Kryteria rozpoznawania opętania i (lub) dręczenia demonicznego

Złośliwe komentarze, cyniczne uśmieszki, „nie na miejscu” dowcipkowanie z sacrum, wprowadzanie zamętu, rozgardiaszu w swoim otoczeniu – ot, powie ktoś, proza XXI wieku, kiedy świętość kojarzy się ze starością lub ewentualnie z obrazami świętych osób, tudzież z muzeami.
Być może i tak jest. Przestrzeń publiczna anektowana jest przez rozmaitej maści fachowców w dziedzinie marketingu, konsumpcjonizmu i wyciskania profitów z ogłupionych mas ludzkich.
Patrząc jednak na świat z perspektywy wiary, życia duchowego i wartości, które je odżywiają, nie sposób pominąć Księcia tego świata, który miesza szyki Stwórcy i swą prosperity rozszerza na co raz to nowe obszary. Nie od dziś w polu zainteresowania złego jest z pewnością szkoła… Podczas katechezy, ale nie tylko, mam możliwość obserwowania zachowań uczniów oraz nauczycieli. To wg mnie specyficzne środowisko oraz miejsce. Jedna z obserwacji utwierdza mnie w przekonaniu, że nie bez znaczenia jest, kto np sprawuje wychowawstwo w klasach szkolnych. Nie jeden raz bowiem miałem okazję się przekonać, jak bardzo trudno trafić do młodzieży, nad która pieczę sprawuje osoba żyjąca w konkubinacie. Klasy są znacznie bardziej krzykliwe, mało zainteresowane tematyką rodziny jako pewnego rodzaju przestrzeni uporządkowanej, zobligowanej do wzajemnej odpowiedzialności, budującej swe życie na gruncie uczciwości, obowiązków i wzajemnego poszanowania. Dla przeciwwagi zaś, wychowawcy, którzy żyją w związkach niesakramentalnych, którzy odeszli od swoich współmałżonków/zostali porzuceni i wstąpili w kontrakty cywilne – tu już sprawa wygląda zdecydowanie inaczej. Zwłaszcza, jeśli osoby te znajdują swe miejsce w kościele, słuchają Słowa Bożego, próbują „mocować się” o łaskę Bożą, mimo świadomości, że sami dokonali wyboru, który uniemożliwia im pełną komunię z Chrystusem i Kościołem. Uczniowie im powierzeni – mimo, iż wykazują wyraźny bunt i nie raz potrafią w gorzkich słowach odnieść się do tych swoich wychowawców, wykazują jednocześnie zainteresowanie rodziną,poszukują odpowiedzi na pytanie: jak żyć i co robić, by „ubezpieczyć się”, mieć pewność, by gorycz nie zalała ich dusz. Często jest to także stanowisko młodych ludzi, że „lepiej nie robić nic na amen” tylko sobie furtkę zostawić, ale jest też i widoczna tęsknota za ideałem. Było-nie było – są zasady, jest odpowiedzialność i uporządkowanie.

Ciekawe, jakie by były wyniki badań socjologicznych, gdyby te moje spostrzeżenia oprzeć na reprezentatywnej liczbie respondentów…

Poniżej dzielę się informacjami, które mogą Czytelnikowi rzucić nieco więcej światła na to, co napisałem powyżej. To fachowa wiedza z zakresu demonologii, z której to wiedzy nie korzystają jedynie teologowie i katoliccy egzorcyści, ale też np mądrzy psychiatrzy (wierzący i praktykujący katolicy, tudzież uczciwi agnostycy/niewierzący)

Kryteria rozpoznawania opętania/dręczenia demonicznego

  • Pierwszym kryterium jest awersja do rzeczy świętych. Człowiek stwierdza, że nie może się modlić, że nie może wejść do kościoła, bardzo źle się czuje będąc w kościele. Czasem jest tak, że nie może przystąpić do sakramentów, bardzo boi się wody święconej (mając dotknąć wody święconej, ucieka). Bardzo charakterystyczne i jednocześnie bardzo przekonujące jest rozpoznawanie wody święconej od wody zwykłej, czyli na jedną reaguje, a na drugą nie, chociaż może nie wiedzieć, która woda jest pobłogosławiona.
  • Kolejne kryterium jest takie: Osoba bardzo ostro reaguje na modlitwę egzorcyzmu, zwłaszcza kiedy następuje obrzęd przewidziany przez rytuał. Wskazania rytuału mówią, że egzorcyzm można podjąć wtedy, kiedy egzorcysta ma moralną pewność, że zastał sytuację opętania. Chodzi o pewność moralną. Nie jest to jednak rzecz w danym momencie stwierdzona do końca, a jedynie wewnętrzne przeświadczenie, że jest to opętanie albo że istnieje duże prawdopodobieństwo opętania. Wtedy podejmuje się egzorcyzm. Jest on – można by rzec – ostatecznym przejawem weryfikującym: tam, gdzie jest jeszcze wątpliwość, egzorcyzm rozstrzyga, czy osoba jest opętana czy mamy do czynienia z inną sytuacją, np. chorobą psychiczną.
  • Trzecie kryterium polega na tym, ze człowiek będący w mocy demona posiada „nieuprawnioną” wiedzę: np zna fakty z cudzego życia, doskonale orientuje się w zagadnieniach teologicznym – uprzednio nie mając nic do czynienia z teologią.
  • Czwarte kryterium rozwiązłość życia moralnego, posługiwanie się wulgaryzmami, rozbudzenie seksualne.

Rodzaje i stopnie dręczeń diabelskich  

Można rozróżnić kilka rodzajów i pośrednich stopni ingerencji demonicznych, od kuszenia po opętanie.

1. Kuszenie do złego – zły duch usiłuje oddalić człowieka od Boga poprzez sprowadzenie człowieka na drogę grzechu. Dzieje się to poprzez kuszenie. Takiemu działaniu poddani są wszyscy ludzie, także Jezus cierpiał pokusy diabelskie. Stąd wynika konieczność czuwania, modlitwy i unikania okazji do grzechu.

2. Dręczenie (nękanie) diabelskie to działanie demona na daną osobę poprzez cierpienia i przekleństwa na poziomie zdrowia fizycznego, życia osobistego i zawodowego, komplikacje spraw materialnych.

3. Opresje demoniczne – działania zewnętrzne poprzez oddziaływanie fizyczne i nękania przez Szatana, jak np. niewytłumaczalne zjawiska, hałasy, przemieszczanie przedmiotów

4. Posiadanie diabelskie (obsesje) – zaburzenia w zachowaniu człowieka wyrażające się w braku równowagi duchowej, psychicznej i emocjonalnej wskutek ataków Szatana. Zły duch powoduje udręki wewnętrzne by sparaliżować duchowo człowieka. Mogą objawiać się poprzez natarczywe myśli, koszmary senne i próby samobójcze.

