z niewielu kierunków, ukazuje osobę ludzką, jako relację osób na wzór relacji Trójcy Świętej”.

To zdanie wywołało mała dyskusję publiczną oraz kuluarową. Jakoś nie przyszło mi do głowy zapytać o kontekst, z którego zostało wyrwane. Pewnie by ów kontekst wiele wyjaśnił i oszczędził emocji. Nic to!, Zdanie stało się przyczynkiem do poszperania tam i owam po zakamarkach biblioteczki podręcznej. Wynik szperaniny poniżej.

Pani Ela Wiater słusznie skonstatowała, że w zdaniu powinno być jasno wyrażone, iż personalizm to kształtowanie relacji z innymi osobami na kształt relacji w Trójcy Świętej.

Pani Elu, a także Tomku i Marto – dziękuję Wam za pomoc i inspirację do zredagowania tej notki.

Opublikowano Variae | Otagowano , , , , , , , | Dodaj komentarz

Być po myśli Pana Boga

Krewniacy Elżbiety i Zachariasza z Ayn Karim mówili: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił imię Jan = Cieszący się łaską u Boga. Zatem tak na prawdę powiedzieli do Zachariasza i Elżbiety: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by miał upodobanie u Pana Boga! Hmmm, a czy Zachariasz nie był kapłanem, który widział Anioła? Czy do Elżbiety nie przyszła Maryja z Jezusem pod sercem? No sorry! Niewierzący, albo traktujący Boga jak broszkę czy celebrytkę byli, są i będą. Nasza troska w tym, by nadawać właściwy kierunek naszym codziennym i świątecznym postawom i wyborom!

Źródło: Marek Radomski

Opublikowano Puncta, Słowa o Słowie, Słowo, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Zwierzę się Wam: jestem 6 raz żonaty

Na początek Czytania mszalne w środę

Powoli doganiam wspominaną w Ewangelii niewiastę, żonę 7 braci*. Wczoraj, czytając te perykopę, pierwszy raz na nią tak spojrzałem, jakby chcieli tego faryzeusze. I tak oto „wszedłem” w to Słowo! Przecież to, że ktoś jest księdzem, a ktoś inny małżonkiem, to dla nas, ludzi, pożyteczne! Bóg nas może zbawić w każdym momencie naszego życia, i w każdym stanie przez nas wybranym. To, że jedni są małżonkami, a inni bezżennymi, to nasz wybór, a nie konieczność narzucona przez Boga czy – zachowaj nas Panie! przez świat, czy samemu sobie! Nic, co my damy Bogu, bardziej Boskiego z Niego nie uczyni. Jednak ofiarując Jemu siebie, nasze życie, zdolności, etc, przyczyniamy się do naszego zbawienia! Doskonale się to konkretyzuje w Wielkiej Doksologii, podczas każdej Mszy Świętej:

Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, * Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, * w jedności Ducha Świętego,* wszelka cześć i chwała, * przez wszystkie wieki wieków. Amen!

To, kim jesteśmy, co robimy, jaki styl życia wybieramy, dokonuje się przez wzgląd na Chrystusa, przez zbawczy zamiar Boga. I o ile się „trzymamy” Chrystusa, jak apostołowie, Kościół Wieczernika, o tyle nie trwamy w błędzie. I przeciwnie – jak odpadamy od Wieczernika, i usiłujemy coś tam mądrować, to wtedy jesteśmy w „wielkim błędzie”, jako rzecze Chrystus.

* obecnie posługuję w 6 parafii. Jest to wg mnie bardzo konkretna analogia do małżeństwa. Przy sądzie ostatecznym nie będzie sobie żadna grupa parafian rościć do mnie praw, jako duszpasterza, ani odwrotnie. Po tej stronie życia – i owszem.

Opublikowano behawioryzm, Biblia, Dzieje, Puncta, Słowa o Słowie, Słowo | Otagowano , , , , , , , , , , , | Dodaj komentarz

Czym się zachwycasz taka twa modlitwa

W kapłańskim gronie padło dziś pytanie: z czego rodzi się modlitwa?Nikt jednak nie przywołał tych słów Świętej. Ale padła za to inna, ciekawa odpowiedź, rzucająca mocne światło na wartość i potrzebę modlitwy.  Otóż, pytający o „łono” modlitwy, udzielił też odpowiedzi: zachwyt. Trzeba się zachwycić Kimś/czymś, by uzewnętrzniając swój zachwyt, „zrodzić” modlitwę.

