O angażowaniu się dzieci w konflikty ich rodziców

Wczoraj, późnym wieczorem, na Twitterze zainicjowałem dyskusję n/t Czy dorosłe dzieci, mające swe rodziny, powinny się angażować w rozwiązywanie konfliktów w małżeństwie swych rodziców?

Zachęcam Czytelników do zapoznania się z zabierającym głos w dyskusji.

Temat jest o tyle ważny, że dość powszechny, bo przybywa w zastraszającym tempie sytuacji konfliktowych w polskich domach, przy jednoczesnym wzroście obojętności na te sytuacje. Wg mnie, już z twitterowej dyskusji wynika potwierdzenie tej obserwacji.

Dzieci i ryby głosu nie mają”, to zasada, tak samo jak i inna, że „Jak się ożeni to się zmieni” – totalnie w poprzek Ewangelii i porządku Miłości, jaki objawia Jezus Chrystus w Dobrej Nowinie.

Pierwsza powinna nasze myśli skierować na Jezusa, Którego poszukiwali Rodzice, gdy „zagubił” się podczas święta Paschy; druga – chociażby na ten moment w Ewangelii, gdzie Jezus mówi o tym, iż z wnętrza, z serca człowieka pochodzi wszelkie zło.

Odnalezienie Jezusa w świątyni jasno wskazuje, iż w świątyni jest Tenże Jezus, tam go należy szukać – także w świątyni, którą jest człowiek – dziecko swoich rodziców.

Serce zaś ludzkie, to duchowe oczywiście, będące obrazem duszy, to „okno wystawowe” człowieka. Albo widać w nim dobry „towar” albo zwykły szmelc, który zagraża wręcz zdrowiu bądź życiu.

Na koniec odwołam się do jednego z uczynków miłosiernych, względem duszy: grzesznych upominać. Każdy ma OBOWIĄZEK to czynić. Bez względu na relacje, które tworzy. Jezus nie wynosi na piedestał więzów rodzinnych – w sensie, że nie są wartością sama w sobie. Ranga rodziny jest na tyle ważna, na ile staje się rodzina miejscem spotkania człowieka z Bogiem – takie jest jej podstawowe zadanie. Skłonny jestem twierdzić, że w wielu wypadkach kryzysu rodziny, jest to dopust Boży, mający na celu przebudzenie duchowe tworzących ją, by zaczęli na nowo realizować ów cel, jaki Bóg powierzył rodzinie.

Informacje o Ks. Marek

Jestem w drodze do wolności. Zapraszam chętnych do towarzyszenie w tej podróży,a przy okazji także do dzielenia się doświadczeniami trudu dążenia do wolności.
Ten wpis został opublikowany w kategorii behawioryzm, Formacja Sumienia, Variae, Życie Duchowe i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

19 odpowiedzi na „O angażowaniu się dzieci w konflikty ich rodziców

  1. Iwona Tp pisze:

    Nigdy nie pozwoliłabym. Jeżeli już to tylko i wyłącznie na moją/naszą prośbę o pomoc.

    Polubienie

  2. madziamadzia34 pisze:

    Ja uważam, że my jako dzieci swoich rodziców nie powinniśmy wchodzić w ich konflikty. Po pierwsze kij ma dwa końce i trudno jest wybrać ten właściwy, po drugie czasem to może przynieś więcej szkody niż pożytku, a po trzecie tu odniosę się trochę do swojego małżeństwa i do tego iż osobiście uważam, że moi rodzice nie powinni wchodzić w konflikty po miedzy mną a moim mężem a tym samym ja nie powinnam wchodzić w ich konflikty.

    Polubienie

  3. Ewa P. pisze:

    „Dzięki temu, że ktoś zareagował, wszedł w moje życie, widząc mój konflikt, dziś jestem, gdzie jestem, i taki jaki jestem.”
    Zgadzam się z Księdzem,ponieważ też tego doświadczyłam i doswiadczam,ale nie jako w małżeństwie-rodzic,tylko ja jako ja.
    Natomiast w moje małżeństwo nie ma prawa wtrącić się nawet moje dorosłe dziecko.

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Gdyż albowiem?

      Polubienie

      • Ewa P. pisze:

        Dorosłe dzieci podobnie jak i nieletnie nie powinny rozwiązywać konfliktów swoich dorosłych rodziców, albowiem dorośli sami rozwiązują swoje problemy.