5. Nawiedzenie diabelskie – wskutek praktyk okultystycznych dotykających miejsc, w których się one odbywały oraz wykorzystanych przedmiotów (narzędzi magicznych, amuletów itd.). Dotyczy to także zainfekowania urokiem lub przekleństwem rzeczy, mieszkań a nawet zwierząt.

6. Opętanie diabelskie – wejście złego ducha w ciało człowieka i zawłada jego ciałem (nie duszą!). W pewnych okolicznościach (np. wobec świętości) manifestuje swoją obecność poprzez agresywne gesty, wulgarność, obrazoburstwo. Może wystąpić m.in. wskutek paktu szatańskiego – oddanie się diabłu, dobrowolne trwanie w grzechu, wskutek zaczarowania itd.

Sygnałami, które mogą przejawiać oddziaływanie lub wpływy diabelskie są:

1. Odraza do świętości.

* awersja wobec Boga, bluźnienie,

* wrogość do osób konsekrowanych i kapłanów,

* niemożność lub uprzedzenia do przystępowania do sakramentów, uczestniczenia Mszy św., nabożeństw i modlitwy, niechęć do nawrócenia,

* nerwowe reakcje na czyjąś pobożność, praktyki duchowe i modlitwy wstawienicze,

* wstręt do sakramentaliów (wody święconej, medalików i przedmiotów poświęconych, także wizerunków świętych); nerwowe reakcje albo sztywnienie na dotknięcie relikwią świętego, poświęconym medalikiem, szkaplerzem; wstręt do krzyża, znieważanie rzeczy poświęconych,

* sprośne myśli wobec tego, co nadprzyrodzone.

* dziwne zachowania w czasie jedzenia pobłogosławionych posiłków (np. z dolaną wodą święconą),

* niechęć do noszenia poświęconej odzieży lub ubrań z wszytym poświęconym medalikiem, (kiedy osoba będąca pod wpływem złego ducha nie wie o takim poświęceniu),

* przy modlitwie o uwolnienie mogą wystąpić szatańskie symbole na ciele, zdarza się materializacja przedmiotów, które opętany człowiek wypluwa z ust.

2. Dolegliwości psychiczne i fizyczne

* depresja, próby samobójcze,

* niespodziewane agresywne zachowania, nie tylko na tle religijnym,

* nagłe zmiany zachowań, trwałe zaniedbywanie się w obowiązkach,

* zboczenie płciowe,

* niewyjaśnione zakłócenia zdrowia (bóle fizyczne, głowy i żołądka, ścisk gardła),

* mówienie językami nieznanymi dręczonej osobie,

* posiadanie nadzwyczajnej siły fizycznej.

3. Zjawiska fizyczne w otoczeniu

* opresje – niewyjaśnione zjawiska w otoczeniu, odgłosy pukania, słyszalne kroki, przemieszczanie się, pojawianie i znikanie przedmiotów, samoczynne otwieranie drzwi i okien, zjawiska typu poltergeist,

* zachowanie zwierząt domowych jakby wyczuwały czyjąś obecność, wpatrują się w jedno miejsce, uciekają przestraszone,

* niekiedy w poduszkach, materacach osób opętanych odnajduje się dziwne przedmioty, np. laleczki, figurki zwierząt lub ludzi, bryłki zakrzepniętej krwi, kosmyki włosów, odłamki metalu lub drewna które mogą świadczyć o odprawieniu guseł czy innych form czarów.

Informacje o Ks. Marek

Jestem w drodze do wolności. Zapraszam chętnych do towarzyszenie w tej podróży,a przy okazji także do dzielenia się doświadczeniami trudu dążenia do wolności.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Formacja Sumienia, Szkoła duchowych twardzieli, Variae i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

255 odpowiedzi na „Kryteria rozpoznawania opętania i (lub) dręczenia demonicznego

  1. Michał pisze:

    Szczęść Boże!

    Proszę księdza,

    Postanowiłem napisać w takiej oto sprawie. Jakaś osoba z mojej rodziny dostała figurkę indianina. Figura tego indianina została powiesza nad drzwiami łazienkowymi. Wzrok tego indianina i wyraz twarzy jest zły. Obie ręce ma założone jedną na drugą. Tak jak nieraz kogoś widzimy, kto stoi i ma zaplecione ręce. W mojej rodzinie też jakoś się tak nie układało. Może ta figurka nie była bezpośrednią przyczyną niepowodzeń w mojej rodzinie, ale na 100% tego nie jestem w stanie stwierdzić. Biorę pod uwagę, że nad tą figurą indianina mogła zostać odprawiona jakaś „niewłaściwa” modlitwa. Ktoś by powiedział, a tam zwykła figurka… W ogóle to ta figura została zrobiona z gipsu. Figurka wisząc nad drzwiami, była ukryta w cieniu, także światło z pokoju nie obejmowało jej i nie była zbyt widoczna. Wisiała sobie tak przez długie długie lata. Dziwną sprawą jest, że ta figurka nie chciała zostać jakby zauważona… Zwracaliśmy na wszystkie rzeczy uwagę w domu, tylko nie na tą figurkę. Poruszyłem z rodziną ten temat i faktycznie wszyscy stwierdzili, że to trochę dziwne, że nie przykuwała naszego wzroku. Wczoraj zobaczyłem od tego jakby takie dziwne światło. Wziąłem tą figurę indianina do ręki, zrobiłem znak krzyża św. Odczułem coś takiego, jakby ta figurka nie życzyła sobie, żeby ją z domu usunąć. Czy mogę tego indianina pociupać młotkiem czy czymkolwiek i wyrzucić? Oczywiście razem z gwoździem, bo na gwoździu była zawieszona. Jestem wyczulony na takie nawet najmniejsze rzeczy. Mimo tej figurki, mamy pełno świętych obrazów w mieszkaniu. Druga sprawa, czy mogę poświęcić samemu mieszkanie odmawiając modlitwę, a jeżeli tak to jaką modlitwę przed pokropieniem wodą święconą odmówić? I czy w przypadku święcenia mieszkania, powinno się być w łasce uświęcającej? Czy jednak nie powinno się samemu święcić i powinien to uczynić tylko kapłan? Zaznaczam, że nie jestem osobą, która by „przesadzała” na tego typu tematy i dodawała niepotrzebne określenia. Pozdrawiam. Szczęść Boże!

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Odpowiedziałem majlem.

      Polubienie

      • Eryk pisze:

        Szczęść Boże!