Oczywiście – to, co powyżej to nie dogmat, można polemizować.  Ja tylko się dzielę z Wami, Szanowni Czytelnicy tym, czym sam żyję (choć nie zawsze)

Dziś jako obrazek to wyrażonej myśli niech posłuży poemat mistrza Adama Asnyka

Opublikowano behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , | 6 Komentarzy

Sprawa moja jeszcze nie skończona

Wpis dedykowany oczekującym na owe notki blogowe

Co jakiś czas dowiaduję się bezpośrednio i wprost, albo bez ogródki, że blog jest czytany i że przerw sporo w „emitowaniu” nowych wpisów. Tak więc mea culpa, Panie i Panowie, Czytelnicy, cierpliwi i taktowni!

Niektórzy z Was, co mnie nieco bliżej znacie, i widują mnie w przestrzeni internetowej, wiedzą, że ostatnimi czasy sporo uwagi poświęcam poezji i jej twórcom. Zwłaszcza z XX międzywojennego, z naszego Polskiego podwórka. Tuwim, Lechoń, Staff, wielu innych. Powiem Wam, że kiedy było trzeba ich czytać, interpretować i rozumieć – to mię alergia brała i odrzut siarczysty! A teraz, proszę! Odwrót o 180 stopni!

 Mogłem się tego spodziewać… wszak i palenie rzuciłem*, kawę z mlekiem piję, słucham muzyki, którą robili szarpidruci w surdutach… wszystko zupełnie na odwrót niż dawniej… Ot, takie to cuda i dziwy w moim życiu się pojawiły.!

I nie powiem, rad z nich bardzo jestem! Stąd też radością mą dzielę się z Wami, ciekaw, co powiecie, jakie emocje i odczucia wyrazicie, i czy w ogóle to uczynicie? Będzie mi miło niezmiernie!

Tym samym nadchodzi nowa, kolejna już era bloga. Jednak bez – póki co, zmiany nazwy, bo i po co? Przecież nic tak bardzo trafnie nie będzie oddawać głębi hasła: Prawda podnosi człowieka, jak właśnie pisania o tym, co mnie podnosi i czym, jak ufam, i wierzę, dzięki Bogu, mogę służyć podnoszeniu innych, którzy tego potrzeb ujai/lub szukają.

Noc idzie, a ja skoro dobrze zaświta, do służby Bożej wstaję. Zatem na koniec, pozostając w klimacie wpisu i mego „ja i moje” w nowej odsłonie, dedykacja wierszowa dla Was

Jan Lechoń. Cytata

Na cóż laur ci pochlebczy i kuszące brawa?

Na cóż szumnej gawiedzi oklask wielokrotny?

Zwiędną, przebrzmią, umilkną. Ale twoja sprawa

Jeszcze nie jest skończona, poeto samotny.

W jedyną zbrojny słuszność jako rycerz w męstwo,

Idź pomiędzy aleje, gdzie w ubogich grobie

Leżą ci, co wierzyli w za grobem zwycięstwo.

A umarli, pobici i podobni tobie.

Jak oni, wzgardź wawrzynem z kusicielskiej dłoni:

Niech w wieniec twój się plotą róże wraz z cierniami.

Abyś kiedyś mógł śmiało powiedzieć jak oni:

„Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami”

* Nie raz mawiałem, że papieros (jakem Radomski!) określa mnie jak w metafizyce ja jest określane przez moje.

Opublikowano Aktualnie czytam, behawioryzm, Dzieje, Variae | Otagowano , , , , , , , , , , , , , , , , , | 5 Komentarzy

Dlaczego warto pielęgnować w życiu duchowość maryjną?

Często ograniczamy się do wystawienia Najświętszego Sakramentu, litanii w formie czytanki, błogosławieństwa i do domu. Nie zatrzymujmy się na pobożności, ale odkryjmy w maju na nowo piękno duchowości maryjnej – zachęca o. bp Jacek Kiciński CMF.Pobożność to praktyki, natomiast duchowość to styl życia. I my czasem koncentrujemy na tej pierwszej, zapominając o drugiej. W Litanii Loretańskiej wychwalane są przymioty, które ukazują nam piękno, a zarazem majestat Maryi.

Źródło: Nie formalizujmy nabożeństw majowych – wroclaw.gosc.pl

Opublikowano Formacja Sumienia, Variae, Życie Duchowe | Otagowano , , , , , , | 2 Komentarze