        Polubienie

        • Ks. Marek pisze:

          Nie chodzi o tzw niańczenie rodziców.
          Mówimy o dorosłych dzieciach, nie o szkolnych.
          Jaka wg Pani jest rola dzieci w rodzinie?

          Polubienie

          • Ewa P. pisze:

            Jeżeli własne dzieci otrzymały miłość od rodziców mimo czasem i popełnionych błędów, to te pomimo założenia własnej rodziny, wejścia w dorosłe życie odwzajemniają się miłością, szacunkiem. Skoro rodzic/rodzice rozumieją że dorosle ich dziecko ma swoje życie i potrafią je uszanować, wysłuchać, a nawet przeprosić to w ten sposób budują sobie pozytywne relacje. Nieraz 40,50 latek przyjdzie położyć głowę na kolanach matki, a ona po prostu je wyslucha i jeśli potrzeba to wesprze. Rola dorosłego dziecka w stosunku do rodzicow polega na tym,aby w miarę swoich obowiązków, nie kosztem własnej rodziny służyć pomocą, radą.Wówczas wzajemnie stwarzamy sobie poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że zawsze na siebie możemy liczyć.
            A co z rodzicami, którzy tej miłości nie dali(z doświadczenia )wiem,że i dorosle dzieci ich może jeszcze bardziej kochają.

            Polubienie

            • Ks. Marek pisze:

              Pięknie Pani napisała! Jednak motyw główny notki blogowej, to wchodzenie dzieci w sytuacje kryzysowe rodziców, takie jak np nałogi, ich kryzys małżeński mający przeróżne przecież podłoża, i inne, podobne, sążniste, że tak się wyrażę, problemy. Przypuszczam, że nie raz się Pani spotkała z tego typu kwestiami, prawda?

              Polubienie

              • Ewa P. pisze:

                Zależy od tego z jakim problemem to dorosłe dziecko się zetknęlo będąc w domu rodzinnym. Często te dzieci wychodzą z niskim samopoczuciem wartości,z poczuciem winy,że to może przez nich,Są okaleczeni uczuciowo.Czasem izolują się,unikają kontaktu z rodzicami.Ale najczęściej podejmują próbę pomocy, .Boją się,albo o młodsze rodzeństwo,lub o drugiego rodzica. Znam bardzo dobrze 2 przypadki. Pierwszy ,gdzie ojciec był narkomanem, mial tylko jednego syna, ktorego mocno skrzywdził. W bardzo trudnym dla ojca momencie dorosły syn wyszedł z pomocą i do ostatniej chwili wspieral swego ojca.(żona zostawiła ojca,gdy chłopiec był jeszcze mały.)W drugim przypadku oboje rodzice pili, często brakowalo na chleb.Potem w narkotyki weszla najstarsza corka, a matka po udarze zmarla. Pozostałe dwie zajęły się i siostrą i ojcem. Ojciec niestety od kilku lat sparaliżowany, ale corki opiekują się nim dalszym ciągu na zmianę.
                wszystko zależy od danej sytuacji I tak jak napisałam wcześniej te dzieci kochają.

                Polubienie

                • Ks. Marek pisze:

                  Zwróciła Pani uwagę na istotny fakt, na „transmisję” kryzysowania. Chodzi mi o to, że dzieci powielają postawy i błędy rodziców. Mocno to pokazuje problem współuzależnienia. Nieraz jest tak, że dzieci szukają sposobu, by jak najszybciej uciec z domu, w którym w swoim odczuciu cierpią. Dlatego też uważam, że postawą dojrzałą, wynikającą z przyjęcia Ewangelii, jest głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia. Wskazywania na to, jak jest, jak powinno być, dlaczego jest źle i co zrobić by było dobrze. W notce blogowej o ten ostatni punkt mi najbardziej chodziło.

                  Polubienie

                • madziamadzia34 pisze:

                  Pani Ewo czytając komentarze nasunęło mi się jedno pytanie. A mianowicie jaką ma Pani pewność, że te córki zajęły się ojcem i córką bo ich kochają?. A nie np:z poczucia winny, dla korzyści czy nie wiem chociaż by na pokaz aby pokazać jakie one są dobre i kochające itp.

                  Polubienie

Proszę, wypowiedz się

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.