        Moja dziewczyna budzi sie od 4 dni w nocy o godzinie 2 i nie usnie dopóki nie zrobi sie widno
        Boi sie usnąć bo czuje jakby ktoś był u niej w pokoju
        Mówiłem jej zeby sie modliła cała noc,ale mowi,ze nie moze skupić sie na modlitwie,ze jej Ciężko
        Wczoraj gdy byłem u niej nie miala krzyżyka na szyi,a zawsze go nosiła,rózniez nie była na maszy Świętej,a chodzi mozna powiedzieć co niedziele do kościoła
        Strasznie mnie martwi ten fakt
        Prosze o pomoc
        Czy to moze mieć coś wspólnego z opętaniem?

        Polubienie

        • Ks. Marek pisze:

          Myślę, że nie jestem w stanie udzielić zero jedynkowej odpowiedzi n końcowe pytanie. To mogą być jakieś lęki, które mają jakieś swoje konkretne podłoże. Można je rozeznać samemu, albo z pomocą psychologa. Zawsze w klimacie zaufania Panu Bogu i we wspólnocie z Jego Kościołem. (modlitwa, sakramenty, lektura i rozważanie Słowa Bożego)

          Polubienie

  2. Agnieszka pisze:

    Witam..niewiem jak to opisac i nie mam pojecia nawet czy mozna to nazwac jakiegos rodzaju dreczeniem przez diabla ale raz na jakis czas w nocy mam na jawie dziwne,przerazajace wizje i odczucia.Paralizuje mnie paniczny strach i wciaz widze okropna twarz czlowieka.Wydaje mi się jakbym walczyla z nim ale nie fizycznie.Gdy to sie zaczyna ja natychmiast zaczynam sie modlic i wtedy tez czuje to okropne uczucie walki.Boje sie bardzo ale mam tez silna wiare.Co powinnam zrobic?

    Polubienie

  3. Jo pisze:

    Czytając opis: „rodzaje i stopnie dręczeń diabelskich” wnioskuję, że byłam pomiędzy nr 4 a 5(ponieważ rzucono na mnie przekleństwo i ryty satanistyczne). Interesowałam się okultyzmem i satanizmem. Nie chcę się rozwijać nad swoją przeszłością, ale powiedzieć że z tego tytułu miałam dolegliwości fizyczne, psychiczne i duchowe. To na prawdę męka. Mija już 4 rok od mojego gwałtownego nawrócenia ( bo od zerwania z tamtymi rzeczami minęło 16 lat, ale nawracałam się wiele lat ) jak modlą się nade mną osoby duchowne, uczęszczam na modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie i sama się bardzo dużo modlę, prawie każdego dnia jestem na Eucharystii, przyjmuję Pana Jezusa i walczę. Dwóch egzorcystów modliło się nade mną i uznało, że nie jestem opętana, lecz silnie dręczona. Ja myślę że byłam o krok od opętania, ale Pan mnie ocalił, bo przyszedł w porę mi z pomocą. Chcę powiedzieć, że przy silnym zniewoleniu objawy mogą był bardzo podobne. Ja miałam dolegliwości z żołądkiem i głową (silne bóle). Miałam codzienne nocne koszmary, a nawet obecność złych duchów przy mnie szczególnie w nocy (stukanie, hałasy w domu). Ponadto byłam rozchwiana emocjonalnie, myślałam nad samobójstwem, cierpiałam na depresje, nie mogłam normalnie pracować, nie mogłam modlić się, byłam agresywna. Podczas niektórych modlitw bełkotałam i wykręcało mi twarz. Ponieważ byłam zniewolona seksualnie, to w nocy odczuwałam jakby mnie diabeł (który mi się śnił) mnie gwałcił. Pomimo tego, że zerwałam z poprzednim życiem!!! Dopiero moje stanowcze postanowienia dały efekty: spowiedź życia, codzienna Eucharystia i spowiadanie się co dwa tygodnie, uczęszczanie na modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie (modlenie się nade mną przez kapłana i osoby posługujące), modlenie się w domu szczególnie różańcem (polecam różaniec O. Witko OFM, „Wołaj mnie a odpowiem Ci”), litanie do Krwi Pana Jezusa, Koronka do Krwawych łez Maryi oraz akty oddania się Panu Jezusowi i Matce Bożej. Ponadto sami możemy „egzorcyzmować” siebie prostymi egzorcyzmami. Chcę powiedzieć, że nasza wolna wola w tej walce jest bardzo ważna, to my mamy sami iść do uzdrowienia a wszystkie sakramentalia, osoby mają nam tylko w tym pomóc. Musimy wykrzesać z siebie bardzo dużo sił i walczyć, powtarzać każdego dnia że należymy do Jezusa a nie do złego. Należy też pamiętać, że osoby podobne do mnie muszą stale, do końca życia modlić się i „przykleić” się do Pana Boga.

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      nasza wolna wola w tej walce jest bardzo ważna, to my mamy sami iść do uzdrowienia a wszystkie sakramentalia, osoby mają nam tylko w tym pomóc. Musimy wykrzesać z siebie bardzo dużo sił i walczyć, powtarzać każdego dnia że należymy do Jezusa a nie do złego. Należy też pamiętać, że osoby podobne do mnie muszą stale, do końca życia modlić się i „przykleić” się do Pana Boga.

      To jest kwintesencja Pani wpisu. tego trzeba się trzymać, mówić o tym innym, pomagać im do tego, by i oni doświadczyli wolności poprzez wytrwała walkę duchową.

      Polubienie

  4. Michał pisze:

    Jo: Uważam, że jestem w stanie wiele stwierdzić, jestem też dobrym „psychologiem” do ludzi. Czy te objawy dziewczyno, które dalej być może miewasz… Czy faktycznie dręczenie różni się od opętania? i jest taką cienką granicą pomiędzy tymi dwoma zjawiskami? Rozumiem dręczenie osób świętych, które nawracają/uwalniają wielu zagubionych ludzi modlitwą dajmy na to połączoną z postem o chlebie i wodzie lub też po prostu ludzi/zakonników przeznaczonych do misji specjalnych według wyboru takich ludzi przez Boga Ojca. Z tego co piszesz, wygląda na to, że w niektórych przypadkach zły duch może takiego zamętu narobić, że nie wiadomo czy dana osoba jest dręczona lub opętana… Słuchając kiedyś pewnego egzorcysty, mówi tak: Jak przyłożę stułę do czoła osoby opętanej, musi być reakcja… A Ty piszesz, że egzorcyści podeszli i stwierdzili, że nie jesteś opętana….No to o co chodzi?

    Polubienie

  5. Kacper Paradowski pisze:

    Prosze księdza od jakiegoś czasu w naszym mieszkaniu działy sie dziwne rzeczy szurały przedmioty było słychać kroki itp.Po poświęceniu mieszkania i posypaniu progu dzwi i parapetów solą egzorcyzmowaną wrzystko ustało.Pare dni po ustaniu tego mój tata przyznał sie mojej mamie do tego że ją zdradził a czytałem to co jest tu napisane i tata jest rozdrarzniony ma zboczenie półciowe itp czy ta zdrada może być objawem opętania mojego taty przez tego ducha
    ?

    Polubienie

  6. Posze o maila pisze:

    Rodzice opowiadają mi o kobiecie ktora prześladuje szczególne 2-3 w nocy zle duchy nakazują jej co ma robić odwiedzają ja co noc nie dają spać wrogo nastawiaja ja do kapłanów bluzga na Matke Boska co ciekawe zna wszystkich biskupów i opowiada że to oni ja prześladuja i stają w innym pokoju i słuchają co robi zakazuje jej jeść słodyczy … opowiadała że pewnej nocy kazał jej łapac myszy … mówił o jej siostrze zmarłej że z oblubiencem prowadzą się …

    Polubienie

  7. Czesław pisze:

    Szczęść Bożę.

    Księże Marku, mam zamiar księdza przeprosić za moje pewne zdanie opublikowane w mym ostatnim pości. Nie chcę tego jednak zrobić publicznie dlatego proszę napisać do mnie kilka słów na mą skrzynkę mailową, bym mógł znać księdza adres mailowy i me przeprosiny przesłać. To mi nie daje spokoju. Proszę się nie obawiać, nie mam zamiaru prowadzić żadnej innej korespondencji, by księdza nie potrzebnie nie obciążać.

    Pozdr.

    Polubienie

  8. Kasia pisze:

    Mam pytanie… Być może głupie, ale: czy opętany może płakać przy modlitwie, szczególnie przy Różancu ? A jeśli płacze, czy to znaczy, że jest blisko wyzwolenia? I czy taka osoba może bać się, że przy egzorcyźmie zrobi krzywdę księdzu? Moja koleżanka miała lęki, że jest opętana, że jest w niej szatan… ale to co mówiła, brzmiało bardziej jak jej własny wymysły, do tego to jest to co mi opowiadała- to znaczy płacz przy modlitwie

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Trudno mi powiedzieć, co może a co nie może się dziać w przypadku opętania człowieka. Na pewno jednak warto posłuchać tego, co mówi nam nasze „wewnętrzne” ja, i spróbować jakby w zgodzie z nim, porozmawiać z koleżanką, pobyć z nią, posłuchać, czym chce się podzielić, czy z czego wygadać. Poza tym, potrzeba modlitwy wstawienniczej w jej intencji, za nią. Można samemu to uczynić, można poprosić np jakąś wspólnotę albo siostry zakonne.

      Polubienie

      • Ks. Marek pisze:

        Pani Weroniko, a co Pani podpowiada sumienie w tej sytuacji? Co Pani wg swego sumienia widzi, że powinna uczynić? Mówi Pani, że jest szoku, kiedy czyta własne słowa. Może własnie tego szoku potrzeba? Przyjrzenia się historii życiowej i wyciągnięcia w niej wniosków? Tak więc jeszcze raz zapytam: Co Pani uważa, że powinna zrobić?

        Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Raczej bym zapytał, czy potencjalny „opętany” jest w stanie wskazać, co by mogło go doprowadzić do opętania.
      Co zas do płakania przy modlitwie: zdarza się, że człowiek płacze podczas niej. Czasem są to łzy żalu, czasem przerostu emocji nad rzeczywistością. Tu trzeba po prostu rozeznać samemu.

      Polubienie

  9. Zagubiona pisze:

    Zwracam się do Księdza z prośbą o pomoc. Nie wiem czy mój przypadek związany jest z działaniem złego ducha, ale w życiu moimi mojej rodziny dzieją się rzeczy, które trochę mnie niepokoją, dlatego będę wdzięczna za przeczytanie tej wiadomości choć krótką odpowiedź.
    Wszystko zaczęło się mniej więcej jakiś czas po ślubie. Z mężem dogadywaliśmy się bardzo dobrze, oboje jesteśmy wierzący i praktykujący, choć zdarza się, że nie w każdą niedzielę chodzimy na mszę. Problem zaczął się, kiedy brat męża ożenił się z dosyć specyficzną osobą. Bratowa męża zafascynowana była wróżbiarstwem. Zajmowała się tarotem (nam nigdy nie wróżyła) i kursami robienia laleczek voo doo. Od samego początku nie była przychuylnie nastawiona do rodziny, próbowała wszystkich skłócić. Jej wizyty były dla mnie stresujące, była kłótliwa, a co gorsze miałam wrażenie, że czyta w moich myślach, znała moje plany, o których nikomu nie mówiłam. Kiedy wychodziła, byłam zdenerwowana, bolała mnie głowa. Przestało się jej układać w małżeństwie z moim szwagrem. Kłócili się, nie chodzili razem do kościoła, a nawet zabroniła powiesić w domu święty obrazek. Ostatecznie rozwiedli się, ale mają razem synka i muszą utrzymywać kontakty i od szwagra wiem, że nienawidzi całej naszej rodziny i obwinia nas za ich rozwód. Ma problemy neurologiczne, jest wychudzona i generalnie chyba ma też problemy zdrowotne, już w czasie ich małżeństwa miała problemy ze snem. Obawiam się, że mogła rzucić urok na naszą rodzinę. Teść 2 lata temu miał ciężki zawał, a teściowa cierpi na bóle stawów, często narzeka, że czuje się, jakby ktoś w nią wbijał igły.
    Nie jest to jednak koniec dziwnych perypetii. Do niedawna moja rodzina utrzymywała kontakt z ciotką, która wstąpiła do sekty różokrzyżowców. Nie wiedzieliśmy na początku co to jest, zasłaniała się wiarą w Boga, na jej biurku był obraz Jezusa Milosiernego. Miała coś w rodzaju różdżki – wahadełko, za pomocą którego określała naszą aurę, wróżyła nam. Godziliśmy się na to choć z przymrużeniem oka, ale dziś boję się, że był to błąd. Nastąpiły pewne okoliczności, które spowodowały, że z ciotką już moja rodzina relacji nie ma, gdyż wiele złego nam powiedziała, prowokowała kłótnie, często wpadała w stany histerii. Negatywnie oceniała wszystkich, twierdząc, że sama jest święta i cyt. „z ciałem pójdzie do nieba”. Być może była to jakaś choroba psychiczna – nie mnie to oceniać. Jej syn cierpi na ciężką depresję, mąż jest alkoholikiem.
    Mało tego, mój teść hobbistycznie zajmuje się również radiestezją – jest to coś w rodzaju bioenergoterapii. Kiedy teściowa lub my źle się czujemy, macha nad nami wahadełkiem. Rzeczywiście samopoczucie po tym się poprawia, ale niepokoi mnie fakt, że potem wszystko wraca. Zaczęłam czytać o tych praktykach i dowiedziałam się, że Kościół nie popiera radiestezji, że to może być otwieranie się na złe moce.
    Wszystkie te zdarzenia trwają od ok. 8 lat. Wciąż coś się dzieje. Moje osobiste problemy zaczęły się kiedy urodziłam pierwsze dziecko. Wcześniej sama też chwilę zajmowałam się chińskim wróżbiarstwem I-CHING – był to krótki epizod i nie wiem co w ogóle mnie podkusiło. Po urodzeniu córki wpadłam w depresję, nie radziłam sobie, a najgorsze było to, że nikt tego nie widział. Otrząsnęłam się trochę, kiedy szybko zaszłam w drugą ciążę i wtedy nastąpił kryzys w moim małżeństwie. Bardzo starałam się dbać o rodzinę, jednak mój mąż stał się dla mnie zimny i nawet nie pomagał mi w codziennych obowiązkach, choć miałam ciąże wysokiego ryzyka. Kłóciliśmy się, ja byłam zmęczona, smutna albo agresywna w stosunku do córki. Pod koniec ciązy trafiłam do szpitala z problemami oddechowymi, to cud, że przeżyłam ja i dziecko. Córeczka urodziła się zdrowa, jednak w 3 miesiącu życia przestała rosnąc. Kiedy udało nam się nad tym zapanować i wydawało się, że pokonaliśmy kolejny problem – ja przestałam już wyrabiać. Byłam zmęczona, zła, znów wciąż się kłóciliśmy. Byłam niedobra dla moich dzieci, wpadłam w depresję. Pomogła mi pani psychiatra, która trochę mą potrząsnęła. Poszłam znów do pracy i wydawało się, że nagle pokonaliśmy wszystkie problemy. Znów zaczęło się układać. Staram się chodzić do spowiedzi i komunii. Sami dziwimy się, że znów jest tak jak tuż po ślubie, dbamy o dzieci, jesteśmy dla nich cierpliwi.
    Niestety od kilku miesięcy bardzo źle się czuję. Mam codziennie potworne bóle głowy, neurolog podejrzewa stres, mam też trudną sytuacje w pracy. Mój teść cierpi na depresję, teściowa bardzo podupadła na zdrowiu. Moja babcia, mama i tata w ciągu pół roku wszyscy mieli jakieś upadki, które kończyły się złamaniami.
    Proszę Księdza, kiedy to czytam sama jestem w szoku. Niby nic, niby niewinne zbiegi okoliczności, zwykłe ludzkie problemy, a jednak boję się, że ktoś może rzucił urok na moją rodzinę, a może sami to wszystko na siebie ściągnęliśmy? Boję się co jeszcze nas czeka, a najbardziej o moje dzieci, żeby chociaż nie cierpiały.
    Co Ksiądz mi radzi? Czy powinnam udać się do egzorcysty? Wiem, że podstawa to modlitwa i staram się o to dbać. Boję się jednak, że to nie wystarczy.

    Polubienie

  10. Ttt pisze:

    Prosze Ksiedza,
    Znalazlam drugi raz pentle z jakiegos wlosia, konsultowalam to ponoc to ma zwiazek z magia. Nie wiem czy to ktos mi podrzuca czy ma to zwiazek z moja proba zmiany zycia. W moim zyciu mial miejsce okultyzm, satanizm, spirytyzm.
    Mam nocne leki sni mi sie czesto ze wypadaja z moich ubran wlasnie te petle ale z moich wlosow. Miewam napady zlosci, mysli samobojczych, potrafie zaczac sie modlic ale nie jestem obecna tylko wypowiadam slowa… nie ma we mnie radosci….
    U egzorcysty trudno bylo cokolwiek mi powiedziec ale podczas modlitwy o uwolnienie nic ze mna sie zlego nie dzialo…
    Przystepuje do sakramentow, pragne zmienic swoje zycie ale nie wiem kim jestem… czy to wszystko juz za mna… zyje jak chrEscijanin chodze do kosciola, sakramentow ale czasem sie boje ze oszukuje siebie I wszystkich ze ze mna nie wszystko jest ok….
    Nie wiem co robic dalej gdzie szukac pomocy na wyjscie z tego stanu….

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Jeśli była Pani u egzorcysty, jeśli on coś zaczął, to niech on to dalej prowadzi. Jest najbardziej kompetentną osobą, ja na niewiele się zdam tutaj ze swoją wiedzą.

      Polubienie

  11. Helene pisze:

    Jak byłam mała, miałam sen o tym jak jakieś demoniczna postać próbowała owładnąć moje ciało. Miałam wtedy około 5/6 lat. Jak to bywa dzieci mają różne dziwne sny toteż nie przywiązywałam do tego większej uwagi, tak więc zapomniałam przez pewien czas o tym zdarzeniu. Aczkolwiek, co jakiś czas przypominał mi się. Następnie w wieku około 7 lat miałam wizję, która okazała się moja przyszłością… I to bardzo sroga, wnet bym się zatraciła, ale ocalił mnie pewien człowiek przed śmiercią, gdyż miałam mnóstwo myśli samobójczych ( teraz też takowe miewam i to czasami po kilka razy dziennie). Pamiętam jak budziłam się często w nocy, szybko pisząc przez kogoś- tak jak dyktando, ktoś inny mówił mi co mam pisać, tzw. pisanie automatyczne. Miałam dalej kilka wizji, a teraz jak to nazwę to coś powoli kierowało moim życiem. Miałam i mam wiele stanów depresyjnych, byłam chora na bulimię i anoreksję, pisałam coś z biblii, której nigdy nie czytałam… To coś szeptało mi, jak to gdzieś napisałam w moich pamiętnikach cytat: ‚Błaho wyodrębnione, powielone przez ogół prowokatorów i przyswojone nie tak jak zdałoby się je zakotwiczyć w potylicy.,,Mój ty cherubinie, nie pojmę jak kolosalne byłyby twe fatygi i tak po ewidentnej luce czas-okresu ulegnę podszepcie,,Mefista”. Za wszystek razem czart się czai, gdy nasza książeczka modlitewna się zamyka. Sondaż, który ongiś był cokołem do określania monumentalności kaduka, stał się zanadto zbędnym balastem występków. Nie jesteśmy w dostateczności zdatni by w zawikłanym procesie empirii otrzymać natężenie tegoż,,licha”. Kuty na cztery nogi(chytry) dybuk, posiadł w zanadrzu ujarzmiające kajdanki.’ Pisałam to w nocy tak naprawdę tego nie rozumiejąc, gdy miałam około 17 lat. I wiele więcej… Ale to opiszę już w kontakcie z Księdzem, ponieważ temat mojej osoby i przeżyć jest zbyt szeroki, aby się rozpisywać na forum publicznym. Robiłam coś czego nie chciałam, tak jakby ktoś lub coś mnie ZMUSZAŁO i to nie raz. To coś doprowadziło mnie do destrukcji psychicznej i fizycznej. Ponadto miałam te wizje…no i zainteresowania magia, wychodzeniem z ciała, wcześniej widziałam zmory oblegające mój dom, ale się codziennie modliłam i wytworzyłam aurę ochronna. To było w wieku około 15 lat, po ciężkich przeżyciach uciekałam się do tego typu wierzeń, ponieważ to coś mówiło mi, że mam się tym interesować, tzn. podsuwało mi cały czas nowe pomysły tak, abym nie mogła się skupić na celu życiowym, który zatraciłam i już nigdy nie odzyskam normalnego życia. Próbuje się odnaleźć, ale nie mogę. To coś cały czas burzy moje myśli i szepcze, abym się poddała, ponieważ i tak nie wygram i mnie zniszczy do końca. Często, nawet parę razy na dzień, nasuwają mi się myśli samobójcze, ale wiem, że muszę z tym walczyć, ponieważ nie mogę odebrać sobie życia, tylko Bóg decyduje kiedy jest koniec mojej egzystencji.

    1. Chcę jeszcze dodać, że jak powiedziałam temu czemuś, aby mnie przestało nękać, to wtedy zaczęło mną rzucać i to nie raz, kazało mi wziąśc nóż do ręki i się zabić, trząsło mną, wypowiadałam słowa, których nie chciałam i bardzo się za nie wstydzę, a ponadto tak jakby ktoś we mnie wszedł i siedziałam nieruchomo, nie mogłam nic mówić. W tej fazie, nie pomagały mi nawet tabletki, ciężko mi się oddychało, ale jak poszłam do lekarza w tym momencie, powiedział że to ze męczenia i niczego nie wykrył.
    2. W miejscu, gdzie mieszkam, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Spadł obraz do połowy, jeden się oderwał, gdy płakałam grała muzyka i nagle stop, nie mogłam włączyć jej ponownie, słyszałam czyjeś kroki, ale nikogo nie było, mój pies dziwnie się zachowywał, szczekał na coś, był niespokojny, jak mnie rzuciło to biegał po całym mieszkaniu i szczekał, szukał czegoś. I tym podobne rzeczy.
    3. Tu jeszcze cytat z pamiętnika: Aksjomaty moralne, wielorako przeplatają się w system człowieczej mentalności oraz w zależności, co upadły anioł będzie aprobował, taki świat wyczaruje na indywidualny koszt.

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Pisała coś Pani o braniu tabletek. Czy leczy się Pani na jakieś nerwice? Jest Pani pod opieką psychologa lub psychiatry? Nieraz bywa, że zły próbuje przesadzić nam obraz nas samych, zwłaszcza, kiedy wskutek obiektywnych czynników i okoliczności, mamy zaburzony obraz samych siebie, swej wartości, godności. I wtedy dochodzić może do takich zdarzeń, które nas wprawiają w osłupienie, czy też w dziki strach. wtedy też nietrudno o wrażenia, które na wyrost potęgują w nas świadomość konieczności obrony. Wtedy są wszystkie chwyty dozwolone. Człowiek działa na oślep, by zachować jakieś status quo. Dlatego tak bardzo ważne jest, by miec przy sobie kogoś realnego, kto czuwa, byśmy sobie mogli jakoś, w miarę poradzić z deformacjami rzeczywistości. Ma Pani kogoś takiego przy sobie?

      Polubienie

  12. eeeeeeeeeeeeeee pisze:

    Bylam na szy z ojcem bashobora modlil sie do ducha swietego i kiedy powiedzial zeby duch swiety uwolnil nas od grzechow chorob itd wydobywal sie ze mnie krzyk glosny slyszalam ze jeszcze kilka osob tez to mialo co to oznacza czy nic zlego?>prosze odpoweidz

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Pani Elwiro, jak to Pani sumienie rozeznaje? Ja tylko podpowiem, że Duch Święty jest posłany po to, by nam odpuszczać grzechy, umacniać w łasce Bożej – to po pierwsze. Po drugie zaś – napisała Pani to, co napisała. Zatem wniosek można spróbować wysunąć samemu, do czego zachęcam Panią!

      Polubienie

  13. Oooooooo pisze:

    Odkąd pamiętam byłam wierząca. Jako mała dziewczynka odmawiałam różaniec, chodziłam na każde nabożeństwa Fatimskie (uwielbiałam je, podczas uczestnictwa w nich czułam się wyjątkowo dobrze). Sprawa uległa zmianie gdy ponad rok temu dostałam w prezencie karty. Nie byle jakie karty. Karty tarota. Oczywiście żeby nie leżały bezczynnie zaczęłam szukać informacji na temat wróżb (rozkładów, znaczenia kart i ich interpretacji). Czym głębiej wchodziłam w to bagno, czym lepiej i trafniej potrafiłam spojrzeć w życie osoby, tym bardziej odsuwałam się od wiary, od Boga. Bardzo często wróżyłam sobie. Idąc na egzamin wiedziałam że ja i moja koleżanka zdamy. To nie była intuicja. Wiedza z kart pozwoliła mi znać przyszłość. Pamiętam wróżbę „noworoczną”. Bardzo nie przestraszyła. Odczytałam, że rok 2016 będzie bardzo trudny. Będą się działy rzeczy niemiłe, trudne dla mnie i rodziny. W międzyczasie zatraciłam się całkowicie. chciałam chłonąć wiedzę o kartach. Zaczęłam wróżyć ludziom anonimowo w internecie. Powracali do mnie, gdyż moje prognozy były trafne. Bardzo często podczas przygotowań do matury widywałam kątem oka w moim pokoju ciemne cienie, widziałam w szybce w drzwiach, że coś na korytarzu mnie obserwuje, a byłam sama w domu! Kilka dni po mojej noworocznej wróżbie (w zasadzie to po miesiącu) zmarła moja babcia. A tej samej nocy, kiedy zmarła moja babcia.. druga babcia przestała nagle chodzić. Nie chodzi do tej pory. Ja rzuciłam wróżby nagle, pod koniec maja. Dość dziwne, bo stałam się do maja prawie ateistką. Dziwiłam się ludziom, którzy wierzą. Uważałam, że Boga nie ma. A jeśli jest, to ma nas gdzieś, patrzy na nas i się wyśmiewa z naszych niepowodzeń. Dlatego byłam wrogo usposobiona do księży, sakramentów, modlitw. Całkowicie przestałam się modlić. Do kościoła chodziłam jedynie dlatego, bo rodzice kazali. Ale co z tego, jak całą mszę stałam obrażona na wszytskich i wszytsko. A z moich ust nie wyszło ani jedno słowo modlitwy. Aż w końcu, nagle w maju … Poczułam nagły przypływ Bożej miłości. Upadłam na kolana, zalałam się łzami i zaczęłam błagać o przebaczenie. Każdego dnia modlę się o to samo. O to, aby Bóg mi przebaczył i był przy mnie, dając mi siłę do walki. Ale do rzeczy. Gdy rok temu zaczęła się moja przygoda z tarotem z moją babcią (tą która w tej chwili nie chodzi. Dosłownie nie chodzi. Nagle rano nie mogła podnieść się z łózka. I tak zostało. Od ponad pół roku nie chodzi. A tej samej nocy kiedy zaczęła się ta tragedia .. zmarła moja druga babcia !! ) zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Stała się nerwowa, strasznie przeklęta. Wyklinała wszystkich i wszytsko. Od maja (czas kiedy ja przestałam wróżyć) dzieją się z nią jeszcze dziwniejsze rzeczy. Stała się zamknięta w sobie, opowiada totalne farmazony. Mówi, iż do niej do domu w nocy przychodzi mężczyzna. Bije ją, śmieje się z niej. Tzn wcześniej po prostu pukano do okna, drzwi. A teraz ktoś stoi nad nią. I się nad nią znęca. Podobno strasznie bolą ją plecy. Mówi, że ma tam siniaki od pobicia. Ani ja, ani nikt z moich najbliższych nie widzimy tam śladów pobić. Niby różaniec na jej szyi wisi, ale czy się potrafi modlić na nim-nie wiem. Za każdym razem kiedy razem z mamą pojawiamy się u niej w domu wyzywa nas od złodziei, katów, bo przecież to podobno przez nas ten mężczyzna przychodzi ją bić. Dlatego nas nienawidzi i nie chce nas znać. Boję się. Naprawdę boję się, że to, co w tej chwili dzieje się z moją babcią jest spowodowane moimi praktykami wróżbiarskimi. Bo nie była „dręczona” przez tę osobę do kiedy ja praktykowałam wróżby… Może inaczej to ujmę. Była normalną, zadowoloną z życia kobietą. Do czasu aż zaczęłam wróżby. Od wtedy stała się nie do poznania. Co powinnam zrobić? Przywieźć do niej kapłana? Proszę o pomoc. Bardzo się martwię, że to może być dręczenie demoniczne.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Jak już pisałem do innych osób, tak samo do Pani, teraz: co w związku z tym wszystkim podpowiada Pani sumienie? Jak Pani uważa, co należałoby zrobić, i dlaczego właśnie to?

      Polubienie

  14. Roman pisze:

    Szczęść Boże.
    Mam problem z moim dzieckiem. Od roku mój syn który ma 17 lat bardzo się zmienil i ma leczenie psychiatryczne. Leki nie pomagają. Syn nadal bardzo przeklina nawet przez sen, wszystko kłamie i wprowadza kazdorazowo swoja rozmowa kłótnie i zamęt w rodzinie. Jest też agresywny i łatwo wpada w furię wściekłości. Moja rodzina nie utrzymuje ze mną kontaktu, bo zostali bardzo złośliwie traktowani przez niego.
    Niszczył im różne rzeczy po cichu i ośmiesza, a później się tego wypierał. Jest bardzo złośliwy i arogancki- brak mi już sił. Nosi od niedawna medalik na szyi i chodzi do kościola na mszę w niedziele- bo mu o tym przypominamy. Ale czy prawdzieie się tam mogli? Nie ma niecheci do swietych przrdmiotów.Mam jednak pewne pytanie-Czy jest może opętany lub dręczony? Dorastał jako pogodne dziecko i coś się z nim stało. Bardzo dziękuję za odpowiedź.Pozdrawiam.

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Proszę Pana, uważam, że najlepiej będzie, jak Pan swe dziecko odważnie przeprowadzi przez ten trudny czas, towarzysząc mu obecnością i świadectwem życia: cierpliwym, rozmodlonym, odpowiedzialnym za rodzinę. Rozumiem, że psychiatra rozpoznał w psychice Pana syna obszar, który potrzebuje pomocy lekarskiej. Niech więc lekarz działa swoje, a rodzice niech będą towarzyszącymi dziecku w tej drodze.

      Polubienie

  15. Wiktoria pisze:

    Szczęść Boże.
    Chcialabym sie poradzic w paru sprawach.
    Jakos od 2 lat zmagam sie z takimi problemami jak np gdy zasypiam mruga mi światło(nawet gdy wszystkie sprzety i swiatla sa wyłączone) jak chce sie pomodlic strasznie zaczyna mnie bolec glowa, czesto boli mnie brzuch(to nie jest taki bol jak kogos bolalby brzuch -tego nie da sie opisac). Czasami mam jakies takie dziwne „fazy” ktorych tak jakby nie kontroluje. Kilka razy mialam tak ze w czasie adoracji widzialam albo czarna postac w hostii albo twarz Jezusa.Nie wiem czy to tez ma cos wspolnego ale mam straszny lek i zniechęcenie do spowiedzi. Mogłabym napisac chyba z 2 kartki tych wszystkich objawow. Do tego jeszcze od 2 lat zmagam sie z grzechem masturbacji i z nieczystoscia. Jakoś rok temu bylam u egzorcysty poniewaz mialam mysli samobojcze i cielam sie. I tam rozmawialam z ludzmi ( nie z samym ksiedzem egzorcysta) i oni powiedzieli mi ze te objawy wygladaja na dreczenie. Czy to mozliwe? Bo jednak nie ksiadz to stwierdzil tylko ludzie ktorzy z nim pracuja. Co mam dalej robic? Te chwile gdy to wszystko sie dzieje sa bardzo trudne. Czasami dzieki nim mam takie załamanie ze odechciewa mi sie zyc. Pytam co chwile Boga dlaczego mnie to spotkało? Czemu akurat ja?
    Proszę o pomoc i juz z gory dziękuję! 😉

    Polubienie

  16. AGnieszka pisze:

    Witam od kilku godzin szukam odpowiedzi na to co dziś w nocy mi się przydarzyło. Otóż nie mogłam spać,różne myśli przychodziły mi do głowy i nagle poczułam ciężar na brzuchu i klatce piersiowej, jakby ktoś usiadł na mnie, nie mogłam oddychać i ruszać się. Usłyszałam głosy śmiejace się i wołające „dorwiemy cię będziesz nasza”. Zaczęłam się modlić i w odpowiedzi słyszałam poprzekrecane słowa modlitwy, głosy śmiały się z niej… Długo się modliłam szczególnie”zdrowaś Mario” oddalała jakby to „coś” ode mnie. To było naprawdę przerażające… Zaczęłam analizować moje ostatnie zachowania i doświadczenia i muszę przyznać że od jakiegoś czasu dreczyly mnie natrętne myśli dot.mojego męża, chęć sprowokowania kłótni, jakieś żale z dawnych lat. Nie wiem co mam dalej ze sobą zrobić… Proszę o jakieś wskazówki..

    Polubienie

    • Ks. Marek pisze:

      Proszę Pani, pierwsze, co potrzeba zrobić, to z serca przebaczyć mężowi. Potem udać się do spowiedzi byłoby wskazane. Obserwować, co się dzieje wokół Pani, czym Pani żyje, i dlaczego tym właśnie. Koniecznie też nie zaniedbywać jedności małżeńskiej.

      Polubienie

      • AGnieszka pisze:

        Bardzo dziękuję za tak szybką odpowiedź. Myślałam,że to co było jest już wybaczone i zapomniane a jednak okazało się że nie… Dziękuję już chyba wiem, w którą stronę iść. Mam tylko nadzieję że ta sytuacja się już nie powtórzy.

        Polubienie

  17. Maria pisze:

    Szczęść Boże .moja mama mówiła mi że widziała w nocy jak żołnierz stoi przy jej łóżku .nikomu tego nie mówiłam .po śmierci mamy ten pokój zajęła moja Córka i powiedziała że przy łóżku stał w nocy wysoki mężczyzna w mundurze i stwierdziła że miał zły wyraz twarzy że to był diabeł .nie wiem co o tym myśleć .

    Polubienie

  18. Maria pisze:

    Dawno temu mój Dziadek kłócił się z moim Tatą i przeklinał ziemię i dom .powiedział że na tej ziemi będą się diabły żeniły . Faktycznie nic się nie układa .Ciągłe nieporozumienia i nienawiść i choroby.Czy powinnam sprzedać ten dom ? w innym miejscu czuję się szczęśliwa i pogodna a jak tylko przekroczę próg mojego domu to takie przygnębienie mnie ogarnia taka beznadzieja i smutek i złość .czuje się tak jakbym była w więzieniu .

    Polubienie

  19. Terila pisze:

    Drogi Księże Marku,
    odkąd moja młodsza siostra zachorowała na silną depresję, mam wrażenie, że ze mną też jest coś nie tak. Prosiłam Boga, zanim musieliśmy umieścić ją w szpitalu, by pomógł mi zrozumieć, co ona czuje. Wysłuchał mnie i to co zobaczyłam, było straszne. W pewnym momencie poprosiłam Go, żeby część tego wziął na mnie, zrobiłam to pod wpływem impulsu. Po części wkroczyłam w jej świat i od tamtej pory, gdy np. zanim weszłam do Kościoła, czułam stres przed tym jak się zachowam, gdy tam wejdę. Wszystko było ok, ale bardzo się stresowałam i bałam, że zaraz coś zrobię. Czułam, że to test. Teraz nie boję się Kościołów. Zwiedziłam ich ostatnio więcej przez swoje podróże. Dziwnie reagowałam też na Księży. Czułam się przy nich zestresowana tak, jakby mieli coś zobaczyć, coś we mnie, co nie jest przyjemne. Chyba mi przeszło, ale nie jestem pewna, bo nie miałam okazji spotkać się z Księdzem vis a vis.
    Dzisiaj miałam taką sytuację, która wzbudziła we mnie bardzo duże podejrzenia i podniosła, jakby wewnętrzny alarm. W pracy podszedł do mnie klient z krzyżykiem na łańcuszku, na wierzchu koszulki.
    Wywołało to na mnie tak duże, nieprzyjemne wrażenie. Bałam się. Strach przed tą mocą? Tak najlepiej potrafiłabym to opisać. Spuściłam głowę i nie spojrzałam na krzyżyk ani razu.
    I zaczyna mnie to bardzo niepokoić, bo potrafię się modlić. Bardzo wierzę w opiekę Aniołów i często się do nich modlę. Do Boga zwracam się ostatnio nawet w ciągu dnia, gdy po prostu siedzę na krześle. Oddaliłam się od Boga, wiem to. Bardzo wyniszczyły mnie osobiste porażki, choroba mojej kochanej siostry, rak mamy, próba włamania do domu.
    Gdy ten krzyżyk dzisiaj tak na mnie podziałał, stwierdziłam, że to przegięcie, bo nie jestem przeciwko Bogu. Nigdy nie byłam i nie mam nigdy zamiaru być i stwierdziłam, że to jest już jakiś alarm. To znak, moim zdaniem, który już daje mi do zrozumienia, że coś jest nie tak, bo nigdy tak nie miałam. A nie panuję nad tym. Nad tym strachem. Nie potrafię rozpoznać czy faktycznie jest coś nie tak, bo staram się kierować rozsądkiem i wewnętrzną siłą.
    Po dzisiejszej sytuacji w pracy czuję się skołowana. Co się dzieje?

    Polubienie

  20. Czesław pisze:

    Księże Marku

    U mnie prawie wszystko bez zmian i dalej jest ciężko. Czuję, że muszę się nauczyć z tym jakoś żyć. Jestem jednak pewien nadejścia dla mnie dnia, w którym to dziadostwo ustanie, bo Pan wiecznie nie będzie tego tolerował!.
    Czytam od czasu do czasu wpisy na tym forum ludzi męczonych przez tego dziada, spodziewając się, że trafi się ktoś z podobnymi problemami do moich. Na razie jednak na to się nie zanosi.
    Przy czytaniu wypowiedzi innych przewija się w ich wypowiedziach bardzo często utyskiwanie na całkowite niezrozumienie stanu w jakim się znaleźli. U mnie jest to samo. Coraz bardziej jednak utwierdzam się w przekonaniu, że ten stan zamotania w człowieku jest specjalnie jemu dany, po to by, nie był w stanie się sam z niego wyplatać i musiał szukać pomocy w modlitwie do swego Stwórcy. Nie na darmo w pewnej części Mszy św. wypowiadane są słowa: „I chroń nas od wszelkiego zamętu!”. Może na tą kwestię kapłani swym wiernym za mało uwagi zwracają.

    Szczęść Bożę!

    Polubienie

Proszę, wypowiedz się

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.